Michał Wywiórski-Gorstkin. Pferdeschlitten mit Hunden
Monachijskie oleje Michała Wywiórskiego cieszą się wielkim powodzeniem u kolekcjonerów. Postacie i konie są jednak bardzo statycznie malowane. Śnieg jednak artysta potafił bardzo dobrze oddać na płótnie i później tworzył podmalunki zimowe nawet Wojciechowi Kossakowi. W sumie, Michał Wywiórski był o niebo lepszym pejzażystą niż ‘monachijczykiem’. Obraz z aukcji jest jedynie OK i licytujący mocno przepłacił – koń stoi spokojnie na tle zimowego pejzażu lecz poniósł kupującego.
Lot 1515. Gorstkin-Wywiorski, Michal 1861 Warschau – 1926 Berlin. Pferdeschlitten mit Hunden. Signiert. Öl/Holz, 54 x 30 cm. Opening 2,000 euro. Dusseldorfer Auktionshaus. 11/30/24. Sold 17,000 euro
Moim zdaniem to był najlepszy polonik na tej aukcji. Międzywojenne prace Jana Zamoyskiego to spora rzadkość
Lot 1518. Zamoyski, Jan 1901 Kazimierza Wielka – 1986 Warschau. Portrait einer Alten. Signiert. Datiert 1928. Öl/Lwd., 43 x 36 cm. Opening 1,000 euro. Dussldorfer Auktionshaus. 11/30/24. Sold 18,000 euro
Lot 45. Igor MITORAJ (1944/2014). D’après. Persée. Important bronze à patine verte, signé et numéroté (609?) sur 1000. Socle en travertin. Hauteur : 38 cm hors socle. Mise à prix : 3 400 €. Estimation : 3 500 € – 4 000 €. Hôtel des ventes de la Haute-Marne. 11/23/24
Nadarzyła się okazja by znowu napisać o rzeźbach Igora Mitoraja, brutalnie wybitych sztancą w ilości kilku tysiący egzemplarzy (np. Perseusz – 6,000 numerowanych sztuk, serie literowe A, B, C, D, E, każda po 1,000 sztuk). Tym razem o falsyfikatach tych rzeźb, ODLEWÓW z prawdziwego egzemplarza. Motorem tym jest sprzedaż wyżej pokazanej rzeźby Perseusza, bardzo rzetelnej opisanej przez dom aukcyjny jako D’après. Dom aukcyjny pokazał bez ukrywania fotografie numeracji tej rzeźby (poniżej).
Numeracja na falsyfikaciePowiększenie numeracji na falsyfikacie
Jako amator, który obserwuje rynek poloników i wytyka tu i tam pewne grube i cienkie nierzetelności czy nawet przekręty, zauważyłem kilka różnic wobec analogicznych rzeźb Perseusza wybitych sztancą.
Po pierwsze, egzemplarze wygniecone prasą hydrauliczną mają identyczną numerację “/1000 HC“. Ten napis jest nieco rozmyty, nie ma ostrych krawędzi. Dopiero obok tego napisu ręcznie nabijano literę serii oraz numer egzemplarza. Poniżej przykład prawdziwego egzemplarza o numeracji D 779:
Numeracja z egzemplarza D 779/1000 HC
Na egzemplarzu D 779 widzimy, że zarówno litera D jak i mumery zostały indywidualnie nabite ręcznie. Te numery wyglądają bardzo ostre porównując je do obok numeru ze sztancy /1000 HC. Warto przypatrzeć się fotografiom falsa oraz fotografii prawdziwego egzemplarza. Na odlanym falsyfikacie, numeracja została wydrapana na (gipsowej) matrycy i dlatego nie odróżnia się od fragmentu ‘/1000 HC’.
Po drugie, bardzo drobna lecz zauważalna różnica to kolor śruby przymocowującej Perseusza do postumentu. Obie śruby w pokazanych egzemplarzach są moziężne ale oksydację mosiądzu widzimy jedynie na egz D779. Należy pamiętać, że Perseusza wykonano w 1988 roku i każda nowa mosiężna śruba powinna ulec po ponad 35 latach wyraźnej oksydacji, jak widać jedynie na egz D779. Wynika z tego, że fałszywego Perseusza zamocowano stosunkowo niedawno.
Po trzecie, obserwując egzemplarz Perseusza należy przyjrzeć się położonej patynie. Oryginalne (prawdziwe) egzemplarze mają różne patyny, jej kolor, w zależności oczywiście od użytych związków chemicznych. Ta patyna zwykle jest niejednorodna na poszczególnym egzemplarzu, choć zdarzają się oczywiście wyjątki. Ogólna obserwacja: patyny kładziono ze znawstem i osoby, które je tworzyły posiadały spore umiejetności jej tworzenia. Na sprzedawanym dzisiaj egzemplarzu widzimy jednorodną ‘nudną’ patynę (przyznaję, że jest to moja subiektywna ocena).
Po czwarte, warto zwrócić uwagę na postument na którym jest zamocowany Perseusz. Oryginalne egzemplarze zostały zamocowane na postumencie z jasnego i bardzo porowatego trawertynu. Patrząc na te rzeźby od numeru A do D daje się zauważyć, że zamocowano je na postumentach pochodzących z pociętych kamiennych kawałków wapiennej skały, prawdopodobnie pochodzącej z tego samego miejsca. Egzemplarz-falsyfikat zamocowano na trawertynie(???) wydobyym z innego miejsca, różniącym się kolorem oraz porowatością. Typowe postumenty na których mocowano Preseusza w 1988 roku pokazane są poniżej:
Postumenty na których mocowano Perseusza
Czytelnicy mają prawo przyczepić się do każdej z omawianych przeze mnie różnic. Jednak, gdy się weźmie wszystko razem (‘do kupy’) to nasuwają się oczywiście wątpliwości. Dom aukcyjny bardzo rzetelnie napisał, że ta rzeźba Perseusza została wykonana ‘według’ i nie jest oryginał. Ja nie trzymałem w ręku tej pracy w odróżnieniu do pracowników domu aukcyjnego i oceniam jedynie na podstawie fotografii. Prawdopodobnie mając pracę przed oczami widać i inne różnice, np. wysokość rzeźby będzie inna porównując do prawdziwego egz.
Powstaje teraz oczywiste pytanie, czy jest to pojedyńczy falsyfikat czy jest ich więcej na rynku. Obserwując rynek francuski wydaje mie się, że należy być bardzo ostrożny przy zakupach. Obecnie zauważyłem bardzo podejrzane dwa egzemplarze na nadchodzących aukcjach w tym innym domu aukcyjnym:
Perseusz-fals?Numeracja
(podobna fałszowana numeracja)
Lot 540. Igor MITORAJ (1944/2014) Persée. Important bronze à patine brune, signé et numéroté sur 1000. Socle en travertin. Hauteur : 38 cm hors socle. Estimation : 3 000 € – 6 000 €. Hôtel des Ventes de Metz – Martin et Associés. 12/01/24
(brak dodatkowych fotografii oraz informacji o serii)
Lot 620. Igor MITORAJ (1944/2014). Perseus. Large green patina bronze, signed and numbered on 1000. Travertine base. Height : 38 cm excluding base. Estimate 3,000 – 6,000 euro. Hôtel des Ventes de Metz – Martin et Associés. 12/01/24
Narzuca się oczywiste kolejne pytanie czy takie falsyfikaty dotarły już na polski rynek a może są one tworzone w Polsce? Obserwowałem już podobny przypadek w jednej z galerii w Polsce. Również, chyba rok temu zwróciła się do mnie czytelniczka z Polski bym popatrzył jej zakup Perseusza w innej polskiej galerii, który wzbudził wątpliwości lecz niestety po fakcie – próbowała odzyskać pieniądze.
Ogólnie mówiąc, zakup rzeźby, która została wykonana w ilości 6,000 egzemplarzy nie jest żadną ‘inwestycją’ i również nie przeniesie dumy kolekcjonerowi. Zostały te rzeźby wykonane w Paryżu i należy je traktować jako suvenir czyli tzw. ‘Pamiątkę z Paryża’. Trudno będzie odzyskać wydane pieniądze a jedynym wygranym jest dom aukcyjny. Pisałem o tym na stronie https://polishartcorner.com/igor-mitoraj/ narażając się oczywiście tym co handlują tymi rzeźbami. Rynek francuski każdego dnia jest nimi zawalony a polski podąża tą samą drogą.
Lot 136. Magdalena Abakanowicz (1930-2017). “Atoris,” 2005. Patinated bronze. Titled, dated, and signed with artist’s monogram verso, 72.5″ H x 25.5″ W x 21.5″ D. The lot is accompanied by an exhibition catalogue from the Marlborough Gallery in New York, “Magdalena Abakanowicz: Embodied Forms,” which ran from February 7 to March 10, 2018. Estimate $70,000-$90,000. John Moran Auctioneers. 11/19/24. Sold $65,000
Dwie prace Magdaleny Abakanowicz licytowane w ostatnich dwóch dniach w USA: brąz Atoris sprzedany za $65,000 oraz inscenozacja Plecy, składająca się z 21 jednostek, za ponad $300,000 (z opłatami)
Magdalena Abakanowicz. 21 Backs, 1982
Lot 130. Magdalena Abakanowicz. 21 Backs, burlap with resin; each approximately 25 x 26 1/2 x 27 3/4 in. (. 63.5 x 67.3 x 70.5 cm); installation dimensions variable. Executed in 1982. Estimate $300,000 – 500,000. Phillips. 11/20/24. Sold $304,800 (with bp)
Atoris 3VoyagerMagdalena Abakanowicz-Plecy, instalacja na plaży
Ewa Juszkiewicz. Maria (After Johannes Cornelisz Verspronck), 2013
Lot 12. Ewa Juszkiewicz 1984 -. Maria (After Johannes Cornelisz Verspronck) , signed and dated 2013 on the reverse, oil on canvas; 130 by 100 cm. 51 by 49¼ in. Executed in 2013. Estimate 2,800,000 – 4,500,000 HKD. Sotheby’s. 11/11/24. Sold 2,800,000 HKD (hammer); 3,380,000 HKD (with bp) [~279,600 GBP (hammer); ~337,500 GBP (with bp)]
Prawdopodobnie na niektóych portalach w Polsce panuje lub będzie panowała euforia związana z kolejną dość wysoką sprzedażą obrazu Ewy Juszkiewicz, współczesnej młodej malarki. Tym razem był to olej Maria, namalowany przez artystkę wg. obrazu Johannesa Cornelisza Versproncka Maria van Strijp. Oryginalny portret holenderskiego artysty jest wystawiany obok portretu Edwarda Wallisa w Rijskmuzem w Amsterdamie. Wątpię czy obraz Ewy Juszkiewicz kiedykolwiek tam się znajdzie, nawet w postaci fotografii.
Nie bardzo wierzę w tę obecną sprzedaż w Hong Kongu tej pracy. Matematyka się nie zgadza. Obraz sprzedano właśnie za równowartość (po dzisiejszym kursie) ok. 279,600 funtów brytyjskich (hammer) lub 337,500 GBP (z 20% opłatami). Ten sam obraz Sotheby’s sprzedał trzy lata temu w Londynie (14 października 2021) za 280,000 GBP (hammer) lub 352,800 GBP (z 26% opłatami). Inaczej mówiąc, w okresie 3 lat obraz ten ledwo utrzymał swoją wartość lub patrząc inaczej, spadł na wartości bo przecież kupujący/sprzedający musieli zapłacić domowi aukcyjnemu nie tylko opłatę aukcyjną (obecnie jedynie 20%) lecz również były z tym związane opłaty na reklamę, przewóz obrazu do Hong Kongu, ubezpieczenie, etc. Przypuszczam, że sprzedaż ta była fikcyjna by utrzymać cenę i nie pokazać braku zainteresowania tą pracą. Być może obraz kupił Sotheby’s lecz najprawdopodobniej Galeria Gagosian, promotor twórczości Ewy Juszkiewicz. Nie tylko na polskich aukcjach dzieją się dziwne rzeczy. Słowem gwiazda przygasła i należało ten fakt zamaskować. Generalnie, sprzedaż sztuki nowoczesnej w Hong Kongu bardzo kuleje (pisałem o tym niedawno podając artykuł z prasy https://polishartcorner.com/2024/09/19/hong-kong-art-auctions-is-the-party-over/) a i obecna aukcja była słaba.
Johannes Cornelisz Verspronck, Portrait of Maria van Strijp, 1652, Rijksmuseum, Amsterdam
Pomijając sprawę prawdziwej czy też nieprawdziwej sprzedaży pracy Ewy Juszkiewicz to warto ją porównać do oryginału z Rijskmuseum. Można przyjrzeć się szczegółom na obu obrazach np. białym koronkom, fałdom ubioru, biżuterii, kolorytowi. Wielką siłę ma Gogosian by promować tak nieudane malarstwo bo artystka głowę Marii van Strijp przemieniła w owiniętą głowę żyrafy a jej technika malarska jest bardzo słaba i nie nadaje się do kopiowania prac starych mistrzów. Pracownicy domu aukcyjnego mogą pisać i publikować epistoły wychwalające malarstwo EJ i cel tego malowania ale oczy nie mogą mylić.
Czy wystarczy odwagi artystycznej artystce by podobnie ‘przerobić’ Damę z łasiczką? Może taki obraz okaże się przebojem światowym?
Johannes Cornelisz Verspronck. Portraits of Eduard Wallis and Maria van Strijp
Byli też inni, którzy próbowali zaistnieć na rynku artystycznym i spaprali kobiecy portret Versproncka. Czy wynik tej pracy jest lepszy?
New Masters, The new Maria van Strijp, after Johannes Verspronck, The Fashion Collection
Leonoa (Łaja) Lichtensztajnówna.Still life with pitcher
Lot 290. Early 20th century Polish school. Still life with pitcher. Canvas mounted on cardboard. Label on the back “Stow Artystow i Zwolennikow Sztuk Pieknych” “Wystawa Wiosenna 1918r”. Signed “Leonia Sichtenerstajnoiswa (?)”. 19.5 x 27 cm. Exhibition: Association of Artists and Defenders of Fine Arts, Lodz, Spring 1918 (Label on back of mount). Estimate 200 – 300 euro. Côte Basque Enchères Lelièvre – Cabarrouy. 09/28/24. Sold 1,200 euro
Żydowska malarka i rzeźbiarka o której życiorysie niewiele wiadomo, kilka wystaw i to wszystko, żadnych chyba jej prac nie ma w muzeach czy ich fotografii. Jej martwa natura, wystawiona w Łodzi w 1918 roku, niespodziewanie pojawiła się na aukcji w Paryżu i równie niespodziewanie została dość wysoko sprzedana. Skopiowałem jej biografię ze Słownika Arystów Polskich i sam sie czegoś nowego nauczyłem.
Nalepka z wystawy łódzkiej w 1918 rokuŻyciorys ze Słownika Artystów Polskich
Bardzo ciekawa analiza firmy artprice.com na temat sprzedaży głównie sztuki współczesnej w Hong Kongu. ‘Is the party over?’ pyta artprice.com. Artykuł jest poświęcony głównie sztuce współczesnej i o kominach cenowych tam osiąganych. Narzuca się mi oczywiście pytanie o polski rynek i szalone sprzedaże polskiej sztuki wspólczesnej. Te ‘szalone’ ceny są oczywiście na miarę polskiego rynku i nie mają nic wspólnego z cenami w Hong Kongu. Jednak … wirus z tego miasta może dotknąć również polski rynek (czy ktoś słyszał o słynnej grypie Hong-Kong?) tj. czy nastąpi jakieś przełożenie trendów światowych na polskim rynku sztuki współczesnej.
Marek Kozubal: Niemiec kazał zamknąć, czyli o restytucji dzieł sztuki
Ministerstwo kultury zlikwidowało departament restytucji. Czy to oznacza, że nie zajmuje się już zrabowanymi w czasie wojny dziełami sztuki?
Informacja o likwidacji Departamentu Restytucji Dóbr Kultury resortu kultury pojawiła się w momencie, gdy ze strony ministerstwa zniknęła informacja o tej komórce. Alarm podniosły prawicowe media i politycy związani z poprzednim rządem. To one narzuciły narrację, która oparta była na teorii, że za wszystkim stali Niemcy.
Były szef resortu prof. Piotr Gliński napisał na platformie X (dawniej Twitter): „Dwie informacje z państwa policyjnego Tuska: rozpędzili właśnie departament restytucji dóbr kultury, który walczył o zwrot zrabowanych dzieł sztuki. I wycofali się z budowy pomnika Bitwy Warszawskiej, którą my prowadziliśmy. Dwa prezenty Tuska – für Deutschland i dla Putina…”.
Z kolei europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk w Radiu Maryja stwierdził: – Myślę, że wytyczne z niemieckiego MSZ poszły do agentury w Polsce, żeby szybko ten departament zlikwidować, bo on przynosił wielkie straty wizerunkowe państwu niemieckiemu.
Niezrozumiała decyzja ministerstwa kultury
Błędem wizerunkowym było, że resort kultury nie reagował, chociaż sprawę komentowali historycy sztuki. Dorota Janiszewska-Jakubiak, była dyrektor Instytutu Polonika przyznała na FB, że nie rozumie tej decyzji. „Zlikwidowano Departament (…) Znów będzie okrojony etatowo wydział” – stwierdziła.
Z odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej”, skierowane do MKiDN, wynika, że działania restytucyjne nadal będą prowadzone, tyle, że w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego. „Zmiany organizacyjne w żadnym stopniu nie wiążą się z ich wygaszeniem” – odpowiedziano nam. Teraz ministerstwo prowadzi 178 takich spraw w 18 krajach m.in. w Niemczech, USA, Wielkiej Brytanii, Austrii, Francji i Włoszech. Z kolei 51 postępowań dotyczy Polski.
Ile osób zajmuje się restytucją w ministerstwie kultury
W zlikwidowanej komórce było zatrudnionych 19 osób, z tego 17 przeszło do Departamentu Dziedzictwa Kulturowego, a dwie do Centrum Informacyjnego. Dotychczasowa szefowa departamentu Elżbieta Rogowska otrzymała stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Dziedzictwa Kulturowego.
Ministerstwo nie odpowiedziało na pytanie „Rz” o powód likwidacji. Próbuję to tłumaczyć tak: gdy ministrem był Piotr Gliński departament ten wspierał pozycję tego polityka, ale jednocześnie on sam angażował się w sprawy restytucyjne, uznając je za polską rację stanu. Jeżeli to zdecydowało, to świadczy o braku koncepcji działania w tym zakresie kierownictwa, lub po prostu małości. A może skuteczność działania departamentu, choć promowanego przez Glińskiego, nie była taka jak ją pokazywano? Bo na przykład zajmował się restytucją z pominięciem MSZ, a przecież prowadzi on głównie działania za granicą.
Wydaje mi się, że p. Kozubal dotknął sedna sprawy tj sukcesów w restytucjach ministerstwa kultury, źle widzianego przez MSZ. Przez ostatnie kilka lat ministrowi Glińskiemu udawało się bardzo sprawnie odzyskiwać działe sztuki z pominięciem urzędników MSZ. W przeszłości, ci ostatni fotografowali się z odzyskanymi dziełami i pewnie dostawali za to jeśli nie sute nagrody to lepsze stołki. Dość charakterystycznym pod tym względem były fotografie jednego z ministrów (mogę podać nazwisko) siedzącego w fotelu na tle odzyskanego dzieła sztuki. Za kulisami pracowało wielu a on jeden jak Narcyz przeglądał się w obiektywie kamery. Ta niezaleźna działalność mogła być rzeczywiście solą w oku MSZ. W ostatnich latach każde z odzyskanych dzieł miało godną oprawę na stronach MKDzN z pominięciem pracowników MSZ, którzy okazywali się chyba w tym przypadku zbędni. Inaczej mówiąc, była to zemsta obecnego rządu bez patrzenia czy coś sprawnie działa działa czy nie. Ważne by zniszczyć.
Pierwotna decyzja minister o rozwiązaniu departamentu rewindykacji była szkodliwa i niegodziwa wywołując powszechne zdumienie i oburzenie. Została zmuszona do zmienienia decyzji pod wpływem protestów oraz artykułów w prasie krajowej i zagranicznej. Nie należało rozwiązywać zespołu, który miał liczne sukcesy i działał dobrze od lat. Proszę teraz nie zaprzeczać w prasie, że nic się nie stało, choć jest to normalne u polityków bez kręgosłupa takich jak p. Wróblewska.
Zamieszanie wokół Departamentu Restytucji Dóbr Kultury to kolejny przykład poważnego problemu, jaki ma MKiDN z informowaniem o swoich działaniach. Nie to jest jednak najważniejsze. Poprzedni minister Piotr Gliński rzeczywiście dużą wagę przykładał do restytucji dóbr kultury, czego symbolicznym podkreśleniem było powołanie odrębnego departamentu. Osiągnięciem ministerstwa za jego rządów było sprawniejsze odzyskiwanie przez Polskę dzieł utraconych podczas II wojny światowej.
Ale najważniejsza była ustawa o restytucji narodowych dóbr kultury, która ograniczyła możliwości przedawnienia roszczeń w przypadku takich obiektów. Jej uchwalenie w 2017 r. ułatwiało m.in. ich odzyskiwanie w Polsce, z czym wcześniej były poważne problemy. Dlatego nie udało się zablokować sprzedaży na aukcji choćby „Główki dziecka” Stanisława Wyspiańskiego, chociaż dzieło pochodziło ze zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.
Sukcesy w odzyskiwaniu dóbr w latach 2015-2023 były możliwe jedynie dzięki pracy prowadzonej przez lata w ministerstwie i wspieranej przez poprzedników Piotra Glińskiego. A obecna zmiana to powrót do sytuacji sprzed reorganizacji dokonanej za jego czasów. MKiDN podkreśla także, że obecna zmiana nie wiązała się ze zwolnieniami etc. – zachowanie ciągłości jest w przypadku tej problematyki szczególnie ważne.
Poruszaną inną złą decyzją p. Wróblewskiej jest zaniechanie budowy pomnika Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Ten pomnik czeka na wzniesienie jeśli nie od 1920 roku to na pewno od 1990 roku. Być może pownien to być Łuk Zwycięstwa wzniesiony w centrum Warszawy a nie bardzo zły i wzorowany na innych zagranicznych pomnikach skręcony obelisk na Placu na Rozdrożu. Decyzja Wróblewskiej jest zła i rzeczywiście wpisuje się w służalczość Tuska wobec Putina ale też i projekt tego pomnika jest zły. Może należy ogłosić konkurs od nowy projekt … lecz by do tego doszło trzeba czekać aż zdechnie koalicja 13 grudnia. Amen.
Zwracam się do czytelników o pomoc w identyfikacji autora/autorki tej pracy malarskiej. Prosiła mnie o to czytelniczka z Łotwy. Dedykacja po lewej stronie brzmi “Cioci i Wujkowi na pamiątkę Kasia“. Obraz ten jest datowany (Kraków 1937), natomiast sygnatura jest mi nieznana. Verso pracy nic nie wnosi.
Sygnatura
Rzeczywiście. Szybko czytelnik rozwiązał tę zagadkę – dziękuję. Artysta to Stanisław Malcher
Polsk rynek sztuki i ekspercki nie jest uregulowany. Nie ma oficjalnego zawodu eksperta w kwestii oceny autentyczności dzieł sztuki, ani też oficjalnego i wymaganego modelu ekspertyzy. W ramach doktoratu z nauk prawnych ten model opracowałem; opisałem, jak proces badań dzieł sztuki – głównie dla obrazów – powinien przebiegać.
Transakcje kupna i sprzedaży to rynek prywatny. Dlatego tylko od sprzedających i kupujących zależy, czy interesujące ich obiekty będą poddawane weryfikacji. Warto pamiętać o tym, że sprzedający, chcąc mieć dodatkowy dokument uwiarygadniający pochodzenie dzieła, zatrudniają własnych ekspertów, zwykle historyków sztuki, i przedstawiają tylko ekspertyzy potwierdzające autentyczność. Dlatego w razie wątpliwości zainteresowani nabyciem dzieła powinni zlecić przeprowadzenie badań przez wybranego przez siebie eksperta.
Kolejnym problemem rynku sztuki w Polsce jest zupełny brak mechanizmów usuwania z rynku wykrytych falsyfikatów. Takie mechanizmy nie działają nawet na poziomie prawa karnego (poprzez orzeczenie przepadku mienia z przestępstwa). Rynek sztuki niestety działa w ten sposób, że jeśli podczas próby sprzedaży ktoś się dowie, że jego obraz to podróbka, zachowa go przez pewien czas, a potem spróbuje sprzedać gdzie indziej.
Jest tez kolejny głos wołającego na puszczy, czyli głos Janusza Miliszkiewicza opublikowany w Rzeczpospolitej:
Janusz Miliszkiewicz
Miłego czytania bo zagraniczny rynek aukcyjny ruszy dopiero w sierpniu. Czy ja też ruszę?