
Lot 55. JOSEPH UNIERZYNSKI (POLISH, 1863-1947). Christ and a Woman Taken into Adultery. Oil on canvas. Signed lower left. Property from a Upper East Side, NYC collection. Dimensions: 36.25″ h x 52″ w. (unframed). Estimate $400 – 600. Clarke Auction Gallery. 09/13/26

Józef Unierzyski, zięć Jana Matejki i wieloletni profesor rysunku w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych, pozostał przez całe życie wierny malarstwu akademickiemu, obojętny wobec prądów modernistycznych. Tematyka religijna, obok portretu i scen historycznych, stanowiła stały punkt jego twórczości, a scena Chrystusa i jawnogrzesznicy doczekała się u niego przynajmniej dwóch wersji: wcześniejszej z 1912 roku oraz autorskiej repliki z 1920 roku, przedstawionej na aukcji w Desie-Unicum.

Obie wersje dzielą tę samą, dość klasyczną strukturę: po lewej stronie grupa oskarżycieli i świadków sceny, w centrum Chrystus w geście wybaczającego, otwartego ruchu dłoni, po prawej starzec podtrzymujący omdlewającą, na wpół obnażoną kobietę, w tle drzewo i pejzaż otwierający się ku morzu lub jeziorze o zachodzącym słońcu. Ten sam układ figur, te same gesty i podobne proporcje przestrzeni sugerują, że wersja z 1920 roku jest istotnie powtórzeniem obrazu wcześniejszego, a nie nową interpretacją tematu.
Mimo tożsamości kompozycyjnej, między wersjami widać wyraźne przesunięcia akcentów:
Wiek oskarżyciela. W wersji wcześniejszej mężczyzna podtrzymujący kobietę jest starcem o długiej, siwej brodzie patriarchy, co wzmacnia kontrast pokoleniowy i podkreśla motyw starszyzny jako oskarżyciela. W replice z 1920 roku ta sama postać jest wyraźnie młodsza, korpulentna, rudobrody — traci przez to część symbolicznej wymowy „starszych, którzy pierwsi odeszli”.
Motyw kamienia. Wcześniejsza wersja czytelniej eksponuje w tle postać trzymającą kamień gotowy do rzutu, co bezpośrednio nawiązuje do słynnego „kto jest bez grzechu…” i wzmacnia dramaturgię momentu. W wersji z 1920 roku ten wątek jest osłabiony, mniej wyeksponowany.
Kolorystyka szat. Chrystus w pierwszej wersji odziany jest w chłodną, niebieskawo-szarą szatę, w replice w ciepłą biel z różowym podszyciem; sukienka kobiety zmienia się z ceglasto-pomarańczowej na jasną, białawo-liliową. Te zmiany świadczą o tym, że przy powtórzeniu obrazu artysta rozjaśnił i ocieplił paletę całości, prawdopodobnie pod wpływem gustu odbiorcy lub własnej ewolucji kolorystycznej.
Tło pejzażowe. Drzewo w tle w replice jest bardziej rozbudowane i dekoracyjne, niebo bardziej efektowne kolorystycznie (różowo-błękitne smugi zachodu), podczas gdy w wersji wcześniejszej pejzaż jest bardziej stonowany i mniej teatralny.
Oceniając samą jakość malarską wcześniejszej kompozycji, lecz pomijając stan zachowania i pożółkły werniks, należy zauważyć, że jest to praca o nieco większej surowości formalnej niż replika. Modelunek twarzy, zwłaszcza starca, jest tu bardziej wnikliwy psychologicznie, a gest ręki Chrystusa czytelniejszy i mocniej wyartykułowany dramaturgicznie dzięki bezpośredniemu sąsiedztwu z gestem oskarżyciela. Z drugiej strony, kolorystyka całości jest bardziej monotonna i ciężka, brakuje jej tej lekkości i efektowności świetlnej, jaką artysta osiągnął w wersji późniejszej. To może sugerować że przy tworzeniu repliki w 1920 roku Unierzyski świadomie „odświeżył” obraz, czyniąc go bardziej dekoracyjnym i sprzedażowo atrakcyjnym, kosztem części pierwotnej surowości narracyjnej. Można zatem powiedzieć, że wersja z 1912 roku jest bardziej „ewangeliczna” w swej powadze, podczas gdy replika z 1920 roku jest bardziej malarsko efektowna, ale nieco spłycona treściowo. Być może, że obraz po konserwacji pozwoli na modyfikację oceny.
Jako wieloletni czytelnik bloga i czasami aktywny uczestnik dyskusji, chciałbym wyrazić zdziwienie inną formą prezentowanych wpisów autora. Tematyka oczywiście jest dalej ta sama, ale od jakichś 2-3 miesięcy mamy do czynienia z akademickim, nieco przydługim opisem każdej pozycji, z niewielką ilością pierwiastka własnego odciśniętego przez autora. Gdzie się podział charakterystyczny sarkazm, gdzie kontrowersyjne tezy i mocna ich obrona, gdzie nieobecne w języku polskim wyrażenie “doprawdę”, będące swoistym miksem słów doprawdy i naprawdę, gdzie red. Michalkiewicz i jego czysty typ nordycki…, wreszcie gdzie polityczne akcenty (za którymi akurat nie tęsknie) przemycane w sposób dość ostentacyjny? Doszło nawet do sytuacji, gdy w poprzednim wpisie dotyczącym obrazu Gędłka, czytelnik wyraził swoją opinię, mocno odmienną od autora, zapraszając go niejako do dyskusji, a autor tej rękawicy nie podjął, co się praktycznie nigdy wcześniej nie zdarzało…
W wyniku obecnej formy publikacji, w mojej opinii, blog przestał być miejscem wymiany myśli, a stał się raczej jednostronnym akademickim wykładem, co widać po praktycznie całkowitym braku aktywności ze strony czytelników. Zdaje się, że nie taki był pierwotny zamysł autora…
Wszystkie te wątpliwości każą zapytać, czy autor świadomie zmienił charakter swojej aktywności, a może przejął ją ktoś inny, czy wreszcie do gry weszła wszechobecna dzisiaj AI? Panie John Doe, jest Pan tam jeszcze?
Dziękuję za list. Blog ten mógł zawsze stanowić miejsce do wymiany myśli gdyby tylko czytelnicy tego chcieli. Są jednak leniwi a poza tym ich znakomita większość to nie kolekcjonerzy lecz handlarze czekający na ‘kciuk do góry czy do dołu’ bo wszak zawsze wygodniej brać a nic nie dawać z siebie. Mam nadzieję, że pisząc teraz trochę inaczej i zanudzając na powagę może ich teraz wygubię. Nie z każdą osobą też będę dyskutował bo (proszę zajrzeć na skrzydełko blogu): „It’s OK if you disagree with me. I can’t force you to be right”. Stąd, jeśli ktoś widzi dynamikę u Gęłdłka to niech sobie ją widzi i niech będzie z tego szczęśliwy bo to mnie w zasadzie nic nie obchodzi. Inaczej brutalnie mówiąc: “A bee does not waste its energy to convince a fly that honey is better than shit”. Some minds are not meant to be changed. Save your energy for what actually matters.” Zachowuję zatem amunicję by walczyć z niektórymi ‘koneserami’, którzy podsuwają fasyfikaty, broniąc ich do ostatniej kropli krwi swojego zagubionego klienta z portfelem.
PAC zawsze się zmieniał i będzie zmieniał i nie ma na to rady. W przyszłości będzie pewnie i tak i siak bo mogę sobie teraz w spokoju podumać. A może już nadszedł czas by ktoś wyszedł z inną formułą i zepchnął PAC do niebytu? Życzę czytelnikom powodzenia w tym kierunku.