Jadwiga Mijal (1912 – 1997)

Jadwiga Mijal. Nature morte au vase fleurim 1969

Imię i nazwisko tej malarski nic mi nie mówiło. Olej jest taki sobie. Nazwisko ‘Mijal’ brzmiało w głowie lecz z zupełnie inngo powodu. Kim była ta artystka, która dwukrotnie, po wojnie, w latach 50-tych miała wystawę w Muzeum Narodowym a nie w jakiejś prowincjonalnej galerii (te w większości były chyba nadal w gruzach)? Nieco poszukiwań po internecie odkrywa życiorys tej przedwojennej skomunizowanej artystki, członkini PPR, żołnierza GL, odznaczonej uchwałą Krajowej Rady Narodowej po wojnie w 1946 roku ‘za wybitną działalnośc w konspiracji w czasie okupacji’. Przed wojną studiowała malarstwo w łódzkiej ASP. Innym ciekawym wątkiem jej biografii jest małżeństwo z Kazimierzem Mijalem, który został przez nią wprowadzony w okresie II wojny światowej do środowiska komunistycznego. I w tym momencie nazwisko ‘Mijal’ zabrzmialo mi znajomo. Był to typowy aparatczyk PPR-owski, PZPR-owski, który zrobił oszałamiającą karierę polityczną w Polsce, od wyzwolenia do środka lat 60-tych a potem po ucieczce do Albanii(!) i w maoistowskich Chinach. Zatem, już w 1945 roku był pełnomocnikiem Rzadu Tymczasowego na Łódź i okolice, mianowany na stopień podpułkownika wojska, następnie był prezydentem Łodzi, zastępcą członka biura politycznego PPR, szefem kancelarii Bieruta(!) a potem szefem kancelarii Rady Państwa, od 1959 członek KC PZPR (wielki awans polityczny), ministrem gospodarki komunalnej. Jego zaangażowanie komunistyczne było większe od Gomułki. Wystąpił następnie z PZPR by założyć w 1966 roku nielegalną Komunistyczną Partię Polski bo zamordyzm w Polsce był zbyt płytki w jego przekonaniu. Być może dlatego uciekł z Polski do Albanii, gdzie nadawał w polskim programie o maoiźmie albańsko-chińskim. Jego dalszy życiorys można sobie prześledzić w dostępnych w sieci artykułach. Do czego dążę? Na tym przykładzie można ukazać prawdopodobną drogę do kariery artystycznej jego żony, której to obrazek jest na aukcji, wyceniony na 50-60 euro. Czy tej artystce rzeczywiśnie należała się wystawa w MN w Warszawie? Jeden z dyrektorów tego muzeum, Michał Walicki, był wówczas aresztowany przez UB i katowany na Szucha (dożył ‘odwiży’ po śmierci Stalina). Jest dla mnie sprawą oczywistą, że z właściwym wówczas światopodlądem lub wazeliniastwem można było robić karierę w sztuce, nauce, literaturze, poezji. Ci bardziej zdolni i przebiegli otrząsnęli się gdy wiatr zawiał z innej strony. O takim epizodzie oni sami zapomnieli i inni pomogli im zapomnieć, wymazując gumką te kilka lat z życiorysu. Takich artystów nadal się stawia na piedestale, sprzedaje ich prace za miliony złotych, choć do nich Jadwiga Mijal, autorka martwych natur i słabych pejzaży, nie należy. Może jestem zbyt stronniczy ale chyba mam do tego prawo na swoim blogu.

Lot 208. JADWIGA MIJAL (1912- 1997) (école polonaise). Nature morte au vase fleuri, huile sur toile signée en bas à droite et datée (19)69 – H. 66 – 54cm. Estimation: 50 € – 60 €. Hotel des vendes du Marais. 02/09/23

Wacław Taranczewski (1903 – 1987)

Wacław Taranczewski. Blätter

Blog niespodziewanie powoli przeobraża się w wygrzebywanie prac polskich artystów wywożonych z Polski na rynki zachodnie a nie odwrotnie! Jestem zaszokowany bo to stawia egzystnecję tego blogu na krawędzi wymarcia. Może któryś z polskich domów aukcyjnych otworzy zatem filię w Paryżu lub w Wiedniu? Podpowiadam dobry interes bo handlować można i tu i tam. Do rzeczy zatem. Bardzo ciekawy moim zdaniem obraz Wacława Taranczewskiego przedstawiający jesienne liście w wazonie oraz zarys stojącej obok postaci (równie dobrze może to być cień wazonu z liśćmi) znalazł się na aukcji w Dorotheum. Nie jest to zwyczajna aukcja zapowiadana starannym katalogiem lecz jest to internetowa aukcja poniekąd ‘odpadów’, tj. obiektów które nie sprzedaly się na normalnych akcjach młotkowych lub które nie zakwalifikowały się takie aukcje. Pecunia non olet i każdy z domów aukcyjnych przyjmie wszystko na aukcje byle radośnie pobrać marże od obydwu stron. Obraz Wacława Taranczewskiego pojawiał się na aukcjach w Polsce już kilka razy (3-4?). O ile sobie przypominam pierwszą(?) wyceną było 8,500 złotych w 2011 roku w Desie Katowice lecz co potem to już nie szukałem. Tręd wywozu poloników na zachód jest już widoczny. Zatem panie i panowie, brać po pachę to co w obfitości jest w kraju, np. Starówkę Chmielińskiego, Pejzaż zimowy z domkiem Koreckiego czy też Jazdę trójką Zygmuntowicza vel Wasilewskiego vel… i jazda z nimi bo granice stoją szeroko otworem. Good luck!

Lot No. 138-079944/0006. Waclaw Taranczewski (Czarnków 1903-1987 Krakau). Blätter, rückseitig signiert W. Taranczewski, Öl auf Leinwand, 64,5 x 54 cm, gerahmt.  Starting 1,500 euro. Dorotheum. 01/24/23

2023

Krótkie podsumowanie 2022 roku. Mapa świata wejść wskazuje, że porównując do 2021 roku przybyło mi czytelników w kilku kolejnych państwach, głównie chyba afrykańskich. W obu Amerykach nadal trzy dawne Gujany nie toleruja mojego blogu, jak też Haiti. W Azji brakuje mi czytelników w Afganistanie, Iranie, Tadżykistanie i naturalnie w Korei Północnej. W kręgach Oceanii, PAC nie jest czytany w Papui i Nowej Gwinei. Na pozytywnie, w 163 państwach blog był już przeglądany a w ubiegłym roku było ich 136.

Dziękuję czytelnikom za listy oraz za współpracę. Wszystkie listy czytam a publikuje jedynie te które coś nowego wnoszą do wpisów – na większośc odpowiadam na łamach lub prywanie. Publikuję oczywiście listy krytyczne i polemiczne a cenzurę stosuję jedynie w przypadku spamu próbującego nieustannie wcisnąć się na blog. W 2022 roku zaniedbałem niestety inne działy prócz malarstwa i zastanawiam się czy tych nie usunąć bo czasu na aktualizowanie mam niewiele. Cieszy mnie obfitość polskich prac pojawiających sie na rynkach zagranicznych a te zwykle kończą w polskich domach aukcyjnych. Publikując prace z nadchodzących aukcji zachęcam tym samym czytelników do kupowania na rynkach zagranicznych bo jest tam taniej niż w Polsce. Nie jestem zwolennikiem sprowadzania wszystkiego do Polski i głośnego bębnienia choćby z tego powodu bo większość prac przetrwała obie wojny tylko dlatego, że były rozproszone po świecie – radość ze sprowadzania do Polski mają jedynie handlarze. Zachęcam do krytycznego patrzenia na pokazywane prace bo nie każdy kawałek zamalowanego płótna to arcydzieło i nie każdy z nich może być warty naszej ściany. Życzę wszystkim przyjemności ze spotkania z nieznanymi do tej pory pracami polskiego malarstwa oraz odwagi w zakupach.

Boże Narodzenie

Bronislawa Rychter Janowska

Niech czas Bożego Narodzenia będzie pełen ciepła, radości i wytchnienia od codziennego pędu. Zdrowych i pogodnych Świąt Bożego Narodzenia oraz wszelkiej pomyślności w Nowym Roku życzy

Polish Art Corner

“KTO STOI ZA POLISHARTCORNER.PL” – list w sprawie mojego blogu krążący w Polsce i moja riposta

Polishartcorner

Otrzymałem od czytelnika list z prośba bym się się do niego ustosunkował. Podobno list ten krąży gdzieś w Polsce. Oto treść listu:

KTO STOI ZA POLISHARTCORNER.PL

 
Szanowni Uczestnicy polskiego rynku sztuki!
Zapewne wielu z Was miało już przyjemność obcowania z treścią bloga www.polishartcorner.pl, pełnego niezmiernie interesujących wpisów i ciekawostek z polskiego rynku sztuki. Niestety ten blog jest administrowany przez osobę nie podającą swojej tożsamości do publicznej wiadomości, więc wierne grono fanów portalu nie wie komu może zawdzięczać dostęp do tych fascynujących treści.
Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom ciekawskich, przeprowadziłem wnikliwą analizę i postarałem się wyśledzić kto stoi za tym przedsięwzięciem.
Ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu wyszło, że założycielem tej domeny od 2015 roku jest
Pan KONRAD SZUKALSKI
Członek zarządu i współwłaściciel domu aukcyjnego Agra ART
W zakresie historii rejestracji tego zacnego błoga, wszystkie dostępne informacje techniczne są dołączone do niniejszego listu.  Domena ta została zarejestrowana przez Pana Konrada Szukalskiego prywatnie w 2015 roku u dostawcy home.pl. Później była przenoszona na serwery zagraniczne i anonimizowana, żeby zatrzeć ślady prowadzące do Pana Konrada Szukalskiego.  
Czemu ktoś, o takiej wiedzy i szczerej chęci naprawy polskiego rynku sztuki, chce pozostać anonimowy? Tego niestety może nie dowiemy się nigdy, ale możemy próbować domyślać się.
Wnikliwy odbiorca treści z www.polishartcorner.pl szybko zauważa, że ów bloger bardzo tendencyjnie i krytycznie wypowiada się o wszystkich liczących się domach aukcyjnych za wyjątkiem Agra Art. Czy może ma ukryty motyw dyskredytacji jednych, celem interesu innych?
Wpisy na blogu często mają charakter domniemania, czasem mniej, czasem bardziej uzasadnionego, mającego zniechęcić potencjalnych odbiorców danego dzieła sztuki, oferowanego przez jedną z galerii czy domów aukcyjnych. Czy w takim razie zniechęcenie potencjalnego klienta do danego zakupu lub sprzedawcy, może być korzyścią dla innych uczestników rynku? Na tak postawione pytanie, możemy założyć pozytywną odpowiedź,.
Szanowni Uczestnicy polskiego rynku sztuki, informacje zawarte w tym liście, użyjecie jak uznacie za stosowne. Możecie także je uznać za niewiarygodne, wszak osoba za nimi stojąca pozostaje anonimowa…. 

Pozdrawiam,

Szanowni Czytelnicy.

Właścicielem tej blogu i tej domeny NIE JEST p. Konrad Szukalski z Agry-Art. Nie znam go i nie rozmawiałem z tym Panem nigdy, przenigdy.

„Wnikliwa analiza” czytelnika jest nietrafna, choć pewne elementy są prawdziwe. Zatem od początku.

Blog założylem w 2013 roku na łamach WordPress i zauważyłem pewne zainteresowanie czytelników. Nosiłem się nawet wtedy z myślą kupienia domeny polishartcorner.com lecz rzeczywiście ok 2015 roku ubiegł mnie właściciel Agry-Art. Napisałem o tym otwarcie na blogu (proszę przewertowac lata 2014/15) czując się, że zostałem okradziony przez p. Szukalskiego lecz po roku nieaktywności, domena ta stała się znowu własnością do kupienia, co zrobiłem, płacąc ok $18. Zakup był na wolnym rynku. Poprzednie wpisy z lat 2013-16 przetransferowałem do zakupionej domeny. Jedyna prawdziwą w liście czytelnika jest informacja, że rzeczywiście p. Szukalski kupił tę domenę (spryciarz!!!) ale chyba na moje publiczne wytknięcie tej ‘kradzieży’ intelektualnej, zwrócił ją do banku domen. Pretensji do niego nie mam, choć miałem, gdy to odkryłem.

Pisałem również krytycznie o Agrze Art i proszę przewertować ponad 5,000 wpisów. Zanajdziecie takie wpisy.

O domach aukcyjnych czasami wyrażam się krytycznie, lecz robię to przypadkowo i to w kontekście zauważonych braku fachowości, sprzedaży falsów, przekrętów i to wszystko w relacji do mojego wpisu o aukcjach zagranicznych. Mógłbym ciągle pisać o tych przekretach, falsach, etc. ale moim zainteresowaniem jest coś innego, tj. pojawiające się prace polskich artystów na rynkach zagranicznych a nie na rynku polskim.

Autorowi listu brakuje i zdolności detektywistycznych w tropieniu i… rozumu, skoro myśli, że stoję za Agrą i walczę z pozostałym polskim światem antykwarycznym. Wierutna bzdura. Jest mi wszystko jedno kto z kim Polsce walczy i kto kogo w tej branży kopie po kostkach. Nie mam żadnego szczególnego uznania do Agry ani złości do innych domów. Agra jak widzę ma sezonowe aukcje i chyba dlatego lepiej dobiera ‘towar’ bo ma czas na przyjrzenie mu się dokładniej. Desa i SDA i kilka innych domów idą na ilość aukcji i wielki przemiał prac i może dlatego wszystkie te przykre dla klientów ‘wpadki’ domy aukcyjne mają zakodowane w swoim ryzykownym modelu biznesowym.

Drobnym blędem autora listu stanowi nazwa domeny: nie jest to polishartcorner.pl lecz polishartcorner.com. Każdy może sobie kupić polishartcorner.pl i pisać tam co mu się podba. Nie mam nic wspólnego z domeną o końcówce .pl.

Prawdą są końcowe uwagi autora listu do którego się odnoszę, że jego list można (i należy) odczytać jako niewiarygodny jak też prawdą jest, że autor polishartcorner pisze anonimowo. Przestańcie się ekscytować kto jest autorem blogu; jeśli chcecie czytać to czytajcie a jeśli nie chcecie to czytajcie co innego, np. Trybunę Ludu.

Blog ma charakter rozrywki dla mnie. Za blogiem stoję wyłącznie ja. Nie zarabiam na nim a dokładam do niego czas i pieniądze. Może ktoś chciałby go kupić? Poważne oferty proszę składać w zalakowanych kopertach. Hey, you never know! Pozdrawiam.

Erna Rosenstein (1913 – 2004)

Erna Rosenstein. Wodotrysk ognia (Fire Fountain), 1977

Wycena tej pracy na 200,000 euro jest bardzo śmiała i chyba tylko inwestorzy kryptocurrency, zwłaszcza ci spekulujący w platforme FTX, (nie) będą mogli sobie na nią pozwolić. Ciekawy będzie następny tydzień gdy ‘inwestorzy FTX’ przebudzą się ze snu o wypłukiwaniu z złota z powietrza. Udziały czyli „shares” spekukacji w sztuce pewnie wkrótce wylądują podobnie, czyli na śmietnisku historii.

Lot 54. Erna Rosenstein (1913-2004). Wodotrysk ognia (Fire Fountain), 1977. Oil on canvas; signed lower middle and dated lower right. 92, 5 x 74 CM – 36 3/8 x 29 1/8 in. EXHIBITIONS: Szczecin, Zamek Książąt Pomorskich, IX Festiwalu Polskiego Malarstwa Wspólczesnego, July-September 1978. New York, Hauser & Wirth, Erna Rosenstein?Once Upon a Time, April 23-July 31, 2020, reproduced on p. 117 of the exhibition catalog. Estimate 150,000 – 200,000 euro. Millon. 11/23/22. Not sold

Bolesław Biegas (Biegalski) (1877 – 1954)

Bolesław Biegas (Biegalski). Horses of Hell

Lot 118. Bolesław Biegas  1877 – 1954. Horses of Hell, bronze, black patina, signed, dated and located B. Biegas / Paris / 1904, inscribed Susse Fondeur Paris, numbered ¼. Cast in 1975, 53 by 64 cm; 20 ⅞ by 25 ⅕ in. Estimate 7,000 – 10,000 euro. Sotheby’s. 11/10/22. Sold 12,600 euro

Aż trzy odlewy rzeźb Bolesława Biegasa w Sotheby’s. Problem w tym, że są to odlewy pośmiertne. W przypadku jednej z nich (Horses of Hell) wiadomo, że jest to jeden z czterech odlewów wykonanych w 1975 roku. Nie ma takiej informacji o Wounded Life. Natomiast rzeźba Flame Dancer miała już (chyba) kilka serii odlewówi zdołalem naliczyc 12 egzemplarzy – niektóre sposród nich były pokazane wczesniej na łamach tego blogu. Dlatego powstaje dylemat: czy kupować wyłącznie odlewy wykonane za życia artysty, które przeszły przez jego ręce, czy też mając ogromną chęć zdecydować się na odlew pośmiertny. Odlew pośmiertny wykonuje właściciel gipsu i on ma władzę nad nią niemal absolutną; po piewszej serii może zdecydować się na drugą serię a potem na trzecią, itd. Można w ten sposób rozwodnić rynek by zaspokoić zapatrzebowanie. Sotheby’s jedynie w przypadku jednej rzeźby podaje rzetelnie, że to jest współczesny odlew. Dwie pozostałe zbywa milczeniem. Można jednak popatrzeć sobie na fofografie odlewów wykonanych za życia Biegasa by je odróżnić, choćby po patynie.


Bolesław Biegas (Biegalski). Wounded Life

Lot 119. Bolesław Biegas  1877 – 1954. Wounded Life, bronze, black patina, signed Boleslaw Biégas, with an indistinct inscription, 38 by 50 cm; 15 by 19 ⅔ in. Estimate 4,000 – 6,000 euro. Sotheby’s. 11/10/22. Sold 21,420 euro


Bolesław Biegas (Biegalski). Flame dancer

Lot 120. Bolesław Biegas  1877 – 1954. Flame dancer, bronze, black patina, signed, dated and located Boleslaw / Biegas / Paris 1907 / (indistinct inscription), with an old label to the reverse numbered 12, H. 50 cm; 19 ⅔ in. Estimate 4,000 – 6,000 euro. Sotheby’s. 11/10/22. Sold 4,788 euro

Władysław Bończa-Rutkowski (1840 – 1905)

Władysław Bończa-Rutkowski. Bauernhof in sommerlicher Landschaft, 1897

Malarz polskiej wsi.  W sieci mozna odszukać biograię tego artysty naisaną przez Tomasza Badowskiego „Przyczynek do badań nad życiem i twórczością Władysława Bończy-Rutkowskiego”. Zamieszczam poniżej dla zainteresowanych.

Lot 443. BONCZA Wladislaw (1840 – 1905 Polen) “Bauernhof in sommerlicher Landschaft“, im Vordergrund eine Bäuerin mit rotem Kopftuch, Stock und einem Korb unterm linken Arm, Ölgemälde auf Platte, links unten signiert und (19)97 datiert, 23×36,5cm. Opening 200 euro. Auktionhaus Karrenbauer. 06/25/22. Sold 500 euro

Stanisław Miarczyński

Stanisław Miarczyński. Aufbruch zur Jagd aus dem Schloss Pillica, 1903

Stanisław (?) Miarczyński to troche zagadkowy malarz. Brak jego biograii nawet w Słowniku Artystów Polskich. Sprzedaż jednej z jego prac została zarestrowana na polskich aukcjach a poza tym cisza. Jestem przekonany, że ktoś z czytelników (krewnych?) dotrze tutaj i uchyli kurtyny. Moim zdaniem, artysta miał dobry warsztat i dlatego warto posiadać taką (na razie) ciekawostkę. Obraz z aukcji niemieckiej sprzedano za 400 euro.

Lot 511. S. Miorczynski – Aufbruch zur Jagd aus dem Schloss Pillica/Piilicy, Polen, 1914 – Öl auf Karton, 74,5 x 34,5 cm, gerahmt. Signiert u. datiert, rückseitig. Estimate 300 euro. WETTMANN | Auktionshaus an der. 05/28/22. Sold 400 euro.

Podsumowanie 2021 roku

Na podsumowanie minionego roku prezentuję jak zwykle mapę przedstawiającą listę państw w których blog był czytany. Zauważyłem, że państwa obu Ameryk, włączywszy przesmyk Środkowej, za wyjątkiem trzech dawnych Gujan, są suto reprezentowane. W Europie, nie ma ani jednego wyjątku i blog cieszy się dużym powodzeniem. Azja jest również nieźle reprezentowana a jedynie Iran, Afganistan i Tadżykistan jak też Północna Korea mnie omijają. Australia z przyleglościami, za wyjątkiem Nowej Gwinei, czyta blog od dechy do dechy. Jedyne zaniedbanie widzę na kontynecie afrykańskim. Jest tam jeszcze wiele białych plam i postaram się to nadrobić w przyszłym roku, choć nie obiecuję poprawy – trudny to teren dla mnie. Dodam, że państwa arabskie są mi bardzo przyjazne i mam wśród nich doprawdę wielu zwolenników – proszę popatrzeć na Półwysep Arabski i Północną Afrykę. Chwalę mieszkańców Grenlandii (ok. 56,000 osób) za przeglądanie Polish Art Corner natomiast boli mnie, że na Szpicbergenie (populacja ok 3,000 osób) nie było ani jednego, choć to terrytorium norweskie. W sumie czytelnicy z 136 państw przewinęli się przez blog a najwięcej z nich miałem oczywiście w Polsce, następnie w Niemczech i USA. Tyle statystyki i nauki geografii na zamknięcie 2021 roku.

Blog jest dość popularny i czytany jest codziennie przez czytelników szukających informacji o polskim malarstwie na zagranicznych aukcjach. Takich wejść w dobry dzień może być kilka tysięcy. Nie potrafię powiedzieć ilu jest kolekcjonerów a ilu handlarzy – nie ma takiej metody identyfikacji. Sądzę, że tych drugich jest znacznie więcej. Informacje z mojego blogu są czasami podawane lub powielane na innych blogach, choć brakuje tam informacji o czerpanym źródle. Nawet ci ‘najlepsi’ nie potafią przełknąć słów „Polish Art Corner”. Wstyd panowie i panie z renomowanych polskich domów aukcyjnych i galerii. Ja nazwę Waszych firmy wymieniam a wy mnie ignorujecie!

Generalnie blog jest ignorowany przez polskie domy aukcyjne, choć je czasami gryzę widząc tam niedorzeczności i przekręty jasne jak słońce. Jedynie raz otrzymałem stamtąd list grożący mi procesem sądowym. Good luck to you if you wish to sue me! Im więcej waszych gróźb tym więcej mojej aktywności wokól was i bacznego przyglądania się waszym aukcjom.

Odzew czytelników jest jako taki. Generalnie widzę, że większość oczekuje dostać coś za darmo nie dając nic z siebie. Było jednak kilka znakomitych wyjątków, dzięki którym blog warto dalej prowadzić. Przede wszystkim udało mi się nakłonić Pana K. Z. (wszyscy chyba wiedzą kto kryje się pod tymi inicjałami) do pisania na stronie OFFSIDE, mającej 100% autonomiczność. Autor OFFSIDE dokłada wszelkich trudów by upowszechnić wiedzę o artystach, jak też wypowiada się bardzo spokojnie na kontrowersyjne tematy. Była w tym roku spora niespodzianka w postaci listu od czytelniczki z Rumunii, która odkryła nam wszystkim biografię polskiej malarki Haliny Ajdukiewicz, córki Tadeusza Ajdukiewicza. Dzięki tej informacji wszyscy nauczyliśmy się czegoś, zwłaszcza Desa-Unicum.

Do sukcesów zaliczam również korespondecję z wieloma ekspertami w dość wąskich dziedzinach sztuki. Gdy czegoś nie wiem o miniaturach to zawsze mam możliwość konsultacji z p. Markiem Klimkiem (https://miniatury.wordpress.com/), znam również eksperta białej broni i uzbrojenia jak też polskich sreber. Piszą też czytelnicy gdy zauważą mój błąd lub gdy chcą uzupełnić wpis. To bardzo ważne bo przecież jedynie dzięki wspólnej pracy i wymianie uwag blog istnieje w sieci.

Na listy prywatnie staram się odpowiadać nie na forum lecz osobnym majlem. Nie lubie listów z pytaniami „co pan sądzi o tym obrazie?” lub „czy warto kupić ten obraz i za ile” i takie pomijam. Generalnie nie udzialam rad w sprawie zakupów i nie daję typów co warto kupić a czego nie warto. Zostawiam to innym blogom i blogerom oraz ich sumieniu lub braku takiego.

Zapobiegam zalewaniu blogu przez spam i dlatego każda uwaga czytelników jest wpierw czytana przeze mnie a potem ewentualnie manualnie zatwierdzana. Niektórym się to nie podoba bo chcieliby dać wyraz swojej frustracji ale od tego są inne miejsca w sieci. Merytoryczne uwagi krytyczne zawsze wprowadzam i tych się nie obawiam. Jednak, niektórzy myślą, że jak coś napiszą to automatycznie będzie to na blogu – tak nie jest  i nie będzie w przyszłości.

Blog prowadzę nadal jako formę swojego hobby. Nie mam z niego żadnego dochodu a wręcz odwrotnie, dokładam nieco do niego. Wpisy proszę traktować jedynie jako moje opinie (free speech), gwarantowane mi prawem. Mam jednak coraz mniej czasu na prowadzenie blogu ze względów zawodowych. Stąd pojawiają się zaniedbania i brak wpisów na innych podstronach. Prawdopodobnie niektóre z nich zlikwiduję.

Rynek malarstwa jest obecnie rozgrzany w Polsce do czerwoności. Wygląda na to, że każdy obecnie potrafi udzielić innym rad co należy kupić a ceny przestały się liczyć. Ważne by kupić kawałek zamalowanego płótna. Polska prasa ekscytuje się kolejnymi pobitymi rekordami. Przewiduję, że w 2022 roku będzie podobnie bo rekordy po to się ustanawia by inni mogli je pobić. Przypomina to trochę sytuację amerykańskiej giełdy sprzed krachu w 1929 roku, gdy pucybut udzialał rad osobom postronnym o aukcjach na których da się zarobić. Polski rynek malarski przypomina mi również lokalną Amber Gold, czyli współczesną Ponzi Scheme, napędzaną tytułami gazet oraz wywiadami z oszołomionych do nieprzytomności z radości właścicielami domów aukcyjnych. Ale to jest tylko moja opinia. Życzę zatem udanych zakupów w 2022 roku lecz równocześnie wiele ostrożności przy podejmowaniu decyzji.

Do siego roku!