Tadeusz Makowski (1882 – 1932) ?

TM. Stilisierte Kinder mit Kappen und Horn

To jeszcze jeden przykład pychy ludzkiej. Napisał do mnie czytelnik pytając czy to jest obraz Tadeusza Makowskiego. Czytelnik licytował i ‘wysiadł’ przy cenie 5,500 euro, za którą ten obraz wczoraj sprzedano w Niemczech. Obok porzednio pokazanego falsyfikatu pracy Jacka Malczewskiego obserwujemy trend polegający na łupieniu portfela osób zagubionych, pełnych pychy i wiary w swoje możliwości i równocześnie pełnych niewiedzy. W przypadku poprzedniego obrazu, powstał nowy, nieznany do tej pory obraz, trochę przypominający prace mistrza Jacka. W tym przypadku, pracy rzekomo Tadeusza Makowskiego, wykonano nieudaną kopię obrazu, który jest własnością Muzeum Narodowego w Warszawie. Obraz jest publikowany w sieci w wielu miejscach. Klient, który ten obraz kupił wierzył, że odkrył Amerykę i odczytał w monogramie (MT) nazwisko mistrza.

Gwoli rzetelności, niemiecki dom aukcyjny wcale nie sugerował, że jest to praca Tadeusza Makowskiego. Również, amerykański dom aukcyjny nie sugerował, że była to praca Jacka Malczewskiego. W obu opisach były podane jednynie monogramy i nikt nikogo nie zmuszał do odczytania nazwisk. Nie sądzę by te domy aukcyjne zechciały zwrócić pieniądze. Nie widzę żadnych podstaw do złożenia reklamacji.

Tadeusz Makowski. Czworo dzieci z trąbą, 1929. Olej na płótnie. 81 x 100 cm. MN w Warszawie

Lot 3860. Monogrammist MT (20. Jh.). Stilisierte Kinder mit Kappen und Horn. Öl/Lwd. (Altersspuren, rest.), re. u. monog. 29,5x 40 cm. Goldstuckrahmen (best.). Opening 300 euro. Dannenberg. 09/25/21. Sold 5,500 euro

11 thoughts on “Tadeusz Makowski (1882 – 1932) ?

  1. Pisze Pan na odleglosc a trafil Pan w dziesiatke! Bylem na tej licytacji u Dannenberga( 3 xKonarski przeszedl w moje rece) i poczekalem na licytacje TM. Obraz kupil niepozorny rodak, rozmawialem z nim po licytacji. Wierzyl ze pewnie ten obraz jako rabunek wojenny przywedrowal do Niemiec z Wehrmachtem. Co do domu aukcyjnego: tak niewinni i nieswiadomi oni nie sa. Monogramy “sugerujace” to znany sposob na oszustwa w Niemczech. W pelni legalny bo nic nie mozna udowodnic. Czy kupujacy byl rzeczywiscie naiwny, czy podbijal cene dla dostawcy obrazu, trudno powiedziec. Jezeli to drugie, to za ca 1800 EUR oplaty aukcyjnej, obraz dostal cos w rodzaju “proweniencji”. Sprzedany przez niezly dom aukcyjny za dobre pieniadze, znajdzie nabywce ktory kupi go za okazyjna cene (np 4500 EUR) lub trafi na kolejna aukcje np we Francji. Pomyslowosc w tej branzy to rzeczywista”sztuka”.Pozdrawiam z Berlina

  2. Pseudo-Malczewski jest brzydki ale to już prawdziwy koszmarek. Za darmo nie chciałabym tych bohomazów a tu się okazuje że są ludzie którzy zaciekle się o nie licytowali…

    • Moj komentarz do Pani Pasjonatki .Okreslenie brzydki i koszmarek w sztuce nie istnieje ( patrz Chaïm Soutine, Francis Bacon itd.itp)Co do zacieklosci licytacji: obrazy to tez towar. Handlarz nie ma do nich zadnego emocjonalnego stosunku, jego emocje dotycza bardziej ewentualnej marży. Nie jest to naganne- w koncu wiekszosc dziel sztuki powstala z mysla o zarobku. Jak mawiaja pisarze-grafoman pisze dla przyjemnosci, prawdziwy pisarz dla zarobku.
      Pozdrawiam, proszac by do mej wypowiedzi nie podchodzic zbyt powaznie 😉

      • Trudno te nieudolne falsyfikaty określić inaczej. Biedny Makowski w grobie się przewraca, że tyle ludzi walczyło o parodię jego obrazu 🙂 Dziękuję za odpowiedź i również pozdrawiam 🙂

      • Troche o ekonomii w handlu sztuką:Droga Pasjonatko, ci ludzie walczyli nie o parodie jego obrazu ale o potencjalny zysk na jego odsprzedaży. tak jak jest rynek na fałszywe torebki LV czy Gucci, tak jest rownież rynek na fałszywe obrazy. Są bowiem klienci którzy wszystko mają fałszywe: zęby, biusty, włosy, doktoraty, luxusowe apartamenty w tanich krajach.Dlaczego ci klienci mieli by mieć prawdziwą sztukę. A propos torebek: u dannenberga była torebka Hermesa(2nd Hand) Cena wyjściowa 6000 EUR cena uzyskana 11.000 + opłaty. Czymże w tym porównaniu jest cena uzyskana za obraz monogramisty TM? Kończę moje ekonomiczne wymądrzanie i pozdrawiam z Berlina 😉

  3. Moi mili, Uczcie się, czytajcie, konsultujcie, pytajcie przed powzięciem takiej decyzji. A wtedy będziecie wiedzieli się że ‘Ludki w czapeczkach’ – motyw który najbardziej interesuje inwestorów Makowskiego i wart jest fortunę – nie może kosztować 300 Euro. Oraz że dom aukcyjny zastawił na Was paskudną pułapkę; zamiast zaznaczyć w katalogu “nach Makowski” uwzględnił w opisie tylko monogram, pozostawiając margines nadziei że jest to afera Waszego życia

    • Przewrotnie skomentuję mojego przedmowce. Kochani, nie uczcie się, nie konsultujcie u nikogo, nie zastanawiajcie się. Kupujcie za wlasne pieniądze to co wam się podoba, wierzcie w to co chcecie wierzyć. Wartość czegokolwiek to kwestia umowna, bardzo zależna od momentu historii w którym się znajdujecie. Przewisi ten Makowski w waszym domu kilka lat, ileż zazdrości wzbudzi u waszych nie-przyjaciół, ile radości z tej zazdrości w waszych sercach. To już warte jest tych 5500 EUR(+ Aufgeld). A potem? Znajdzie się kolejny kolekcjoner i zapłaci. Ile? Może 10.000 a może 100.000. To zależy od jego sytuacji finansowej. Wracając do konkretu: nabywca tegoż nieszczęsnego Makowskiego ma już też fałszywego Reymonta. Kupił go w latach dziewiędziesiątych tanio, obraz mial certyfikat pani profesor rzeczoznawcy z Poznania. A Desa się uśmiała. Mimo tego kupił Makowskiego. A więc raz konsultował się i nic to nie dało, teraz się nie konsultował i mimo tego pozostał w rozmowie ze mną(zaraz po licytacji) bardzo pogodny. To się nazywa odporność psychiczna. Ten obraz też i ja licytowałem ale do marnych 3500 EUR. Wiedziałem, że może nie jest to okazja mojego życia ale czułem że można na nim zarobić( obrzydliwe słowo,nieprawdaż?) drugie tyle. No i nie omyliłem się. Potencjalny kupiec siedział za moimi plecami. Kupiłem więc kilku Konarskich i zamiast kukiełek mam stajnie i chłopów na ścianie. Chyba ich pozbędę się jak najszybciej bo jakoś nie jestem nostalgicznie nastawiony do historii. A te konie tak pędzą, nie wiadomo dokąd, jak stwierdziła moja (też) malująca córka. Pozdrawiam ze słonecznego dziś Berlina, i proszę jak zawsze by mych słów nie brać zbyt poważnie.
      PS.Poza tym prowadzący blog twierdził,że te konie przed Bożym Narodzeniem znajdą się w Polsce. Ponieważ blog mi się podoba, chyba będę zmuszony by jego słowa ciałem się stały 😉

      • Każdy człowiek posiada wolną wolę, swobodę decyzji i może wydawać pieniądze jak mu się podoba. Z mojego punktu widzenia ważny jest jednak kontakt z wartościową sztuką (na aukcjach, w muzeach, w ramach książek itd.). Tego rodzaju podróbki doprawdy można wyniuchać na kilometr, podobnie jak inne mało finezyne sztuczki domów aukcyjnych. Jest tyle dobrych i w 100 procentach oryginalnych dzieł sztuki, że szkoda tracić czas na wątpliwe rozrywki.

      • Jestem przekonany, że dałaby się Panią ‘wykiwać’ przy wydawaniu własnych pieniędzy na rynku sztuki. Taka właśnie pewność, wiara we własną wiedzę i nieomylność jest testowana każdego dnia ze sporym sukcesem w domach aukcyjnych w Polsce i poza jej granicami.

      • Ah Pani Anno, gdyby to było takie proste. Sam przeszedłem w życiu tę fazę wiary w sztukę jako absolut, jako coś świetego( to był zapewne skutek wychowanie w idealizmie socjalistycznym, gdzie bohaterowie moich książek mówili biegle w kilku językach i bez akcentu, znali się na wszystkim i wiedzieli nawet jeszcze więcej) Teraz, doszedłem do tego co mówił Picasso. Trzeba 60ciu lat by widzieć świat oczyma dziecka. Już wiem, że nic nie wiem. Oprócz kolekcjonowania i handlu sztuką, maluję też “od zawsze”.Podobnie jak moja żona i córka. Wakacje letnie spędzamy obowiązkowo w Dinard, gdzie Picasso namalował swoje kobiety na plaży, póżniej Paryż z Centrum Pompidou, Muzeum Picassa(długo było w remoncie).Wiosną Wenecja z kolekcją Pinaulta( który ma też dom w Dinard), jesienią Lugano, kiedyś z kolekcją Boremiszy w willi Favorita, dzisiaj z pięknym nowym centrum kultury LAC i stałą wystawą Collezione Giancarlo i Danny Olgiati. Jedym słowem, prowadzę życie tzw konesera sztuki(uwaga ironia)
        I cóż z tego wynika? Nic! Co ja mogę powiedzieć o duktusie pędzla późnego Nowosielskiego, gdy malował w stanie nie bardzo trzeźwym? Można sprawdzić skład farb, ale wynik mówi tylko o farbach, nie o malarzu. Można spytać się dzieci malarza, ale które dzieci interesują się tak naprawdę co robił ojciec. Odbiór sztuki to “łaska” wiary( ukradłem to powiedzenie kościołowi). Kiedyś doznawałem olśnienia widząc obrazy Chagalla czy Modiglianiego, a dziś zdarza się to przy obrazach od Picassa wzwyż (Bacon, Winiarski etc) Dlaczego? Nie wiem. Albo stałem się bardziej wysublimowany albo zdziecinniałem. To drugie jest bardziej prawdopodobne. Biorę świat, łącznie ze sztuką, takim jakim jest. A tak przy okazji, te dzieci Makowskiego to i w originale nie zbijają z nóg. Szewc tak, ale dzieci to już wtedy pachniały łatwością tematu. Co pewien czas wisi u mnie na ścianie tzw “wartościowa” sztuka. Najpóźniej po roku przejada mi się, po 2 latach idzie na sprzedaż. Najwyraźniej brakuje mi łaski wiary ;-).
        W tym duchu pozdrawiam z Berlina

  4. Takie obrazy Malczewskiego i Makowskiego można kupić na rodzimym Allegro za grosze – nawet z pełną sygnaturom – bez inicjałów – więc po co przepłacać? Jakość wykonania podobna – jak nie lepsza i do tego starą ramę dają w gratisie ,a jak potrzeba to i naklejkę z wystawy dokleją 🙂

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s