
Otrzymałem w ostatnich dniach kilka listów dotyczących niemieckiego domu aukcyjnego Dusseldorfer Auktionshaus. W jedych z nich korespondencji pytają generalnie co myślę o tym domu aukcyjnym zaś w innych dopytują konkretnie o prace zawarte w bieżącym listopadowym katalogu.
Od wielu lat przeglądam katalogi tej firmy i zdarzało się, że moi znajomi kupowali w nim drobiazgi, jak również ja chyba w dalekiej przeszłości coś u nich mogłem kupić.
Pierwsza rzecz jak narzuca się to niskie ceny wyjściowe obiektów tam wystawianych. Oceniam to jako chwyt marketingowy by przyciągnąć jak najwięcej zainteresowanych, liczących na okazyjny zakup. Większość małych firm ma swoje podejście pod kątem cen wyjściowych i wycen. Moim zdaniem, w przypadku typowych prac, najlepszym podejściem jest wycena odzwierciedlająca ceny rynkowe z ostatnich kilku lat. To jednak wymaga sporej pracy i wiedzy ze strony pracowników. Dusseldorfer wybrał opcję niskich cen i w dodatku (chyba) bez cen rezerwowych. Przy takim podejściu łatwo jest ukryć zepsuty towar licząc na zaintesowanie mało zorientowanych klientów. Czy widziałem i czy widzę falsyfikaty w katalogach tej firmy? Oceniam subiektywnie, że były i są. Jest to oczywiste bo nie ma firm zagranicznych czy też firm polskich w których falsyfikaty by się nie pojawiały.
Czy pracownicy Dusseldorfer Auktionshaus przykładają się do swojej pracy by rozwiać wątpliwości klientów w kwestii autentyczności? Wydaje mi sie, że nie. Znam wiele przykładów o lakonicznym zbywaniu pytań. Jedne z czytelników napisał mi kilka dni temu:
„(…) moja historia jest bardzo krótka … zadałem im kilka pytań o konkretny obiekt co skończyło się zablokowaniem mojego konta…kiedy do nich zadzwoniłem … zdenerwowany jegomość powiedział mi że są domem z wieletnim doświadczenie i że jak piszą że autorem jest ten i ten autor to tak jest… a skoro mam wątpliwości to niech zrezygnuje z udziału w aukcji( trudno zrezygnować kiedy ma się już zablokowane konto!).(…)”
Gwoli sprawiedliwości, pytania o dodatkowe fotografie są zwykle dość dobrze tam spełniane a kwestia oceny autentyczności to odpowiedzialność, moim zdaniem, również kupującego. Inna rzecz, gdy po zakupie i dostarczeniu pracy do domu, klient stwierdza, że kupił ordynarny falsyfikat a mając potwierdzenie znanego w Polsce eksperta domaga się stamtąd zwrotu pieniędzy. Dość ciekawy przypadek na tym tle był niedawno (chyba mniej jak rok temu) przedmiotem sporu sądowego w Niemczech pomiędzy polskim klientem a Dusseldorfer Auktionshaus. Sąd niemiecki podjął decyzję (jest zaskarżalna lecz nie wiem czy doszło do jej zakarżenia), że dom aukcyjny jest jedynie pośrednikiem pomiędzy sprzedającym a kupującym i nie musi znać się czy dany obiekt jest autentyczny czy też nie. Taka interpretacja otwiera szerokie drzwi innym niemieckim domom aukcyjnm. A co będzie, gdy polskie domy dowiedzą się o takiej interpretacji prawa i spróbują przenieść na polskie tereny?
Jak widać, trzeba być bardzo ostrożny w podejmowaniu decyzji zakupu w Dusseldorfer. Są oczywiście poloniki prawdziwe ale i były i są bardzo wątpliwe. O tych wątpliwych pisałem stosunkowo niedawno. Było o pracy Leonarda Winterowskiego (https://polishartcorner.com/2026/04/07/leonard-winterowski-1868-1927-w-dusseldorfer-auktionshaus/), było o pracy Wacława Pawliszaka (https://polishartcorner.com/2026/04/24/waclaw-pawliszak-1866-1905-kolejne-cyganstwo-z-dusseldorfer-auktionshaus/). Obie te prace zapewne sprzedano i teraz będą zaśmiecały ściany w domach czy w polskich galeriach.
Myślę, że Dusseldorfer Auktionshaus został uznany za ‘łatwy’ dom aukcyjny dla polskich hanlarzy fałszerstwami i prace tego typu były i są im dostarczane z polskich terenów. Inna sprawa, że Dusseldorfer na taką politykę chyba się zgadza, czerpiąc zyski ze sprzedaży i macha na resztę ogonem.
Jak sytuacja przedstawia sie w obecnym, listopadowym katalogu? Wydaje mi się, że bardzo podobnie do poprzednich.

Obraz Wojciecha Kossaka, przedstawiony na górze tego postu, pewnie jest falsyfikatem, choć w katalogu przypisano go temu malarzowi. Bardzo intesujące jest nieoczekiwane datowane tej pracy na rok 1831. Taka pomyłka u Wojciecha?

Duża niestaranność u fałszerza, abstrahując od niepodobnego do Wojciecha pędzla. Jednak ten obraz wisi w katalogu i założę się, że znajdzie się na niego kupiec bo teraz chyba wydano nakaz w Polsce, że w każdym domu musi wisieć ‘Kossak’, zwłaszcza Wojciech lub Jerzy. Ci zaś nadal dwoją się troją by podołać zamówieniom.
Na marginesie fatalnych pomyłek fałszerzy przypomina mi się sytuacja pojawienia sie ok 20 lat temu w katalogu Bonhams dużej akwareli Juliana Fałata przedstawiającej zimową scenę z polowania. Praca była niezła, brakowało jej proweniencji. Udało mi się przekonać Bonhams do wycofania pracy po wyjaśnieniu, że słowo „Nieświesz” występujące obok sygnatury winno być zapisane jako „Nieśwież”.
Patrząc na obecny katalog Dusseldorfer pod kątem poloników krzywią mi się czasami oczy. Warto uczulić potencjalnych kupujących, że potrzebna jest bardzo krytyczna kwerenda. Mamy tę przewagę nad każdym domem aukcyjnym, że nie musimy u nich niczego kupić. Fuksy na rynku zdarzają się ale bardzo rzadko. W większości przypadków obiekt wyglądający na ‘okazję’ okazuje się pomyłką. Jeśli jednak doszło do zakupu i koszty były nieduże (dla jednego małe dla drugiego duże) to na takiej pomyłce można się czegośc nauczyć i wykorzystać utratę pieniędzy by nie powtórzyć błędu w przyszłości.
Generalnie radzę przeglądać katalogi firmy Dusseldorfer Auktionshaus, lecz z wielką nieufnością. Zawsze trzeba odsiewać ziarna od plewów.
Co Pan myśli o kolejnym pojawienu sie tam Ułana czy tam huzara i dziewczyny podającej my dzbanek KOSSAKA dużymi literami? Obraz wygląda bardzo dobrze i ponoć ma certyfikat Konopackiego.
Czy sprawdził to ktoś ze Konopacki faktycznie go wydawał? Czemu ten obraz tak wędruje???
Nie interesuje mnie obraz Kossaka wymagaący certyfikatu, sygnowany małymi czy dużymi literami. Proszę samemu sie zastanowić dlaczego obraz wędruje.