Roman Kochanowski (1857-1945), Water Mill, 1888. Mixed technique, watercolor on paper(en grissaille): 29 x 36 cm / 13.5 x 19.5 cm. Signed and dated lower left corner: “R. Kochanowski 1888”. Estimate: 2,099 – 2,565 EUR (wycena z kwietnia 2026). ArtKrak. 09/16/26
Jestem bardzo wrażliwy na pojawianie się falsyfikatów prac Romana Kochanowskiego na rynku, zwłaszcza polskim a szczególnie krakowskim. Krakowski ArtKrak sprzedaje falsyfikat pracy tego malarza, akwarelę, chyba już trzykrotnie. Mógłbym rozpisać się dlaczego oceniam ten obrazek jako wierutną bzdurę ale zrobię to jedynie na prośbę tej firmy. Pozdrawiam ekspertów i krakowskich koneserów również z ArtKraka.
“Każde dzieło sztuki, antyk, obiekt, który prezentujemy na aukcji i w sprzedaży bezpośredniej został dokładnie przeanalizowany i oceniony przez naszych ekspertów, opisany i sfotografowany, dzięki czemu możecie Państwo dokładnie poznać jego historię, wartość, ale też zobaczyć jak wygląda. Zajmujemy się sprzedażą wyłącznie oryginalnych dzieł sztuki, antyków i innych obiektów kolekcjonerskich, co jest gwarancją dla kolekcjonera, że otrzyma wyjątkowy przedmiot o wysokiej wartości kulturowej i historycznej.” (cytat ze strony https://www.artkrak.pl/)
Koresponduję od jakiegoś czasu z czytelnikiem, który w dobrej wierze kupił obraz polskiego artysty na jednej z aukcji w Niemczech. Obraz okazał się falsyfikatem i czytelnik próbował odzyskać pieniądze. O tym domu aukcyjnym pisałem wielokrotnie nazywając go ‘cygańskim’ lecz na prośbę czytelnika nie podaję jego nazwy. Czytelnik próbuje nadal odzyskać pieniądze, choć pierwsza sprawa w sądzie niemieckim nie zakończyła się jego korzyść. Warto przeczytać poniższy list czytelnika z przemyśleniami i pytaniami. Podobne sytuacje można zapewne spotkać na polskim rynku. Warto zwrócić uwagę jaka może być odpowiedzialność domu aukcyjnego w zależności od tzw. jego dysclaimers czy też opublikowanego regulaminu. Myślę, że wrócę w niedalekiej przyszłości do tego domu aukcyjnego bo, jak historia wskazuje, przynajmniej polskie domy aukcyjne czytają PAC i potrafią szybko reagować na własne pomyłki.
Falsyfikat na aukcji. Kto właściwie odpowiada?
Kupując dzieło sztuki na profesjonalnej aukcji, płacimy nie tylko za sam obraz. Płacimy także prowizję domu aukcyjnego — za jego markę, doświadczenie, katalog, opis, selekcję obiektów i, przede wszystkim, za zaufanie.
Co jednak dzieje się w chwili, gdy praca wystawiona bez żadnych zastrzeżeń pod nazwiskiem konkretnego artysty okazuje się, według specjalistycznych badań, falsyfikatem?
Niedawno przekonałem się, że odpowiedź na to pytanie wcale nie jest oczywista.
Obraz, który miał być oryginałem
Na zagranicznej aukcji kupiłem pracę przypisaną polskiemu malarzowi działającemu na przełomie XIX i XX wieku. Artysta nie był zresztą postacią całkowicie obcą niemieckiemu rynkowi sztuki — przez kilka lat studiował w Monachium i należał do szeroko rozumianego kręgu szkoły monachijskiej.
Opis katalogowy nie pozostawiał większego pola do interpretacji.
Podano pełne nazwisko artysty, daty jego życia, technikę, wymiary i informację o sygnaturze.
Dla kupującego przekaz był więc jednoznaczny: oferowana jest praca tego konkretnego autora.
Wylicytowałem ją i zapłaciłem cenę wraz z niemałą prowizją aukcyjną.
Wątpliwości pojawiły się szybko
Po otrzymaniu obrazu coś zaczęło mi się nie zgadzać.
Pracę obejrzały osoby od wielu lat związane z rynkiem sztuki. Ich opinia była krytyczna. Zasugerowano, że obiekt może być nieautentyczny.
Nie poprzestałem na ocenie „na oko”.
Zleciłem szczegółowy raport badawczo-konserwatorski przygotowany przez profesora zajmującego się konserwacją, technologią i badaniem dzieł sztuki wraz z zespołem specjalistów.
Przeprowadzono między innymi badania mikroskopowe, analizę papieru, analizę spoiw i pigmentów oraz badania instrumentalne.
Wyniki były bardzo poważne.
Według ekspertyzy podłoże posiada cechy papieru współczesnej produkcji, a nie materiału pochodzącego z okresu życia artysty. Wskazano także na zastosowanie techniki druku, na którą wtórnie nałożono fragmenty wykonane suchym pastelem.
Innymi słowy: badania nie potwierdziły autentyczności. Przeciwnie — ich wyniki wskazują, że praca została wykonana znacznie później.
Oryginał też się znalazł
Historia stała się jeszcze bardziej interesująca, kiedy udało się odnaleźć archiwalne zdjęcie autentycznego obrazu, który najwyraźniej posłużył jako wzór.
Kompozycja była niemal identyczna.
Eksperci zwrócili uwagę, że zakwestionowana praca mogła powstać poprzez wykorzystanie reprodukcji oryginału, a następnie jej dalsze opracowanie.
Nie przesądzam, kto ją wykonał.
Nie wiem, kiedy powstała.
Nie wiem też, kto jako pierwszy świadomie przedstawił ją jako oryginalne dzieło znanego artysty.
I właśnie tego rodzaju ostrożność jest w tej sprawie bardzo ważna.
Reklamacja i droga do sądu
O wynikach pierwszych konsultacji poinformowałem dom aukcyjny i zażądałem rozwiązania transakcji.
Próbowałem również zwrócić obraz, ale Dom Aukcyjny nie przyjął przesyłki.
Sprawa nie została załatwiona polubownie.
Ostatecznie trafiła do niemieckiego sądu.
Byłem przekonany, że spór będzie dotyczył przede wszystkim pytania:
czy dom aukcyjny sprzedał dzieło autentyczne, czy falsyfikat?
Tymczasem okazało się, że zasadniczy spór prawny może dotyczyć czegoś zupełnie innego:
kto właściwie był sprzedawcą?
„My tylko przeprowadziliśmy aukcję”
Dom aukcyjny powołał się na swój regulamin.
Zgodnie z nim obiekty sprzedawane są w imieniu i na rachunek osób, które powierzają je do sprzedaży.
Innymi słowy: dom aukcyjny twierdzi, że sam nie sprzedał mi obrazu. Był jedynie organizatorem aukcji i pośrednikiem, natomiast właściwym sprzedawcą była osoba, która dostarczyła dzieło.
Wobec tej osoby zapadło następnie nieprawomocne rozstrzygnięcie zaoczne, ponieważ nie stawiła się na rozprawie. Ma jeszcze możliwość skorzystania z przewidzianych prawem środków.
Formalnoprawnie konstrukcja domu aukcyjnego może mieć podstawy.
Tyle że z punktu widzenia kolekcjonera sytuacja wygląda co najmniej osobliwie.
Bo przecież to nie anonimowy właściciel dzieła:
przygotował katalog aukcyjny,
nadał pracy atrybucję,
umieścił przy niej nazwisko artysty,
wykonał fotografie,
zaprezentował obiekt klientom,
przeprowadził licytację,
pobrał prowizję.
Zrobił to profesjonalny dom aukcyjny.
Ile powinien sprawdzić profesjonalny dom aukcyjny?
Nie uważam, żeby każdą pracę przed aukcją należało poddawać kosztownym badaniom laboratoryjnym.
Byłoby to nierealne.
Nie można oczekiwać FTIR, XRF, badań mikroskopowych i analiz chemicznych przy każdym obiekcie o wartości kilkuset czy kilku tysięcy euro.
Ale istnieje ogromna różnica między specjalistycznym badaniem laboratoryjnym a podstawowymi oględzinami dzieła.
Czy osoba przyjmująca pracę do profesjonalnego domu aukcyjnego powinna obejrzeć jej rewers?
Czy powinna ocenić podłoże?
Czy powinna przyjrzeć się sygnaturze?
Czy powinna sprawdzić, czy rzekomo stuletni materiał rzeczywiście wygląda jak stuletni?
W moim przypadku ekspertyza zwróciła uwagę między innymi na bardzo jasne odwrocie papieru, brak typowego zażółcenia, brak kruchości i innych oznak charakterystycznych dla dawnego papieru.
To nie jest jeszcze dowód, że pracownik domu aukcyjnego musiał wiedzieć, iż ma do czynienia z falsyfikatem.
Ale jest to powód, aby zapytać:
czy profesjonalne oględziny w ogóle zostały przeprowadzone?
A może regulamin rozwiązuje wszystko?
Tu zaczyna się problem, który wykracza daleko poza mój obraz.
Dom aukcyjny jest instytucją zaufania rynkowego.
Gdyby chodziło jedynie o techniczne połączenie anonimowego sprzedającego z anonimowym kupującym, można byłoby zadać pytanie: po co właściwie płacić kilkanaście lub kilkadziesiąt procent prowizji?
Klient płaci za coś więcej.
Za selekcję.
Za wiedzę.
Za reputację.
Za profesjonalizm.
Za przekonanie, że ktoś przed nim przynajmniej obejrzał przedmiot i uznał, że można go publicznie zaoferować pod nazwiskiem określonego twórcy.
Dlatego tak interesujące jest pytanie, czy regulamin może sprowadzić odpowiedzialność domu aukcyjnego praktycznie do zera.
„My tylko wystawiliśmy. Za przedmiot odpowiada właściciel.”
Jeżeli tak ma działać profesjonalny rynek sztuki, pojęcie zaufania wymaga chyba ponownego zdefiniowania.
Niemieckie sądy już zajmowały się podobnymi problemami
Sprawa wcale nie jest pozbawiona precedensów.
W niemieckim orzecznictwie pojawiały się już procesy dotyczące falsyfikatów sprzedawanych przez profesjonalnych uczestników rynku sztuki.
W jednej ze znanych spraw dotyczących falsyfikatu przypisanego niemieckiemu ekspresjoniście sąd badał właśnie odpowiedzialność domu aukcyjnego za stworzenie w katalogu wrażenia pewnego autorstwa dzieła bez wystarczających podstaw do tak jednoznacznej atrybucji.
W innym orzeczeniu niemiecki sąd najwyższej instancji zwracał uwagę, że ograniczenie odpowiedzialności aukcjonera nie musi chronić go w sytuacji, gdy nie dochował oczekiwanej od profesjonalisty staranności.
Nie oznacza to oczywiście, że każda podobna sprawa musi zakończyć się odpowiedzialnością domu aukcyjnego.
Okoliczności są różne.
Wartość dzieła jest różna.
Zakres koniecznej weryfikacji także może być różny.
Ale samo stwierdzenie:
„sprzedawcą był komitent, więc my nie mamy z tym nic wspólnego”
nie wyczerpuje, moim zdaniem, wszystkich pytań.
I wtedy pojawił się drugi falsyfikat
Jest jeszcze jedna okoliczność.
Na tej samej aukcji inny kolekcjoner z Polski kupił pracę przypisaną innemu polskiemu artyście.
Ta praca również została następnie zakwestionowana.
Jej właściciel dysponuje profesjonalną ekspertyzą stwierdzającą brak autentyczności.
Podkreślę bardzo wyraźnie:
dwa falsyfikaty na jednej aukcji nie są dowodem, że dom aukcyjny świadomie oferował fałszywe dzieła.
Nie mam podstaw, aby coś takiego twierdzić.
Ale dwa niezależne przypadki pozwalają już zasadnie zapytać o procedurę przyjmowania i weryfikowania obiektów.
Czy oba dzieła pochodziły od tej samej osoby?
Czy miały podobną historię własności?
Jak zostały przedstawione domowi aukcyjnemu?
Czy posiadały dokumentację proweniencji?
Kto podejmował decyzję o przypisaniu ich konkretnym artystom?
Czy pracownik domu aukcyjnego je oglądał?
To pytania, na które chciałbym poznać odpowiedź.
Kto stoi na początku łańcucha?
Osoba formalnie wskazana jako sprzedająca jest w bardzo podeszłym wieku.
Nie zamierzam na tej podstawie wyciągać żadnych wniosków.
Nie wiem, czy wiedziała, że praca może być nieautentyczna.
Nie wiem, skąd ją otrzymała.
Nie wiem, czy działała samodzielnie.
Nie wiem też, czy miała jakikolwiek kontakt z osobą, która wykonała falsyfikat.
Byłoby nieodpowiedzialne przedstawianie przypuszczeń jako faktów.
Ale właśnie dlatego interesujące staje się pytanie o prawdziwą proweniencję obrazu.
Kto go wykonał?
Kto pierwszy przedstawił go jako oryginał?
Jak trafił do osoby, która oddała go do domu aukcyjnego?
Czy wcześniej był już oferowany?
Czy istnieją inne podobne prace?
To być może znacznie większa historia niż zwykły spór o zwrot ceny jednego obrazu.
Cywilny spór i zupełnie inne pytanie
Moja sprawa rozpoczęła się bardzo prosto.
Chciałem odzyskać pieniądze za dzieło, które — zgodnie z przeprowadzonymi badaniami — nie jest tym, za co je sprzedano.
Do tego dochodzą koszty ekspertyzy, obsługi prawnej i postępowania.
Nie planowałem prowadzić śledztwa dotyczącego rynku falsyfikatów.
Ale w pewnym momencie pojawia się pytanie, którego trudno już nie zadać:
kto faktycznie wprowadził ten obiekt do obrotu jako dzieło konkretnego artysty?
Nie oznacza to oskarżenia domu aukcyjnego.
Nie oznacza oskarżenia właściciela pracy.
Nie oznacza też, że wiadomo, kto wykonał falsyfikat.
Oznacza tylko, że gdzieś w historii tego przedmiotu musiał istnieć moment, w którym współczesna praca otrzymała nazwisko artysty zmarłego kilkadziesiąt lat wcześniej.
I ktoś musiał zrobić to pierwszy.
Najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi
Cała ta historia prowadzi mnie do pytania znacznie szerszego niż mój proces:
za co właściwie odpowiada profesjonalny dom aukcyjny?
Jeżeli za autentyczność odpowiada wyłącznie anonimowy lub nieznany kupującemu komitent, to jaką rzeczywistą ochronę daje marka domu aukcyjnego?
Czy katalog jest tylko reklamą?
Czy nazwisko artysty w katalogu jest stwierdzeniem, czy jedynie informacją przekazaną przez właściciela?
Jaki zakres weryfikacji poprzedza publikację takiego nazwiska?
I czy kupujący powinien przed każdą licytacją zatrudnić własnego historyka sztuki, konserwatora i laboratorium?
Jeżeli odpowiedź brzmi „tak”, profesjonalny obrót aukcyjny traci sporą część swojego sensu.
Zaufanie też powinno mieć wartość
Rynek sztuki zawsze będzie obszarem ryzyka.
Nie istnieje stuprocentowa pewność.
Pomyłki ekspertów się zdarzają.
Atrybucje się zmieniają.
Nowe badania potrafią podważyć opinie obowiązujące przez dziesięciolecia.
Ale czym innym jest naukowa dyskusja dotycząca autorstwa, a czym innym sytuacja, w której materiał, na którym wykonano pracę, według badań pochodzi z okresu późniejszego niż życie artysty.
W takich przypadkach kupujący ma prawo oczekiwać czegoś więcej niż wskazania palcem na osobę, która dostarczyła obraz.
Bo jeśli dom aukcyjny czerpie swoją wartość z zaufania, to odpowiedzialność za sposób budowania tego zaufania również powinna mieć swoją wagę.
Moja sprawa jeszcze się nie zakończyła.
I być może najciekawsze pytania dopiero czekają na odpowiedź.
Nota autora: Tekst opisuje rzeczywisty, trwający spór dotyczący dzieła sztuki. Ze względu na nieprawomocny charakter części rozstrzygnięć oraz ochronę dóbr osobistych celowo pominięto nazwy instytucji i dane osób uczestniczących w sprawie. Informacje o nieautentyczności prac odnoszą się do wniosków wynikających z wykonanych ekspertyz. Tekst nie przesądza odpowiedzialności karnej ani świadomego udziału którejkolwiek osoby lub instytucji w wprowadzaniu falsyfikatów do obrotu.
Lot 109. KISLING, Moïse, 1891–1953: Pensive Young Girl, ca. 1938. Oil on canvas, bearing the artist’s signature stamp in the lower right corner. 25×19 cm. Provenance: Guy Kisling-Sanary. Bibliography: This work will be included in the supplement to the catalogue raisonné, Vol. IV, currently being prepared by M. Ottavi. Estimate €15,000 – 16,000. Chaville Enchères. 07/19/26. Sold €13,500
Portrety Kislinga charakteryzują się niezwykle precyzyjnym z delikatnym, gładkim modelunkiem skóry o ciepłym, złocistym odcieniu, kontrastującym z gęstymi, mocno zakreślonymi konturami włosów i rysów twarzy. Jego znakiem rozpoznawczym są duże, migdałowe, głęboko cieniowane oczy o melancholijnym, nieco odległym spojrzeniu, widoczne właśnie na tym obrazie, oraz stylizowane, dekoracyjne fryzury (tu: gęste, kręcone grzywki i długie, faliste włosy spływające na ramiona). Kisling malował głównie młode kobiety i dzieci, nadając im często nieco baśniowy, wystylizowany charakter, łączący realizm z elementami dekoracyjnego stylizowania rodem z art déco.
Tło obrazu, surowe, przetarte, w odcieniach srebrzystej szarości i beżu, jest typowym dla Kislinga zabiegiem: kontrastuje ono z gładko wypracowaną twarzą, kierując całą uwagę widza na intensywne spojrzenie modelki. Prace tego typu z okresu międzywojennego (a także powojennego, gdy Kisling powrócił do Paryża po latach spędzonych w USA podczas II wojny światowej) należą dziś do najbardziej cenionych i rozpoznawalnych na rynku sztuki polskiej i francuskiej pierwszej połowy XX wieku.
Dwa obrazy sprzedawane w tym samym domu aukcjnym. Portret dziewczyny jest niewspółmiernie tani porównując do malowanych przez Kislinga wielokrotnie mimóz w wazonach. Być może mimozy wyglądają lepiej w naturze bo słabiutkie fotografie, które mają reprezentować oba obrazy mogą nie oddawać rzwczywistych walorów. Moim zdaniem warto zainteresować się tym maleńkim portretem dziewczyny i poczekać na tańsze ‘mimozy’.
Mojżesz (Moise) Kisling. Mimosas on a Green Background
Lot 107. KISLING, Moïse, 1891–1953: Mimosas on a Green Background, 1925. Oil on canvas, unframed, 55×40 cm. Certificate by J. Kisling Bibliography: Fels, p. 16; Kisling T, III, no. VI. Estimate €70,000 – 100,000. Chaville Enchères. 07/19/26. Sold €72,000
Lot 5232224. MARIAN STRONSKI. Oil on canvas, Poland, signed. Frame approx. 63 x 53 cm. Estimate €182. Auktionsverket Norrköping. 07/14/26. Sold €692
Ciepły obraz przedstawiający portret młodej dziewczyny lub może chłopca w dużym, ciemnym kapeluszu z szerokim rondem, ubranej w luźny, jasny płaszcz lub pelerynę, z jasnymi, potarganymi włosami opadającymi na ramiona. Kompozycja jest typowa dla Strońskiego jako portrecisty, ciepła, ziemista paleta barw (brązy, ochry, przydymione szarości tła), miękkie, impresjonistyczne modelowanie światła na twarzy kontrastujące z gęstszym, bardziej zamalowanym tłem, oraz intymne, bliskie ujęcie modela patrzącego wprost na widza. Stylu z okresu międzywojennego, czasu, gdy tworzył studia portretowe wieśniaków i dzieci z okolic Przemyśla i Lwowa, znane z żywej, ciepłej kolorystyki.
Władysław Karol Szerner. A Rider Crossing a Stream
Lot 56. Wladislaw Karel Szerner (Przybenice 1870–1936 Wosniki). A Rider Crossing a Stream, signed W. Szerner jun., oil on panel, 40 x 50 cm. Estimate €2,000 – 2,400. Dorotheum. 06/23/26. Sold €2,200
Można odnieść wrażenie, że jest kopia obrazu Władysława Szernera wykonana przez jego syna Władysława Karola Szernera. Karol Szerner próbował własnych sił na polu malarskim, nawet wystawiał swoje kompozycje, lecz dorównać ojcu mu się udało. Scena na płótnie jest dość prozaiczna a wykonanie nie jest porywające. Dlatego skłaniam się, że jest to raczej oryginalna kompozycja Karola Szernera.
Leszek Piasecki. Pferdekutschen auf dem Weg zum Markt
Lot 1216. Piasecki, Leszek (1928 Lemberg – 1990 Vienna), “Pferdekutschen auf dem Weg zum Markt“, Oil on canvas, signed lower left Leszek Piasecki, 70.5 x 121.5 cm. Provenance: Privately owned in the Rhineland for decades. Estimate €500 – 750. Auktionshaus Plückbaum. 06/20/26. Sold €1,500
Jedna z bardziej udanych kompozycji Leszka Piaseckiego.
Interwencja UOKiK na rynku sztuki. Pod lupę wzięto największe domy aukcyjne
Po interwencji Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów największe domy aukcyjne w Polsce wyeliminowały działania mogące wprowadzać w błąd i zmieniły swoje regulaminy.
Jak poinformował w poniedziałek urząd antymonopolowy, postępowania wyjaśniające objęły pięć największych domów aukcyjnych sprzedających dzieła sztuki: Desa Unicum, Sopocki Dom Aukcyjny, Dom Aukcyjny Polswiss Art, Agra Art oraz Rempex. Sprawdzono wzorce umów i regulaminy oraz procedury reklamacyjne.
Pracownicy podawali się za uczestników i podbijali ceny na licytacjach
Zastrzeżenia Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczyły m.in. ujętych w regulaminach sytuacji, w których aukcjonerzy czy pracownicy domów aukcyjnych mogli brać udział w licytacjach, podając się jednak za zwykłych klientów. Ich celem było osiągnięcie tzw. ceny gwarancyjnej. Jak wyjaśniono, chodzi o minimalną kwotę, za jaką przedmiot może zostać sprzedany. Jest to poufna cena uzgodniona między sprzedającym a domem aukcyjnym. Tymczasem z analizy Prezesa UOKiK wynika, że cztery z pięciu sprawdzanych domów aukcyjnych: Desa Unicum, Sopocki Dom Aukcyjny, Agra Art i Rempex zastrzegały sobie możliwość uczestniczenia we własnych aukcjach – ich pracownicy, podając się za zwykłych klientów mogli licytować przedmioty do ceny gwarancyjnej, czasem przebijając swoje własne oferty. Jak zaznacza urząd antymonopolowy, takie działanie zniekształca obraz rzeczywistego zainteresowania licytowanym dziełem i może prowadzić do sztucznego zawyżenia ceny końcowej.
Kwestionowane były także inne praktyki i postanowienia umowne w poszczególnych domach aukcyjnych. Wątpliwości Urzędu wzbudziło m.in. ograniczanie lub wyłączanie odpowiedzialności za ukryte wady fizyczne oraz prawne obiektów, błędy w opisach przedmiotów, możliwość zmieniania warunków aukcji już po jej rozpoczęciu. Prezes UOKiK interweniował także w sprawie klauzul dotyczących wycofywania przez aukcjonera obiektu bez ważnych i obiektywnych przesłanek, możliwości ponownego przeprowadzania licytacji po udzieleniu przybicia, a także wprowadzania zmian w opisach katalogowych. Zwrócił również uwagę na błędnie wskazywane terminy dotyczące odstąpienia od umowy, składania reklamacji oraz udzielania na nie odpowiedzi.
Domy aukcyjne zmieniły regulaminy
W komunikacie przekazano, że w trakcie prowadzonego postępowania wyjaśniającego wszystkie badane domy aukcyjne współpracowały z Urzędem i dostosowały się do uwag Prezesa UOKiK.
Dzięki naszej interwencji i podjętemu dialogowi z największymi graczami na rynku dzieł sztuki udało się zapewnić transparentne warunki licytacji. Domy aukcyjne zmieniły regulaminy i niekorzystne dla konsumentów postanowienia umów, a także wyeliminowały możliwość sztucznego podbijania cen. W trakcie postępowania wypracowane zostały wyższe standardy działań, zaś miłośnicy sztuki nie będą narażeni na zachowania wprowadzające w błąd – podkreślił cytowany w komunikacie Prezes UOKiK Tomasz Chróstny.
Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów pokiwał paluszkiem w kierunku kilku najważniejszych polskich domów aukcyjnych. Te przyrzekły poprawę i na tym się skończyło. Dobrze, że opublikowano te obserwacje o których większość dobrze wiedziała, lecz jest wiele możliwości by nadal podbijano ceny w podobny sposób. Wydrukowano czarno na białym o ‘uczciwym’ podejściu do klienta przez wymienione domy aukcyjne w Polsce. Liczę, że artinfo.pl zamieści na ten temat jakiś komentarz.
Józef Czapski. Pierre Vial on stage performing Faust at the Théâtre National de Chaillot, 1981
Lot 280. Joseph CZAPSKI (1896-1993). Pierre Vial on stage performing Faust at the Théâtre National de Chaillot, 1981. Oil on canvas. Signed and dated (19)81 lower center. 100 x 72 cm. Provenance: – Direct commission from Pierre Vial to the artist, with whom he maintained a close friendship over the years. The painting shows a scene from Faust, directed by Antoine Vitez in 1981 at the Théâtre National de Chaillot. Pierre Vial played the character of Wagner and several other minor roles, including the “snail”, most probably the subject of the painting. Estimate €5,000 – 7,000. Magnin Wedry. 04/17/26. Sold €11,000
Dokładny opis dołączony jest do oleju przedstawiającego mężczyznę na czworakach. Myślę, że to wystarczy. Natomiast rysunek ma wiele napisów autorskich ołówkiem i trudno jest potwierdzić datę na podstawie fotografii.
Józef Czapski. The pensive man
Lot 43. Joseph CZAPSKI (Prague 1896 – Maisons Laffitte 1993). The pensive man. Created in 1954. Watercolor and pencil on paper 20 x 13 cm. Monogrammed and dated lower right “J/CZ 54”. Estimate €1,000 – 1,500. Millon. 04/14/26. Sold €2,200
Lot 547. Józef von Brandt (Szczebrzeszym 1841–1915 Radom). Encounter – Polish Peasant Wagon, signed Józef Brandt Monachium z Warzawa, oil on canvas, 61 × 100 cm, framed. Provenance: Kunsthaus Peiffer, Dusseldorf, Winter 1970; Acquired from the above – Private Collection, Germany. Compare: Ewa Micke-Broniarek, Krystyna Znojewska-Prokop, Józef Brandt 1841–1915, vol. 2, Warsaw 2018, p. 226, no. I.188. Estimate €150,000 – 250,000. Dorotheum. 04/29/26. Sold €250,000
Znakomity olej Józefa Brandta na kwietniowej aukcji w Dorotheum. Austriacki dom aukcyjny ma problem z wyceną bo €100,000 w lewo czy prawo to spora suma. Obraz uderzająco podobny w koncepcji do dużego płótna “Spotkania na moście” z 1884 roku z MN w Krakowie.
Józef Brandt.Spotkanie na moście, 1884. Olej, płótno, 100 x 200 cm. Muzeum Narodowe w Krakowie
Maurycy Gottlieb. Portrait of a woman with a ruff, 1879
Lot 5. Maurycy GOTTLIEB (1856 Drohobytch – 1879 Krakow). Portrait of a woman with a ruff. Executed in 1879. Oil on canvas 57.5 x 49.5 cm. Signed and dated lower right “M Gottlieb 879”. Provenance : Drummond Hamilton family collection, Paris Private collection, Paris (presented at Desa sale on 10/19/2023, lot 34). Estimate €40,000 – 60,000. Millon. 04/14/26. Sold €40,000
W katalogu marcowej aukcji „Ecolle de Paris” w Millon znajduje się kilkanaście poloników wśród których być może najciekawszym jest obraz Maurycego Gottlieba „Portret kobiety w kapeluszu”, wyceniony na €40,000 – 60,000. Jest to ciekawy przypadek do omówienia na PAC z kilku względów. Artysta żył i tworzył bardzo krótko, jest bardzo ceniony wśród historyków sztuki i stworzył w sumie niewiele prac. Każda z nich jest wydarzeniem rynkowym. Jednak, w przypadku obrazu wystawionego w Millon jest nieco inaczej. Wg opisu katalogowego, obraz ten sięga proweniencją kandyjskiej kolekcji stworzonej przez Georga Aleksandra Drummonda (1829 – 1910) oraz jego żonę Julię Parker Hamilton (1860 – 1942). W jaki sposób i kiedy obraz ten z tej kolekcji trafił na rynek to nie zostało wyjaśnione. Wiadomo, że olej ten znalazł się w Paryżu i właściciel postanowił go spieniężyć. Gdzie najlepiej sprzedaje się polską sztukę? Wiadomo, że w Polsce. Obraz znalazł sie Desie-Unicum i tam w 2022 roku (12/08/22) wyceniono go aż na 600,000 – 800,000 zł (€128,000 – 170,000), lot 23, jako „Portret młodej kobiety w kapeluszu”. Obrazu wtedy nie sprzedano lecz w następnym roku (10/19/23) Desa usiłowała go sprzedać po raz wtóry, tym razem z upustem cenowym ok 25% bo w wyceną 450,000 – 600,000 zł (€98,000 – 130,000), jako lot 34. Sprzedaż ta powtórnie się nie udała. Obecna wycena tego obrazu w Millon jest rozpaczliwa (€40,000 – 60,000) bowiem stanowi zaledwie ok 30% pierwszej wyceny w Desie-Unicum. Jak można dopuścić by obraz nagle stracił 70% szacunkowej wartości i to po ‘touree’ w Desie-Unicum?
O autentyczności tego portretu powinni wypowiedzieć się muzealnicy a nie blogerzy. Proweniencję sięgającą kolekcji rodziny Drummond Hamilton należy potwierdzić dokumentacją. Myślę, że pracownicy Desy-Unicum wyrządzili sporą szkodę właścicielowi obrazu tą swoją mocno zawyżoną wyceną (do €170,000). Inna sprawa, że właściciel obrazu był zbyt chytry lub dał się zbyt szybko przekonać o łatwości sprzedaży w Polsce. Obraz ten dwa razy ‘spalił się’ na aukcjach w Desie i ta informacja poszła w świat. Kolekcjonerzy obawiają się prac, które nie sprzedają się (w tym przypadku nawet powtórnie), a cena szacunkowa zamiast rosnąć maleje. Obecna wycena tej pracy Maurycego Gottlieba wygląda teraz na próbę sprzedaży za wszelką cenę bo cena wyściowa w Millon pewnie będzie niższa od €40,000.
Nie ulega wątpliwośći, że obraz ten został źle wyceniony w Desie Unicum. Prawdopodobnie, gdyby nie pazerność sprzedającego oraz chciwość domu aukcyjnego to obraz zostałby w 2022 roku sprzedany za polską cenę rynkową. Obecnie trzeba liczyć na łut szczęścia.
Warto porównać ten portret z portretem Anny, siostry Maurycego Gottlieba, powstałym w 1877 roku. Twarz Anny jest bardzo plastyczna, twarz kobiety w kapeluszy z obecnej aukcji jest dość płaska. Może to jest powodem ostrożności kolekcjonerów?
Maurycy Gottlieb. Portret siostry artysty Anny, ok. 1877-78. Olej, 27 x 22 cm. MNW