Lot 1451. Sonntag, Jozef 1784 Dresden – 1834 Krakau. Zwei Portraits. Jan Zebrowski (1786-1834) und Tereza Hanowiczow Zebrowska (1810-1882). Herrenportrait signiert u. datiert 1831. Aquarelle. Rückseiten betitelt. Je 13 x 11 cm. Dusseldorfer Auktionshaus. 05/09/26. Sold €3,300
Józef Sonntag. Portret Hanny Żebrowskiej
Para miniatur Józefa (Josepha) Sonntaga, dobrze sprzedana w Dusseldorfer Auktionshaus, z których chyba portret szwoleżera Jana Żebrowskiego jest głównym nosicielem wartości historycznej i może emocjonalnej.
Zapytałem o opinię zaprzyjaźnionego eksperta od broni, uznbrojenia, umundurowania z epoki przedstwionej na portretcie Jana Żebrowskiego. Odpowiedź:
“Fantazja. Niby nawiązuje do Szwoleżerów lub Królestwa ale tak naprawdę nic się nie zgadza. Np. Orzeł fantazyjny nigdy nie stosowany w tym modelu na kwaterze“.
Lot 1896. Glowacki Jan Nepomuk 91802 – 1847). Porträt einer Dame. Aquarell und Gouache auf Elfenbein. Mitte rechts signiert: J. Glowacki. Gerahmt. Höhe 8 cm Breite 6.2 cm. Estimate CHF 200. Autionshaus Zofingen. 05/28/26. Sold €380
Pojawiła się replika autorska portretu kobiety, miniatury namalowanej przez Jana Niepomucena Głowackiego na początku XIX wieku o której było dość głośno w polskiej prasie ponad 10 lat temu. Ta głośna sprawa związana była z pracą pokazaną na dole tego wpisu. Znajdowała się ona w bazie prac zaginonych w czasie II wojny światowej i w 2013 roku wypłynęła na rynku niemieckim. Polskie władze usiłowały wówczas zablokować aukcję lecz okazało się, że miniatura została legalnie niedawno kupiona (chyba w Krakowie) i wywieziona, zgodnie z przepisami i niewiedzą zarówno sprzedających jak i kupujących – baza danych o zaginionych dziełach sztuki była wówczas szczątkowa. MKDZN oraz MSZ najadło się wtedy wstydu bo miniatury nie udało się władzom ‘odzyskać’. Odnośnie ID kobiety na miniaturze przypuszczano, że może nią być żona malarza.
Miniatura z nadchodzącej aukcji wygląda o niebo lepiej od tej zaginionej lecz problemem jest podłoże na którym została namalowana tj. kość słoniowa. Kość słoniową traktuje sie obecnie gorzej od materiałów radioaktywnych. Potrzebne są najrozmaitsze pozwolenia na wywóz i przywóz z miejsca na miejsce zaś w USA dodatkowo nie można przewieżć ze stanu do stanu bez takiej zgody. Powstałą biurokracja (zezwolenia kosztują nie tylko pieniądze ale też i czas by je otrzymać) by mieć totalną kontrolę nad handlem kością słoniową, co rozumiem, lecz jak zwykle ‘poszło bokiem’. Te same zezwolenia potrzebne są przy zakupie np. czajniczka mającego gałkę pokrywki z kości słoniowej.
Wracając do miniatury Jana Głowackiego to jest rzeczywiście piękna, namalowana ok 200 lat temu lecz dobrać się do niej będzie mi trudno. Trzeba zrezygnować by nerwy mnie nie zeżarły w walce z pracownikami urzędów.