Leonoa (Łaja) Lichtensztajnówna.Still life with pitcher
Lot 290. Early 20th century Polish school. Still life with pitcher. Canvas mounted on cardboard. Label on the back “Stow Artystow i Zwolennikow Sztuk Pieknych” “Wystawa Wiosenna 1918r”. Signed “Leonia Sichtenerstajnoiswa (?)”. 19.5 x 27 cm. Exhibition: Association of Artists and Defenders of Fine Arts, Lodz, Spring 1918 (Label on back of mount). Estimate 200 – 300 euro. Côte Basque Enchères Lelièvre – Cabarrouy. 09/28/24. Sold 1,200 euro
Żydowska malarka i rzeźbiarka o której życiorysie niewiele wiadomo, kilka wystaw i to wszystko, żadnych chyba jej prac nie ma w muzeach czy ich fotografii. Jej martwa natura, wystawiona w Łodzi w 1918 roku, niespodziewanie pojawiła się na aukcji w Paryżu i równie niespodziewanie została dość wysoko sprzedana. Skopiowałem jej biografię ze Słownika Arystów Polskich i sam sie czegoś nowego nauczyłem.
Nalepka z wystawy łódzkiej w 1918 rokuŻyciorys ze Słownika Artystów Polskich
Bardzo ciekawa analiza firmy artprice.com na temat sprzedaży głównie sztuki współczesnej w Hong Kongu. ‘Is the party over?’ pyta artprice.com. Artykuł jest poświęcony głównie sztuce współczesnej i o kominach cenowych tam osiąganych. Narzuca się mi oczywiście pytanie o polski rynek i szalone sprzedaże polskiej sztuki wspólczesnej. Te ‘szalone’ ceny są oczywiście na miarę polskiego rynku i nie mają nic wspólnego z cenami w Hong Kongu. Jednak … wirus z tego miasta może dotknąć również polski rynek (czy ktoś słyszał o słynnej grypie Hong-Kong?) tj. czy nastąpi jakieś przełożenie trendów światowych na polskim rynku sztuki współczesnej.
Marek Kozubal: Niemiec kazał zamknąć, czyli o restytucji dzieł sztuki
Ministerstwo kultury zlikwidowało departament restytucji. Czy to oznacza, że nie zajmuje się już zrabowanymi w czasie wojny dziełami sztuki?
Informacja o likwidacji Departamentu Restytucji Dóbr Kultury resortu kultury pojawiła się w momencie, gdy ze strony ministerstwa zniknęła informacja o tej komórce. Alarm podniosły prawicowe media i politycy związani z poprzednim rządem. To one narzuciły narrację, która oparta była na teorii, że za wszystkim stali Niemcy.
Były szef resortu prof. Piotr Gliński napisał na platformie X (dawniej Twitter): „Dwie informacje z państwa policyjnego Tuska: rozpędzili właśnie departament restytucji dóbr kultury, który walczył o zwrot zrabowanych dzieł sztuki. I wycofali się z budowy pomnika Bitwy Warszawskiej, którą my prowadziliśmy. Dwa prezenty Tuska – für Deutschland i dla Putina…”.
Z kolei europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk w Radiu Maryja stwierdził: – Myślę, że wytyczne z niemieckiego MSZ poszły do agentury w Polsce, żeby szybko ten departament zlikwidować, bo on przynosił wielkie straty wizerunkowe państwu niemieckiemu.
Niezrozumiała decyzja ministerstwa kultury
Błędem wizerunkowym było, że resort kultury nie reagował, chociaż sprawę komentowali historycy sztuki. Dorota Janiszewska-Jakubiak, była dyrektor Instytutu Polonika przyznała na FB, że nie rozumie tej decyzji. „Zlikwidowano Departament (…) Znów będzie okrojony etatowo wydział” – stwierdziła.
Z odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej”, skierowane do MKiDN, wynika, że działania restytucyjne nadal będą prowadzone, tyle, że w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego. „Zmiany organizacyjne w żadnym stopniu nie wiążą się z ich wygaszeniem” – odpowiedziano nam. Teraz ministerstwo prowadzi 178 takich spraw w 18 krajach m.in. w Niemczech, USA, Wielkiej Brytanii, Austrii, Francji i Włoszech. Z kolei 51 postępowań dotyczy Polski.
Ile osób zajmuje się restytucją w ministerstwie kultury
W zlikwidowanej komórce było zatrudnionych 19 osób, z tego 17 przeszło do Departamentu Dziedzictwa Kulturowego, a dwie do Centrum Informacyjnego. Dotychczasowa szefowa departamentu Elżbieta Rogowska otrzymała stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Dziedzictwa Kulturowego.
Ministerstwo nie odpowiedziało na pytanie „Rz” o powód likwidacji. Próbuję to tłumaczyć tak: gdy ministrem był Piotr Gliński departament ten wspierał pozycję tego polityka, ale jednocześnie on sam angażował się w sprawy restytucyjne, uznając je za polską rację stanu. Jeżeli to zdecydowało, to świadczy o braku koncepcji działania w tym zakresie kierownictwa, lub po prostu małości. A może skuteczność działania departamentu, choć promowanego przez Glińskiego, nie była taka jak ją pokazywano? Bo na przykład zajmował się restytucją z pominięciem MSZ, a przecież prowadzi on głównie działania za granicą.
Wydaje mi się, że p. Kozubal dotknął sedna sprawy tj sukcesów w restytucjach ministerstwa kultury, źle widzianego przez MSZ. Przez ostatnie kilka lat ministrowi Glińskiemu udawało się bardzo sprawnie odzyskiwać działe sztuki z pominięciem urzędników MSZ. W przeszłości, ci ostatni fotografowali się z odzyskanymi dziełami i pewnie dostawali za to jeśli nie sute nagrody to lepsze stołki. Dość charakterystycznym pod tym względem były fotografie jednego z ministrów (mogę podać nazwisko) siedzącego w fotelu na tle odzyskanego dzieła sztuki. Za kulisami pracowało wielu a on jeden jak Narcyz przeglądał się w obiektywie kamery. Ta niezaleźna działalność mogła być rzeczywiście solą w oku MSZ. W ostatnich latach każde z odzyskanych dzieł miało godną oprawę na stronach MKDzN z pominięciem pracowników MSZ, którzy okazywali się chyba w tym przypadku zbędni. Inaczej mówiąc, była to zemsta obecnego rządu bez patrzenia czy coś sprawnie działa działa czy nie. Ważne by zniszczyć.
Pierwotna decyzja minister o rozwiązaniu departamentu rewindykacji była szkodliwa i niegodziwa wywołując powszechne zdumienie i oburzenie. Została zmuszona do zmienienia decyzji pod wpływem protestów oraz artykułów w prasie krajowej i zagranicznej. Nie należało rozwiązywać zespołu, który miał liczne sukcesy i działał dobrze od lat. Proszę teraz nie zaprzeczać w prasie, że nic się nie stało, choć jest to normalne u polityków bez kręgosłupa takich jak p. Wróblewska.
Zamieszanie wokół Departamentu Restytucji Dóbr Kultury to kolejny przykład poważnego problemu, jaki ma MKiDN z informowaniem o swoich działaniach. Nie to jest jednak najważniejsze. Poprzedni minister Piotr Gliński rzeczywiście dużą wagę przykładał do restytucji dóbr kultury, czego symbolicznym podkreśleniem było powołanie odrębnego departamentu. Osiągnięciem ministerstwa za jego rządów było sprawniejsze odzyskiwanie przez Polskę dzieł utraconych podczas II wojny światowej.
Ale najważniejsza była ustawa o restytucji narodowych dóbr kultury, która ograniczyła możliwości przedawnienia roszczeń w przypadku takich obiektów. Jej uchwalenie w 2017 r. ułatwiało m.in. ich odzyskiwanie w Polsce, z czym wcześniej były poważne problemy. Dlatego nie udało się zablokować sprzedaży na aukcji choćby „Główki dziecka” Stanisława Wyspiańskiego, chociaż dzieło pochodziło ze zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.
Sukcesy w odzyskiwaniu dóbr w latach 2015-2023 były możliwe jedynie dzięki pracy prowadzonej przez lata w ministerstwie i wspieranej przez poprzedników Piotra Glińskiego. A obecna zmiana to powrót do sytuacji sprzed reorganizacji dokonanej za jego czasów. MKiDN podkreśla także, że obecna zmiana nie wiązała się ze zwolnieniami etc. – zachowanie ciągłości jest w przypadku tej problematyki szczególnie ważne.
Poruszaną inną złą decyzją p. Wróblewskiej jest zaniechanie budowy pomnika Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Ten pomnik czeka na wzniesienie jeśli nie od 1920 roku to na pewno od 1990 roku. Być może pownien to być Łuk Zwycięstwa wzniesiony w centrum Warszawy a nie bardzo zły i wzorowany na innych zagranicznych pomnikach skręcony obelisk na Placu na Rozdrożu. Decyzja Wróblewskiej jest zła i rzeczywiście wpisuje się w służalczość Tuska wobec Putina ale też i projekt tego pomnika jest zły. Może należy ogłosić konkurs od nowy projekt … lecz by do tego doszło trzeba czekać aż zdechnie koalicja 13 grudnia. Amen.
Zwracam się do czytelników o pomoc w identyfikacji autora/autorki tej pracy malarskiej. Prosiła mnie o to czytelniczka z Łotwy. Dedykacja po lewej stronie brzmi “Cioci i Wujkowi na pamiątkę Kasia“. Obraz ten jest datowany (Kraków 1937), natomiast sygnatura jest mi nieznana. Verso pracy nic nie wnosi.
Sygnatura
Rzeczywiście. Szybko czytelnik rozwiązał tę zagadkę – dziękuję. Artysta to Stanisław Malcher
Polsk rynek sztuki i ekspercki nie jest uregulowany. Nie ma oficjalnego zawodu eksperta w kwestii oceny autentyczności dzieł sztuki, ani też oficjalnego i wymaganego modelu ekspertyzy. W ramach doktoratu z nauk prawnych ten model opracowałem; opisałem, jak proces badań dzieł sztuki – głównie dla obrazów – powinien przebiegać.
Transakcje kupna i sprzedaży to rynek prywatny. Dlatego tylko od sprzedających i kupujących zależy, czy interesujące ich obiekty będą poddawane weryfikacji. Warto pamiętać o tym, że sprzedający, chcąc mieć dodatkowy dokument uwiarygadniający pochodzenie dzieła, zatrudniają własnych ekspertów, zwykle historyków sztuki, i przedstawiają tylko ekspertyzy potwierdzające autentyczność. Dlatego w razie wątpliwości zainteresowani nabyciem dzieła powinni zlecić przeprowadzenie badań przez wybranego przez siebie eksperta.
Kolejnym problemem rynku sztuki w Polsce jest zupełny brak mechanizmów usuwania z rynku wykrytych falsyfikatów. Takie mechanizmy nie działają nawet na poziomie prawa karnego (poprzez orzeczenie przepadku mienia z przestępstwa). Rynek sztuki niestety działa w ten sposób, że jeśli podczas próby sprzedaży ktoś się dowie, że jego obraz to podróbka, zachowa go przez pewien czas, a potem spróbuje sprzedać gdzie indziej.
Jest tez kolejny głos wołającego na puszczy, czyli głos Janusza Miliszkiewicza opublikowany w Rzeczpospolitej:
Janusz Miliszkiewicz
Miłego czytania bo zagraniczny rynek aukcyjny ruszy dopiero w sierpniu. Czy ja też ruszę?
Otrzymałem kopię artykułu “Sztuka nabywana przez zasiedzenie” opublikowanego wczoraj w Rzeczpospolitej (21 sierpnia) autorstwa Romana Kaczkowskiego. Warto przeczytać i zrozumieć konsekwencje wynikające z kupienia dzieł sztuki mających wadę legalności ich nabycia. Artykuł publikuję bez zgody autora i wycofam go na jego żądanie zostawiając jedynie link: https://www.rp.pl/rzecz-o-prawie/art40987321-roman-kaczkowski-sztuka-nabywana-przez-zasiedzenie.
Roman Kaczkowski: Sztuka nabywana przez zasiedzenie
Nabycie własności dzieła sztuki przez zasiedzenie bywa skomplikowane i wymaga spełnienia formalności.
Choć zasiedzenie najczęściej dotyczy nieruchomości, coraz częściej w ten sposób nabywa się dzieła sztuki.
Zasiedzenie, zgodnie z polskim kodeksem cywilnym, to sposób nabycia własności rzeczy ruchomej lub nieruchomości poprzez długotrwałe posiadanie, w dobrej lub złej wierze. Dla nieruchomości, posiadanie w dobrej wierze wynosi dwadzieścia lat, a w złej trzydzieści lat. Dla rzeczy ruchomych, takich jak dzieła sztuki, okres ten jest inny.
W praktyce, zasiedzenie dzieł sztuki może dotyczyć przypadków, gdy:
– Rodzina posiada dzieła od pokoleń, np. obraz od lat wisi na ścianie w jej domu, a ona nie ma dokumentów potwierdzających jego legalne nabycie.
– Odnaleziono „skarb”, np. dokonano przypadkowego odkrycia na strychu, a po latach okazuje się ono cennymi dziełami sztuki.
– Chodzi o dzieła zaginione w czasie wojny – po drugiej wojnie światowej wiele dzieł sztuki zostało zagubionych lub przejętych. Często obecni posiadacze nie są w stanie udokumentować legalności ich nabycia.
Nabycie własności dzieła sztuki przez zasiedzenie. Warunki prawne do spełnienia
Kluczowym elementem zasiedzenia jest nieprzerwane posiadanie dzieła sztuki przez określony czas. W przypadku rzeczy ruchomych, takich jak dzieła sztuki, okres ten wynosi trzy lata, jeśli posiadacz jest w dobrej wierze, a dziesięć lat w przypadku złej wiary.
Długotrwałe posiadanie oznacza, że zainteresowany musi mieć dzieło sztuki w swoim posiadaniu przez cały wymagany okres bez przerwy. Oznacza to, że musi sprawować nad nim faktyczną kontrolę i traktować je jak własne. Przerywanie posiadania, na przykład poprzez przekazanie dzieła komuś innemu, wyklucza możliwość zasiedzenia. Warto również podkreślić, że posiadanie musi być ciągłe – okresowe przechowywanie dzieła w magazynie, gdzie nikt nie ma do niego dostępu, może podważyć powyższy wymóg.
Posiadanie w dobrej wierze oznacza, że posiadacz jest przekonany, iż ma prawo do posiadania rzeczy. Dobra wiara jest subiektywną przesłanką, opartą na wewnętrznym przekonaniu o legalności posiadania.
Przykładem dobrej wiary może być sytuacja, w której osoba nabyła dzieło sztuki od renomowanego sprzedawcy, mając wszelkie dokumenty potwierdzające legalność transakcji, nie wiedząc o wcześniejszych roszczeniach innych osób.
Zła wiara oznacza natomiast, że posiadacz wie, że jego posiadanie jest bezprawne. Może to być sytuacja, w której osoba nabywa dzieło sztuki, mając świadomość, że pochodzi ono z kradzieży lub jest obiektem sporu prawnego. Nawet jednak w złej wierze możliwe jest zasiedzenie dzieła sztuki, ale wymagany okres posiadania jest wtedy dłuższy.
Sam proces zasiedzenia dzieł sztuki jest skomplikowany i wymaga spełnienia wielu formalności. Właściciel musi złożyć wniosek do sądu o stwierdzenie zasiedzenia. Niezbędne jest udowodnienie nieprzerwanego posiadania przez wymagany okres oraz wyjaśnienie okoliczności nabycia danej pracy/kolekcji. Pierwszym krokiem jest złożenie odpowiedniego wniosku do sądu, w którym posiadacz przedstawia dowody, które mogą potwierdzić nieprzerwane posiadanie przez niego dzieła sztuki. Następnie sąd rozpatruje wniosek, bada przedstawione dowody i wydaje decyzję o zasiedzeniu.
Są znane, medialne przypadki
Jednym z najbardziej znanych przypadków międzynarodowych jest odkrycie w 2012 roku ogromnej kolekcji dzieł sztuki u Corneliusa Gurlitta, niemieckiego kolekcjonera. Liczyła ona około 1,5 tys. dzieł, zawierała prace takich mistrzów jak Picasso, Matisse czy Chagall. Większość z tych dzieł była uważana za zaginioną od czasów drugiej wojny światowej.
Gurlitt twierdził, że wszystkie dzieła odziedziczył po swoim ojcu, który był handlarzem sztuki współpracującym z nazistami. Po jego śmierci rozpoczęła się skomplikowana procedura prawna, mająca na celu ustalenie, które z dzieł mogą zostać zasiedzone przez niego lub jego spadkobierców, a które powinny wrócić do prawowitych właścicieli lub ich potomków.
W Polsce również toczyło się wiele spraw związanych z zasiedzeniem dzieł sztuki pochodzących z okresu drugiej wojny światowej. W 2018 roku media szeroko relacjonowały sprawę dotyczącą kolekcji sztuki z Muzeum Narodowego w Warszawie.
Kilka dzieł, uznanych za zaginione, zostało odnalezionych w prywatnych kolekcjach i domach aukcyjnych. Posiadacze tych dzieł argumentowali, że nabyli je w dobrej wierze na rynku sztuki, często nie mając pojęcia o ich wcześniejszej historii. Sprawy te często kończą się w sądach, gdzie badane są dokumenty, świadectwa i okoliczności nabycia dzieł sztuki.
Autor jest ekspertem rynku sztuki, ARX Gallery
Nie jestem prawnikiem lecz prawo to wygląda bardzo groźnie dla kolekcjonerów. W uproszczeniu, wystarczy włamać się do domu i okraść cudzą kolekcję. Następnie należy sprzedać ją pokątnie i nowy nabywca przechowując kradzione dzieła sztuki w domu przez okres 3 lub 10 lat staje sie ich nowym właścicielem …obawaiając się teraz, co może być zabawne, ich kradzieży przez innych. Polskie zreformowane sądy będą wydawały zawsze sprawiedliwe i bardzo mądre decyzje (sarkazm mój) i, znając przykłady z ostatniego okresu, o to się nie obawiam. Nie wiem od kiedy to prawo działa ale będzie miało wpływ na zakupy rynkowe.
Ciekawa sytuacja może zaistnieć w polskich muzeach, gdzie pełną inwentaryzację przeprowadza się pewnie raz na pokolenie. Nadal jedynie drobny ułamek zbiorów tam zgromadzonych jest zdigitalizowany i udostepniony właścicielom on-line, czyli społeczeństwu. Z muzeów w Rosji ginęły i giną antyki. Czy podobną sytuację można sobie teraz wyobrazić w Polsce świetle tak liberalnego prawa?
Inną sprawą uświadomioną mi przez czytelnika jest możliwość wypłynięcia na rynek prac przechowywanych w magazynach domów aukcyjnych, prac bez pochodzenia lub z szemranym pochodzeniem. Po upływie 10 lat możemy mieć już zalegitymizowaną sprzedaż dzieł sztuki z obecnym defektem własności.
Czy w świetle polskiego prawa restytucja prac zaginionych, czy ukradzionych w czasie wojen będzie możliwa? Może dlatego ministerstwo kultury rozwiązało dział restytucji o czym pisałem wczoraj?
Jak by nie patrzeć, polski rząd legitymizując kradzież dzieł sztuki źle zapisze się w historii. Być może kryje się za tym prawem coś jeszcze innego, czego nie widzę a co wkrótce wypłynie.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zlikwidowało Departament Restytucji Dóbr Kultury. – Ta decyzja nie licuje z powagą państwa polskiego – komentuje prof. Jerzy Miziołek.
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zlikwidowało Departament Restytucji Dóbr Kultury, który zajmował się odzyskiwaniem dzieł sztuki zagrabionych z Polski m.in. przez Niemców podczas II wojny światowej. Funkcje, które pełnił zostały rozparcelowane pomiędzy inne komórki resortu.
Departament Restytucji Dóbr Kultury zlikwidowany. “Ktoś kieruje z tylnego siedzenia”
O decyzji MKiDN kultury Konrad Mędrzecki rozmawiał w Radio Wnet z historykami sztuki prof. Joanną M. Sosnowską i prof. Jerzym Miziołkiem.
Prof. Sosnowska wyraziła zaskoczenie, ponieważ agenda ds. odzyskiwania dzieł sztuki działała w ramach resortu kultury od 30 lat. – Rządy się zmieniały, a ta komórka rosła w siłę, stawała się coraz bardziej operatywna […] i dwa lata temu stała się departamentem – powiedziała naukowiec, dodając, że wielu ludzi jest tą wiadomością wstrząśniętych, a Ministerstwo nie odpowiedziało, dlaczego zapadła taka decyzja.
Prowadzący przekazał, że MKiDN nie skorzystało z zaproszenia do studia celem porozmawiania o sprawie, tłumacząc to natłokiem zajęć i wskazując, że decyzja została podjęta w związku z trwającą restrukturyzacją.
– Przykro mi to mówić, ale Pani Minister Hanna Wróblewska jest osobą niesamodzielną – oceniła prof. Sosnowska, argumentując, że Wróblewska, która jest historykiem sztuki, sama nie podjęłaby takiej decyzji. – Ona jest osobą niepartyjną. Ktoś kieruje tym wszystkim z tylnego siedzenia i była to decyzja typowo polityczna, podjęta po wizycie Minister kultury Niemiec, która wizytowała MKiDN. I po niedługim czasie została podjęta taka decyzja. […] W ogólnym ujęciu ta decyzja wpisuje się w trend cancel culture – likwidacji kulturowego zaplecza, dziedzictwa – powiedziała Sosnowska.
Prof. Miziołek: Decyzja MKiDN nie licuje z powagą państwa polskiego
Prof. Jerzy Miziołek zgodził się, że Departament Restytucji był agendą szczególną. Przywołał w tym kontekście słowa Churchilla, który poproszony w trakcie wojny o ograniczenie wydatków na kulturę, zapytał – czego w takim razie będziemy bronić? – Kultura jest jestestwem polskiego narodu – dodał.
Historyk wyraził zaskoczenie wobec sposobu działania Ministerstwa. – Wszystko się dzieje latem, po cichu, o wizycie niemieckiej minister prawie się nie mówi i nagle dowiadujemy się, że znika departament – zwrócił uwagę. Jak dodał, w sytuacji dokonywania po cichu, bez dyskusji ze środowiskiem, czegoś na tak istotny temat, tak bolesny dla Polaków, to mamy do czynienia przynajmniej z nieuczciwością.
Prof. przypomniał, że Polska została przez Niemców ograbiona na masową skalę i potrzeba rewindykacji nieodzyskanych dzieł sztuki, wciąż pozostaje aktualna. Ocenił zatem decyzję MKiDN jako okropną i obrażającą środowisko badaczy, muzeologów, historyków sztuki, ale i nację polską. Podkreślił, że agenda działała coraz bardziej skutecznie i zamykanie jej nie licuje z powagą dużego państwa, jakim jest Polska.
Naukowiec podkreślił, że jest za dialogiem z Niemcami, ale wszystko musi być załatwiane w wyniku dialogu, a nie traktowania Polski jako podrzędnego kraju bez znaczenia. – Jeśli my poddamy się takiemu dyktatowi, to nie będziemy nawet trzecim kołem u wozu Unii Europejskiej, tylko będziemy krajem, który się nie liczy, bo po prostu nie ma własnego zdania – powiedział prof. Miziołek.
Ja mogę zrozumieć, że rząd Tuska nienawidzi poprzedni rząd do ostatniej swojej komórki mózgowej, i nic mi do tego. Jednak działanie na niekorzyść Polski stało się tak jawne, że nawet w PAC jest już miejsce na politykę krajową.
Jeszcze jeden bardzo wczesny zopf Jana Chemińskiego. Nic wielkiego, cena wyjściowa wysoka a format w mały.
Lot 8184. Chelminsky, Jan von 1851 Brzustów in Polen – 1925 New York, Öl auf Holz, „A ride“, galante Reitergesellschaft um eine höfische Dame im Laubwald, 1875, rechts unten signiert mit Ortsbezeichnung „München“ und datiert (18)75, Jan Wladyslaw Chelminski, dessen Künstlername Jan V. Chelminski ist, war ein polnischer Genre-, Jagd- und Kriegsmaler, seine Genre- und Jagdbilder trafen den Geschmack der oberen Gesellschaftsschichten, das Gemälde zählt in die frühe Schaffensphase des Künstlers, kleines Querformat, 21 cm x 27 cm, im goldenen Prunkrahmen mit Künstlerinsigne. Opening 3,500 euro. Kunstauktionshaus Rehm. 07/12/24. Passed
Ależ ten obraz rozbłyśnie w odpowiedniej ramie. Praca wyraźnie wyróżnia się w twórczości Wingarta i zapał do jej kupna był wielki.
Lot 492. Joachim WEINGART (1895 – 1942/45) : Woman at her toilette. Oil on canvas signed lower right (unframed, stains). Dim. 81 x 65 cm. Estim. €800 – 1,000. Hotel des ventes d’Avignon. Sold 6,800 euro
Bardzo porządna martwa natura Ludwika Klimka, którego obrazy w końcu zaczynają pojawiać się na polskim rynku w większych domach aukcyjnych.
Lot 190. Ludwig KLIMEK (1912-1992). Fleurs et fruits, 1979. Huile sur toile. Signé et daté en bas à droite. Contresigné et titré et daté au dos. 61 x 46 cm. Estimate 400 – 600 euro. Conan Belleville. 06/27/24. Sold 750 euro