Jean Lambert-Rucki (1888 – 1967)

Jean Lambert-Rucki. Kubistische Stadtansicht. Zugeschrieben

Bardzo podoba mi się przemiana jaka nastąpiła w Auktionhaus Wend od momentu, gdy około rok temu wymieniliśmy między sobą korespondencje na temat falsyfikatów polskiego malarstwa, które ten dom aukcyjny przyjmował na swoje aukcje. Jak się okazało, nie mieli po prostu wiedzy i uzawali wszystko za dobre z tego co szmaciarze przynosili im na aukcję. Poprawiło się i obecnie znajdują się tam co prawda prace noszące polskie nazwiska, ale bardzo wyraźnie napisane jest obok nich słowo ‘zugeschrieben’. To do pewnego stopnia zapobiegnie zakupom przez osoby mało świadome ale pewnie też znajdą się mądrzejsi, którzy pominą to słowo licząc na swoją przeogromną wiedzę i wiarę we własny intelekt.

W katalogu obecnym jest wyraźnie napisane, że praca Jana Lamberta-Ruckiego jest przypisana temu malarzowi. Dodatkowo, mamy informacje na blogu, dostarczone przez p. Krzysztofa Zagrodzkiego, mówiące o potencjalnym współautorstwie tego typu prac z lat 20-tych XX wieku z córką malarza, Marą Rucki. Mogą to być nawet jej wyłącznie prace. Do czego zdążam: otóż w Polsce nie tak dawno Desa-Unicum sprzedała z podobnego okresu kolorową pracę kubistyczną Jeana Lamberta Ruckiego (Ulica, aukcja 12 sierpnia 2021) za 38,000 złotych (wycena była 40,000 – 60,000 złotych). W opisie nie było słowa, że praca jest jedynie przypisana i firma ta znalazła jelenia, który teraz ryczy i wali głową w dom na Pięknej 1A. Co ciekawe, obraz ten był licytowany w Desie w grudniu 2020 roku i został sprzedany za 40,000 złotych. Nie wiem co tam się działo w kuluarach Desy po tej pierwszej sprzedaży lecz po 9 miesiącach obraz stracił na wartości 2 tysiące złociszy zamiast – jak to zwykle bywa w tym domu aukcyjnym – wzrosnąć w cenie o 100%. Jakaś nieczysta siła to sprawiała a czytelnikom zostawiam pole do domysłów. To o czym piszę nazywa się przejrzystością handlu sztuką. Pisałem o tym dokładnie w dziale Opinie (https://polishartcorner.com/opinie/).

Może tak się zdarzyć, że obraz z Wendla wyląduje w Desie (bo tam, jak widać na przykładzie, przyjmują zugeschrieby jak najprawdziwsze czyste złoto) i wtedy znowu będę miał o czym pisać. Ile taka praca jest warta to trzeba popatrzeć na rynek francuski lub jak teraz na niemiecki. Tyle, że tam być może nie mają zielonego pojęcia o wycenach.

Lot 4147. LAMBERT-RUCKI, Jean zugeschrieben(1888 Krakau – 1967 Paris). Kubistische Stadtansicht. Öl auf Karton. Signiert. 60 x 78 cm. Gerahmt76 x 95 cm. Profilierter Goldrahmen, Passepartout mit Leinenbezug. Auf dem Rahmen Klebezettel: Galerie Vaujany Lambert-Rucki, Maler, Grafiker und Bildhauer. Studierte an der Kunstschule in Krakau. Seit 1911 in Paris ansässig. Studierte dort an der Académie Colarossi. Arbeitete in verschiedenen Stilen und Medien. Regelmäßig auf internationalen Ausstellungen vertreten. 1932 französischer Staatsbürger * Partnerauktion Bergmann. Opening 240 euro. Auktionshaus Wendl. 10/27-30/21

Ulica. Źródło: Desa-Unicum. AUkcja 21 sierpnia 2021. Cena sprzedaży 38,000 złotych

5 thoughts on “Jean Lambert-Rucki (1888 – 1967)

  1. Blogführer w komentarzu wyraził zdziwienie, że cena dzieła spadła a nie wzrosła. By wyjaśnić ten paradox, posłużę się poniższym teoretycznym przykładem. Potraktujmy to jako niedzielną szkółkę wiedzy tajemnej.

    Zamawiamy u studenta obrazek w stylu np. Jana Kowalskiego. Koszt 200 EUR.Wstawiamy go za 340 EUR do niemieckiego domu aukcyjnego.Tenże dom aukcyjny zaznacza, że obrazek jest przypisany Kowalskiemu. To zniechęca prawdziwych kolekcjonerów. Decydujemy się na działanie równoległe. Nasz człowiek uczestniczy w licytacji do wysokości 1000 EUR. 2 sytuacje są możliwe:

    a. ktoś kupuje obrazek za 1000 EUR+. Zarobiliśmy więc 800 EUR.Też dobrze, bo mamy kilkanaście takich obrazków w różnych domach aukcyjnych w sprzedaży. Da się wyżyć.

    b.nikt nie przelicytował naszego człowieka. Zostajemy więc z obrazkiem którego koszt produkcji podskoczył dla nas o prowizję domu aukcyjnego.Powiedzmy 300 EUR. Tak więc koszt produkcji obrazka wzrósł do 500 EUR. Za to obrazek ma już proweniencję.

    Teraz czas na duży skok. Wstawiamy obrazek do np. Sopockiego Domu Aukcyjnego(SDA). Tym razem mamy dwóch ludzi do licytowania, tak by dojść do sumy przez nas oczekiwanej(określamy ją np. na 10 tys EUR). Znowu mamy alternatywę:

    a. realny kupiec przebił naszych ludzi, czyli nasz zarobek wynosi: 10.000 EUR -500 EU(koszty) – 300 EUR (licytujące słupy )= 9.200 EUR. Da się wyżyć.

    b.znowu sami odkupiliśmy obraz od siebie. Koszt obrazka wzrósł więc o kolejną prowizję domu aukcyjnego czyli około 2500 EUR. Obrazek kosztuje nas więc w międzyczasie circa 3.300 EUR.

    Znowu wstawiamy obrazek do domu aukcyjnego. Tym razem wszyscy wiedzą o wartości rynkowej obrazka z poprzedniej licytacji. Plotki mówią że właściciel sprzedaje bo jest w kłopotach finansowych.

    a.Obrazek schodzi na licytacji za „zaledwie” 7000 EUR. Odejmujemy więc koszty 3300 i zostajemy z zyskiem 3.700 EUR. Da się wyżyć.

    Jeżeli nie udało się, to odczekujemy i powtarzamy cały proces raz jeszcze. Jeśli mamy cierpliwość i pieniądze, to Kowalski zdobi nasz salonik do czasu aż znajdzie się nabywca. Takie proste perpetuum mobile. W grze mamy równolegle 5-10 obrazków na różnym etapie “produkcji”

    Schemat dobry, słabością jego są jednak wysokie koszty kolejnych prowizji domu aukcyjnego.
    Nagle przypominają nam się słowa Bertolda Brechta. Czymże jest napad na bank w porównaniu z założeniem banku ? Krzyczymy Eureka i zakładamy dom aukcyjny.
    Fazit: Czytajcie Brechta bo wielu w Polsce już go przeczytało i domy aukcyjne założyło. W tym duchu pozdrawiam, przepraszając za germanizmy w słowach i myślach, ze słonecznego dziś Berlina

  2. Blogführer dziękuje Adamowi Danzinger(owi) za kolejny wykład, po przeczytaniu którego oczy mu się szeroko otworzyły i nie dają się już zamknąć.

    Słabą stroną tej opisanej działaności jest brak proweniencji prac, na co chyba mało kto już zwraca uwagę, a mocną stroną jest sprytny przemiał szmelcu na gotówkę. Dodatkowo, świadomość, że domy aukcyjne biorą udział w tym procederze jest porażająca i może wyjść szeroko na jaw jako, że liczba czytelników Polish Art Corner rośnie co miesiąc w postępie logarytmicznym 😊.
    Wnioskuję zatem o zamknięcię tego blogu lub przekazanie go w ręce jednego z polskich domów aukcyjnych by jedynie radosne komentarze mogły być publikowane. Precz z mącicielami. Czekam na oferty. Amen.

    • Pisanie na blogu, nawet negatywnie, nie jest ze szkodą dla interesu. Jak to się mówi w tych kręgach, ważne żeby o nas mówili, dobrze czy źle, to nie ma znaczenia. Na studiach uczono mnie w ramach filozofii marksistowskiej o alienacji jednostki w społeczeństwach zachodu. Nie wierzyłem. Teraz wiem, że akurat w tym Hegel i Marx mieli rację. Mądry emigrant po szkodzie. Myślę, że się uzupełniamy. My krytyczni i oni bezkrytyczni. Naszym zadaniem jest szczekanie, zaś zadaniem karawany(czyli rynku handlu sztuką) jest iść dalej. Hau, hau z Berlina.

  3. a ja sie zastanawiam czy – wg autora bloga – to byłaby dobra, słaba czy średnia praca Ruckiego gdyby jakimś cudem okazała sie autentyczna? jak ją ocenić przyjmując , że – jakimś cudem – byłby to autentyk.
    wg mnie całkiem spoko. do kuchni to w ogóle idealna bo ma cytryne. a wg autora?

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s