Book Reviews

Otwieram nową stronę ‘Book & Reviews’ na której znajdą się informacje o książkach, mówiących o polskiej sztuce (malarstwo, rzeźba, srebro, ceramika, etc), wydanych stosunkowo niedawno. Pomysł na tę stronę dał mi jeden z czytelników i sam sie dziwię, że nie wpadłem na to wcześniej. Zachęcam do przesłania recenzji bo sam nie zawsze mam dostęp do tych pozycji. Zapraszam czytelników i autorów do przesyłania innych tytułów. Zachowam kolejność alfabetyczną nazwisk artystów.


Lista wymienionych artystów:

  • Artyści Andersa
  • Boznańska Olga
  • Halicka Alicja
  • Jakimowicz Mieczysław
  • Jerichau-Baumann Elizabeth
  • Kochanowski Roman
  • Lambert Rucki Jean
  • Miniaturzyści polscy XX i XXI wieku
  • Mutermilch Maria Melania
  • Rychter-Janowska Bronisława
  • Polki na Montparnassie
  • Polski New Look
  • Styryjeńska Zofia

Polki na Montparnassie. Sylwia Zientek

POLKI NA MONTPARNASSIE

Sylwia Zientek. Agora, Warszawa 2021, Oprawa twarda, Format 24 x 16 cm, Liczba stron 480,

ISBN 978-83-268-3638-1

Do coraz obfitszej serii tytułów poświęconych kobietom-artystkom jakie ukazały się w ostatnich latach (Boznańska, Łempicka, Muter, Stryjeńska, Szapocznikow, Rychter-Janowska, Jerichau-Baumann i inne o których nie pamiętam) dołącza niniejszy tom, w którym autorka bierze na warsztat osiem artystek pokolenia lat 60-80tych XIX stulecia. Są nimi Bilińska, Boznańska, Dulębianka, Halicka, Muter, Pająkówna, Reno i Stankiewiczówna.  

Wcześniej tematykę tę podejmowała Alicja Okońska, która w 1976 roku opublikowała zbiór biografii pt. Malarki Polskie, gdzie pośród dziesięciu artystek znajdowały się też takie zpomniane postacie jak Zofia Szeptycka i Maria Wasilkowska. Ważnym etapem w przypomnieniu roli kobiet w naszej historii sztuki była natomiast wystawa ‘Artystki Polskie’ w Muzeum Narodowym w Warszawie w 1991 roku zorganizowana przez Agnieszkę Morawińską. Jej katalog zawierający ok. dwustu biogramów, choć nie wyczerpuje tematu, stanowi do dziś cenny słownik tematyczny.

Obecna monografia wyróżnia się zarówno szeroko zakreślonym ujęciem tamatu jak też starannym poziomem edytorskim. Sylwia Ziętek, autorka powieści Hotel de Varsovie w kórych mistrzowsko żongluje elementami czasu i przestrzeni stosuje tu podobną metodę, nie plasując owych biografii w odrębnych rozdziałach lecz przeplata poszczególne życiorysy szkicując przy okazji kontekst pasjonującej epoki.

Choć więc znać tu rekę powieściopisarki, jednak nigdy  nie odbiega ona daleko od rzeczywistych faktów, czasem tylko szkicując wyimaginowane tło omawianych wydarzeń. Widać że autorka wykonała solidną pracę, konsultując poważną porcję literatury a także docierając do nieznanych źródeł. Tak jest np. z biografią Ireny Reno (Hasenberżanki), której życiowa droga zasługiwała by na scenariusz filmowy. Jej opis życia na Monparnassie w epoce Szalonych Lat – temat wyeksploatowany do znudzenia – jest jednym z najlepszych jaki czytałem.

Omawiany tom to też historia trudnego torowania sobie przez kobiety drogi do edukacji artystycznej. A zatem przewijają się tu nazwy Kursów dla Kobiet Gersona, Kursów Adriana Baranieckiego, wreszcie Marii Niedzielskiej.

Ważną role odegrała tu także Académie Julian, gdzie studentki z Polski znajdowały możliwość doskonalenia swego rzemiosła w inspirującym środowisku paryskim. Na ten temat Sylwia Ziętek przynosi ciekawą informację: “w archiwalnch spisach uczennic Académie Julian figuruje aż piećdziesiąt nazwisk uczennic z Polski, głównie z Warszawy i Krakowa. Spośród tej licznej grupy znanych jest zaledwie kilka. O znakomitej reszcie nie wiemy niczego”. Smutna to konstatacja, być może pośród nich były jakieś wielkie talenty ?

Przypomnijmy, że tymczasem Akademia Krakowska – ta sama którą jej wychowanek Mojżesz Kisling chwalił będąc już w Paryżu jako « najbardziej liberalną na świecie » okaże się być pod tym względem jedną z najbardziej zachowawczych na świecie, dopuszczając kobiety do studiów dopiero w 1920 roku. Wyprzedziła ją pod tym względem warszawska Szkoła Sztuk Pięknych, otwarta dla kobiet poczynając od dnia swego powstania w 1904 roku. Warto tu zaznaczyć rekordowy chyba również na skalę europejską procent kobiet na pierwszym roku, świadczący także o wielkim zapotrzebowaniu na tego rodzaju nauczanie. Na 157-ciu przyjętych kandydatów, było ich tam aż 70, a więc niemal 45% !

O feministycznej orientacji, książka może być różnie odbierana. Myślę ,że dobrze ,że przypomina nam mężczyznom jak niesłychanie trudne życie było tych kobiet których powołaniem była sztuka, w kontekście ówczesnych norm i obyczajów. Szczególnie dotyczy to artystek które usiłowały pogodzić malowanie z życiem rodzinnym i macierzyństwem. Jednym z takich wyjątków jakie cytuje autorka wydaje się być Elisabeth Jerichau-Baumann, matka czworga dzieci, a jednocześnie niezwykle ceniona w swej przybranej ojczyźnie, Danii. Recenzję jej biografii można znaleźć w tej rubryce.

Z drugiej strony spekulacje ,czy Olga Boznańska spędziła noc z Czajkowskim albo też powtarzane za prof. Sosnowską sugestie, że siostry Boznańskie były w dzieciństwie molestowane albowiem malowała ona smutne dziewczynki to niepotrzebne forsowanie na siłę pewnych teorii. (Czy ktoś zna modele Boznańskiej które promienieją radością ?). Wydaje mi się także ,że mamy tu do czynienia ze zbędną polityczną poprawnością, kiedy autorka sumituje się z powodu zacytowania tytułu obrazu Bilińskiej Murzynka (« nadana mu w XIX wieku nazwa była zgodna z ówczesną nomenklaturą »). Czy już niedługo nie można będzie również określić kobiety jako Chinka albo Hinduska ?

Recenzent nie był by z siebie w pełni zadowolony, gdyby nie wytknął autorowi jakichś choćby drobnych pomyłek. Tak więc na stronie 324 Jan Rubczak staje się Jackiem, w innym miejscu autorka sytuuje budynek la Ruche na Montparnassie, podczas gdy znajduje się on w 15tej dzielnicy i jest oddalony od Carrefour Vavin o dobre trzy kwadranse piechotą. Na karb nieuwagi składam sprzeczne informacje dotyczące wieku artystki ze strony 261 gdzie autorka pisze « W majową niedzielę 1912 roku do Paryża przybywa osiemnastoletnia Alicja Rosenblat » podczas gdy kilka linijek dalej informuje: « Urodziła się 20 grudnia 1889 roku w Krakowie ». Wynika to z tego że Halicka wystawiła do wiatru wszystkich swoich biografów (łącznie z niżej podpisanym), którzy jak jeden mąż podawali za nią 1894 rok jako datę urodzenia, odmładzając ją tym samym o pięć lat.

Ale to wszystko są drobiazgi. W każdym razie, polecam tę ciekawą pozycję, która świetnie się czyta przedstawicielom wszystkich 56-ciu płci i wszelkich zapatrywań, zaś autorkę namawiam do zajęcia się polskimi rzeżbiarkami…

Krzysztof Zagrodzki


Miniaturzyści Polscy XX i XXI wieku. Marzena Maraszek

MINIATURZYŚCI POLSCY XX I XXI WIEKU

Marzena Maraszek

nakładem autorki. 317 stron.

Książka do pobrania: https://miniaturapolska.wordpress.com

Z wywodzącym się z tradycji hellenistycznych i rzymskich malarstwem miniaturowym spotykamy się po raz pierwszy w średniowiecznych kodeksach, głównie jako zdobnictwo zapisywanego tekstu. Obok form z motywami roślinno-kwiatowymi czy też ze scenami zaczerpniętymi z biblii  pojawił się portret. Przedstawiane wizerunki podporządkowane były jednak całości pracy zdobniczej. Wynalezienie druku rozpoczęło zanik książki rękopiśmiennej. W wieku XV artyści zaczęli opracowywać portret miniaturowy jak dzieło samodzielne. W następnym stuleciu portret ten osiągnął już dobry poziom artystyczny a malarzem, który zaważył na jego rozwoju był Hans Holbain. Miniatury wykonywane były farbami temperowymi na pergaminie lub metalowych płytkach. W wieku XVII ta forma sztuki rozwinęła się, szczególnie w Anglii i Francji. Narodził się  wówczas małych rozmiarów portret, wykonany techniką emalii na miedzi. Tę odmianę miniatury podniósł do wysokiego poziomu Jean Petitot. Wiek XVIII i początek XIX to prawdziwy rozkwit miniatury portretowej, upowszechniona i dominująca jako podłoże  staje się kość słoniowa. Na ten okres przypada twórczość najsłynniejszych miniaturzystów Jana Chrzciciela Isabeya, Ryszarda Coswaya , Andrzeja Plimera. We Wiedniu prym wiódł Henryk Füger, z którego szkoły wyszło wielu cenionych uczniów z Maurycym Michałem Daffingerem na czele. Artyści poza działalnością na własnym terenie wyjeżdżali do innych krajów na zaproszenie dworów panujących i możnych rodów. Podróże twórców miniatur były w tym czasie bardzo częste, czego przykładem może być włoski malarz Domenico Bossi, który spędził 10 lat na dworze rosyjskim.

W Polsce rozwój miniatury portretowej wiąże się z czasami panowania Stanisława Augusta Poniatowskiego. Z malarni Marcelego Bacciarellego wyszło wielu rodzimych malarzy a wśród nich najbardziej uznani : Wincenty Lesseur, Józef Kosiński i Stanisław Marszałkiewicz.

Rozwijająca się w pierwszej połowie XIX wieku moda na miniatury  poszerzyła krąg odbiorców o bogate mieszczaństwo. Miały one wówczas różnorakie zastosowanie: wprawiano je do medalionów, brosz, pierścieni. Zdobiono nimi tabakierki, pojawiały się na guzikach fraków czy też na szpilkach chust krawatowych ówczesnych elegantów. Ogromne zapotrzebowanie doprowadziło do obniżenia jakości prac, które często z poziomu dzieł sztuki schodziły do poziomu rzemiosła . Druga połowa wieku XIX  przynosi zmierzch miniaturowego malarstwa portretowego. Zostaje ono wyparte przez dagerotyp i fotografię. Nie oznacza to, że ten rodzaj twórczości zaginął. Sztuka tworzenia na małym formacie uprawiana była i jest w dalszym ciągu.

Pani Marzena Maraszek podjęła się zadania zebrania informacji na temat polskich artystów działających w minionym stuleciu i czasach nam współczesnych. Trzeba docenić to prekursorskie opracowanie, które powstało nakładem długotrwałych, żmudnych poszukiwań danych biograficznych i zdjęć. Praca opierała się często o bezpośredni kontakt z artystami lub członkami ich rodzin. W treści znajdziemy informacje niedostępne w innych źródłach. Katalog stanowi obecnie jedyne znane kompendium wiedzy dotyczące tematu. Opracowanie zostało udostępnione na stronie internetowej pod adresem –  https://miniaturapolska.wordpress.com . Autorce chciałbym zaproponować rozbudowanie strony o możliwość umieszczania opinii i komentarzy. Dawałoby to czytelnikom szansę  dyskusji oraz uzupełniania wiedzy.

Zapraszam do lektury.

Marek Klimek  

(Jako prowadzący blog dodam, że p. Marek Klimek jest kolekcjonerem polskich miniatur a swoją wiedzę o nich przekazuje od 13 lat prowadząc znakomity blog: https://miniatury.wordpress.com/)


Zofia Styjeńska. Światosław Lenartowicz


ZOFIA STRYJEŃSKA

Światosław Lenartowicz, Bosz, Olszanica 2020. Oprawa twarda. Format 31 x 24,5 cm, liczba stron 208.

ISBN 978-83-7576-345-4

Stryjeńska to jedna z najbardziej rozpoznawalnych polskich artystek, jedna z tych które kształtowały świat wizualny Polaków, aczkolwiek na długi czas wyrzucona poza nawias życia artystycznego i przemilczana w publikacjach powojenych.

Wstydź się Polsko Ludowa – w swoich wysiłkach by zapomnieć większą część dorobku II-ej Rzeczypospolitej – zmarginalizowania takich znakomitych twórców. A przecież sztuka artystki mogła się doskonale wpisać w nową rzeczywistość z jej cepeliowską ludowością i Mazowszem obwożonym po świecie jako reprezentacja naszej kultury. Prawda, Stryjeńska prezentowała lukrowany wizerunek naszej przedwojennej wsi, podczas kiedy oficjalna propaganda powojenna mówiłą jak to za sanacji chłop dzielił zapałkę na czworo (na co złośliwy lud odpowiadał;”ale każda ćwiartka się paliła”). Nie było w tym jednak przecież żadnego przesłania propagandowego lecz po prostu czerpanie źródła inspiracji w obyczajach, religii, strojach i sztuce ludowej. Wspominała Hanna Mortkowicz-Olczakowa : “Były to czasy , kiedy wszelkie próby pocztówkowych wznowień z zachowaniem klisz spotykały się ze sprzeciwem, a gotowe odbitki Gwiazdki z serii Obrzędów przeznaczono, obok Sekwany Pankiewicza na przemiał”. Nie doczekała się też Stryjeńska za życia pierwszej książki w kraju, którą był album Marii Grońskiej opublikowany aż 46 lat po zakończeniu wojny ! Tej samej autorce zawdzięczamy opracowanie w trzy lata później pamiętników artystki, cennego źródła wiedzy o malarce i jej epoce. Prawdziwa konsekracja jej wielkiego dorobku miała dopiero miejsce w Muzeum Narodowym w Krakowie w 2008 roku, które poświęciło jej wielką retrospektywę, a której towarzyszyła  trzykilogramowa “cegła”- katalog pod redakcją Światosława Lenartowicza.

Stryjeńska dojrzewała w tym fantastycznym tyglu Krakowa początku XX-go wieku, gdzie takie ugrupowania młodopolskie jak Polska Sztuka Stosowana, Sztuka, Warsztaty Krakowskie  dały impuls odnowie wszystkich dziedzin artystycznych. Jej wczesny talent, wspierany przez zasłużonego krytyka sztuki, Jerzego Warchałowskiego, szybko podbija publiczność. Jej żywiołowa fantazja, dynamika i humor czerpią obficie w tematyce polskiej, w życiu jej ludu, jego historii, ale też we własnej wyobraźni, jak to jest w wypadku Bożków Słowiańskich. Sztuka Ziemi Krakowskiej i Góralszczyzna

dostarcza jej najwięcej motywów, które przetwarza w niepowtarzalny styl, pełen dynamiki i radości. Co za paradoks; czytając pamiętniki artystki, dostajemy obraz osoby pełnej wahań, wątpliwości, rozdartej między problemami osobistymi i rodzinnymi, w ciągłej pogoni za środkami do życia. To wszystko jedak nie przytłumi jej pasji tworzenia, aż  do ostanich smutnych lat na emigracji.  

W tym kontekście ukazanie się nowej publikacji przypominającej tę niezwkle barwną postać było jak najbardziej na czasie. Wydawnictwo Bosz, które posiada imponujący katalog książek na temat sztuki, jak zwykle wydało ją niezwykle staranie, na dobrym papierze i z doskonałymi ilustracjami. Jako album ilustrujący wszechstronną i niezwykle obfitą spuściznę malarki, jest to pozycja godna polecenia. Bardziej tu jednak jestem krytyczny co do zawartości książki, a raczej jej chaotycznej konstrukcji. Otwierając ją, tuż po stronie tytułowej natrafiamy, bez żadnego wprowadzenia, na selekcję tuzina całostronicowych reprodukcji, których obecność w tym miejscu trudno zrozumieć. Można by się też w tego rodzaju monografii spodziewać  ciągłego tekstu przedstawiającego życiorys artystki. Zamiast tego mamy krótkie fragmenty porozmieszczane w różnych miejscach książki, które wbrew zapewnieniom że ”w niniejszym albumie zaprezentowano wybrane dzieła w układzie chronologicznym bez drugorzędnego […] podziału na dziedziny sztuki” właśnie omawiają różne rodzaje działalności Stryjeńskiej, czy to teki, sztuka sceny, czy ilustracja. Elementem spajającym całość powinno być kalendarium jej życia, ale i tu ów ważny element został poszatkowany i rozmieszczony w różnych partiach książki. Niech się obrazi na mnie Pierwszy Grafik Rzeczypospolitej Lech Majewski, który uczestniczył w koncepcji całości, ale takie pomysły jak wciskanie odsyłaczy do bibliografii w żywy tekst przy użyciu mikroskopijnej czerwonej czcionki to nie na wzrok przeciętnego czytelnika.

Na tym jednak kończę żale czytelnika o pedantycznym skrzywieniu. Suma sumarum, jest to praca autorstwa  najlepszego znawcy dzieła Zofii Stryjeńskiej i chociaż widział bym inną organizację zawartego w niej materiału ku łatwiejszemu jego przyswojeniu, warta jest uwagi.

A ponieważ nie może być publikacji, aby nie doszło w niej do jakiegoś małego potkięcia, sygnalizuję wpadkę na stronie 41 : “…Polish Pavillon designed by Józef Czapski…”, podczas gdy chodzi oczywiście o Józefa Czajkowskiego. Dwója dla korektorów.

Dla amatorów, których zadowoli pobieżne zapoznanie się z twórczością Zofii Stryjeńskiej Bosz przygotował małą wersję monografii tego samego autorstwa po bardzo przystępnej cenie.

Krzysztof Zagrodzki


Artyści Andersa. Anders’ Artists. Jan Wiktor Sienkiewicz


ARTYŚCI ANDERSA. Jan Wiktor Sienkiewicz. Continuità et Novità. Polski Instytut Studiów nad Sztuką Świata/Tako, Warszawa-Toruń 2016. Oprawa twarda. Format 24,5  x 18 cm, liczba stron: 533. ISBN 978-83-65480-09-5


ARTYŚCI ANDERSA. ANDER’S ARTISTS. Jan Wiktor Sienkiewicz. Towarzystwo Projektów Edukacyjnych/, Warszawa-Londyn 2017. Oprawa twarda. Format 33,5 x 24 cm, liczba stron: 247. ISBN 978-83-63139-49-0


Dwie książki – a właściwie dwie wersje tego samego dzieła – wypełniające lukę w znajomości historii naszej sztuki. Profesor Sienkiewicz, który znaczną część swego bogatego dorobku naukowego poświęcił badaniom sztuce na emigracji, szczególnie w kręgu londyńskim, prezentuje tu niejako bilans swoich wieloletnich poszukiwań. Niezwykłość tej historii którą opisują owe dwie publikacje chyba najlepiej podsumowują słowa Karoliny Lanckorońskiej : “Nie myślę, żeby istniała w historii wojen armia, która od pierwszej chwili swojego powstana, potem w czasie przemarszu przez pół świata, wreszcie w samej akcji bojowej, z pełną świadomością organizowała i prowadziła drugą, zupełnie inną akcję (edukacyjną)”.

Mamy tu zatem opis długiej i wieloetapowej drogi naszych artystów  wędrujących szlakiem Armii Polskiej a później Drugiego Korpusu. To zresztą historia wielowątkowa, gdzie krzyżują się także losy tych twórców którzy dołączyli do Korpusu innymi drogami, oraz tych wywodzących się z I-ej Dywizji. Te etapy które opisują kolejne rozdziały to Aleksandria, Kair, Bagdad, Tel Aviv,Jerozolima i Teheran. Następny przystanek to Bejrut, gdzie polscy artyści pozostawili trwały ślad swojej obecności, najpierw jako studenci miejscowej ASP, później zakładając Polską Szkołę Malarstwa i Rysunku. Przełomowym momentem jest bitwa pod Monte Cassino, gdzie niektórzy z tych malarzy walczyli w pierwszej linii frontu. Józef Czapski pełni w tym czasie funkcję szefa Wydziału

Propagandy i Informacji. Po zwycięskiej bitwie nasi artyści odnajdują się w Rzymie, gdzie nie tylko mają możność studiowania na Accademia di Belle Arti, ale też spotkać w tym kosmopolitycznym mieście innych twórców, otwierając się na nowe prądy w malarstwie. Marian Bohusz-Szyszko prowadzi tu szkołę malarską, dużą aktywność wykazuje Józef Jarema, założyciel międzynarodowego stowarzyszenia Art Club, w skład którego weszły taki sławy jak De Chirico, Severini i Prampolini.

Ostatnim akordem tej epopei jest ewakuacja żołnierzy-artystów do Wielkiej Brytanii. Tu większość z nich  dokończy studia artystyczne i wtopi się  w nowe środowisko zdobywając solidną pozycję w nowej ojczyźnie. Zerwany natomiast zostaje kontakt z Polską, nie tylko przez zapadnięcie żelaznej kurtyny, lecz dodatkowo przez nienawiść Komunistów do Generała uważanego za śmiertelnego wroga, rzutująca z kolei na ich stosunek do wszystkich którzy go otaczali.

Opowieść kończy symboliczna data 1949 roku, kiedy polscy malarze zakładają Grupę 49 o tendencjach awangardowych. Tu kończy się opieka Władysława Andersa nad naszymi artystami.

O ile omawiana monografia jest cenną kroniką wydarzeń, kreśli ona też portret Generała jako swego rodzaju mecenasa kultury: “Generał Władysław Anders widział w uratowanych młodych artystach i w ich talentach nadzieję na odbudowę najwartościowszej tkanki społecznej odrodzonej ojczyzny”.

Od dawna słyszymy narzekania (słuszne zresztą) na upadek czytelnictwa w Polsce. Wydawało by się zatem że a ta 500-stronicowa praca o bogatej treści, naszpikowana przypisami, z 30-stronicową bibliografią stanowi raczej trudną lekturę, tymczasem fakt że mamy tu do czynienia z trzecim jej wydaniem, może napawać optymizmem i dowodzi że wartościowa książka wciąż znajduje odbiorców.

Druga z omawianych pozycji jest niejako uzupełnieniem tej pierwszej i  przeznaczoną dla odmiennego czytelnika. Poprzedzona również wstępem Anny Marii Anders zawiera skrócony tekst historyczny (polsko-angielski), stanowiący doskonałe wprowadzenie do tematu. Na drugą część tego atrakcyjnego albumu składa się 150-stronicowa selekcja prac polskich artystów kręgu londyńskiego, gdzie odkrywamy serię nazwisk malarzy, prawie lub całkiem nieobecnych w naszym obiegu handlowym. Zygmunt Turkiewicz, Jan Maria Kościałkowski, Leon Badura, Leon Piesowocki, Janina Baranowska to tylko kilka z tych postaci, prezentowanych w albumie, o których w Polsce głucho. Nie wiem czy jest w kraju jakiś kolekcjoner, który zainteresował się tym środowiskiem, jeśli nie, jest to wciąż temat do zagospodarowania. Omawiane dwie publikacje mogą służyć za doskonałe przewodniki.

Krzysztof Zagrodzki


Katalog dzieł artystów polskich i żydowskich z Polski w muzeach Izraela. Jerzy Malinowski & Barbara Brus-Malinowska

KATALOG  DZIEŁ  ARTYSTÓW POLSKICH  I ŻYDOWSKICH  Z  POLSKI W  MUZEACH IZRAELA

Jerzy Malinowski & Barbara Brus-Malinowska

Polski Instytut Studiów nad Sztuką Świata/Muzeum Polin, Warszawa 2017, Oprawa twarda, Format: 30,5×21,5 cm, Liczba stron: 620.

ISBN: 978-83-942-3447-8

Z przyjemnością sygnalizuję istnienie niezwykle cennego opracowania, które dostarcza nam kompletny spis prac artystów związanych z Polską, a przechowywanych w publicznych kolekcjach Izraela. Katalog ten (istniejący również w wersji angielskiej) to owoc badań przeprowadzonych przez autorów w latach 1987-1996 w czasie rozlicznych podróży i pobytów w tym kraju. Zawiera on w sumie 2367 pozycji autorstwa 198 artystów, głównie żydowskich, aczkolwiek pojawiają się takie nazwiska jak Matejko czy Nikifor. W słowie wstępnym znajdujemy krótką historię sztuki żydowskiej w Polsce ,oraz opis zasad jakimi się kierowali autorzy przy selekcji artystów, których narodowość nie zawsze była łatwa do zdefiniowania. Każde hasło zawiera dosyć obszerną biografię twórcy

oraz podstawową bibliografię które poprzedzają spis prac. Dzieło to jest bogato ilustrowane, aczkolwiek z powodu niedostępności niektórych zbiorów ikonograficznych nie było możliwe uzyskać wszystkich fotografii. Na przeszkodzie w pracy nad tą kompilacją stały też inne trudności, jak niekompletne kartoteki, rozproszenie objektów w różnych działach muzeów, czy nawet problem z transkrypcją polskich nazwisk na Jidisz.

Ostatnie dziesięciolecia, dzięki otwarciu granic, pozwoliły nadrobić zaległości w naszym poznaniu dziedzictwa artystycznego poza rubieżami kraju. Tak jest np. z Ecole de Paris, w której artyści żydowscy odegrali niepoślednią role. To przełożyło się na powstanie licznych publikacji na ten temat, choć jeszcze wiele zostało do zrobienia. W tym wypadku nie ulega wątpliwości ,że niniejszy katalog powinien być jedna z podstawowych pozycji w bibliotece miłośnika tej Szkoły.  

Tu przychodzi mi taka refleksja : kiedy ktoś będzie miał odwagę aby sporządzić podobny katalog dzieł polskich artystów w zbiorach francuskich ?

Omawiając tę ważną pracę, warto poświęcić kilka słów organizmowi który stoi za edycją tych publikacji. Polski Instytut Badań nad Sztuką Świata to najbardziej prężna placówka tego typu w kraju, której założycielem i “motorem” jest Profesor Jerzy Malinowski. Skupia ona historyków sztuki reprezentujących cały wachlarz specjalności o zasięgu międzynarodowym, gdzie poruszane są tak różne tematy jak “Jawajski Teatr Cieni” czy “Architektura Zanzibaru”. Ale oczywiście sztuka polska pozostaje pierwszoplanowa, że wspomnę dla przykładu monumentalne dzieło w ostatnim stadium przygotowań, poświęcone Henrykowi Siemiradzkiemu.

Zachęcam do zapoznania się z działalnością Instytutu i jego publikacjami na stronach www.world-art.pl

Krzysztof Zagrodzki


BOZNAŃSKA NON FINITO. Angelika Kuźniak


BOZNAŃSKA NON FINITO

Angelika Kuźniak

Wydawnictwi Literackie, 2019. Format: 145 x 205 mm. Ilość stron: 336. EAN: 9788308068083

Olga Boznańska. Najwybitniejsza malarka epoki. Obywatelka świata.

Jej portrety intrygowały, niepokoiły, obnażały duszę malowanej osoby. Nie uznawała banalnego piękna. Charakter, emocje, uczucia były dla niej ważniejsze niż uroda modeli. Po Paryżu chodziła w sukni giupiurowej z trenem pełnym falban i plis.

Wzbijał się za nią tuman kurzu. Na głowie miała olbrzymi, sinoczarny wał włosów wysoko w kok zaczesanych. Na nim czarne gniazdo z dżetówi flaneli podpięte wysoko z tyłu kwiatami, spod którego spływały czarne strusie pióra. Wyglądała jak posąg wyjęty na chwilę z ciemności piramidy.

Przez trzydzieści lat malowała w pracowni przy Boulevard Montparnasse. Bywali tam m.in. Zofia Stryjeńska, Mela Muter, Wojciech Kossak, Artur Rubinstein. Pojawiała się Maja Berezowska ze swoimi kochasiami.

W tle kręcił się roller coaster historii: Budowa wieży Eiffla, pierwsza wojna światowa, kryzys gospodarczy, początek drugiej wojny.

Mistrzyni biografii, reporterka Angelika Kuźniak przygląda się wybitnej artystce z dociekliwością śledczej. Efektem jest napisany przepięknym językiem przenikliwy, pełen poczucia humoru portret Olgi Boznańskiej. Kobiety genialnej, delikatnej, zmysłowej, świadomej swojego talentu. Niezależnej. Portret artystki, która dla sztuki była w stanie poświęcić wszystko: miłość, dobrą opinię i święty spokój.


PORTRET ZA MGŁĄ. OPOWIEŚĆ O OLDZE BOZNAŃSKIEJ. Maria Rostworowska


PORTRET ZA MGŁĄ. OPOWIEŚĆ O OLDZE BOZNAŃSKIEJ

Maria Rostworowska

Rok wydania: 2015. Wymiar: 21cm x 26cm. Ilość stron: 465. ISBN: 9788389425911.

Może z początku wart jest odnotowania prosty fakt, którego wartość jednak trudno przecenić: teraz, w okresie stechnicyzowanego barbarzyństwa, gdy sztuka i kultura stają się takim samym towarem jak każdy inny – Maria Rostworowska pisze właśnie o sztuce. Kreśli biografię znakomitej polskiej malarki Olgi Boznańskiej. Odnosi się wrażenie, jak gdyby role się zamieniły. Teraz Maria Rostworowska delikatnymi dotknięciami pędzla maluje kolejne portrety Olgi Boznańskiej: tę z dzieciństwa, tę z młodości w okresie monachijskim, tę u szczytu sławy w Paryżu, a niekiedy w Krakowie, i tę w starości, czasem w nędzy, lecz nigdy w poniżeniu. Boznańska stoi przed sztalugami i maluje, przez cały czas, całe swoje życie.

W swoich portretach artystka starała się wyrazić to, co ludzie niechętnie na ogół pokazują na zewnątrz: prawdę. Rzecz interesująca, że Rostworowska postępuje w stosunku do Boznańskiej niemal dokładnie tak jak Boznańska w stosunku do swoich modeli: szuka w niej – operując bardzo bogatym materiałem archiwalnym – jej własnej prawdy, jej poszukiwania, jej pasji.

Olga Helena Karolina Boznańska herbu Nowina (ur. 15 kwietnia 1865 w Krakowie, zm. 26 października 1940 w Paryżu) – polska malarka, portrecistka, przedstawicielka modernizmu; od 1898 mieszkała w Paryżu, członkini szkoły monachijskiej, Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka” (1898) i Société nationale des beaux-arts (1901). Była córką Adama Nowiny Boznańskiego i Eugenii Mondan. Adam Boznański był inżynierem, ukończył wiedeńską politechnikę. Eugenia Mondan była Francuzką, interesowała się sztuką, sama rysowała. Olga Boznańska od najmłodszych lat uczyła się rysunku. Malarstwa uczyła się u Antoniego Adama Piotrowskiego, Kazimierza Pochwalskiego, a następnie na Kursach Malarskich imienia Adriana Baranieckiego. W 1886 wyjechała kontynuować naukę w Monachium. Jako kobieta nie miała możliwości wstępu do Akademii Sztuk Pięknych, kształciła się więc w prywatnych, monachijskich szkołach Karla Kricheldorfa i Wilhelma Dürra. W 1892 umarła jej matka. W 1896 zrezygnowała z nauczycieli i wynajęła własną pracownię. W tym czasie zaczęła wystawiać swoje prace w Monachium, Warszawie, Berlinie, Wiedniu. Dwa lata później pojawiły się pierwsze sukcesy. Za Portret malarza Pawła Nauena otrzymała z rąk arcyksięcia Karola Ludwika w Wiedniu złoty medal, a w Londynie za Portret miss Mary Breme – wyróżnienie. W 1896 jury paryskiego Societe des Beaux-Arts przyjęło na wystawę jej obraz. Po ostatnich sukcesach dostała nawet propozycję objęcia katedry malarstwa na wydziale kobiet w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, którą odrzuciła.

Jarosław Rudniański


ALICJA HALICKA (1894 – 1975). Krzysztof Zagrodzki


ALICJA HALICKA

Krzysztof Zagrodzki

Wydawnictwo Muza. Seria wydawnicza: Mistrzowie Ecole de Paris. Rok wydania: 2011. Oprawa: twarda. Liczba stron: 96. Format: 27.7 x 22.1 cm. Numer ISBN: 9788377580967.

Alicja Halicka, jedna z najwybitniejszych artystek swego pokolenia, to dziś postać częściowo zapomniana. Jej nazwisko pojawia się na wystawach i w publikacjach zazwyczaj w dwóch kontekstach: dla zilustrowania tez o zabarwieniu feministycznym lub też w rozważaniach o asymilacji obcych twórców w środowisku paryskim. A przecież Halicka, choć żyła w cieniu męża, w swoim czasie zbierała liczne pochwały zarówno od krytyków, jak i publiczności. Album Alicja Halicka, otwierający serię “Mistrzowie École de Paris”, ma za zadanie przybliżyć biografię i twórczość tej wszechstronnej artystki.


JAKIMOWICZ. Jan Kazimierz Kapera


JAKIMOWICZ

Jan Kazimierz Kapera.

Mieczysław Jakimowicz (1881-1917). Nowy Jork, nakładem autora 200 numerowanych egzemplarzy, 2005. Książka do kupienia: http://www.jkkfinearts.com

Nowe wydanie monografii Mieczysława Jakimowicza (1881-1917), “polskiego Khnopffa”, jak nazywali go współcześni mu wiedeńscy krytycy sztuki, jest pierwszą próbą przedstawienia dorobku tego genialnego i oryginalnego malarza, dziś niemal całkowicie zapomnianego. Jest ona owocem zauroczenia i głębokiej fascynacji niezwykłą osobowością i jedyną w swoim rodzaju wrażliwością najwybitniejszego przedstawiciela polskiego “symbolizmu nastroju”.

Mieczysław Henryk Jakimowicz urodził się w Warszawie 17 maja 1881 roku. Był siostrzeńcem polskiego pisarza noblisty Władysława S. Reymonta. Studiował w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych, a od 1900-1907, z przerwami, w krakowskiej ASP u Unierzyskiego, Mehoffera i Wyczółkowskiego. Był członkiem Grupy Pięciu (Grupy Norwid) obok Leopoplda Gottlieba (z którego siostrą ożenił się w 1904 r.), Witolda Wojtkiewicza, Vlastimila Hofmana i Jana Rembowskiego, z którymi wystawiał od 1905 roku, m.in., w Krakowie, Wiedniu, Berlinie, Lwowie. Od 1908-1912 mieszkał i tworzył w Paryżu, przyjazniąc się z wieloma artystami z polskiej kolonii artystycznej, m.in., z Olgą Boznańską, ktora namalowała dwa jego portrety.

 

Praca “Dziwne Oczy” została zakupiona przez ministerstwo oświaty do zbiorów Muzeum Luksemburskiego. Miał także dwie indywidualne wystawy we Lwowie i Krakowie w 1912 i rok pózniej w Poznaniu. Od stycznia 1913 roku mieszkał z żoną i córką w Zakopanem, gdzie zmarł 27 lipca 1917.

“Geniusz prawdziwy zdradza wielkość swą już w samym sposobie traktowania rzeczy: maximum in minimis…” – to zdanie Johna Ruskina dobitnie tłumaczy charakter twórczości Jakimowicza. Malarz do krańcowości ograniczył rolę koloru w swoich obrazach, wybierając w zamian ołówek, pióro, czarny lub ciemny tusz indyjski, gwasz lub białą kredę. Artysta cichy i skromny, niezwykle pracowity, długie godziny spędzał w paryskiej pracowni przy Champagne Premiere. Można by go śmiało nazwać poetą rysunku, gdyż jego kartony zapełniały wyimaginowane postacie, pochodzące z najgłębszych pokładów duszy, zastygłe w nieskończonej zadumie nad sobą i światem, pełne melancholii i bezgranicznego smutku. Jego wizje i zjawy zdają się pochodzić z innych wymiarów, oddzielone od widza zwiewną mgłą, a w autoportretach przezroczystymi lub czarnymi szkłami okularów, zza których patrzył na świat oczyma człowieka doświadczonego przez los i świadomego nadchodzącej śmierci (gruźlica). Jakimowicz pracował w unikalnej technice, stosując tysiące subtelnych, wręcz mikroskopijnych linii plamek i kropek czarnego tuszu tworzących nieskończoną gamę odcieni szarości, kreujących aurę tajemniczości i niedopowiedzenia. Swiatło, często rozmyte lub rozproszone, jak u wspolczesnego mu malarza Eugene`a Carriere, idealnie służyło budowaniu światów widmowych i urojonych. Wirtuozeria techniczna Jakimowicza, w połączeniu z pozornie ubogimi środkami wyrazu ujawniła w przypadku jego kompozycji coś bardzo niezwykłego, jedynego w swoim rodzaju, co w każdej innej technice zostałoby zagubione i spłycone. “Przez kartony Mieczysława Jakimowicza przewija się owo światło szczególne, które uwydatnia najistotniejsze przeżycia człowieka: miłość, tęsknotę, samotność, przedśmiertną wędrówkę ku mogile, trwogę i śmierć” – pisał w nekrologu artysty Stefan Żeromski. Wszystkie te przeżycia nie były obce temu wybitnemu malarzowi Młodej Polski, który w swoim krótkim życiu stworzył dzieła, nie mające sobie podobnych w historii malarstwa polskiego.


ELIZABETH JERICHAU-BAUMANN. Jerzy Miśkowiak


ELIZABETH JERICHAU – BAUMANN

Jerzy Miskowiak

Liczba stron: 240. Liczba zdjęć: 236. Format: 240 × 300 mm. ISBN: 978-83-7576-469-7. EAN: 9788375764697. Oprawa: twarda. Rok wydania: 2020. Język: polsko-angielski

Książka autorstwa Jerzego Miśkowiaka i projektu Lecha Majewskiego przedstawia życie i twórczość Elisabeth Jerichau-Baumann, XIX-wiecznej artystki polskiego pochodzenia, która większość życia spędziła w Danii. Jerichau-Baumann portretowała najważniejsze duńskie osobistości – członków rodziny królewskiej, arystokratów, polityków, aktorów i pisarzy, m.in. Hansa Christiana Andersena, ale także dzieci i żebraków.

Malarka chętnie posługiwała się alegoriami – jest autorką niezwykle popularnego przedstawienia Danii jako Walkirii niosącej duńską flagę i miecz, której wizerunek był wykorzystywany m.in. na pudełkach czekoladek czy pocztówkach. Na płótnach artystki wielokrotnie pojawiały się również Turczynki, Egipcjanki, Żydówki i Włoszki, a zwłaszcza bohaterki sag i baśni – Halgjerde, Lorelei, nimfy i liczne syrenki, powstałe zapewne z inspiracji warszawskim herbem. Album, zawierający biografię artystki i polskie konteksty jej twórczości, przybliża na niemal 300 reprodukcjach styl malarki i czasy, w których żyła.


ROMAN KOCHANOWSKI. Katarzyna Posiadała

ROMAN KOCHANOWSKI (1857 – 1945) W 150. ROCZNICĘ URODZIN

Praca zbiorowa, redakcja katalogu wystawy: Zofia Katarzyna Posiadała, “Roman Kochanowski [1857-1945] w 150. rocznicę urodzin”. Wydawnictwo Muzeum im. Jacka Malczewskiego w Radomiu.

Niezwykle staranny album z setkami kolorowych fotografii prac Romana Kochanowskiego, wydany w 2007 roku z okazji 150 rocznicy urodzin malarza. Album ten dopełniał objazdową wystawę malarstwa Kochanowskiego po wielu mueach w Polsce. Promotorem albumu była p. Barbara Lewkowicz, kolekcjonerka malarstwa Romana Kochanowskiego.


Jean Lambert Rucki. Artur Winiarski


JEAN LAMBERT RUCKI

Artur Winiarski, Villa la Fleur/Muza, Warszawa 2017, oprawa twarda, format : 32,5x 25,5 cm, liczba stron 240

ISBN : 978-83-287-0896-9

Można powiedzieć że Jan Lambert Rucki nie miał dotychczas szczęścia aby zaistnieć w polskim piśmiennictwie. Jest zatem nieobecny w standartowych opracowaniach na temat historii sztuki polskiej, nie figuruje w spisie polskich prac wystawionych na salonach paryskich, nie ma go w trzecim tomie Polskiej Bibliografii Sztuki i mogę tak długo wymieniać. Ale na tym nie koniec, “drzewo wiadomości dobrego i złego”, czyli Wikipedia zawiera hasło ‘Lambert Rucki’ po fracusku, po angielsku, oraz…po arabsku (chyba żeby rozsierdzić Muzułmanów, bowiem artysta to całkowice chrzścijański). Tylko nie po Polsku. Natomiast aluzje do polskich korzeni artysty można prędzej znaleźć w źródłach obcojęzycznych (‘of Polish origins’), podczas gdy poczciwy Bénézit określa go wprost jako ‘Polonais’. Szczęściem nie rewindykują go nasi “bracia od szabli i od szklanki” bowiem nasz artysta miał w sobie po matce również krew węgierską.

Tak więc Lambert Rucki, którego twórczość budzi coraz większe zainteresowanie (o czym świadczy jego częsta obecność na tych stronach) pozostawał dla polskiego odbiorcy postacią słabo znaną. Z tym większym zadowoleniem należy powitać ukazanie się solidnej monografii artysty autorstwa Artura Winiarskiego, kustosza zbiorów museum Villa la Fleur w Konstancinie.

Droga artystyczna Lamberta Ruckiego prowadzi zatem z rodzinnego Krakowa, gdzie studiuje na Akademii pod skrzydłami Pankiewicza, do Paryża w którym osiada w 1911 roku zapisując się do Akademii Colarossi. Jego losy wojenne to temat do powieści, gdzie przewija się Legia Cudzoziemska, internowanie we Francji czy praca przy wykopaliskach w Grecji. Ale centralną część albumu stanowi doskonale udokumentowana i ukazująca w szerokim kontekście opowieść o twórczośći Ruckiego jako oryginalnego i współpracującego z największymi sławami tej epoki (tu przydał by się indeks) artystę-dekoratora. Osobne części tomu są poświęcone jego dziełom w dziedzinie sztuki sakralnej, jak też  uczestnictwu w latach powojennych w odbudowie zniszczonych świątyń.

Co może zaskoczyć w tym tomie to że pomija malarstwo Lambert Ruckiego. Wszyscy znamy te kubizujące kompozycje, gdzie na tle kolorowych płaszczyzn snują się “les noctambules” – lunatycy, zapożyczeni zresztą z rzeźbiarskiej ikonografii artysty. Autorstwo tych prac było już dawno podważane i chociaż jeszcze owe kompozycje błąkają się po różnych aukcjach, najwyższa ostrożność jest tu zalecana.

Poziom edytorski książki – papier, reprodukcje, układ graficzny – zasługują na same pochwały. Opuszczając standartowe rozmiary serii wydawniczej inspirowanej przez muzeum w Konstancinie, inteligentnie dostosowano tu format do smukłych kompozycji Lambert Ruckiego. Publikacja, jak wszystkie z tamtąd pochodzące, jest dwujęzyczna polsko-angielska.       

Krzysztof Zagrodzki                     


Maria Melania Mutermilch


DE PARIS A GTRONA. MELA MUTER I LES ARTISES POLONESOS A CATALUNYA

Museu d’Art de Girona 2018, 273 s., 28 x 21 cm. ISBN: 978-84-393-9808-0

Kontakty Meli Muter z Hiszpanią sięgają roku 1911 kiedy to galeria Josep Dalmau organizuje wystawę 33 dzieł artystki w Barcelonie. Sukces tej prezentacji skłania galerzystę do przedstawienia  w roku następnym jej prac w szerszym kontekście malarstwa polskiego tych lat. Na wystawę tę składa się zbiór 136 prac piętnastu artystów, wśród których znajdujemy takie nazwiska jak Boznańska, Gottlieb, Makowski, Nadelmann czy Zak. Artystka jeszcze kilkakrotnie powraca do Hiszpanii, przy czym szczgólnie ważny wydaje się jej dwumiesięczny pobyt w Geronie między kwietniem a czerwcem 1914 roku. Tu jako “zwiastun nowoczesności” łatwo wkomponowuje się w mejscowe milieu kulturalne i cieszy się dużą popularnścią. Tu też maluje obraz którym szczyci się miejscowe museum ‘Rzeka Oynar w Gironie’. To jeden ze szczęśliwych okresów w jej karierze : “Tam malowałam moje pierwsze dobre obrazy” wspomni później.

Mija osiemdziesiąt lat i do przypomnienia jej obecności w tym mieście daje impuls wizyta Bolesława Nawrockiego, która zaowocuje zorganizowaniem wystawy Meli Muter w 1994 roku.

I wreszcie ten temat podjęła w ostatnim czasie nowa ekipa muzeum w Geronie serwując nam przy okazji wystawy bardzo cenny katalog, omawiający szczegółowo związki artystki z Hiszpanią. Oprócz wyczerpującego tekstu Artura Tanikowskiego, wszystkie inne artykuły są tu sygnowane przez autorów hiszpańskich (katalońskich?) i trzeba powiedzieć pięcioletni okres przygotowań przyniósł owoce w postaci solidnej porcji niezwykle ciekawych informacji na temat tak środowiska hiszpańskiego jak i samej malarki. Że poszczególne autonomiczne rozdziały pisane przez różnych autorów czasem powtarzają te same informacje to rzecz nieunikniona. W urzeczywistniniu tego ambitnego planu niezbędna była współpraca kolekcji Nawrockich, Uniwersytetu w Toruniu a także kolekcjonerów prywatnych. Przypomnijmy żę wystawa była prezentowana od listopada 2018 do kwietnia 2019, później miała zostać wysłana do Muzeum Tytoniu (!) w Andorze. Na wystawie można było obejrzeć ok. 100 pozycji (brakuje mi tu zwięzłego spisu wystawionych dzieł i dokumentów) gdzie oprócz obrazów Meli Muter pokazano próbkę prac Boznańskiej, Pankiewicza, Gottlieba, Zaka, Nadelmanna i Kramsztyka.

Niech czytelników nie znających tego języka nie zniechęca hiszpański tytuł katalogu, ostatnia część tomu zawiera tłumaczenia tekstów na kataloński, angielski i polski. Zainteresowanych odsyłam na adres: https://llibreria.gencat.cat/product_info.php?products_id=8876&language=en

Krzysztof Zagrodzki


BRONISŁAWA RYCHTER-JANOWSKA. Bogdan Podgórski


W POSZUKIWANIU PIĘKNA. BRONISŁAWA RYCHTER JANOWSKA 1868 – 1953

Bogdan Podgórski

Rok wydania: 2015. ISBN: 978-83-941168-1-1. Ilość stron: 220. Wymiar: 27cm x 21cm. Okładka: Twarda

Album „W poszukiwaniu piękna. Bronisława Rychter-Janowska 1868-1953”, to niezwykła, pięknie wydana monografia nietuzinkowej artystki, związanej z Lwowem, Starym Sączem i Krakowem – Bronisławy Rychter-Janowskiej, obrazująca jej życie i twórczość. Bogato ilustrowana publikacja zawiera też m.in. kalendarium życia i twórczości artystki, recenzje współczesnych jej krytyków i ciekawe anegdoty. To także przedstawione przez autora, oczarowanie malarki polskim dworem, symbolem polskości i dawnej kultury szlacheckiej. Bo ten właśnie motyw stanowił osobny rozdział twórczości artystki. Dodatkowym walorem publikacji są liczne barwne oraz archiwalne reprodukcje prac Rychter-Janowskiej znajdujące się w zbiorach muzealnych i prywatnych, jak również pierwszy raz publikowane fotografie archiwalne artystki, jej bliskich i przyjaciół.

Książka od 2015 r. dostępna jest w księgarniach muzealnych w Krakowie, Księgarni Akademickiej na ul. św. Anny 6 w Krakowie, niektórych krakowskich galeriach sztuki oraz na Allegro.


POLSKI NEW LOOK. Barbara Banaś


POLSKI NEW LOOK

Barbara Banaś

Wydawnictwo: Marginesy. Rok wydania: 2019. Ilość stron: 360. ISBN-10 : 8366335321. ISBN-13 : 978-8366335325

“Polski new look” jest pozycją obowiązkową w biblioteczce każdego miłośnika designu.

W tej bogato ilustrowanej książce znajdziesz wszystko, co powinieneś wiedzieć o historii rozwoju europejskiego i polskiego wzornictwa oraz niebagatelnej roli, jaką odegrał w niej Polski Instytut Wzornictwa Przemysłowego. To nie koniec. Barbara Banaś w “Polskim new looku” opowiada także o największych sukcesach Polaków w dziedzinie sztuki użytkowej, a także o tym, co ma z tym wspólnego Christian Dior.

New look kojarzy się przede wszystkim z designem lat 50. i 60. XX wieku. Takim określeniem nazywano “dobre wzory” i propagowano “nowoczesną” sztukę użytkową.

Hasło to stało się na tyle popularne, że debiutancka kolekcja ubrań Christiana Diora została nim właśnie nazwana. Trend dotarł do Polski na chwilę przed odwilżą polityczną z 1956 roku i szybko przeniknął do tkanek polskiego designu. Barbara Banaś, autorka “Polskiego new looku”, opowiada o historii rozwoju tego nurtu w sztuce projektowania, wspominając między innymi Wandę Telakowską i założony przez nią Instytut Wzornictwa Przemysłowego w Warszawie. Ale przecież na projektach powstających w IWP nie kończy się ceramiczny design lat 50. i 60. O niezwykle ciekawych, a dotąd rzadko omawianych dokonaniach polskich wytwórni porcelany, porcelitu i fajansu opowiada właśnie ta publikacja.

Książka zawiera ponad 200 kolorowych fotografii, które przedstawiają szczytowe osiągnięcia designu polskich fabryk (m.in. w Wałbrzychu, Ćmielowie, Pruszkowie, Włocławku, Bogucicach), wytwórnie prywatne i zakłady związane ze słynną Cepelią (m.in. w Łysej Górze, Włocławku czy Bolesławcu). Fotografie uzupełniają zapisy wywiadów z projektantami, a także biogramy artystów i indeks projektów rzeźby figuralnej.

O autorce:

Autorka “Polskiego new looku”, Barbara Banaś, jest doktorem historii sztuki, kustoszem Działu Ceramiki i Szkła Współczesnego Muzeum Narodowego we Wrocławiu i adiunktem kulturoznawstwa na Uniwersytecie Wrocławskim. Od lat zajmuje się tematami rzemiosła artystycznego XX wieku i designu współczesnego.