Falsyfikaty – literatura

Prowadziłem przez jakiś czas dział ‘Bid All your Wealth’ w jakim przedstawiałem kuriozalne falsyfikaty polskiego malarstwa z rynków europejskich oraz rynku amerykańskiego, choć również nie wybrzydzałem aukcjami w Polsce. To co powstało zostawiam bez zmian. Zauważyłem jednak, że nadal pojawia się dużo falsyfikatów, są one dość dobrze sprzedawane a mnie przestało już to bawić ich wyławianie i w dodatku zacząłem się tym nudzić. Pragnę teraz zmodyfikować tę stronę, zmienić jej tytuł na Falsyfikaty-Literatura. Będzie ona poświęcona literaturze (książki, artykuły) na temat falsyfikatów polskiego malarstwa, ściągniętej z różnych stron internetu. Te prace napisali fachowcy. Dedykuję tę stronę nadal tym, którzy wierzą w siłę sygnatury jako wiarygodności pracy malarskiej i bez zastrzeżeń są gotowi wydawać grube pieniądze na falsy. Takich osób jest bez liku, o czym wiem z własnego doświadczenia, bo z nimi korespondowałem i czasami uratowałem im trochę pieniędzy.

Zalecam bardzo dokładne czytanie załączonych artykułów oraz linków do artykułów/książek, bo mogą kiedyś zniknąć. Można się czegoś nauczyć.



Podrabianie obrazów a prawo, artykul z 2016 roku https://kopieobrazow.org/podrabianie-obrazow-a-prawo/





Dwa ważne artykuły sprzed 10 lat o opiniach, ekspertyzach i fałszerstwach. Zakreśliłem poniżej fragment mówiący o fasyfikatach prac Meli Muter. Temat bardzo aktualny. Proszę pobrać PDF i przeczytać.



Rozmowa z Profesorem Stelmachem i opublikowana w Art & Business w 2003 roku. Niewiele się zmieniło. Artykuł w formie PDF koniecznie do przeczytania:



rynekisztuka.pl/2019/04/23/falszerstwa-dziela-sztuki/

Króciutki artykuł z roku 2019 o fałszerstwach na polskim rynku sztuki wspominający o technikach fałszowania. Artykuł na internetowym portalu “Rynek i Sztuka“.

Smakowity fragment z tego artykułu poniżej:



Naukę z tego artykułu można śmiało zastosować do polskiego malarstwa: https://artfulliving.com/art-forgery/



Falsyfikat pracy Franciszka Starowieyskiego, Zjawa.

Zapraszam do obejrzenia filmów sprzed kilkunastu lat, których fabułą jest fałszywy obraz ‘Zjawa’ rzekomo Franciszka Starowieyskiego. Sprawa była bardzo głośna przed laty, wystawienie falsyfikatu na aukcję w Polswissart a później proces sądowy nierzetelnego i urażonego ‘eksperta’. O tym obrazie mówi szereg publikacji jakie tutaj poniżej już wcześniej zamieściłem. Taki był rynek w Polsce przed kilkunastu laty i taki jest obecnie. Link do filmów poniżej.

https://superwizjer.tvn.pl/aktualnosci,984,n/zjawa,41835.html

https://superwizjer.tvn.pl/aktualnosci,984,n/powrot-zjawy,41359.html



http://niniwa22.cba.pl/sztuka_oszustwa.htm

Rzeczpospolita – 03-12-2011

Maja Narbutt

Sztuka oszustwa

Nabywcy dzieł sztuki padają ofiarą ignoranckich lub wprowadzających w błąd ekspertyz – zauważa historyk sztuki dr Mieczysław Morka

Ignorancja i tupet. Powiedział pan kiedyś, że właśnie to charakteryzuje polski rynek dzieł sztuki. Nie przesadza pan?

Odpowiadam za swoje słowa. Nie ulegam emocjom, trzeźwo widzę, co się dzieje. Jest u nas niewiarygodnie dużo ekspertów. Dwadzieścia procent z nich zna się na tym, co robi, i umie patrzeć na obraz. Pozostali mają bezczelną odwagę, by pisać ekspertyzy w sposób kompletnie nieodpowiedzialny. Są praktycznie bezkarni.

Ale ktoś ponosi konsekwencje ich nieodpowiedzialności, ten, kto kupuje obraz.

W handlu dziełami sztuki funkcjonują nie tylko nieodpowiedzialni eksperci, czyli ignoranci, ale mają też miejsce liczne oszustwa. Istnieje coś, co ironicznie nazywam “numerem na makulaturę”. Każdy w branży doskonale wie, jak się to robi, nieświadomy jest tylko klient. Kiedy oferuje się mu obraz – falsyfikat lub starą kopię jako oryginał – należy zgromadzić gruby plik ekspertyz zaopatrzonych w szacowne nazwiska i tytuły, stempelki. Taka lektura robi wrażenie na nieświadomej osobie, która przekonana jest, że może zaufać tym opiniom.

Sugeruje pan, że klient jest z premedytacją wprowadzany w błąd?

Ja nie sugeruję, ja wiem. Podam konkretny przykład. Pokazano mi kiedyś fotografie kopii obrazu Rubensa, prawdopodobnie z XVII lub XVIII wieku, z prośbą o wycenę w jakichś finansowych rozliczeniach. Określiłem wartość na jakieś 3 tysiące dolarów.

Półtora roku później zgłosił się do mnie poważny biznesmen, któremu zaoferowano obraz Rubensa w ramach rozliczeń finansowych. Rzecz jasna autentyczność dzieła potwierdzili eksperci.

Spotkałem się z nim, pokazał mi fotografie. Zobaczyłem tę samą kopię, wartą 3 tysiące, tylko teraz, dzięki opiniom ekspertów, wycenioną 100 razy więcej. Siedziałem z tym biznesmenem w kawiarni hotelu Bristol i przekonywałem go, że to kopia namalowana z grafiki. Nie był zadowolony i przekonany do moich wywodów.

Bo chciał zdobyć okazyjnie prawdziwego Rubensa i ufał ekspertom?

Chyba tak było. W końcu zapytał, czy mogę mu dać negatywną opinię na piśmie. Napisałem ją, nie miałem wątpliwości, że próbowano go oszukać. To poważna sprawa, a takich jest wiele.

Morał jest taki, że wszyscy na rynku sztuki wiedzą, w co się gra, z wyjątkiem nabywcy.

Jest jeszcze inny morał. Powiedzmy to wyraźnie: w Polsce nie kupi się Rubensa. To nie ten kraj, nie ten rynek. Obrazy wielkich malarzy sprzedaje się w zachodniej Europie, USA, może Rosji. W Polsce jesteśmy skazani na polskich malarzy, a także trzecio- czy czwartorzędne malarstwo, które się importuje przeważnie z Niemiec. Jesteśmy krajem dość biednym i nigdy nie było u nas prawdziwych, wielkich kolekcji.

Nie należy więc liczyć na jakieś zdumiewające odkrycia, obrazy wyciągnięte z czeluści strychów czy nagle ujawnione przez kolekcjonerów.

Należy z zasady być szczególnie ostrożnym wobec nieoczekiwanego pojawienia się na rynku nieznanych przedtem obrazów. To właśnie obrazy o nieznanej proweniencji trzeba badać szczególnie dokładnie.

A jeśli chodzi o mizerną podaż dzieł sztuki na polskim rynku, to wpływa ona fatalnie na ofertę polskich domów aukcyjnych. Pewnych katalogów już nie chcę brać do ręki.

Nie podobają się panu obrazy oferowane przez nasze domy aukcyjne?

Jeśli robi się aukcje co miesiąc, tak jak bardzo dobry skądinąd dom aukcyjny Rempex, to fizycznie niemożliwie jest zgromadzenie odpowiedniej liczby dobrych obiektów. Będą więc dwa lub trzy dobre obrazy i mnóstwo bardzo słabych, które są oczywiście dekoracyjne, ale bez większej wartości. Na Zachodzie, gdzie jest duża podaż takich obiektów, są dość tanie, u nas dużo droższe, więc sprowadza się je masowo.

Czy na ceny na rynku sztuki wpłynął kryzys?

Są o 40 procent niższe niż parę lat temu. Na pewno wpłynął na to kryzys. A poza tym młodsze pokolenie nie kupuje w zasadzie obrazów. W zaprojektowanych przez architektów wnętrz domach nie ma miejsca na bibliotekę czy obrazy. Kiedyś ludzie lepiej sytuowani, choć wcale nie bogaci, kupowali od czasu do czasu dzieła sztuki ze swojej pensji. Ten zwyczaj zamiera.

Może rośnie też świadomość, że niekoniecznie jest to dobra lokata kapitału, jak przekonywali Polaków marszandzi na łamach luksusowych pism. Tymczasem, jak zauważył pewien kolekcjoner, jeśli się idzie do salonu firmowego Mercedesa, to ma się pewność, że się kupi oryginalnego mercedesa. Jeśli zaś idzie się do domu aukcyjnego, to nie ma żadnej pewności, że się kupi oryginalny obraz. Tę sentencję wygłosił jeden z kolekcjonerów, Witold Zaraska, były prezes Exbudu.

Rzeczywiście, miał specyficzne doświadczenia. Jego sprawa jest precedensowa i fatalnie wpłynęła na wizerunek domów aukcyjnych, wywołując niepokój klientów.

Domy aukcyjne oczywiście starają się dać gwarancję autentyczności obrazów, które oferują. Ale, tak jak na całym świecie, błędy mogą się zdarzyć. Wtedy istotna jest szybka i właściwa reakcja.

Jak mówi Witold Zaraska, “powziął pewną wątpliwość” w stosunku do niektórych obrazów ze swojej kolekcji.

Domy aukcyjne i marszandzi, od których je kupował, bez dyskusji przyjęli z powrotem zakwestionowane obrazy, z jednym wyjątkiem, domu Agra Art, którego właścicielka przekonana była o autentyczności sprzedanego obrazu, czyli “Pejzażu z oddziałem powstańczym” Władysława Maleckiego.

Jak każdy z branży śledziłem tę sprawę. Kieleccy konserwatorzy poprosili mnie o konsultację przed procesem i udostępnili komplet specjalistycznych fotografii i fragmenty obrazu. Zauważyłem szczegóły, które mnie zdziwiły. Miałem powody, by nie najlepiej pomyśleć o kwalifikacjach zawodowych wypowiadającej się publicznie o obrazie konserwator prof. Joanny Szpor.

Dwukrotnie spotkałem się z panią prowadzącą dom Agra Art. Rozmowy były miłe, ale wbrew obietnicom nie mogłem zobaczyć obrazu, gdyż miał być on zbyt mocno zniszczony przez konserwatorów i właścicielka nie wyraziła zgody na oględziny.

A szkoda, bo moim zdaniem jest on nie tylko falsyfikatem, ale po prostu podmalowaną fotografią. Czego do tej pory nikt nie zauważył. Dla mnie to niepojęte.

Nie przesądzając kwestii autorstwa tego obrazu, wydaje się, że wątpliwości powinny być rozstrzygane na korzyść klienta. Plagą naszego rynku są pewne specyficzne falsyfikaty.

– W obiegu jest dużo podmalowanych fotografii. Takie obrazy zaczęto tworzyć od lat 70. XIX wieku. Trzeba znać ówczesne techniki fotograficzne. Robiono zdjęcia bez negatywu. Na deskę lub płótno nakładano za pomocą przeźroczy samowyzwalającą się fotografię. Czasem naklejano też cieniutki papier, który zamalowywano. Były firmy, które handlowały takimi reprodukcjami, bo tak należy je określić. Wtedy wszyscy wiedzieli, co kupują.

Teraz nagminnie myli się takie podmalowane obrazy z oryginałami.

Jak to się dzieje, że eksperci nie potrafią ich rozpoznać?

Niekiedy nie jest to wcale łatwe. Fotografie podmalowywali czasem całkiem nieźli malarze, który w ten sposób sobie dorabiali.

Ale czasem podmalowanie naprawdę można bez większego trudu zobaczyć. Bo nie zawsze malowano całą fotografię, czasem podmalowywano jedynie na przykład ubranie postaci, a twarz z fotografii tylko pociągano grubo werniksem i wyglądało to bardzo naturalnie, powstawał efekt trójwymiarowości i plastyczności.

Może się zdarzyć, że ekspert po historii sztuki nie widzi pewnych detali. Ale ekspert, który jest konserwatorem, musi je zobaczyć. Jest gamoniem, jeśli tego nie widzi.

Konserwator powinien mieć naturalną przewagę w wykonywaniu ekspertyz, jeśli chodzi o techniczne szczegóły.

Teoretycznie tak. Tylko Polska i Rosja mają wyższe uczelnie kształcące konserwatorów, na Zachodzie konserwacji nie uczy się w tak systematyczny i pogłębiony sposób. A jednak nie można porównać Polski i Rosji pod względem przygotowania ekspertów. W Rosji nie jest tak, że jeśli ktoś chce pisać ekspertyzy, bo to dobrze płatne zajęcie, to je pisze.

Wracając do podmalowanych fotografii. Rozumiem, że trudno jest odróżnić je na pierwszy czy nawet drugi rzut oka. Ale przecież można się tego nauczyć?

Na tym polega problem. Polski ekspert z zasady uważa, że jak już ma dyplom wyższej uczelni, to już wszystko wie. Jest zadufany i arogancki.

Może się czegoś jeszcze w swoim życiu zawodowym od kogoś dowiedzieć, ale mowy nie ma o systematycznym pogłębianiu wiedzy. A przecież pewnych rzeczy nie uczą na studiach. Ja sam, by nauczyć się  poznawać podmalowane fotografie, sprowadzałem książki z zagranicy.

Wcześniej zdarzyło mi się, że się pomyliłem. Kupiłem obraz od koleżanki, potem zaniepokoiła mnie płaskość twarzy postaci. Na szczęście koleżanka uznała, że sprzedała obraz za tanio i wycofała się z transakcji.

Zdarzały się więc panu pomyłki?

Pomyliłem się w mojej karierze trzy razy, z powodu zbyt dużego szacunku dla uznanych profesorów, autorów książek i artykułów. Tymczasem trzeba myśleć krytycznie, wątpić.

Uważam, że znawca danego malarza niekoniecznie powinien pisać ekspertyzy. Rozumiał to doskonale na przykład prof. Juliusz Starzyński, twórca międzywojennego Instytutu Propagandy Sztuki, znawca Aleksandra Gierymskiego.

Kiedyś przyniesiono mu właśnie obraz Gierymskiego. Powiedział “bardzo ładny obrazek, proszę, niech jakiś ekspert potwierdzi jego autentyczność, a ja wtedy o tym obrazie ładnie napiszę”.

Współcześni profesorowie w tej sytuacji bez wahania piszą ekspertyzy, bo to popłatne i beztroskie zajęcie. A niektórzy absolutnie w ogóle nie powinni tego robić.

Aż tak kategorycznie to pan ujmuje?

Podejrzewam, że pewien profesor ma wadę wzroku, bo inaczej nie jest możliwe popełnienie aż tylu pomyłek. Podkreślam, że popełnić błąd może każdy ekspert. Alarmujące jest, gdy błędów zdarza się bardzo dużo. Raz się komuś uda napisać ekspertyzę, potem kulą w płot, i znów kolejny błąd. Wtedy nie mamy do czynienia z ekspertem, lecz z amatorem. A poza tym przerażające jest, jeśli ktoś się nie umie przyznać do błędu.

Rzeczywiście nie znam przypadku, by ktoś publicznie wyznał, że pomylił się w ekspertyzie.

Głośną sprawą jest “Rybak z siecią” zakupiony przez Muzeum Narodowe w Gdańsku. Widziałem ten obraz jako pierwszy, przyniósł mi go mój znajomy, który prowadził galerię MDM w Warszawie. Zaoferowano mu go jako obraz Leona Wyczółkowskiego. Odradziłem kupno.

Znajomy, który ma tak potrzebne w handlu sztuką kulturalne i miłe podejście do klienta, powiedział mu, że wprawdzie obrazu nie przyjmie, ale sytuacja byłaby inna, gdyby zobaczył poważną ekspertyzę. I klient wrócił z taką ekspertyzą.

Znajomy jakoś się wymigał. Antykwariusze w całej Polsce wiedzieli, co się święci, i nie chcieli obrazu. W końcu kupiło go Muzeum Narodowe w Gdańsku. Kiedy wybuchł skandal, sprawa trafiła do prokuratury. Laboratorium Komendy Głównej Policji zrobiło ekspertyzę techniczną, ale nie przekonała ona profesora gwarantującego autentyczność obrazu.

Są pomyłki ekspertów, ale bywa też zła wola. Niezależnie od przyczyn błędów nikt nie ponosi konsekwencji.

To jakaś czarna dziura w polskim prawie. Marzy mi się taka sytuacja, jaka zdarzyła się we Francji w latach 50. Antykwariusz z Brukseli sprzedał antykwariuszowi w Paryżu obraz jako dzieło Fragonarda. Ten w Paryżu miał klienta, ale musiał uwiarygodnić wątpliwy obraz ekspertyzami. Dwaj wybitni znawcy, wielkie nazwiska, prof. Nino Cordovado i prof. Louis Reau, poszli mu na rękę. Reau napisał ekspertyzę, nie oglądając obrazu, jedynie czarno-białe fotografie.

Kiedy klient zaczął mieć wątpliwości i okazało się, że to kopia, wybuchła afera. Sąd skazał wszystkich – antykwariusza i ekspertów – na karę więzienia.

Spotyka się pan z sytuacjami, gdy klient ma pretensje do eksperta?

Przyszedł do mnie bardzo rozżalony człowiek. Zgłosił się do eksperta Muzeum Narodowego w Warszawie, bo miał ciekawy obraz sakralny, na którym Madonna była przedstawiona z małą torebeczką.

Motyw niespotykany, więc chciał wiedzieć, co to oznacza. Słono zapłacił i dostał ekspertyzę, która nic nie wyjaśniała. A przecież jeśli się nic nie wie, to się nie pisze.

Takich ekspertyz, które niczego nie przesądzają, jest więcej?

Oczywiście. Czytałem ekspertyzy, w których napisano, że obraz jest może z Anglii, a może z Niemiec, a może z Francji. Tylko nie z Włoch, a w rzeczywistości stamtąd pochodził. Czytałem ekspertyzę pewnego pana z Muzeum Narodowego w Warszawie, który występował potem w telewizji. Dotyczyła ona obrazu, który uznał za dzieło Goi. Tymczasem był to obraz niemiecki, protestancki, w dodatku dość prymitywny,

Taka pomyłki są niebywałe, włosy stają dęba.

Ja przyjąłem zasadę – jeśli nie wiem, nie piszę. Nie muszę za wszelką cenę zarabiać pieniędzy. Bezpłatnie udzielałem porad kolegom kolekcjonerom, a także osobom, prawdopodobnie ze służb specjalnych, bo dotyczyły prób oszustw za granicą.

Już odpłatnie dokonałem ciekawej ekspertyzy dla ABW przy próbie oszukania Skarbu Państwa na 12 mln dolarów. Jest interesująca, bo występuje w niej znany polskim domom aukcyjnym i kolekcjonerom dr Didier Bodart, szwajcarski handlarz winami, ekspert sztuki, którego działalność należy zakwalifikować do oszustw.

Fatalnie, jeśli ekspertyza niczego nie przesądza, ale chyba gorzej, gdy przesądza źle. Może to być niekompetencja, ale czasem jest to coś więcej.

Powiem o pewnej aferze, która jest w zasadzie tajna. Ale tak dobrze pokazuje pewne mechanizmy, że warto ją ujawnić ku przestrodze. W jednym z muzeów przygotowywano wystawę kolekcji obrazów i porcelany poznańskiego biznesmena. Nieoczekiwanie ją odwołano. Dlaczego? Nie wiadomo. Katalogu nie ma w żadnej bibliotece. Na szczęście zdołałem go wydrukować z Internetu. Są tam rzeczy, które mnie zaszokowały. Jest obraz podpisany jako dzieło Henryka Siemiradzkiego. Pierwszorzędne nazwisko, także cenowo.

Problem polega na tym, że ten sam obraz był dziesięć lat wcześniej sprzedawany  w domu aukcyjnym Unicum jako dzieło trzecio- czy czwartorzędnego malarza Wilhelma Johanna Martensa. Gdzieś po drodze zmienił autora i wartość.

Co pan sugeruje?

Ten biznesmen robił zakupy prawdopodobnie w jednym miejscu, poznańskim antykwariacie. Jak spojrzy się w ten nieopublikowany katalog, powtarzają się te same nazwiska rodziny antykwariusza. Publiczna wystawa byłaby konfrontacją z opinią innych ekspertów. Może ktoś sobie to w końcu uświadomił.

A biznesmenowi można było powiedzieć, że pokazanie zbiorów jest niebezpieczne, ujawnia się w ten sposób stan posiadania złodziejom. Taką bajeczkę opowiada się w podobnych sytuacjach klientom.

To, co pan mówi, dla laika brzmi jak wątek powieści sensacyjnej. Ale takie rzeczy się zdarzają, o czym świadczy głośna sprawa przedsiębiorcy z Łodzi, z którym zaprzyjaźnił się pewien antykwariusz.

W rezultacie przedsiębiorca ma rozległą kolekcję falsyfikatów.

Jak pani myśli, ile falsyfikatów może mieć prywatna kolekcja? Kilka? W niektórych falsyfikaty mogą stanowić połowę. Największym błędem jest zawierzanie jednemu dostawcy. W ogóle przy kupowaniu dzieł sztuki powinna obowiązywać zasada ograniczonego zaufania.

Paradoks polega na tym, że nawet rekiny biznesu niepewnie pływają po obcych sobie wodach. Jeśli ktoś jest nawet twardym i skutecznym biznesmenem, to jako kolekcjoner jest na słabej pozycji. Przede wszystkim skłonny jest wierzyć, że skoro w grę wchodzi sztuka, a interesy robi z kulturalnymi ludźmi, to nie musi być czujny.

Rynek dzieł sztuki jest rynkiem brutalnym, jak zwykle, gdy w grę wchodzą pieniądze. Powiedzenie znane włoskim antykwariuszom brzmi: “dajcie mi uno millione, powiem, że to Giorgione, dajcie mi milliardo, powiem, że Leonardo”. Tak jest na całym świecie. Jednym z największych autorytetów był legendarny amerykański historyk sztuki Bernard Berenson, człowiek subtelny, szlachetny, który przekazał swe zbiory i majątek Uniwersytetowi Harvarda. A jednak z materiałów handlowych znanego handlarza dzieł sztuki lorda Josepha Duveena, odtajnionych po latach, wynika, że Berenson miał z nim tajną umowę w kwestii współpracy, co trwało 26 lat. Jak rzutowało to na jego obiektywizm? Gdzie kończy się esteta, a zaczyna człowiek walczący o pieniądze, których jako kolekcjoner i światowiec potrzebuje naprawdę dużo?

A jeśli on mógł mieć swą cenę, to co mówić o polskich, pożal się Boże, ekspertach?

Wyobrażam sobie, że ma pan w środowisku wielu wrogów. Musiałam cenzurować naszą rozmowę, bo używając nazwisk ekspertów, mówił pan o nich per “gamoń” czy wyliczał skrupulatnie ich potknięcia.

No cóż, zdarzyło mi się, że profesor Joanna Szpor z Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie nie podała mi ręki. Straszono mnie procesem sądowym.

Mojej ostatniej książki, w której piszę dość szczegółowo o pewnych doświadczeniach i ludziach z rynku sztuki, nie chciano przyjąć do sprzedaży nawet w księgarniach naukowych.

Lubiany nie jestem, powiązany z nikim również nie. Staram się zachować niezależność.

Opinii publicznej dał się pan poznać jako nieprzejednany krytyk kolekcji Porczyńskich. Poszedł pan pod prąd, twierdząc, że jest wielką mistyfikacją, jej wartość jest zawyżona, kopie są traktowane jako oryginały.

Gdzie byli ci wszyscy eksperci, którzy doskonale wiedzieli to co ja? Ulegli swoistemu szantażowi – skoro kolekcji, zresztą bez zezwolenia Watykanu, nadano imię Jana Pawła II, nie wolno było powiedzieć o niej złego słowa. Bezkrytycznie przyjmowano słowa Zbigniewa Porczyńskiego.

Kiedy złożyłem wniosek do prokuratury o popełnieniu przestępstwa, udostępniła mi dokumenty. Napisałem drugą książkę o kolekcji, opartą na tych dokumentach, gdzie zresztą zamieszczam wiele ich reprodukcji.

Kardynał Józef Glemp nazwał mnie, nie wymieniając z nazwiska, “sępem”. Dobrze, mogę być sępem. Miałem nadzieję, że jego następca kardynał Kazimierz Nycz trzeźwo spojrzy na całą sprawę. Książkę zawierającą dokumenty przekazał do przeczytania i zreferowania swemu sekretarzowi. Minęły trzy lata i chyba nadal ją czytają.



Obraz niemal jak prawdziwy

http://www.tygodnikprzeglad.pl/obraz-niemal-jak-prawdziwy/

Autor: Joanna Tańska | Styczeń 15, 2006

W domach aukcyjnych zamiast dzieła sztuki można za 150 tys. zł kupić falsyfikat

Mariusz Jańczuk, biznesmen, nie ukrywa, że był pod wielkim urokiem Iwony Büchner, gdy powierzył jej skompletowanie prywatnej kolekcji antyków – obrazów, sreber i mebli. Pod wpływem spojrzenia właścicielki domu Aukcyjnego PolSwiss Art oraz jej zapewnień, że robi świetny interes, nabył m.in. obraz Kislinga. Niestety, choć wydał na „dzieło” 150 tys. zł, ma ono wartość… ramy do obrazu.
Historia Jańczuka nie jest jedyną kompromitującą wpadką, jaka przydarzyła się w ostatnich latach na polskim rynku sztuki. Kielecki przedsiębiorca Witold Zaraska stracił 155 tys. zł na swoich kolekcjonerskich ambicjach. Rzekomy obraz Władysława Maleckiego („Pejzaż z oddziałem powstańczym”) kupiony w Domu Aukcyjnym Agra okazał się falsyfikatem.
Nabity w butelkę może być niemal każdy, kto chce zainwestować w sztukę, a nie ma o niej większego pojęcia lub jest spoza środowiska. Na rynku pojawiają się podróbki znanych artystów za kilkaset tysięcy złotych, ale są też na kieszeń mniej zamożnych Polaków. Rysunki pseudo-Kantora czy Nikifora kosztują około 3-7 tys. zł. Podrobienie pierwszorzędnego malarza przynosi ogromne pieniądze, ale „prace” trzeciorzędnego łatwiej sprzedać, a jednocześnie trudniej jest o eksperta znającego się na twórczości takiego malarza. Trudniej więc zdemaskować oszustwo. Handel fałszywkami kwitnie też za sprawą nieuczciwych lub niedouczonych ekspertów. Zdaniem dr. Mieczysława Morki, tropiącego od lat falsyfikaty, na rynku pojawia się ich coraz więcej. Częściowo wynika to z rosnącego popytu na dzieła sztuki – w kręgach zamożnych Polaków panuje snobistyczna moda na tworzenie własnych kolekcji. Co więcej, tak jak kiedyś podróbki oferowano na targach staroci, tak dziś można je znaleźć w domach aukcyjnych i w galeriach.

Kisling prawie jak oryginał

W kolekcji Witolda Zaraski wynajęty przez niego rzeczoznawca dopatrzył się aż trzech falsyfikatów. Fałszywki znalazły się także u Mariusza Jańczuka, który, jak wspomina, gromadził antyki niemal hurtowo. W 1997 r. kupił w PolSwissie Art obraz Mojżesza Kislinga „Portret siedzącego chłopca”. Nabytek potraktował jako inwestycję. Nie przyniósł obrazu do domu, lecz zostawił w galerii z nadzieją, że znajdzie się amator skłonny zapłacić więcej. Ale przez następne trzy lata kupiec się nie trafił. W 2000 r. „Siedzący chłopiec” został wystawiony na aukcję. Dzieło Kislinga trafiło do katalogu (aby nie było wątpliwości, dodano, że obraz ma ekspertyzę). Cenę wywoławczą ustalono na 200-250 tys. zł. Obrazem nikt jednak się nie zainteresował.
– W 2002 r. Kisling miał znów trafić na aukcję PolSwissu, ale ostatecznie go nie wystawiono. Zamierzałem sprzedać go w innych galeriach, ale nigdzie nie chciano go przyjąć. Zaczęły do mnie dochodzić sygnały, że wciśnięto mi falsa, więc zaniosłem Kislinga do Domu Aukcyjnego Rempex. Tamtejszy ekspert stwierdził, że zna ten obraz i że już raz odradził klientowi jego kupno, bo to falsyfikat – opowiada biznesmen.
Potwierdziła to przeprowadzona w 2004 r. – oczywiście na koszt właściciela obrazu – analiza w Paryżu. Sprawa trafiła do sądu, lecz została umorzona, a sam biznesmen uznany za natręta nachodzącego galerię. Za Jańczukiem ujęło się Stowarzyszenie Antykwariuszy Polskich. Przewodniczący sądu koleżeńskiego antykwariuszy zobowiązał się w grudniu ub.r., że zrobi wszystko, by przekonać Iwonę Büchner do oddania pieniędzy. Nie udało się. Bardziej szczęśliwe zakończenie miała historia rzekomo XIX-wiecznej lampy, kupionej przez Jańczuka w PolSwissie. W 1996 r. wydał na nią 18 tys. zł, lecz po ekspertyzie okazało się, że jest to… współczesny odlew wart ok. 1 tys. zł. PolSwiss zgodził się w 2004 r. oddać w ratach 15 tys. zł.
Z Iwoną Büchner – mimo prób – nie udało się nam skontaktować.

Ile podróbek na rynku

Z fałszywkami próbują walczyć artyści oraz ich spadkobiercy. Dr Jacek Cybis natknął się na kilkadziesiąt obrazów udających dzieła ojca, Jana Cybisa.
– Staram się wyłapywać falsyfikaty, ale to zajęcie pochłaniające mnóstwo czasu. Trzeba by przecież kontrolować rynek w całym kraju. Kiedy mam wątpliwości co do autentyczności, ostrzegam sprzedającego. Czasem obraz jest wycofywany, czasem nie. Samo pojawienie się w katalogu aukcyjnym takiego „dzieła” jest już próbą jego uwiarygodniania – opowiada dr Jacek Cybis.
Jak mówi dr Mieczysław Morka, najlepszym certyfikatem autentyczności jest wciśnięcie falsa na wystawę. Jego zdaniem, w jednej z warszawskich państwowych placówek trwa właśnie wystawa, na której prezentowanych jest kilka podróbek. W 1976 r. malarka Helena Zaremba-Cybisowa ostrzegała warszawską Desę, że ma falsyfikat podpisany nazwiskiem jej męża. Nic to nie dało. Jak odkrył Janusz Miliszkiewicz, dziennikarz zajmujący się rynkiem sztuki, obraz został sprzedany za 46 tys. zł Muzeum Narodowemu w Szczecinie.
Krewna malarza Artura Nachta znalazła niedawno w internecie ofertę dziewięciu, najprawdopodobniej, fałszywych obrazów. Wątpliwości wzbudzały nie tylko technika malarska i motywy obrazów, lecz także ich cena. Na rynku olejne oryginały Nachta sprzedają się po 50-140 tys. zł, w sieci ich cena wynosi 15-25 tys. za obraz.
Fałszywki swoich prac zawzięcie tropi Stasys Eidrigevicius. Do galerii sprzedających falsy wkracza niekiedy z policją. Ale żadna ze spraw sądowych, jakie wytaczał, nie zakończyła się wyrokiem skazującym. Franciszek Starowieyski też nie chce odpuścić i mimo poważnej choroby stawia się w sądzie, by świadczyć o pomyłce eksperta, który uznał falsyfikat za autentyk. – Za wiele podróbek krąży bezkarnie po rynku – tłumaczy malarz.
Co ciekawe, w środowisku zajmujących się dziełami sztuki informacje o pojawiających się fałszywkach rozchodzą się pocztą pantoflową. Nikt nie chce głośno o tym powiedzieć, bo to psuje rynek i atmosferę w środowisku. Nie ma też jasnych reguł dotyczących wycofywania falsyfikatów z rynku. Nie można przecież konfiskować obrazu uznanego za podróbkę.
Zaraska i Jańczuk skierowali sprawy do sądu. Jednak rzadko do tego dochodzi, bo sprawy tego rodzaju kończą się zwykle umorzeniem. Aby skazać kolportera fałszywki, trzeba mu udowodnić, że chciał oszukać. Tylko jak to zrobić? Galerie chcąc uniknąć zwrotu pieniędzy, bronią się, że sprzedały obraz oryginalny, a za to, co później przynosi klient, nie biorą odpowiedzialności. W Polsce nie ma też prawników specjalizujących się w tej problematyce. Nie było również przypadku złapania i osądzenia fałszerza. – Niektóre falsyfikaty są malowane tą samą ręką. Gdyby komuś chciało się poszukać, można by odnaleźć autora, ale nie widzę dobrej woli – przyznaje Jacek Cybis.

Problem w ekspertach

Handel fałszywymi dziełami sztuki jest praktycznie bezkarny. Dom aukcyjny opiera się na opinii wynajętego przez siebie eksperta. Zgodnie z prawem, ekspert nie ponosi odpowiedzialności za wydaną ocenę. Na świecie specjaliści orzekający o autentyczności dzieł sztuki ubezpieczają się od pomyłek, w Polsce nie. Jedynym ubezpieczonym ekspertem jest Adam Konopacki z Rempeksu.
– Rozmawiałem kiedyś na ten temat z pracownikiem amerykańskiej firmy ubezpieczeniowej. Amerykanie najpierw byli zainteresowani wprowadzeniem tego rodzaju ubezpieczenia, ale po zorientowaniu się w środowisku stwierdzili, że polscy eksperci są wyjątkowo niedouczeni i ciągle trzeba by wypłacać odszkodowania – mówi dr Mieczysław Morka.
– Według niego problemem są eksperci, którzy zgadzają się napisać ekspertyzę na każdy temat. Niezależnie, czy się na nim znają, czy nie. Ich pomyłki wynikają najczęściej nie ze złej woli, ale z braku wiedzy lub wyrobionego spojrzenia.
– Autentyczność obrazu Chełmońskiego rozstrzygał kiedyś architekt! Nic dziwnego, że nie dostrzegł, że jest to kopia. Ale wśród ekspertów są też osoby, które za odpowiednią cenę wydają taką opinię, jakiej się od nich oczekuje – opowiada dr Morka.
W środowisku znane są nazwiska tzw. miękkich ekspertów, u których można dostać właściwe „papiery”.
Małgorzata Lalowicz, jedna z inicjatorek Stowarzyszenia Antykwariuszy Polskich, szefowa krakowskiej Desy, na łamach „Gazety Antykwarycznej” przekonywała: „Wobec plagi fałszerstw najwyższy czas, żeby w Polsce skazano osoby, które świadomie wytwarzają fałszywe przedmioty artystyczne lub wprowadzają je do obiegu. Powinni być karani także eksperci, którzy świadomie i celowo wydają pozytywne ekspertyzy do fałszywych przedmiotów. Zdarza się również, że eksperci świadomie wydają negatywną ekspertyzę do autentycznego przedmiotu”.
Na problem nierzetelnych ekspertów miała zwrócić uwagę prowokacja TVN i „Rzeczpospolitej” z maja ub.r. Dziennikarze zwrócili się do malarza Bogdana Achimesku, by na podstawie reprodukcji Franciszka Starowieyskiego stworzył „nowe” dzieło słynnego malarza. Podróbkę pokazano Starowieyskiemu i po uzyskaniu jego zgody wystawiono na aukcję w PolSwissie. Ekspert DA, dr Łukasz Kossowski, uznał, że praca jest oryginalna. Pastel umieszczono w katalogu i ku zdumieniu autorów prowokacji opatrzono go datą powstania – 1959 – oraz tytułem „Zjawa”. Podstawiony kupiec wylicytował pracę na 9,5 tys. zł.
Sprawa „Zjawy” trafiła do sądu, ale nieoczekiwanie obrażony poczuł się … ekspert. Pozwał on dziennikarza Janusza Miliszkiewicza, który po aferze zarzucił mu niekompetencje. Co więcej, adwokat dr. Kossowskiego zakwestionował nawet, że obraz jest falsyfikatem! Na nic dokumentacja filmowa przedstawiająca tworzenie „Zjawy”, na nic oświadczenie Starowieyskiego, że nigdy nie narysował takiej pracy, na nic zapewnienia Achimesku, że to on jest jej autorem.
– Jak taka amatorszczyzna miała zostać mi przypisana? Po co Kossowski wytacza sprawę sądową, skoro wyrok społeczny i tak na niego już zapadł? – mówi zbulwersowany Franciszek Starowieyski. – Nie można być specjalistą bez 15-, 20-letniego doświadczenia, ogromnej wiedzy i doskonałych oczu.
– Trudno postawić się w miejscu eksperta upierającego się, że to jest oryginał – przyznaje Andrzej Stroka, artysta, krytyk sztuki i autor monografii Starowieyskiego.
Tym bardziej że Achimesku umieścił w rysunku wskazówki, które powinny zasiać wątpliwości u osoby oceniającej pracę.
– Spójrzmy na elementy, z których zbudowana jest historia, np. cierń wystający z uda. Nie ma on żadnego uzasadnienia, a u Starowiejskiego takich bezsensownych motywów nie ma. Zresztą jest to element zaczerpnięty z jednego z najsłynniejszych plakatów Starowieyskiego, a on nigdy nie kopiuje wiodących pomysłów. Achimesku używa podobnej kredki, ale takie partie cienia, jakie są w „Zjawie”, nigdy nie występują u Starowieyskiego. Kolejny element – jeśli Starowieyski rysuje akt, to w całości, a tu jest tylko udo. Zresztą praca jest zbyt wirtuozerska – wymienia Andrzej Stroka.
Sprawa falsyfikatów na rynku sztuki oburza. Tyle że jednych bulwersuje to, że na aukcjach w znanych domach można kupić podróbkę. Drugich zaś, że o sprawie… za dużo się pisze, bo to załamuje rynek.
– Wszyscy ostatnio mówią o falsyfikatach, ale na rynku są przede wszystkim oryginały. Dziennie oglądam około 50 dzieł sztuki, z tego falsyfikaty to trzy-pięć sztuk – mówi Adam Konopacki, jeden z najbardziej cenionych ekspertów. – W środowisku kolekcjonerów wybuchła panika. Przychodzą do mnie ludzie, których rodzina i znajomi przekonują, że na pewno kupili falsyfikat.
Inaczej jednak na sprawę patrzą sami malarze, ich rodzina i oszukani klienci.
– Zamykanie oczu na ten problem nie jest rozwiązaniem. Bo co powiedzieć tym, którzy wydają krocie na obraz, a później okazuje się on bez wartości? Czy to nie podcina rynku sztuki? – pyta retorycznie dr Jacek Cybis.
Jak ustrzec się falsyfikatów? – Zasada jest jedna, trzeba wybierać renomowane domy aukcyjne. Oczywiście, zakupy na bazarach czy w internecie są ryzykowne – zastrzega Konopacki.
Decydując się na większy zakup, zlećmy ekspertyzę niezależną od sprzedawcy. Poprośmy o rachunek, na którym jest napisane, za co i ile zapłaciliśmy. Zachowajmy też jako dowód katalog z opisem przedmiotu.



Książka dostępna tylko on-line. Ponad 400 stron, kilkanaście artykułów na temat falsyfikatów, od malarstwa, poprzez porcelanę do numizmatyki. Koniecznie trzeba ja przeczytać. Link poniżej:


Wielowątkowy numer Cenne, bezcenne, utracone, nr 3 (60), wrzesień 2009 poświęcony wyłącznie fałszerstwom na rynku sztuki. 40 stron do przeczytania. Niektóre artykuły będa tak zakakujące dla niektórych czyatelników, że będą czytali je jak powieść kryminalną. Chyba nic sie nie zmieniło przez 10 lat.



O falsyfikatach, o ‘3P’ czyli Polish Price Paradox i wyjaśnienie wpływu ‘żyrandolowych aukcji’ na ceny na polskim rynku aukcyjnym. Kilka przykładów falszowania prac (niezależnie, kilka podobnych przykładów ode mnie na dole tej strony).



Autor tej pracy skoncentrował się na znaczeniu sygnatury przy określeniu autentyczności pracy malarskiej. Wiele przykładów.



Dużo informacji o metodach wykrywania fałszerstw z przykładami. PDF do otworzenia.



Sporo informacji o fałszowaniu polskiego malarstwa jeszcze przed 1918 rokiem. Wiele opowiań anedoktycznych. Proszę otworzyć PDF-file by przeczytać cały artykuł z 2010 roku. Nic nie stracił na aktualności.





„Książę de La Rochefoucauld: „nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu.” Nie potrzeba dodawać, że najbardziej zadowoleni ze swego rozumu są właśnie durnie i pewnie dlatego tak często padają ofiarą rozmaitych filutów.”


Jan Stanisławski (1860 – 1907)


Przykro jest mi doprawdę pokazywać taki shit (scheisse) a podwójnie przykro pisać, że ktoś już zdecydował się wylicytować $300. Jakże niska znajomość malarstwa i pewność siebie durniów.

Lot 319. Jan Stanislawski 1860-1907 Polish Artist Old Water Mill. Selling attributed , Oil on canvas mounted on cardboard. Signed lower right; size: 14×18 image, 18×22 outside frame. Estimate $10 – 10,000. Donny Malone Auctions. 07/20/20


Jan Stanisławski (1860 – 1907)


lot 399.

Jan Stanislawski, Polish Artist, Landscape Trees Oil/b. Oil on board painting, Signed. Important Listed Polish Artist. Signed, size: 9.5 in. x 13.5 in. EStimate $10 – 1,000. Donny Malone Auction. 07/06/20

Komentarz poniżej:


Jan Cybis (1897 – 1972)


Lot 151. Jan Cybis Polish Modernist. Oil on paper. Featuring a landscape winter scene. Signed Jan Cybis on the lower right corner. Attributed to Jan Cybis (1897-1972, Polish). 27 x 39 cm (10.5 x 15.5 inches). Provenance: This lot carries limited provenance from a Southern Ontario estate. Estimate $1,000 – 2,000. 888 Auctions. 07/02/20

Kandyjski dom aukcyjny 888 Auctions nigdy nie zawiedzie:


Ta-Mara Lempicka


Lot 1274.Tamara de Lempicka (Polish, 1898-1980). Title: “Portrait d’une jeune femme nue”. Medium:Pencil drawing on paper. Date:Composed 1926-28. Dimensions:Overall size: 9 x 7 5/16 in. (229 x 186 mm).
Lot Note(s):Signed in pencil, lower left; collector stamps verso; red letter “B” stamp, lower right recto. Light cream wove paper. Good condition overall. Comment(s): There are several comparable auction sales in the past five years which support pre-sale estimates higher than our $25,000/30,000 for this work (cf. “Portrait d’une jeune femme au chapeau cloche,” sold for $59,250 (€44,700) at Christie’s, Paris, June 26, 2015, lot #38. Christie’s work is similar in composition to our example but, although half-length, in our opinion is not as strong and finished as our object; the size is smaller than ours; and is stamp, not pencil, signed). Lempicka, born Maria Gorska in Warsaw, Poland, was an Art Deco painter and “the first woman artist to be a glamour star. Starting $16,000. Estimate $25,000 – 30,000. Stanford Auctioneers. 06/20/20

Tamary Łempickej rysunek za wyjściowe $16,000. To już nie jest żart bo rysunek ten oprócz sygnatury, ma czerwony stempel kolekcjonera. Możnaby się spierać co do szczegółów anatomicznych modelki ale przecież nie każda modelka musi mieć symetryczne piersi. Jeśli aukcja sie uda to pojawią się kolejne rysunki z kolorowym stemplem kolekcjonerskim. Sam sobie już rzeźbię taki stempel z kartofla (jak kiedyś uczyli w szkołach) by przystawić go do kolekcji rysunków (innego malarza) bedących w mojej kolekcji. Czerwony stempel nobilituje bo w nim leżą pieniądze. Bez stempla podobne prace licytuje sie obecnie od $100. Jest spory wybór.

Poniżej, z tego samego źródła, z tą samą wyceną, z tej samej aukcji i tym samym czerwonym stmeplem, portret kobiety o dłoni dłuższej od jej twarzy. Wyjątkowy rarytas za tę cenę. Nie podaję opisu.


Wojciech Kossak


Pracowity ‘ten’ Wojciech. Malował dużo i nadal dużo maluje. Będzie jeszcze dużo malowal.

Lot 62026. WOJCIECH KOSSAK (FRENCH, 1856-42), OIL ON CANVAS, H 10.7″, W 7.7″, HORSE & RIDER Young soldier with horse. Signed and dated 1924. Frame: 15″ x 12″. Kossak was born in Paris and died in Krakow, Poland. Estimate $2,500 -3,500. DuMuchelles. 06/28/20


Wojciech Weiss i Jacek Malczewski


Zadziwia mnie, że ktoś kupił ten kiepski falsyfikat Wojciecha Weissa: https://polishartcorner.com/2020/05/12/wojciech-weiss-1875-1950-czyli-brzydki-falsyfikat-z-dwoma-orzeczeniami-autentycznosci/ … ale miał on az dwa poświadczenia autentyczności. Co by było, gdyby pojawiło się trzecie poświadczenie? Nie wiem za ile tamta praca została sprzedana ale ktoś wktótce będzie wył z bólu lub bulu (wg ex-prezydenta Komorowskiego). Jakby nie było, pojawiły sie dwie mowe możliwości w postaci NIESPRZEDANEGO portretu kobiety w hełmie strażackim (może kapeluszu) ręki Wojciecha Weissa (powyżej) oraz obrazka dworku ręki Jacka Malczewskiego (poniżej). Obie prace zostały ‘olane’przez kupujących jako, że nie miały dwóch poświadczeń autentyczności. Teraz OWL sprzedaje je ponownie ‘after sale’. Można sie targować i zbijać cenę ‘to the bare bones’.

Lot 50306. Weiss, Wojciech (Leorda/Bukowina 1875 – 1950 Krakow). Painting, oil on canvas, portrait of a lady with a pith helmet, signed lower left “Wweiss”, signed and dated on the backside “Wweiss 35”, cut 48 x 36.5 cms, 18.9 x 14.4 inch, good condition by sight, well framed (72 c 60 cms, 28.3 x 23.6 inch), not reframed. Reserve 1,500 euro. Auktionshaus OWL. 05/30/20

Lot 50278. Malczewski, Jacek (Radom 1854 – 1929 Krakau) attr. Watercolor on paper, garden villa in Luslawice, signed lower left “J. Malczewski”, c.1900, cut 22 x 30 cm,s. 8.7 x 11.8 inch, colors slightly faded, otherwise good condition by sight, well framed with glass and pp., not reframed. Reserve 800 euro. Auktionshaus OWL. 05/30/20


Włodzimierz Kowalski vel Wilhelm Kotarbiński


Moim skromnym zdaniem, jest to zdecydowanie wczesny Włodzimierz Kowalski co można poznać wypracowanym, starannym monogramie. Późniejszy Włodzimierz Kowalski sygnował bardziej nonszalancko. Biografowie do tej pory spierają się nad datą urodzenia i śmierci tego malarza a twórczość jego poznana jest bardzo szczątkowo. W pracach Wilhelma Kotarbińskiego widać wyraźne wpływy malarstwa Kowalskiego.

Lot 7695. Signed W.K., (Wilhelm Alexandrovich Kotarbinsky, Russian Federation, 1849-1921), pond with water lilies, oil on canvas, 18″ x 26″, framed 23 1/2″ x 31″. Provenance: From a private collection in Montecito, California estate. Estimate $7,000 – 10,000. Kaminski Auctions. 05/31/20


Covid-19 Polish Art Sale at Donny Malone Auctions


Covid-19 deep discounts on on June 8th Polish Art at Donny Malone Auctions. Everything must go! Pankiewicz, Makowski, Podkowiński, Trusz starting from $10. All arts are hand made by the artists!

Lot 149. Wladyslaw Podkowinski, Polish Artist, Pencil Drawing of a woman. Signed, Unframed. Selling attributed to the artist. Size: 24 in. x 18.5 in. Estimate $10 – 1,000. Donny Malone Auctions. 06/08/20

Lot 189. Jozef Pankiewicz, Attributed, Polish Artist, Still Life. Watercolor painting. Signed. Quality gold framing. Size: image 18 in. x 24 in. ; outer frame 29 in. x 35 in. Estimate $10 – 1,000. Donny Malone Auctions. 06/08/20

Lot 194. Tadeusz [Tade] Makowski 1882-1932 W/c Village Barns. Watercolor painting. Famous Polish Artist. Signed, Quality gold framing. Provenance: Private art collection in Poland, acquired in 1960s. Size: image 2.75 in. x 5.75 in.; outer frame 11 in. x 13 in. Estimate $10 – 1,000. Donny Malone Auctions. 06/08/20

Lot 237. Ivan Trusz [1869-1941] Ukrainian O/b Landscape with trees, oil on board Painting. Signed, Framed. ACquired from the collection of Lydia Lopatynsky, Jewitt NY. Size: image 10 in. x 14 in.; outer frame 17 in. x 21 in. Estimate $10 – 1,000. Donny Malone Auctions. 06/08/20



Alfred Wierusz-Kowalski (1849 – 1915)


Obrazek Wierusza, namalowany znacznie po 1915 roku, charkteryzujący się znakomitą ramą, choć 2,800 euro to przesadna cena za nią.

Ktoś kupił ten obraz i zapłacił za to grosse scheisse 4,200 euro.

Lot 3. Alfred von Wierusz-Kowalski (Suwalki 1849-1915 München). Wolfsjagd, Öl auf Leinwand, rechts unten signiert, 21 x 31 cm, in breitem, zeitgenössischen, goldbronzierten Rahmen (unterer Schenkel beschädigt), Gesamtgröße: 42 x 52 cm. Charakteristische Darstellung des sich mit dem Leben der Wölfe eingehend aneinandersetzenden Künstlers. Diverse alte Übermalungen, das eigentliche Motiv sowie die Signatur original und unberührt lassend. Estimate 2,800 euro. Dawo. 06/03/20


Jan Stanisławski (1860 – 1907)


Mocno zabrudzony obrazek a zatem nie namalowany wczoraj. ‘Stanisławski’ miał jednak bardzo słaby dzień jak na Stanisławskiego.

Lot 462. JAN STANISLAWSKI (Polish 1860-1907) A PAINTING, “Clouds in Landscape,” oil on wood, signed L/L. 4 3/4″ x 5 3/4″. Estimate $6,000 – $8,000. Simpson Galleries. 06/07/20


Józef Pankiewicz (1866 – 1940)


Kanadyjski dom aukcyjny 888 Auction ma kolejną wyprzedaż na szereg polskich prac. Na aukcji czerwcowej jest jeden Nikifor, Menkes, no i najcenniejszy Pankiewicz. Cena wyjściowa bardzo umiarkowna, jedynie $300. Po cóż przepłacać gdzie indziej? Obraz troszkę zniszczony ale można samemu popracować z farbkami.

Lot 308. Jozef Pankiewicz Polish Impressionist OOC Still. Oil on canvas, framed. Featuring a still life of pears and peaches. Signed Pankiewicz on the lower left corner. Attributed to Jozef Pankiewicz (1866-1940, Polish). 21 x 16 cm (8.5 x 6.5 inches), Frame: 29 x 24 cm (11 x 9 inches). Provenance: This lot carries limited provenance from a Southern Ontario estate. Etimate $1,000 – $2,000. 888 Auctions. 06/04/20



Zygmunt Menkes (1896 – 1986)


Królowie Aukcji (Auction Kings) z Tampy na Florydie proponują już od $181 zakup oleju na jakim Menkes próbował namalować pejzaż latawcem na tle czarnego miasta z wieżowcami w dali. Sygnatura bardzo przekonywująca jak na początkujacego artystę.

Lot 88: SIGMUND MENKES OIL ON CANVAS. The piece is 24 inches high and 27 inches wide. SIGNED: Sigmund Menkes/GOOD CONDITION, SHOWS AGE. Estimate $4,000 – 7,500. Auction Kings. 05/22/20.



Jerzy Kossak (1886 – 1955)


Nie spodziewałem się po Polskim Domu Aukcyjnym Wojciecha Śladowskiego, że będzie ‘ściągał’ prace podobne do tych z amerykańskiego Black River Auction. Znałem Śladowskiego do tej pory ze skupywania dobrych polskich prac z różnych rynków. Poziom jednak spada jak dzisiaj cena baryłki ropy naftowej. Bez okularów obraz wygląda nieźle (noszę niestety mocne okulary). Prezentuję na tej stronie różne stempelki przystawiane do obrazow ale ważniejsze są okulary. W jaki sposób bronić tej pracy i w jaki sposób uzasadnić jej cenę estymacyjną? (04/20/20)

Lot 8. Jerzy KOSSAK (1886 Kraków – 1955 Kraków). Napad wilków, 1941, olej, tektura; 34,7 x 50,5 cm; sygn. i dat. p. d.: Jerzy Kossak / 1941; na odwrocie pieczęć owalna (częściowo czytelna): JERZY … Kraków pl. … Estimate 6,000 – 8,000 złotych. PDAWojciech Śladowski. 04/30/20.

KORESPONDENCJA:

Krakauer Edit:

Pański wczorajszy wpis o pracy Jerzego Kossaka w dziale o falsyfikatach świadczy moim skromnym zdaniem o całkowitej nieznajomości twórczości tegoż artysty i pogoni za tanią sensacją… W ten sam sposób może Pan zakwestionować większość prac tego artysty ze schyłkowego okresu twórczości (po 1940 roku) – polecam zajrzenie do monografii autorstwa Kazimierza Olszańskiego (dostępna wysyłkowo w bardzo wielu antykwariatach książkowych) – w której większość reprodukowanych prac namalowanych przez Jerzego Kossaka po 1940 roku powiela podobne błędy i niedociągnięcia. Ale jeśli lubi Pan podążać takim tropem to mogę podpowiedzieć, że takie same wpisy może Pan uczynić na temat prac Wlastimila Hofmana malowanych po 1950 roku, jak też prac Jacka Malczewskiego powstałych po 1925 roku.

72blog104Edit:

Dziękuję Panu za uważne czytanie mojego wpisu blogowego i uwagi nt. pracy Jerzego Kossaka umieszczonego na stronie ‘Bid All Your Wealth’. Wszystko to prawda o czym Pan napisał. Również dziękuję za beziteresowną naukę nt. schyłkowej fazy twórczości Jerzego Kossaka, jak również za wskazanie mi innych podobnych przykładów w postaci Jacka Malczewskiego oraz Wlastimila Hoffmana. Rzeczywiście, gonię za tanią sensacją i robie to by podnieść oglądalność blogu, która jest marginalna. Zastanawam się jak Pan dotarł na to moje badziewie?

Praca Jerzego Kossaka jest ‘ze schyłkowego okresu twórczości (po 1940 roku)’. Jakiego klienta szuka dom aukcyjny na tę pracę? Czy to ma być ‘wysmakowany’ kolekcjoner, czy też bardzo, bardzo początkujący? Zakładam, że ma Pan głęboką wiedzę o polskim malarstwie i stąd mógłbym zapytać czy poleciłby Pan tę pracę swojemu przyjacielowi lub komuś z bliskiej rodziny? Obawiam się, że praca Jerzego Kossaka czeka na zagubionego klienta, który kierując się impulsem i zachętą domu aukcyjnego zapłaci 6,000 – 8,000 tysięcy złotych za ‘Kossaka’ (równowartość ok. dwóch średnich pensji bo dojdą opłaty domu aukcyjnego oraz podatek tzw ‘droit de suite’).Po transakcji, gdy klient już ochłonie i zrozumie swój błąd to nigdy nie wróci do PDA albo też, zadowolony ze stanu swojej wiedzy, dalej będzie brnął tworząc ‘kolekcję’ podobnych prac bo jest ich sporo na rynku. Jaka powinna byc rola domu aukcyjnego: jedynie sprzedawać czy też edukować? Pozdrawiam, Warschauer

Krakauer Edit

W pierwszej kolejności potwierdzę, że również lubię ironiczne i nieco cyniczne polemiki więc zwrócę Pańską uwagę na następujące kwestie:
– rola domu aukcyjnego = oczywiście sprzedawać, sprzedawać! Rynek sztuki to również wolnorynkowa część gospodarki, którą nie wolno centralnie sterować. Nie czarujmy się romantycznymi sentencjami – jeśli obraz jest autentyczny i klient chce go kupić to za utopijną uznałbym sytuację w której należałoby klientowi to utrudniać. Wielkie polskie kolekcje rozpoczynały się od malarstwa Kossaków by dopiero później ewoluować do bardzo odległych kierunków malarstwa. To rolą krytyki artystycznej, muzeów jest edukacja i kształcenie kolekcjonerów.
– za nieładne i nieczyste zagranie uznaję sugerowanie, że wspomniana praca może być nieautentyczna jak wymienione szroty z Black River. Praca jest na dramatycznie niskim poziomie jak na Jerzego Kossaka, ale wyszła spod pędzla jego oraz jego pomocników z pracowni w Kossakówce.
– jeśli kogoś będzie cieszyło obcowanie z tym pędzącym zaprzęgiem atakowanym przez wilko-psy to nie rozumiem, czemu dom aukcyjny miałby nie umożliwić klientowi zakupu tej pracy (stawiam dolary przeciwko orzechom, że praca na pewno się sprzeda za co najmniej okolice górnej estymacji)

Krakauer

P.S. Nie mam nic wspólnego z domem aukcyjnym PDA – uwielbiam jedynie malarstwo Kossaków.

72blog104Edit

1. Wielokrotnie już pisałem na łamach mojego cynicznego blogu, że każdy ma prawo zrobić dokładnie co zechce z zarobionymi przez siebie pieniędzmi: może je przejeść, przepić, spalić w piecu, rozdać innym, kupić to to zechce. Nie ma zatem różnicy czy taka osoba kupi Kossaka czy Kossaczka za swoje pieniądze. Jednak, rolą piekarza jest robić i sprzedawać zdrowy i świeży chleb a nie spleśniały, czerstwy z zapieczoną i dodaną strychniną, rolą lekarza jest leczyć a nie pogarszać stanu zdrowia pacjenta, etc, etc. Wiele biznesów na rynku wiąże się z zaufaniem do drugiej strony, że ich ‘towar’ nam nie zaszkodzi. Gdyby nie było takiego zaufania to żylibyśmy na zupełnie innym świecie. Takim ‘biznesem’ są również domy aukcyjne, jakie sprzedają ‘towar’ w postaci malarstwa na zasadzie wolnego rynku. Nie uważam się za krytyka ale pozwalam sobie na kometarze za jakie niektórzy mi dziękują a inni przeklinają i życza szybkiej śmierci. Mam sygnały, że przeszkadzam swoim blogiem niektórym w ich biznesie bo towar nie zawsze jest zdrowy i świeży.
2. Proszę łaskawie zauważyć, że Kosska z PDA nie okresliłem jako falsyfikat a jedynie włączyłem do strony na jakiej widzę kiepski ‘towar’ jaki należy unikać. Zdecydowanie odradzam kupno tego obrazu, choć może Pan go kupić z pełną świadomością i wiedzą i bardzo pochwaliłbym Pana za takie popieranie wolnego rynku. Niespójność w Pana mysleniu jest taka, że nie widzi Pan gry domu aukcyjnego z zagubionym i przypadkowym klientem a widzi Pan jedynie wolny rynek.
3. Czy widział Pan Jerzego Kossaka i jego współpracowników w momencie powstawania tej pracy w Kossakówce? Sądzę, że tak, skoro Pana tak stanowczo twierdzi.
4. Teraz naprawde cynicznie, idąc ostatnim Pana tropem i nieco zmieniając realia: ‘jeśli klienta będzie cieszyło obcowanie z zarażoną osobą, czemu dom (wpisać słowo) miałby nie umozliwić klientowi takiej transakcji? Zgadzam sie natomiast, że praca może sie sprzedać dobrze bo „nikt nie jest zadowolony ze swojej fortuny, każdy – ze swego rozumu”.

Warschauer

PS. Również nie mam nic wspólnego z domem aukcyjnym PDA – również bardzo cenię sobie malarstwo Kossaków.

Lucek61 Edit

Oczywiście że ten obraz nie ma nic wspólnego z twórczością Jerzego Kossaka ale tak na marginesie ciekawe jest to że do dnia dzisiejszego żaden z domów aukcyjnych wystawiając obrazy wojciecha Kossaka nie rozgranicza twórczości oryginalnej Kossaka wojciecha od pracowni a należałoby to robić i dzisiaj nie mielibyśmy może takich problemów z rozróżnieniem co jest prawdziwe a co nie bo umówmy się że pracownia to nie to samo

Pracę tę sprzedano za 7,000 złotych. Gratulacje dla PDA Śladowski oraz wyrazy szczerego i głębokiego współczucja dla kupującego. (04/30/20)



Tadeusz Makowski (1882 – 1932)


Większość kolekcjonerów na pewno zna biografię Tadeusza Makowskiego i czytało, że artysta prowadził bardzo cnotliwe życie, nigdy się nie ożenił i dlatego malując dzieci nie bardzo wiedział czy to są dziewczynki czy chłopcy. Siedzące dziecko wygląda na zupełnie rozebrane lecz trudno powiedzieć po atrybutach (!) jaka to płeć. Kolekcjoner, który kupi te pracę (licytacja już od $500) będzie mógł wg własnego uznania uzupełnić swoim pędzlem te atrybuty, bez straty dla jakości pracy malarskiej. Black River Auction z Pennsville, New Jersey, USA nigdy mnie nie zawiedzie szlachetnym polskim malarstwem.

Lot 141. TADEUSZ TADE MAKOWSKI (1882-1932). Sitting Child. Oil on canvas, 20″ x 15″ (canvas); frame: 25″ x 20″. Signed lower side. Estimate $3,000 – 5,000. Black River Auction. 04/28/20


Tamara Łempicka (1898 – 1980)


Jak zwykle w kandyjskim domu aukcyjnym 888 Auctions, każda praca ma ‘limited provenence’. Nie szkodzi – ten portret ma za to piękną nalepkę z tyłu. Warto zwrócić uwagę na rekę modelki położoną na kolanie, rekę przypominającą ogon bobra. Cena estymacyjna jest bardzo atrakcyjna. Waro wiedzieć, że portrety pędzla Tamary Łempickej bez nalepek sprzedawane są po kilka milionów dolarów; te z nalepkami można już kupić za stówkę lub marne pięć stówek.

Sprzedano za $2,250!

Lot 179. Oil on canvas, framed. Featuring a portrait of a woman. Signed T. DE LEMPICKA. on the upper left corner. Abstract composition executed on verso. of canvas. Label on upper left corner of stretcher bar on verso inscribed “E. DAVID M. GARNIER / Avenue Matignon, Paris / Madame Lempicka. Attributed to Tamara de Lempicka (1898-1980, Polish). Canvas: 78 x 57 cm (30.5 x 22.5 inches). Frame: 91 x 71 cm (36 x 28 inches). Provenance: This lot carries limited provenance from a Southern Ontario estate. Estimate $3,000 – 5,000. 888 Auctions. 04/23/20



Jerzy Kossak (1886 – 1955)


Proszę nie wierzyć w informacje o śmierci Juliusza, Wojciecha czy Jerzego Kossaków. Cała rodzina ma się znakomicie i artysci ci nadal dużo malują dla Black River Auction.[ Żyje tam w okolicach również Jozef Brandt, Rozwadowski i inni.] Talenty oczywiście z wiekiem bardzo się zmieniły i zeszły na psy ale i tak ich prace znajdują durniów gotowych placić zwykle $1,300, choć są i arcy-durnie bijący się do krwi i płacący do $3,500. Jak na razie ta konkretna praca zaciekawiła już dwóch idiotów i cena powędrowała powyżej $300.

Lot 180. JERZY KOSSAK (1886-1955). Men with Horses. Oil on board, 7 3/4″ x 7″. Signed lower side. Estimate $1,000 – 2,000. Black River Auction. 04/07/20



Zygmunt Rozwadowski (1870 – 1950)


Wdarła się niespodziewanie pomyłka z imieniem malarza. To inny Rozwadowski, nie Zygmunt lecz Zdzicho (poznaję po dukcie pędzla). Zdzisiek Rozwadowski był dalekim kuzynem Zygmunta, lecz tak dalekim, że nawet nie spotkali sie ani razu za życia. Ktoś już ‘zainwestował’ $315 w robotę Zdzicha.

Lot 140. ZYGMUNT ROZWADOWSKI (1870-1950). Horse Wagon. Oil on canvas, 13 7/8″ x 10″. Signed lower side; label to verso. Estimate $1,000 – 2,000. Black River Auction. 04/07/20


Mojżesz Kisling (1891 – 1953)


Bardzo poźny olej Kislinga z domu aukcyjnego (Middle) Finger Lakes. Olej namalowany jest przez jego brata bliźniaka, Jojne Kislinga, o którym w zasadzie jest cicho na rynkach aukcyjnych. Urodzili sie tego samego dnia i znarli podobnie. Prace Jojne nie są tyle warte co Mojżesza i dekoruja zwykle wychodki zamożnych kolekcjonerów. Za $100 może prezentować się godnie nad pisuarem i inspirować do wysiłku w przypadku powiększonej prostaty.

Lot 5070. This lot consists of an unstretched oil on canvas, done in the Post-Impressionist style of Moise Kisling (Polish-French, 1891-1953). A handwritten inscription at lower left reads, “Kisling”. Image depicts a head-on view of a smiling, auburn-haired woman. Her features are smooth and elongated. An attractive addition to any collection. This unframed piece measures approximately 23.25″ x 17″. Estimate $4,000 – 8,000. Finger Lakes Estate. 04/04/20. Starting $100



Jerzy Nowosielski (1923 – 2011)


Bardzo atrakcyjna wycena a jeszcze atrakcyjniejsza cena wyjściowa ($100). Nowosielski na każdą kieszeń. To tyko może się zdażyć w Ameryce i w dodatku w prestiżowym domu aukcyjnym (Middle) Finger Lakes Estate. Praca nie jest oprawiona by potanić koszta produckcji, za to jest pieknie sygnowana z tyłu i to w dodatku z pieczątką, na pewno bardzo ważną.

Na głupotę nie ma rady. $4,000 wyrzucone w błoto.

Lot 5028. Jerzy Nowosielski (Polish, 1923-2011). Oil on Canvas. This lot consists of an oil painting on canvas, done in the contemporary style of Jerzy Nowosielski (Polish, 1923-2011). Image depicts the stark silhouette of a seated figure, complemented with modern stylization and bold accents. This unframed piece measures approximately 28″ x 22″. Reverse side of piece features the handwritten inscription, “J. Nowosielski. XI 1995.” Estimate $3,000 – 6,000. Starting $100. Finger Lakes Estate. 04/04/20


Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885 – 1939)


Już dwoje durniów bije się o tę kreaturę na papierze. Witkacy z Ontario, który stworzył to gó.no jest niestety całkowitym beztalenciem. Rodaku, bierz się za łopatę, nie za kredkę! Piękne stemple z tyłu – tyle pracy na nic.

Niezupełnie na nic bo ktoś zapłacił $550!

Lot 101. Charcoal on paper, framed. Featuring a portrait of a woman wearing a necklace and shawl. Signed Witkacy and inscribed 1918 with initials T.D and G.R on the upper right corner. Stamped faintly and illegibly on verso. Inscribed in ink PMR/D 63/87 on verso. Stamped in Polish on verso. Attributed to Stanislaw Ignacy Witkiewicz (Stanislaw Witkacy) (1885-1939, Polish). 60 x 40 cm (24 x 15.75 inches. Framed size: 73.5 x 53 cm (29 x 21 inches). PROVENANCE: This lot carries limited provenance from a Southern Ontario estate. Estimate $2,000 – 4,000. 888 Auctions. 03/26/20



Tamara Łempicka (1898 – 1980)


Ktoś wyłożył pieniądze w zorganizowanie odpowiednich stempli, tuszu niebieskiego oraz nalepek. Dalej już idzie wg. odpowiedniego schematu. To już druga praca ‘Lempickiej’ z tego samego źródła, tj. pieczętowana tymi samymi stemplami (https://polishartcorner.com/2019/10/12/tamara-lempicka-1898-1980-33/ ). Jak zwykle, 888 Auction podaje ‘limited provenence from Southern Ontario estate’ tj. obecnej wylęgarnii ‘Lempickiej’. Nie pisałbym o tym, gdyby ktoś już nie wyłożył $500. Szkoda tych pięciu stówek. Założę się, że ta praca wróci szybko na ten sam rynek śmieciowy.

Sprzedaż bardzo sie udała. $3,500 za taką Łempicką to duży sukces!

Lot 65. Tamara de Lempicka Polish OOC Berner Kunstmuseum. Oil on canvas, framed. Featuring portrait of a red-haired woman in a green dress and matching hat. Signed “Lempicka” in the bottom right corner. Stamped with “Musee d’Orsay Paris Francis” on verso. Label affixed to verso reads “The Collection of MR. AND MRS. LEIGH B BLOCK Chicago. Illinois”. Stamped with “Galerie Mathias Fels Paris”. Label affixed to verso reads “BERNER KUNSTMUSEUM Nr…. Ausstellung:…. Titel:…. Besitzer:…..” Stamped with “MUSEO THYSSEN – BORNEMISZA” on verso. Attributed to Tamara de Lempicka (1898-1980, Polish). 60 x 39 cm (23.5 x 15.5 inches). Framed size: 74 x 54 cm (29 x 21 inches). PROVENANCE: This lot carries limited provenance from a Southern Ontario estate. Estimate $2,000 – 4,000. 888 Auctions (Canada). 03/26/20



Mela Muter (1876 – 1967)


Nie bardzo mogę zrozumieć z opisu, czy wymary tego portretu są podane razem z ramą czy bez ramy; nieprecyzyjny opis bardzo precyzyjnie sygnowanego portretu. Cudowny portet pana z farbowaną brodą namalowany najwyraźniej przez jego muter.

Muter kupiona za $2,000! Interes sie kręci.

Lot 646. Mela Muter. Portrait. oil on canvas, signed on the top left, size: 56*46 cm, including the frame. Estimate $6,000 – 8,000. Alma (Israel). 03/23/20



Stanisław Żukowski (1873 – 1944)


Piękna złota jesień i piękna, wyraźna sygnatura malarza noszącego nazwisko Żukowski. Już za 500 euro można mieć Żukowskiego z Niemiec a w innych miejscach, np. w Polsce trzebaby zaplacić ze 30,000 złotych. Duża okazja dla tych, którzy potrafią odczytać sygnaturę.

Lot 1109. Zukowski, Stanislaw. Wohl. 1873 Jedrychowce – 1944 Pruszkow/Polen. Öl/Malpappe. Bäuerin in sonniger, herbstlicher Landschaft. (Leicht wellig). U.r. bez. u. 1931 dat. 25,5 x 34 cm. Reserve 500 euro. Auktionscontor Frank Peege. 04/04/20



Józef Chełmoński (1849 – 1914)


Trzy skromne literki ‘zug’ w opisie uczciwie mówią, że ten tęskliwy obrazek pastuszki z gąskami jest jedynie przypisany Józefowi Chełmońskiemu. Jednak obrazek ten kursuje od jakiegoś czasu po rynku i chyba już ze dwa razy go widziałem na aukcjach. Czeka na kupca, który uwierzy sygnaturze i będzie się cieszył, że przechytszy tych, którzy niesłusznie jedynie przypisują obraz malarzowi bo jest on namalowany przecież przez Chełmońskiego. Czy ktoś w końcu kupi ten obraz, do licha?

Lot 1028. Jozef Chelmonski, 1849 Boczki, Poland – 1914 Kuklowka Zarzeczna, zug. GÄNSEHIRTIN AM WALDRAND IM ABENDLICHT Öl auf Leinwand. 86 x 115 cm. Links unten signiert und datiert „1885“. Gerahmt. Rest. Catalogue price € 2.000 – 3.000. Hampel. 04/03/20



Julian Fałat (1853 – 1929)


Akwarele Fałata malowane w tak ciemnej kolorystyce są cenione niezwykle wysoko ze względu na ich super rzadkość. Cena wyjściowa $500 jest okazyjnie niska. Chylę czoło przed autorem tej pracy.

Lot 4777. Julian Falat (Polish, 1853-1929), woodland landscape, watercolor, signed L/R, 14 1/2″ x 19 3/4″, framed 18 3/4″ x 23 3/4″. Provenance: From a Chicago, Illinois estate. Estimate $1,000 – $1,500. Kaminski Auction. 03/22/20



Tamara Łempicka (1898 – 1980)


Byłoby bardzo śmiesznie, gdyby ktoś nie wyłożył już $450 by kupić ten niezwykły obraz malowany żółtkiem jajka prosto ze skorupki. Ten sam obraz był sprzedany w tym samym domu aukcyjnym w sierpniu 2019 za niebywałe $1,200. Głupców nie brakuje ja ci płacący po kilka milionów dolarów na oleje Łempickiej a okazuje się, że można dużo taniej!!!

Lot 91. Oil on canvas, framed. Featuring potrait of woman in yellow nursing an infant. Signed Lempicka. 1955. in bottom right corner. Attributed to Tamara de Lempicka (1898-1980, Polish). 68 x 48 cm (26.8 x 18.9 inches). PROVENANCE: This lot carries limited provenance from a Private Toronto collection. Estimate $2,000 – 4,000. 888 Auctions. 03/12/20


Jerzy Kossak (1886 – 1955)

Lot 101. JERZY KOSSAK (1886-1955). Men on Horseback. Oil on board, 6 1/2″ x 8″. Signed lower side. Estimate $1,000 – 2,000. Black River Auction. 03/17/20

Te dwa maleńkie oleje Jerzego Kossaka powstały w bardzo trudnym dla artysty okresie gdy bieda zaglądała mu do garnka i trzeba było dzielić deseczkę do malowania na połowę. W tym czasie Jerzy Kossak wymyślił nieznaną wczesniej formę ‘lecącego w powietrzu konia’, wzorując się na greckiej mitologi skrzydlanego Pegaza. Te formę zaczęli wkrótce powielać liczni krajowi artyści pędzla i wzorują się do dzisiaj. Warto też zwrócić uwagę, że wówczas Jerzy Kossak był również zajęty projektowaniem wzorów nowych mundurów dla polskich kawalerzystów, jak na fotografiach tych dwóch prac. W sumie, dwie unikatowe prace sprzedawane za bezcen w Black River Auction i z możliwością kupienia bardzo okazyjnie bo za cenę wyjściową po $300. Powstaje pytanie, skąd te dwie bezcenne prace Jerzego Kossaka znalazły się w w USA? Słyszałem, że Wojciech Kossak, syn Jerzego, przewiół jedną walizkę wypełniona po brzegi podobnymi pracami syna zaś drugą swoimi pracami pod koniec lat 30-tych do Nowego Jorku z zamiarem ich sprzedaży na Greenpoint-cie. Były podobno złożone w skrytce bagażowej na Grand Central Terminal (stacja kolejowa) gdzie zostały niedawno odnalezione trafiając do Black River Auction. Należy spodziewać się, że większość z nich będzie wkrótce na aukcjach. Każdy kolekcjoner polskiego malarstwa winien rozważyć dodanie tej pary nowatorskich prac do swojej kolekcji.

Lot 218. JERZY KOSSAK (1886-1955). Men on Horseback. Oil on board, 6 1/2″ x 8″. Signed lower side. Estimate $1,000 – 2,000. Black River Auction. 03/17/20


Adam Setkowicz (1875 – 1945)


Hej panie ‘Setkowicz’! wzorowałeś nogi konia myśląc o parówkach?

Auctionhaus Wend: Herzlichen Gluckwunsch zum Verkauf von grossen Scheisse!

Paróweczki sprzedano za 220 euro!

Lot 3267. SETKOWICZ, Adam (1876 Krakau – 1945). Reiter und Schlitten. Aquarell.Polen.Links unten signiert. Bildausschnitt 16 x 29 cm.Gerahmt & hinter Glas: 26 x 39 cm. Bauernschlitten auf verschneiter Straße neben Reiter und Hund. Reserve 180 euro. Wendl. 03/07/20



Abraham Neuman (1873 – 1942)


Obraz namalowany w bardzo ‘brudnych’, przygnębiających kolorach, bez słońca, przestrzeni. Ciasna i przeładowana praca. Warto popatrzeć na inne praca Abrahama Neumana (czasami podpisywał jako Neumann) by się przekonać, że tę konkretną pracę zdecydowanie namalowal jego kuzyn, też Neuman, mieszkający w Warszawie na Nalewkach. Dokładnie rok temu, dom aukcyjny Wendl wystawił ten olej (lot 4087) z ceną rezerwową 360 euro. Po roku cena rezerwowa wzrosła już do 390 euro. Z prostego odejmowania wynika, że cena rezerwowa wzrosła w ciągu roku o 30 euro. Jak będzie w przyszłym roku? Any bets? See you next year at Wendl.

Lot 3554. NEUMANN,Abraham (1873 Sierpc – 1942 Krakau). Bauerngarten. Öl/Leinwand/Karton. Polen. Rechts unten signiert. 35 x 53 cm. Gerahmt: 49 x 68 cm. Blick über den Zaun in den grünen Garten vor dem Haus. Leichte Altersspuren. Polnischer Maler, studierte in Krakau und Paris. Reserve 390 euro. Wendl. 03/07/20. Sold 750 euro



Wincenty Wodzinowski (1864 – 1940)


Bardzo, bardzo wczesna praca Wodzinowskiego. Był to okres w którym ćwiczył się w przemalowaniu psa na krowę, co widać po jej bardzo wydłużonym pysku.

Lot 3117. WODZINOWSKI. Wincenty (1864 Igolomia – 1940 Krakau). Musikstunde. Öl/Leinwand.Polen.Links unten signiert. 50 x 75 cm.Gerahmt: 64 x 89 cm. Die Mutter mit den Kindern im Stall mit den Tieren beim Lauschen des Flötenspiels. Anbei polnische Expertise der unabhängigen Gutachterin Teresa Maria Pabis, Krakau. Zwei kleine restaurierte Stellen mit Hinterklebung. Polnischer Genremaler, besuchte die Zeichenschule Warschau und die Kunstschule Krakau. Literatur: Thieme/Becker. Reserve 900 euro. Wendl. 03/07/20



Mela Muter (1876 – 1967)


Zgodnie z opisem w górnej prawej stronie, praca ta przedstawia ‘muter’ czy po niemiecku matkę. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że nie jest to ‘vater’ czyli ojciec. Jeśli chodzi o potwierdzenie płci to dom aukcyjny Wendl jest rzeczywiście bezbłędny. Niemiecka dokładność.

Lot 2622. MUTER, Marie Mela (1876 Warschau – 1967 Paris). Stehender Akt. Gouache. Recht oben signiert. 50 x 35 cm.Gerahmt & hinter Glas: 57 x 43 cm. Frauenakt mit weißem Slip vor dunklem Hintergrund. Reserve 1,200 euro. Wendl. 03/06/20. Sold for 1,200 euro. WTF????



Leon W.


Leon W. Fisherman

Autor: Leon W. to tak jak Witold K. Wszyscy wiemy o kogo chodzi, choć w tym przypadku (Leona W.) wydaje mi sie, że to jest rzeczywiście jest praca niejakiego W. o imieniu Leon. Warto zauważyć, że licytacja zaczyna się już od 50-ciu euro choć wycena jest znacznie wyższa i bardzo precyzyjna z dokładnością do 10 euro, bo 2,450 euro. Fantastyczny pastel w oczach filii Lauritz w Kolonii. To już chyba druga ich próba. Sama rama warta jest pewnie 50 euro!

Lot number: 5586581. Leon W., drawing, fisherman, chalk on paper. Polychrome depiction of a fisherman from the side, on a jetty, illegible signature at lower right, 60x42cm (83x62cm). Estimate 2,450 euro. Starting 50 euro. Lauritz. 02/18/20

Leon Wyczółkowski. Fisherman. National Muzeum in Warsaw

Tamara Łempicka (1898 – 1980)

Ciągle uczę się czegoś nowego. Teraz dowiedziałem się, że obraz jest ‘attributed with certicate’. Oznacza to, że może być ‘certificate of authenticity’ oraz ‘certificate of attribution’. I wish I could see one day ‘certificate of falshood’.

Praca wystawiona w listopadzie, 2019, później w grudniu 2019 a teraz w lutym 2020 z takim samym wynikiem tj. ‘lot passed’. Dla mnie to ten lot nie tylko passed but also ‘pissed’.

Lot 39. Tamara de Lempicka watercolor. Private Collection 13.75″ x 10.75″ Private Collection. Attrib. with certificate She was born on 16 May 1898, in Warsaw, then part of Congress Poland of the Russian Empire . Her father was Boris Gurwik-Górski, a Russian Jewish attorney for a French trading company, and her mother was Malwina Decler, a Polish Catholic socialite who had lived most of her life abroad and who met her husband at one of the European spas. When she was ten, her mother commissioned a pastel portrait of her by a prominent local artist. She detested posing and was dissatisfied with the finished work. She took the pastels, had her younger sister pose, and made her first portrait. attributed to Tamara de Lempicka.Following the outbreak of World War II in 1939, she and her husband moved to the United States and she painted celebrity portraits, as well as still lifes and, in the 1960s, some abstract paintings. Her work was out of fashion after World War II, but made a comeback in the late 1960s, with the rediscovery of Art Deco. She moved to Mexico in 1974, where she died in 1980. At her request, her ashes were scattered over the Popocatépetl volcano (condition Good). Estimate $4,000 – $7,000. Art Antique Auction Gallery. 02/04/20



Stanisław Ignacy Witkiewicz (1885 – 1939)

Jak wszystkim wiadomo, Witkacy niepostrzeżenie wymknął się z Polski do USA pod koniec lat 30-tych XX wieku i pracował tam niemal bez odpoczynku korzystając z ogólnego dostępu różnych twardych narkotyków. Mocniejsze narkotyki jakie stosował za oceanem sprawiły, że prace jakie wtedy powstały odbiegają swoim charakterem od tych powstałych w Polsce. Generalnie, nie ma dowodów na samobójczą śmierć artysty we wrześniu 1939 roku w Polsce. Artysta nie wrócił z USA do Polski po wybuchu wojny. Potwierdzeniem tego jest niezliczona ilość nieznanych dotąd jego prac, tak ja ta z Kodner, jakie wypływają nieustannie w USA.

Lot 230. Stanislaw Ignacy Witkiewicz Polish (1885-1939). Crayon and Pastel on Paper “Portrait”. Circa 1936. Signed Lower Left and Dated 1936. Measures 23 Inches by 17 Inches, Frame Measures 28-1/8 Inches by 22-1/4 Inches. Estimate $1,000 – 1,500. Kodner Galleries. 02/05/20

Już po aukcji pragnę dodać historię sprzedaży tego obrazu i dedykuję ją obecnemu właścicielowi:

  1. Burchard Galleries (11/12/2012). Sold for $4,000
  2. Kodner Galleries (06/26/2013). Sold for $2,800
  3. Kodner Galleries (02/05/2020). Sold for $750


Tytus Czyżewski (1880 – 1945)

Warto zauważyć bardzo wyraźną sygnaturę malarza i każdy może ją bez trudności odczytać. Jeden drobny błąd jaki jaki zauważyłem w katalogu (bez znaczenia dla wartości tego oleju) to ten, że wg. mojej bardzo skromnej wiedzy praca powstała najprawdopodobniej w II połowie XX wieku. Ze względu na niepospolitą urodę modelki (była to jego żona, Elżbieta Czyżewska, znana aktorka), praca nadaje sie do zawieszenia w głównym salonie, nad kanapą.

Ajajaj! Nie było kupca na tę zwiędniętą piekność. Nawet $3,000 było za dużo. Gratulacje.

Lot 154. Tytus CZYZEWSKI (1880-1945); Nude ; the 1st half of the 20th century ; oil on wood panel / framed ; dimensions 52 x 40 cm (20 1/2 x 15 3/4 in.) ; dimensions 62 x 50 cm (24 1/2 x 20 in.) ; signed lower left corner. Estimate $6,000 – 9,000. Starting $3,000. Art-Torg. 02/15/20



Jerzy Kossak (1886 – 1955)

Taka praca Jerzego Kossaka to prawdziwy rarytas. Warto zwrócić uwagę na bardzo silna proweniencję ‘From a Brooklyn, NY collection’ oraz bardzo precyzyjne wymiary pracy w calach (12″ high x 16″ wide). Praca jest rarytasem bo Jerzy Kossak w owym okresie (1936) eksperymentował z kolorem i poniekąd wprowadzał elementy surrealistyczne do swoich prac, jak np. płonące drzewo czy też zielono-czerwona darń na dachu domu. Potrafił też deformować sylwetkę konia czego przykładem jest wyrastanie prawej jego nogi prosto z szyi. Czy ten eksperyment Jerzego Kosska sie przyjął? Pozostało po tym wszak wiele podobnych prac jakie znalazły ściany na Brooklynie, NY, NY oraz w innych miejscach. Wydaje mi się, że się nie przyjął o czym świadczą stosunkowo niskie ceny wyjsciowe tych prac. Jednak, prawdziwy kolekcjoner szaleje na ich widok i znikają one z rynku za psie pieniądze by nadal zdobić mieszkania na Brooklynie. To już taka tam jest tradycja.

Wydaje mi się, że to sam malarz odkupił tę pracę.

Lot 28. Jerzy Kossak (1886 – 1955). Polish. Oil on Board. Military Scene. 1936. Signed and dated lower right. From a Brooklyn, NY collection. – Dimensions: 12″ high x 16″ wide. Estimate $500 – 700. Starting $250. Clarke Auction Gallery. 02/16/20. Sold $250



Roman Kochanowski (1857 – 1945)

Moja wycena za ten obraz(ek) to 4 złote 40 groszy a nie 4,400 złotych. Dlaczego? Właśnie, dlaczego Sopocki Dom Aukcyjny (SDA) dopuścił ten obraz na aukcję? Takich widocznie ma ‘ekspertów’ schodzących do poziomu Allegro. God Save the Customer! Proszę popatrzeć na dobre prace Romana Kochanowskiego: http://www.pinakoteka.zascianek.pl/Kochanowski/Index.htm. Jest tam ponad 200 prac do oglądania przy kieliszku wina. Zdrowia życzę pracownikom SDA oraz dobrego wina!

Lot 1. Roman Kochanowski (1857 – 1945). Nokturn, olej, płótno naklejone na tekturę, 28,5 x 19,5 cm, sygn. p. d.: R. Kochanowski. Cena wywoławcza 4,400 złotych. Sopocki Dom Aukcyjny. 02/15/20



Jan Lebenstein (1930 – 1999)

Jeśli mógłbym coś doradzić to proszę dokładnie obejrzeć verso tego obrazu. Można porównać z pracami Lebensteina sprzedanymi w Christie’s, Sotheby’s czy też sprzedanymi w polskich domach aukcyjnych. Zwykle można tam znaleźć takie fotografie. Jaka jest proweniencja (naprawdę kluczowe pytanie)? Ciekaw jestem jaki jest numer tej figury osiowej i czy jest jakiś? To już druga figura osiowa w czeskim Art-Torg w okresie ostatnich 6-ciu miesięcu. Przypadek?

Obraz sprzedano bez walki za jedyne $7,250, tj. za polowę dolnej ceny estymacyjnej. Obraz ten będzie bardzo ważny w kolekcji kupca (wiadomo…nauka kosztuje) a jeszcze ważniejszy na tej stronie.

Lebenstein-verso

Lot 31. Jan LEBENSTEIN (1930-1999) Russian / Belorussian – Polish Untitled; 1963; oil on canvas / framed; 92,5 x 64,5 cm (36 1/2 x 25 1/2 in.); signed and dated lower right corner; Starting $7,000. Estimate $14,000 – 28,000. Art-Torg. 02/16/20

Signature


Stanisław Wyspiański (1869 – 1907)

Rzeczywiście, muszę się absolutnie zgodzić, że ta praca ‘would be a great addition to any art collection’. Pastel ten pięknie jest oprawiony, sygnatura duża i czytelna czyli autorstwo absolutnie potwierdzone zaś z tyłu ma równie piękną nalepkę z galerii krakowskiej, firmy Haliny Grzybowskiej, z ulicy Zwerzynieckiej z napisem ‘ Stanislaw Wyspianski’. Pani Halina Grzybowska, jak wiadomo wszystkim kolekcjonerom malarstwa Stanisława Wyspiańskiego, nie uznawała polskich czcionek w maszynie do pisania i stąd Stanisław to Stanislaw a Wyspiański to Wyspianski. Cena wyjścowa w firmie Finger Fake Estate & Auctions bajecznie niska!

Cena wyjściowa była niska a cena końcowa bardzo wysoka: $1,000

Lot 4039. Stanislas Wyspianski (1869-1907) – Pastel on Paper. This lot consists of a framed pastel illustration on paper, rendered in the style of Polish artist Stanislas Wyspianski (Polish, 1869-1907). A hand-drawn inscription at top right reads, “SW 1904″. The image depicts the portrait of a young woman and her young child. The mother smiles peacefully, eyes downturned, as her child looks out peacefully from the comfort of her embrace. This piece is an example of the portrait style for which Wyspianski is known. A beautiful illustration that would be a great addition to any art collection. Framed piece measures approximately 14.5″ x 11.75″, with an approximate image sight of 9.25″ x 6.5”. Estimate $3,000 – 6,000. Cena wyjściowa $100. Finger Lake Estate & Auctions. 02/08/20

Józef Brandt (1841 – 1915)

Lot 1190. Po aukcji: ktos zapłacił $3,500!
Lot 1190 – verso

Lot 1190. After Jozef Brandt Snowy Winter Scene Painting. Horse drawn wagon approaches town. Signed, Warsaw. Polish language info on reverse. On canvas– Dimensions: Image Size: H: 21 inches: W: 31 inches. Estimate $300 – 400. Uniques & Antiques Inc. 02/05/20

Ktos zapłacił $3,500!

Na nadchodzących aukcjach w USA widzę aż trzy oleje Józefa Brandta, dwie po bardzo przystępnej wycenie ($300- 400), powiedziałbym na każdą kieszeń, zaś trzecia jest wysoko wyceniona lecz o stosunkowo niskiej cenie wywoławczej ($3,500). W sumie, to duże okazje bo nawet w Polsce trzeba długo czekać aż pojawi się taki rodzynek a tu aż trzy rodzynki. Analizując te trzy prace, doszedłem do wniosku, że pochodzą one z bardzo, bardzo późnego okresu twórczości tego malarza, wydaje mi sie, że okresu międzywojennego lub może nawet późniejszego. Artysta już właściwie niewiele mógł namalować i jego reka z pędzlem była podtrzymywana przez pomocników. Również Józef Brandt z Warszawy w tym wieku nie byl w stanie powielać swoich dużych płócien i mógł sobie pozwolić jedynie na ich kopie w małym formacie. Pragne dodać, że artysta nie żałował wysiłku by pomalować rownież płótna z tyłu prac (verso) na kolor brązowy a także pomalował nawet blejtramy z tyłu by harmonizowały z kolorem brązu płótna. W ten sposób pokazał, że proces oksydowania drzewa i płótna, jakże potrzebnego by podkreślić wiek tych robót, można znacznie przyśpieszyć.

Lot 1191. Po aukcji: ktoś zapłacił $2,100!
Lot 1191-verso

Lot 1191. JOZEF BRANDT Farm Landscape Painting. Man on horseback near well. Signed. Warsaw and Polish language info on reverse. On vintage canvas– Dimensions: Image Size: H: 19.5 inches: W: 23.5 inches. Estimate $300 – 400. Uniques & Antiques Inc. 02/05/20

Ktoś zapłacił $2,100!

Warto zwrócić uwagę na taki drobiazg, że zarówno lot 1190 i 1191 mają nalepki warszawskiej galerii, myślę, że okresu przed II wojną światową. Zakakujące jest jednak to, że na obu wybity jest numeratorem ten sam numer, czyli 4309. Oznacza to tylko to, że numerator się zaciął i nikt z obsługi nie zauważył tej pomyłki.

Nalepki galeryjne
lot 99
Lot 99 – verso

Lot 99. Jozef Brandt was a Polish painter, a representative of the Munich School, best known for his paintings of battles. Oil on canvas size12″h x 16″w , come with frame , shipping in US $149. Estimate $25,000 – 50,000. Starting $3,500. Dynasty Fine Art. 02/04/20

Ile te prace sa warte? Zaskakuje mnie, że za pracę górną (lot 1190) ktoś zdecydował się wyłożyc jedynie marne $350, za tę po środku (lot 1191) $275 zaś ta drogo wyceniona praca (lot 99) nie znalazła niestety jeszcze amatora. Dla tych ciekawych, na samym końcu przedstawiam prace Józefa Brandta z okresu malarskiego 1841 – 1915. Dopiero dużo póżniej już zniedołężniały artysta musiał je kopiować by móc zapewnić sobie środki na utrzymanie life after life.



Tamara Łempicka (1898 – 1980)

Praca Tamary Lempickiej o jakiej kandyjski dom aukcyjny pisze, że ‘This lot carries limited provenance from a Southern Ontario estate’. Myślę, że całkiem niesłusznie dom aukcyjny się asekuruje, bo praca ta pochodzi z bardzo znanego u artystki okresu jaki wybitni zagraniczni krytycy określają ‘Saggy Tits Period’. Wybitna praca i ktoś właśnie licytuje już 500 dolarów.

Nie doceniłem dobrego oka i smaku koneserów ‘Saggy Tits Peiod‘ Lempickiej. Pracę sprzedano za $1,600. Perła kolekcji!!!! Dlaczego jednak tę samą prace sprzedano drożej, bo za $1,700, w dniu 10/08/2019 w tym samym domu aukcyjnym? (02/26/20)

Lot 97. Tamara de Lempicka. Polish Art Deco Oil on canvas, framed. Featuring a portrait of blue-eyed nude woman. Signed LEMPICKA on the upper right corner. Stamped 14540 on verso. Attributed to Tamara de Lempicka (1898-1980, Polish). 67 x 53 cm (26 x 21 inches). Framed size: 78 x 65 cm (31 x 26 inches). PROvENANCE: This lot carries limited provenance from a Southern Ontario estate. Estimate $2,000 – 4,000. 888 Auctions. 02/13/20