Offside



Szanowni Przyjaciele i Wrogowie Polish Art Corner,

Operator tego blogu przydzielił mi rubrykę w której mogę wypowiadać się na dowolne tematy.
To bardzo miłe być zaproszonym na tak poczytne strony, tak że nawet nieprzejednany wróg mediów społecznościowch taki jak ja, uległ pokusie zaistnienia w wirtualnym świecie. A dodam jeszcze że niekoniecznie podzielam wszystkie poglądy lansowane na tym blogu, co tylko świadczy o otwartości tych stron. W tym „Kąciku w Cornerze“ będą poruszane tematy od Sasa i od lasa, w duchu o ile możliwe pozytywnym. Jest to sektor niekonfliktowy, gdzie nie będę chłostać profesji, ani też kpić z jej ofiar. Mój profil: miłośnik obrazów, książek, jazzu i psów. Nothing else to declare. K.Z.



Włodzimierz Terlikowski (part 1)

Zmieniam tym razem temat żeby odejść nieco od spraw aukcjnych i upomnieć się o pamięć dla tej postaci, która jest dobrze znana kolekcjonerom, ale o ile mi wiadomo, nad którą nie pochylił się na serio żaden historyk sztuki – Włodzimierzem Terlikowskim. A jest to postać w naszej historii malarstwa niepowszednia, tak dzięki niezwykłej karierze i sukcesowi jaki osiągnął, jak też awanturniczemu życiorysowi, w którym trudno odróżnić prawdę od konfabulacji. Toteż mam nadzieję że znajdzie się ktoś kto podejmie pracę nad wyjaśnieniem tych różnych zagadek i uzupełnienia luk w znajomości jego drogi do sławy.

O Terlikowskim w Polsce można się dowiedzieć z często się powtarzających życiorysów w internecie, gdzie zarówno te jak i obcojęzyczne częstują nas niesprawdzonymi informacjami. Tak dla przykładu odnośnie miejsca urodzenia którym jest Poraj znajdujemy opis « near Warsaw » albo « near Lodz », nikt nie pofatygował się sprawdzić że w pierwszym przypadku jest to odległość 250 km, zaś w drugim 150. Z tym miejscem urodzenia też sprawa jest nie do końca jasna ; cytowany poniżej Perlman podaje inne możliwe miejscowości – Wyszków, Kawęczyn i Rembertów….

Tymczasem żadna publikacja na temat artysty nie ukazała się w kraju, jeśli nie liczyć katalogu wystawy z tekstem francusko-polskim wydanego przez Bibliotekę Polską w Paryżu w 2012 roku opracowanego przez Annę Czarnocką. Główne publikacje poświęcone Terlikowskiemu to przedwojenne tytuły autorstwa Arsène Alexandre (W. de Terlikowski Peintre 1927 oraz Terlikowski Peintre de Figures 1934) a także Jana Topassa (W. de Terlikowski 1930). Po wojnie dopiero Bennard Perlman zredagował użyteczną monografię artysty, opierając sie na ww. wydaniach oraz materiałach w posiadaniu rodziny (Wladimir de Terlikowski. His Life and Art 1998).

Bennard Perlman. Wladimir de Terlikowski. His Life and Art (1998)

Dosyć niespodziewanym źródłem informacji o młodości malarza zanim stał się sławny okazał się być tekst ze zbioru wybitnego publicysty i pisarza, Jana Lorentowicza (Spojrzenie wstecz 1935). Ten młody 16-letni wówczas służący w polskiej restauracji, wywarł na nim takie wrażenie, że umieścił opowieść o nim w tomie gdzie zamieszczone były teksty o Prusie, Reymoncie, Przybyszewskim i Żeromskim. “Dojrzałem w nim od razu pewną skłonność do tworzenia mitów o sobie samym” pisał na wstępie, tym niemniej przez pewien czas otaczał go opieką, starając sprowadzić go na właściwe tory, co w przypadku tak niezależnej duszy zakończyło się fiaskiem.

Nie jest tu moim celem dokładne odtwarzanie życiorysu malarza, niemniej warto przypomnieć główne etapy. Wiadomo że urodzony w 1873 roku miał dwanaścioro rodzeństwa. Pośród tej licznej gromadki, młodszy od Włodzimierza o dziesięć lat Stefan rówież próbował swych sił jako artysta. Niestety ten ochotnik, członek słynnego Legionu Bajończyków zginął na polu chwały w drugim roku wojny. Wychowany w duchu patriotycznym Włodzimierz wspominał jak domu śpiewano ściszonym głosem Mazurka Dąbrowskiego, aby nie narazić się na represje…

Ten niespokojny duch żądny poznania świata podejmje już pierwsze próby ucieczki Wisłą do Krakowa w wieku 12 lat, aby w roku następnym opuścić dom i ruszyć do Gdańska następnie zaś do Monachium. Czy był tam uczniem renomowanej Akademii, tak jak później Jean-Paul Laurensa w Paryżu, te informacje czekają na weryfikację ze strony jakiegoś historyka sztuki, który podejmie poważne badania.

Tu następuje siedmioletni okres podróży po świecie, opisany w pamiętniku Lorentowicza, gdzie Terlikowski zwiedza Północna Afrykę, Egipt, Singapur, Australię, Nową Zelandię, Chiny. Niewiele wiemy o przebiegu tych podróży i na ile były one tworem bujnej fantazji malarza.

Z początkiem XX wieku Telikowski, który poślubił w międzyczasie swoją pierwszą żonę Reginę, osiada w sercu Montparnassu, tuż obok historycznej Académie de la Grande Chaumière. To jakby początek pewnej stabilizacji tego wiecznego wagabundy.

Bardzo szybko zakorzenia się w środowisku bohemy Montparnassu, albowiem Stryjeńska wymienia go jednym tchem jako bywalca ‘Café de la Rotonde’ i ‘Dome’ wraz z Grossem, Baslerem, Kubinem, Foujitą, Rubczakiem, Dunikowskim, Zborowskim, Kislingiem, Markusami, hr. Potockim, Aiszą i Kiki (…). Trudno o lepsze towarzystwo ! W tym to też czasie Ksawery Dunikowski rzeźbi w drewnie głowę Terlikowskiego. Sam Terlikowski z kolei maluje swoich znajomych artystów Biegasa, Leplę, czy też Foujitę.

Tym niemniej, jego żądza poszukiwania nowych wrażeń zaprowadzi go do Owernii, gdzie stanie się jednym z głównych aktorów tzw. Ecole de Murols, szkoły pejzażu i śnieżnych widoków. Ich wystawa w 1913 roku w galerii Bernheim-Jeune, to kontynuacja wieloletniej współpracy z tą placówka.

Przełomem jest rok 1914, kiedy opiekę nad rodziną malarza roztoczy żona eminentnego polityka jakim był Georges Leygues. Ówczesny minister edukacji, później aż do śmierci minister marynarki, był nawet przez trzy miesiące premierem Francji. To dzięki niemu Terlikowski został odznaczony w 1918 roku orderem kawalerskim Legii Honorowej (15 lat później orderem oficerskim), ale co najbardziej istotne, pomógł wprowadzić artystę na salony co przyniosło mu zamówienia od zamożnej klienteli. Jedna z córek ministra, Jeanne, jest wówczas zamężna z amerykańskim weteranem wojennym z którym ma córkę imieniem Loula.   Po ich rozwodzie drugim jej mężem stanie się nasz malarz, który mimo oporów rodziny, wejdzie tym samym w świat high society i rozpocznie dostatnie życie wziętego artysty. W międzyczasie przypomni sobie także że Terlikowscy są herbu Jelita i staje się odtąd Wladimirem de Terlikowskim.

Włodzimierz Terlikowski z orderem Legii Honorowej

Terlikowski w tym czasie porzucił już kompletnie pędzel dla szpachli. Maluje szybko aby sprostać zamówieniom. Jego repertuar jest bardzo różnorodny, a zatem pejzaże ,które są ilustracją jego kolejnych podróży – południe Francji, Wenecja, Bretania, Maroko…Maluje także kwiaty, martwe natury, no i portrety. Wprawdzie francuski krytyk pisze że “nerwowy pędzel, żywy koloryt i oryginalna faktura nie pasują do tego rodzaju sztuki jaką jest portret “, tym niemniej artysta tworzy regulanie wizerunki znanych postaci, ale także tych bardziej egzotycznych pochodzących z Afryki Północnej. Ten rodzaj twórczości spotyka się z bardzo dobrym przyjęciem, której część zostanie uwieczniona ww. albumie Arsène Alexandre.

Artysta zawsze pozostawał wierny swoim korzeniom. Tak więc już w 1902 roku brał udział w loterii Polskiego Koła Artystyczno-Literackiego, w czasie wojny zaangażował się w działalność społeczną, pisał m. in. dla Myśli Polskiej, w 1914 roku wystąpił z inicjatywą pomocy dla młodzieży polskiej. Tak też było w tej nowej sytuacji, gdzie jego dom stał się miejscem spotkań wybitnych przedstawicieli emigracji polskiej, ale też paryskich elit artystycznych.

To pasmo sukcesów przerywa wojna, zaś małżeństwo Terlikowskich zmuszone jest się schronić w rodzinnych posiadłościach na południu Francji. Malarz zazna na nowo problem niedostatku, braku środków żywności i materiałów malarskich, ale też wyobcowania z dala od światka paryskich elit. Do tego dołączają się problemy zdrowotne. Z wyzwoleniem Francji  nic już nie będzie tak jak przed wojną.

Znana ze swego ciętego jeśli nie złośliwego języka Stryjeńska, która udała się w 1947 roku do Mistrza w poszukiwaniu lokalu na pracownię taki kreśli jego portret : “W niedzielę po południu byłam na Suffren i tam się dopiero nacięłam na babilońskiego sanhedryna. Trzeba sobie wyobrazić wspaniały, modern apartament, osłoneczniony i cały w kolorze zgaszonego złota i na jego tle takiego groteskowago kormorana jak Terlikowski, przeraźliwą ruinę ludzką, wziętą żywcem ze sceny molierowskiej, plączącego się w fałdach ciężkch aksamitnych beżowych kotar, potykającego się o dywany. Na tle rozległego apartamentu, tajemniczego w swym bezludziu, otulony w wyleniałe jakieś futro. z wahlarzem włosia stojącym na łysej czaszce piał starczym dyszkantem : ‘Źle, bardzo, źle, bieda okropna na świecie, dawniej zarabiałem, dzisiaj nie mam nic, nic!”. Istotnie, Francja jeszcze nie wróciła do normalności zaś obywatele mają inne zmartwienia niż kolekcjonowanie obrazów. Co nie znaczy że Terlikowski jest żebrakiem pozbawionym wszelkich środków do życia. Oprócz opisanego apartamentu posiada m.in. pracownię na Avenue Suffren, do rodziny należą posiadłośći w Villeneuve-sur-Lot oraz w Saint-Raphaël.

Posiadłośc w Saint-Raphaël

Tę ostatnią miałem okazję zwiedzić a także tam nocować w 2014 roku. To był raczej smutny widok upadku rezydencji, w której gościli niegdyś wielcy tego świata jak car Mikołaj II, z resztkami mebli i obrazów na ścianie, gdzie nie było zresztą prac Terlikowskiego, bowiem te ostatnie składowano w przechowalni mebli. Tylko piwnica przypominała tu o obecności artysty. Leżało tam w nieładzie mnóstwo niedokończonych (czy raczej ledwie zaczętych) płócien nie posiadających wartości handlowej oraz wielka ilość ram do obrazów. Dziś już ta posiadłość została sprzedana.

Parawan autorstwa Włodzimierza Terlikowskiego

W tych ostatnich latach życia artysta cierpi na zburzenia psychiczne. Jego późne obrazy o przytłumionych kolorach nie uderzają już spontanicznością i radością życia jak we wcześniejszych okresach.

21 lipiec 2021

Włodzimierz Terlikowski (part 2)

Malarstwo Terlikowskiego było źródłem bardzo różnych i często bardzo surowych ocen. Na ogół lubiany i poszukiwany przez amatorów – to jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystów we Francji – nie miał na ogół dobrej prasy pośród specjalistów : historyków sztuki czy muzealników.

Tak zatem Tadeusz Dobrowolski w trzecim tomie swojej historii malarstwa pisał o nim ironicznie że “opanował przede wszystkim sztukę życia”. Zaś o samym malarstwie też niezbyt pochlebnie : “Był troche żonglerskim wirtuozem, udającym nowoczesność. Posługiwał się szpachlą, warstwując farbę w bruzdy i wypukłości, prawie na palec grubo. Osiągał niekiedy przyjemne, opalizujące harmonie barwne, np. w pejzażach weneckich, ale stosował efekty raczej powierzchowne. “ (…)

Pejzaż

Również z dystansem podchodził do jego twórczości Eugeniusz Geppert w swoim wspomnieniach : “[Malarz Kamiński] przygodnie poznał znanego malarza Polaka naturalizowanego we Francji o cenionym wśród marszandów nazwisku – Terlikowski. Terlikowski miał wyrobioną pozycję, zdobył Paryż w bardzo ciężkich warunkach. Malował wówczas szpachlą na dużych płótnach szerokimi pociągnięciami. Widziałem jego wystawę z pobytu w Wenecji, w Galerii Charpentier na Faubourg St. Honoré. W tym czasie Galeria Charpentier nie należała do tych, które lansują nową sztukę. Plac św. Marka, bazylika, Pałac Dożów, godole, sztandary, wszystko wielkim rozmachem działające na odbiorcę, ale mimo pozorów nie było zbyt przekonywujące. Na Montparnassie mówiono ,że to Campanilla naturalnej wielkości. Malarstwo to trochę powierzchowne, szybkie, posiadało pewne wartości, a przede wszystkim było pokupne.”

Sekwana

Dosyć trafnie podsumowuje postrzeganie malarstwa artysty Edward Woroniecki już w 1927 roku: “Opinie o p. Terlikowskim są niesłychanie sprzeczne. Z polskiej strony odmawiano mu nieraz wszelkiego talentu, a już co najmniej poważnej znajomości techniki malarskiej, wśród Francuzów – w gronie znawców i krytyków  […] posiada on wielbicieli entuzjastycznych. Przyczyny tej jaskrawej niezgody leżą zapewne w bojowniczym charakterze osobistym artysty, który zawsze mu robił sporo przyjacół, a więcej jeszcze wrogów, oraz w specjalnym rodzaju sztuki, która odbiegała mocno od prądów panujących w ostatnich 15 latach w Europie Zachodniej”.

Arlekin

I być może tu tkwi sedno sprawy, bowiem nasz malarz wypływa na szerokie wody ze swoim “impresjonizmo-fowizmem” w momencie kiedy uwagę zaczynają przykuwać nowe prądy jak kubizm i surrealizm. Jednak z tym entuzjazmem krytyków też różnie bywa. Tak dla przykładu biograficzny słownik Edouard-Josepha, który niejako podsumowuje twórczość końca XIX-go i pierwszego trzydziestolecia XX-go wieku nie uwzględnia go wcale, choć jest tam miejsce dla zachowawczego rodu Styków. W naszych czasach Terikowskiego nie uwzględnia też autor w publikacji Petits Maîtres de la Peinture wydanej najpierw w siedmiu tomach, później w formie jednego opasłego tomiska (2014). A przecież wydawało by się, że Terlikowski idealnie mieści się w tej kategorii « małych mistrzów malarstwa », znanych i poularnych wsród szerokiej publiczności.

Mim

Czy jednak ten malarz-samouk, który wypracował swój własny oryginalny styl zasługuje na takie wykluczenie ? Nie widzę tu znaczniejszego muzeum ,które by się odważyło zorganizować wystawę naszego artysty, tak bardzo przylgnął do niego wizerunek chałturnika i efekciarza. (Pomijam tu lokalne muzeum w Murols, gdzie wystawiane są doskonałe wczesne prace Terlikowskiego). Być może coś mi umknęło, ale nie pamiętam też żadnej jego wystawy w powojennej Polsce, a skądinąd wiem o tym, że sporo jego obrazów znajduje się w krajowych kolekcjach.

Loula

Malarstwo Terlikowskiego jest oczywiście nierówne i są tam obrazy malowane zbyt szybko, niedopracowane, lecz należy pamiętać że nie jest to technika polegająca na pracowitym modulowaniu brył. Niektórych może razić zestawienie kolorów dających nieraz dysonansowy efekt. Ogólna reguła że “im starsze obrazy malarza tym lepsze” sprawdza się tu do pewnego stopnia. Tym niemniej wprawne oko kolekcjonera odkryje ciekawe pozycje pochodzące z różnych okresów. Tych ostatnich jest niestety coraz mniej. Krąży sporo płócien przeciętnej jakości, których być może artysta nie chciał by widzieć w obiegu handlowym.

Róże

Zauważmy że plaga falsyfikatow nie jest tak bardzo dokuczliwa w wypadku naaszego malarza. Technika malowania szpachlą wymaga specjalnego talentu i wprawy. Jak twierdzą fachowcy również nie są to obrazy łatwe do konserwacji ale także czyszczenia. Obrazy Terlikowskiego są sygnowane, jak mało którego malarza, w najrozmaitsze sposoby. i trudno tu wskazać jakiś typowy model. Ich forma zależy oczywiście od grubości pędzla jakim nakłada farbę – olejną lub wodną – lub ryje w świeżej farbie końcem pędzla lub ołówkiem. Są tam podpisy wiązane lub z literami dzielonymi, czasem pochyłe czasem proste. W autoportrecie w zbiorach MNW znajdujemy wyjątkowo polską wersję jego imienia ‘Włodzimierz’. Proszę natomiast zwrócić uwagę na ostatni przykład tu cytowany. Nie jest to podpis w ścisłym słowa tego znaczeniu, lecz tzw. ‘timbre d’atelier’. Jest to pieczęć mniej lub bardziej oparta na oryginalnej sygnaturze, którą stemplowano pozostałe niepodpisane obrazy jakie pozostały po śmierci artysty.

Sygnatury

Rozmiary ilościowego dorobku Terlikowskiego są trudne do określenia. O ile Art Price odnotowuje nieco ponad tysiąc sprzedanych pozycji (w tym wliczone są prace które pojawiły się w sprzedaży więcej niż jeden raz), jest to niewątpliwie tylko mała część namalowanych obrazów. Już w 1934 roku Arsene Alexandre pisał co następuje : « W wyniku wielkiej ilości jego prac i ich rozproszenia, niemożliwym będzie w przyszłości dokonać szczegółowego ich skatalogowania ». Istotnie, kompletny katalog zapowiadany przez legalnego spadkobiercę, którym jest W. Vance Brown II, syn pasierbicy Terlikowskiego, prawdopodobnie nigdy się nie ukaże.

(08/01/21)



O CERTYFIKATACH

Ponieważ była mowa ostatnio o ekspertach, teraz nieco o certyfikatch, tych które interesują nabywców na aukcjach publicznych. Wystawiają je eksperci odpowiedzialni za przygotowanie aukcji i opracowanie katalogu, lub ewentualnie sami aukcjonerzy. Chyba że chodzi tu o interwencję czynników “pozaukcyjnych”, tj. historyków sztuki, autorów katalogów dzieł, spadkobierców i różnego rodzaju komitetów.

Jaką formę powinno mieć takie potwierdzenie autentyczności ? Na to na razie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W moim achiwum opinii pochodzących z różnych krajów nie ma dwóch identycznych jeśli chodzi o formę, treść, sposób zilustrowania, nie mówiąc o układzie strony. Przekonanie że ktoś, a raczej jakaś organizacja mędzynarodowa zdoła sprowadzić ten rodzaj dokumentu do wspólnego mianownika, to czysta utopia.

Logicznie rzecz biorąc certfikat powinien zawierać dwa podstawowe elementy: techniczny opis pracy (tytuł, technika, rozmiary, sygnatura itd.) oraz dokładną identyfikację artysty. W certfikacie ekspert łączy te dane w całość poświadczając że jedno jest dziełem drugiego. W wypadku istniejących wciąż wątpliwości, ekspert ucieka się do bezpiecznej formuły “przypisywania” pracy danemu artyście. O ile jest to ścisłe minimum, certyfikat może oczywiście zawierać inne informacje, jak pochodzenie z kolekcji lub z konkretnej aukcji bądź referencje bibliograficzne. Certyfikat autentyczności nie podaje wartości obrazu, która to wartość, jak wiadomo, może być z czasem nieaktualna. Inna jest sprawa z inwentarzem gdzie chodzi o sprawy spadkowe lub ubezpieczeniowe gdzie potrzebna jest wycena aktualnej wartości przedmiotu. Certyfikat autentyczności jest w zasadzie bezpłatny jeśli wystawiony przez dom aukcyjny lub eksperta aukcji, może być płatny gdy chodzi tu o jakąś interwencję specjalisty zewnętrznego.

Dawne certyfikaty wypisywane były na odwrocie zdjęcia biało-czarnego, który to zwyczaj z bliżej mi nieznanych przyczyn przetrwał jeszcze długo po upowszechnieniu się fotografii kolorowej. Wymagano wówczas odręcznego zapisu, choć zdarzają się tu wyjątki redagowane na maszynie. Wreszcie informatyka wyparła niemal całkiem ten rodzaj dokumentu zastępując go wydrukiem z komputera z włączoną weń ilustracją kolorową.

Certyfikaty francuskie ograniczają się zazwyczaj do suchego stwierdzenia autentyczności, co ekspert bierze na swoją odpowiedzialność bez dodatkowych wyjaśnień. Jest to przeciwieństwo polskich (i niepolskich) dokumentów często zawierających tasiemcowe życiorysy artystów, niewiele wnoszących do uzasadnienia wyrażonej opinii.  

Bardziej rozwiniętą formę mają “kontr-ekspertyzy” w których podważa się istniejące już opinie czy certfikaty, co logicznie wymaga przedstawiania przekonywującej argumentacj. Wydanie negatywnej opinii na temat danej pracy jest rzeczą można rzec psychologicznie niewygodną, a ponadto zawiera zawsze jakiś margines możliwej pomyłki w ocenie, o czym pisałem już uprzednio. Niektórzy autorzy katalogów kompletnego katalogu opus artysty uciekają się do stwierdzenia że dana praca nie zostanie uwzględniona w przygotowywanej publikacji, bądź w jej suplemencie jeśli takowa już istnieje. Jest to jednoznaczne z odmową uznania autentyczności pracy. Tym niemniej często owe instytucje pozostawiają furtkę wyjścia. Fragment z opinii Widenstein Institute : “Informujemy że po przestudiowaniu [pracy] w stanie naszej aktualnej wiedzy, nie zamierzamy na dzień dzisiejszy włączyć reprodukowanej poniżej pracy do krytycznego katalogu malarza Pierre-Auguste Renoira.” Jeszcze wyraźniej widać to na przykładzie fragmentu negatywnej opinii wydanej przez galerię Bernheim-Jeune na temat innej pracy tegoż artysty : “Jednakże w przypadku gdy można by ustalić ważną i pewną prowenencję, mogli byśmy ewentualnie zmodyfikować naszą pozycję”.

Tu wtrącę uwagę na temat polskich ekspertyz dotyczących wielkich nazwisk sztuki światowej, czasem popartych analizami naukowymi. Nieraz przesyłano mi takowe, odnośnie Courbet’a, Picassa, Ekspresjonistów Niemieckich itp. Niestety nie mają one żadnej wartości na rynku międzynarodowym, gdzie tylko opinie odpowiednich specjalistów czy instytucji mających wyłączność na wydawanie certyfikatów dla danego artysty są brane pod uwagę.

Wspominałem wcześniej o problemie tychże autorytetów posiadających monopol na autentyfikowanie dzieł poszczególnych artystów; legalnych spadkobierców, rozmaitych komitetów, często samozwańczych specjalistów. Na ogół nie do ominięcia, mogą wydawać opinie o wątpliwej wiarygodności.

To mogą być dzieci artystów, które dopiero zainteresowały się spuścizną malarza po jego śmierci i nie mają znajomości jego dorobku, są też spadkobiercy pragnący dokonać “czystki” w tej spuściźnie odrzucając prace które uznają za niegodne artysty bądź też chronią własne interesy eliminując to czego sami nie posiadają. Inny przykład to autorzy kompletnych katalogów którzy uważają że wszystko co zostanie odnalezione po ich publikacji jest automatycznie nieprawdziwe, podczas gdy wiadomo że catalogue raisonné to praca nigdy nie skończona i że zawsze odnajdą się jeszcze obiekty nieznane, zapomniane czy niezidentyfikowane. Tym niemniej, mimo że miałem do czynienia z rozmaitymi niesłusznymi w moim przekonaniu werdyktami, chodzi tu o przypadki sporadyczne których nie należy generalizować.

W dzisiejszej dobie dematerializacji świata, gdy coraz więcej spraw załatwiamy zdalnie przez internet, często oczekuje się od nas wypowiadania się na podstawie wirtualnych obrazków. Idzie w zapomnienie stara reguła “Ekspert nigdy nie podpisze opinii nie mając danego dzieła przed oczyma” (Gilbert de Knyff 1971). Inna rzecz że są przypadki gdy przedstawiany obiekt naprawdę nie wymaga żadnego bliższego kontaktu – co tu można spekulować na temat tego potworka jaki nam proponują Trinity Auctions jako dzieło Boznańskiej ?

1 lipiec 2021



O FAŁSZYWYCH FALSYFIKATACH

No to teraz czas na przypowieść z morałem, która nie dotyczy wprawdzie polskiego obrazu, ale to w tym wpadku to nie ma znaczenia, bo pokazuje jeden z problemów natury ogólnej jeśli chodzi o rynek sztuki

Mój znajomy, trochę kolekcjoner, niegdyś marszand, a wogóle z wykształcenia farmaceuta, nabył obraz Konstantyna Korowina, taki sobie pejzaż przedstawiający brzeg Sekwany. Po jakimś czasie postanowił ten obraz sprzedać, co też uczynił za pośrednictwem domu aukcyjnego Aguttes. Nabył go emigrant rosyjski za cenę blisko 100.000 euro, ale nie trzymał go zbyt długo i również postanowił się go pozbyć. W związku z tym zwócił się do paryskich filii Sotheby’s a potem Christie’s gdzie odmówiono mu przyjęcia płótna na aukcję. Odmowa domu aukcyjnego nie równa się oczywiście formalnemu uznaniu pracy za fałszywą, natomiast owe sławne firmy, które w przeszłości zaliczyły kilka poważnych wpadek jeśli chodzi o rosyjskie malarstwo, dmuchają teraz na zimne i oczekują dowodów pochodzenia « do trzeciego pokolenia wstecz ». W związku z takim obrotem sprawy właściciel obrazu zwrócił się do domu aukcyjnego Aguttes o zwrot pieniędzy i sprawa oparła się o trybunał. Mój znajomy poprosił mnie wówczas o napisanie wstępnej opinii, co też uczyniłem. Stwierdziłem zatem ostrożnie że oględziny obrazu, tak jeśli chodzi o stylistykę jak i aspekt materialny nie dają żadnych podstaw aby uznać go za fałszywy. Natomiast zaznaczyłem że aby rozstrzygnąć spór należało by go poddać analizom laboratoryjnym.

Ta moja opinia która bynajmniej nie miała ambicji zakończyć ten spór wywołała falę ataków, kórych jedynym celem było podważenie moich kompetencji przy jednoczesnym pokazaniu kompletenej nieznajomości tematu ze strony przeciwnej. Na koniec odbył się proces (bez udziału eksperta sądowego ni zarządzonych analiz !) gdzie zapadł werdykt uznający obraz za fałszywy i zasądzający zwrot wartości zakupu, wraz z wszelkimi kosztami. Znajomy akurat miał środki aby wykonać postanowienie trybunału, zaostając tym samym w rękach z pracą oficjalnie uznaną za falsyfikat.

I dopiero wówczas pechowy właściciel decyduje powierzyć płótno wyspecjalizowanemu laboratorium. Z jakim wynikiem ? Otóż potwierdza się moja opinia że nie ma podstaw aby uznać je za fałszywe. Tu nie kończy się historia – mianowicie teraz toczy się proces (który pochłonął już pare tysięcy Euro) aby przywrócić status autentyku temu nieszczęsnemu pejzażowi. Czy wynik będzie korzystny dla właściciela, nic pewnego.

A morał ? On jest skierowany głównie do tych którzy wzywają aby natychmiast niszczyć obiekty uznane w danym momencie przez jakieś autorytety za fałszywe. Ile to ja widziałem mylnych opinii, o których pewnie napiszę innym razem, jak również o rozmaitych przyczynach istnienia takowych. Proszę nadto pamiętać że już nie będzie więcej prawdziwych Brandtów i Makowskich, natomiast produkcja falsyfikatów idzie pełną parą. Smutne jest to że w opisywanym przypadku obraz został ‘uśmiercony’ przez sędziego który godzinę wcześniej pewnie rozstrzygał w jakiejś sprawie rozwodowej, zaś dwie godziny później w procesie o miedzę. Mój apel, który kieruję także do siebie : uważajmy aby w panującym dziś chaosie nie wyeliminować prac które mylnie zostały znane za nieprawdziwe,  umniejszając tym samym nasze dziedzictwo kulturowe.

A dla rozładowania atmosfery wyciągam z archiwum mój rysunek z pradawnych lat a do którego mam akurat pasujący podpis : “Aktywista któremu ktoś powiedział że Mona Lisa jest fałszywa

18 czerwiec 2021

Aktywista któremu ktoś powiedział że Mona Lisa jest fałszywa



NE TIREZ PAS SUR LES EXPERTS !

Niechaj jako punkt wyjściowy posłuży mi tutaj  wypowiedź internauty który w rubryce ‘Opinie’ postawił kilka tygodni temu pytanie na temat definicji tej specjalności: “Zacznijmy od określenia ekspert. Co to słowo oznacza ? Kto jest, kto może być ekspertem ? Jak zostać ekspertem w zakresie dzieł sztuki? Ja chcę żeby ktoś mi to klarownie wyjaśnił ». I w pewnym sensie sam dostarczył odpowiedzi dowodząc że ekspertem może być każdy, kto się na czymś naprawdę zna, niezależnie od tego czy posiada jakiś dyplom, certfikat czy inny jak to określił ‘papierek’. Na to ja odpowiedziałem jak najbardziej pozytywnie « Dopóki chce Pan powiedzieć że prawdziwe znawstwo nie jest równoznaczne z posiadaniem ‘papierka’  to muszę Pana rozczarować i powiedzieć źe Pan wyważa otwarte drzwi, bowiem mam na ten temat ten sam pogląd i zawsze broniłem ‘oświeconych amatorów’ » Ale ta deklaracja okazała się niewystarczająca i mój adwersarz ripostował następująco « Tutaj się z Panem niestety nie zgadzam. Chyba nie ma dziedziny życia w której samoucy nie przecierali szlaków lub wręcz nie byli postaciami dominującymi » . I tu sprawa utknęła w miejscu, bowiem jeśli ja się zgadzam z przedmówcą zaś on się nie zgadza na to że ja się zgadzam, tośmy zabrnęli w ślepy zaułek.

Zgodzić się natomiast nie mogę z dalszą częścią tego wywodu, gdzie mój oponent podaje przykład matematycznego geniusza który we śnie znajdował rozwiązania dla zawiłych problemów. Na to odpowiadam zecydowanie nie – żaden ekspert nie jest nawiedzonym mędrcem, żaden ekspert nie jest połączony gorącą linią z Duchem Świętym. Ekspert, który przede wszystkim powinien się pasjonować swoim zawodem i ciągle douczać, jest ograniczony zakresem swojej wiedzy, dostępnych źródeł oraz informacji na temat opiniowanego dzieła. Prawda, że w sukurs przychodzić mu może intuicja (jeśli ją posiada), ale nie ma w tym nic mistycznego. Jest to zdolność odbierania pewnych sygnałów, nie analizowanych przez mózg, które ostrzegają nas przed fałszerstwem, czego wyrazem jest efekt « pierwszego wrażenia ».

Nie należy się dziwić, że na tym pełnym pułapek rynku sztuki, jest rzeczą naturalną że kolekcjoner szuka wszelkich możliwych zabezpieczeń przed oszustwem, zaś takim zabezpieczeniem możę być tylko niepodważalna opinia niepodważalnego eksperta. W związku z tym istnieje zapotrzebowanie na nieomylnych guru którzy mogą takie zapewnić gwarancje. A ponieważ jest na nich popyt, jest też silna pokusa ze strony niektórych przedstawicieli profesji aby odgrywać takie nieomylne i wszystkowiedzące autorytety.

O ile najprostszą definicję eksperta można skwitować określeniem że jest to ktoś kto zna doskonale swoją dziedzinę, o tyle określenie jego formalnego statusu nastręcza duże trudności. Z tym jest niesłychanie różnie, zależnie od kraju. Wydawało by się się zatem że to we Francji te sprawy są najbardziej uporządkowane i gdzie najbardziej jest obecna na rynku kategoria ‘wolnych strzelców’ pracujących dla różnych domów aukcyjnych. Ale nie do końca. Reforma z 2000 roku przeprowadzona przez Radę Aukcyjną (Conseil des Ventes) miała na celu werfikację tej profesji, co udało się tylko połowicznie. Opór kasty starych wyjadaczy, którzy uznali za obelgę konieczność poddania się jakimkolwiek egzaminom był taki, że zweryfikowano tylko część kandydatów poczem przestano udzielać nowych licencji. Stanęło tylko na tym że ktoś kto występuje na aukcji mieniąc się ekspertem musi mieć ubezpieczenie profesjonalne. Tak więc akcja « żeby było tak jak było » zakończyła się połowicznym sukcesem. Isnieją oczywiście także związki zawodowe ekspertów, ale przynależność do nich nie jest obowiązkowa.

W każdym razie we Francji biuro eksperta odgrywa ważną rolę nie tylko w wypadku opiniowania poszczególnych objektów, lecz także często we współorganizacji całych aukcji. Ponieważ zna on kolekcjonerów i marszandów swojej specjalności, to do niego często trafiają w pierwszym rzędzie obiekty na licytację. Ale ta współpraca na linii ekspert-aukcjoner ma pewien mankament. Jak to zauważył mój znajomy rzeczoznawca od książek, Olivier Rometti, ekspert przeistacza się w takich wypadkach w dostawcę towaru, innymi słowy od jego kompetencji ważniejszy staje się wkład w postaci jak najlepszch pozycji.

Zaglądając w inne strony, ten rodzaj zawodu jest mało znany, bowiem domy aukcyjne wolą wystawiać na pierwszą linię swoich etatowych « specialists », co przynosi niewątpliwe oszczędności, zaś w przypadku bardziej ważnych obiektów są naturalnie zmuszeni zwracać się o certyfikaty do odpowiednich autorytetów.

Z jakich warstw rekrutują się eksperci ? Z rozmaitych,  o rozmaitym wykształceniu. Niektórzy nie posiadają żadnych dyplomów, zaś ich wiedza opiera się głownie na empirycznym kontakcie ze sztuką. Rzadkością są eksperci którzy nie mają statusu handlowego lecz reprezentują wolny zawód i mówiąc w uproszczeniu sprzedają swoją wiedzę niczym lekarz czy adwokat. Przeważająca większość ekspertów we Francji to galerzyści. Jeśli chodzi o środowisko muzealno-uniwersyteckie to generalnie rzecz biorąc nie jest ono uprawnione do wydawania opinii na rynku sztuki, aczkolwiek te ograniczenia są często omijane. Przy okazji powstaje pytanie : czy nawet wielki naukowiec posiadający znakomitą wiedzę teoretyczną może zastąpić praktyka który analizuje każdy materialny szczegół danego przedmiotu, a którego musi ocenić autentyczność i wartość? To temat do innej opowieści. Tym niemniej przy ocenie autentyczności Veronesa czy Rembrandta tylko wysokiej klasy utytułowani specjaliści mają dostęp do samych dzieł jak także do archiwów i specjalistycznych analiz.

Zakres działania eksperta też jest bardzo różny. Jak zatem porównać ekspertyzę obrazu Beksińskiego przez osobę która znała artystę i przyjaźniła się z nim, znała jego filozofię, widziała jak powstawały kolejne dzieła z zadaniem rzeczoznawcy który ma do opacowania katalog składający się z dwustu pozycji, stu różnych autorów pochodzących z dziesięciu różnych krajów ?

Taki ekspert ogólny (który też na ogół jest znawcą jakiegoś artysty czy epoki) nie jest do końca swobodny w swoim opiniowaniu. Większość artystów bardziej znanych ma swoich specjalistów do których musi się zwrócić o certyfikat lub opinię, jeśli takowa nie istnieje. Te wydają spadkobiercy, posiadacze praw artysty, autorzy katalogów dzieł, rozmaite komitety, towarzystwa przyjaciół artysty itd. itd. Ich kompetencje, wiarygodność a nawet uczciwość jest bardzo różna, natomiast to z kolei daje ekspertowi komfort przesunięcia odpowiedzialności na te właśnie autorytety.

Oprócz własnej wiedzy, doświadczenia i dokumentacji, potrzebne jest ekspertowi niekiedy wsparcie innych specjalności. Tak więc dobrze jest sięgnąć po poradę konserwatora obrazów znającego dobrze kuchnię malarską. Idąc dalej, niezbędne może się okazać wykonanie badań chemicznych i spektrograficznych. Tu jednak istnieje bariera ekonomiczna. W wypadku obrazu niskiej wartóści, jak wysłać właściciela do laboratorium aby zainwestował sumę bliską hipotetycznej wartości obrazu, a w dodatku na koniec się dowiedział że jest posiadaczem falsyfikatu.

Do zadań eksperta należy także wycena i ustalenie estymacji w katalogu, co czyni w porozumieniu z właścicielem obiektu, który ma tu oczywiście ostatnie słowo. Tu następuje częste zderzenie między wygórowanymi wyobrażeniemi sprzedającego że jego obraz powinien osiągnąć cenę równą rekordowym notowaniom a objektywnym spojrzeniem eksperta. Czasem do tego miesza się aukcjoner, generalnie nalegający na obniżenie cen rezerwowych. To jest nie tylko kwestia tego że aukcjoner woli sprzedać coś taniej niż nie sprzedać, ale też znajomości psychiki klienteli. Warunkiem udanej sprzedaży jest wciągnięcie do akcji maksymalnej ilości licytujących, zaś wygórowane wyceny mogą działać tu odstraszająco. Kto nie zna czy nie był świadkiem sytuacji gdzie amator który założył że będzie licytował do 20 tysięcy, w ferworze walki zatrzymał się dopiero na 30 tysiącach ?

Jakie cechy powinien posiadać ekspert ? Odpowiem – w pierwszym rzędzie podejrzliwość. Często jest on zdany na werbalne opowieści na temat pochodzenia danego obrazu, zaś doświadczenie mówi że najbardziej dystyngowane osoby potrafią łgać jak z nut. Olej właśnie odkryty na strychu u babci, po zweryfikowaniu w bazach danych okazuje się być obrazem dwukrotnie przepychanym na aukcjach w ciągu ostatnich miesięcy. Co do innych możliwości ustalenia proweniencji obrazu to są one na ogół ograniczone, szczególnie jeśli chodzi o obrazy niższej wartości, często zdobyte przez różnych szperaczy staroci (brocanteurs) czy drobnych handlarzy, zanim trafią na wyższe piętro piramidy handlowej, na aukcję lub do galerii. Ci różni dostawcy nie spieszą  się bynajmniej aby ujawnić swoje źródła zaopatrzenia.

Ekspert jest także pod presją różnych osobników usiłujących wprowadzić do obiegu handlowego prace niepewne, mylnie zidentyfikowane, czy wręcz fałszywe. Tu ekspert powinien być nieczuły na wszelkie argumenty, również pekuniarne, jeśli nie ma całkowitego przekonania co do autentyczności proponowanych obiektów.

Nie poruszam tu tematu eksperta sądowego (expert judiciaire), którego niewdzięczną misję tak trafnie opisała p. Irena Bal. W każdym razie jest to zajęcie często pracochłonne i marnie płatne, którego nie polecam. Lepiej wykorzystać ten czas i energię na napisanie książki

To jest opis terenu na którym ja działam, a który być może nie przystaje on do polskich realiów. Proszę w każdym razie pamiętać że ekspert nie zawsze jest w stanie, w ramach czasu i środków mu danych, rozwiązywać zagadki nad którymi się głowią miesiącami historycy w rozmaitych Instytutach Sztuki.

[13 czerwiec 2021]