Czytelnik poprosił mnie o wyrażenie opinii o wyżej pokazanym oleju na płótnie (51 x 71 cm). Sądzi, że jest praca Józefa Chełmońskiego, nie jest sygnowana, na ramie znajduje się tabliczka z napisem “Nad Niemnem, Wilno 1908”. Równocześnie nadesłał fotografię podobnego obrazu, sygnowanego nazwiskiem Józefa Rapackiego (poniżej), obrazu który spotkał gdzieś na jarmarku.
Krajobraz jezienny. Sygnowany J. Rapacki, 1927
Na domiar złego, znany jest obraz Zygmuntowicza Roztopy jesienne, opublikowany w postaci przedwojennej pocztówki wydanej przez Wydawnictwo Salonu Malarzy Polskich w Krakowie. Ciekawe, że na pocztówce autorstwo pracy przypisane jest St. Zygmuntowiczowi, czyli nowemu wcieleniu Zygmuntowicza. Poprzednio, Zygmuntowicz nosił inicjały ‘I’ (od Ignacy) lub ‘F’ (Franciszek) i tak tytułują go eksperci z największych domów aukcyjnych w Polsce. Obecnie dochodzi kolejne imię, czyli ‘St’ od najprawdopodobniej Stanisław. Wierzę, że istniał obraz Zygmuntowicza skoro wydano pocztówke z jego wizerunkiem.
St. Zygmuntowicz.Roztopy jesienne. PocztówkaStrona odwrotna pocztówki
Znanych jest kilka obrazów Zygmuntowicza o podobnym temacie, malarza o wymyślonym nazwisku bez śladu biografii. Poniżej przykład z krajobrazem roztopów jesiennych w którym Zygmuntowicz dodał dwie bryczki.
Podsumowując, czytelnik ma nadzieję, że posiada obraz Chełmońskiego lub może Rapackiego. Zapraszam do dyskusji. We wrześniu szykuje sie wysyp na aukcjach wielu znakomitych poloników a do tego czasu można zapełnić blog ersatzem.
Lot 3956. Zofia Atteslander, Damenportrait. Portrait of a younger woman with a slightly dreamy gaze wandering into the distance, pastel on cardboard, signed and dated in pencil lower right “Zo Atteslander 1914″, on the reverse label fragment … Chemnitz” and stamp “Leopold Hess Berlin…” on the reverse, slightly rubbed, unframed, dimensions approx. 59.5 x 69.5 cm. Artist information: also Zo Atteslander, Polish painter (1874 Luborzyca until around 1928), studied in Krakow under Jazek Malczewski, subsequently in Munich under Franz von Lenbach and Heinrich Knirr and from 1902 in Dachau under Adolf Hölzel, in 1904 she created a portrait of the Romanian royal family in Wiesbaden, was active in Paris. Starting 360 euro. Mehlis. 08/30/24. Sold 480 euro
Zagadka dla kolekcjonerów miniatur. To jest już drugie podejście domu Jeschke w tym roku by sprzedać te minaturę przedstawiającą, wg. opisu, Marię Leszczyńską, żonę króla Francji Ludwika XV. Płaszcz z obiciem gronostajowym, korona na stoliku sugerują, że osobą namalowaną może być sugerowana postać. Kiedy ta miniatura została namalowana i przez kogo to nie wiadomo. Koszt zakupu może nie być aż tak duży (poprzednia wycena to 400 – 600 euro). Znanych jest wiele portretów Marii Leszczyńskiej, nawet w młodym wieku lecz miniatura ta nie wygląda by była wzorowana na żadnym z nich.
Portret Marii Leszczyńskiej
Lot 1497. Miniatures – France Portrait of Maria Leszczynska, Queen of France (miniature painting). Gouache on leg. 14 x 10 cm. Signed with a monogram. Framed under glass in a decorative bone frame. – Slightly uneven edges, inherent to the work. Slight isolated superficial abrasions and barely perceptible light traces of scratches. The parts highlighted in white were applied later. Overall very good and in rich, fresh colors.
Miniature portrait of the Queen of France of great pictorial quality. Our work depicts Maria Leszczynska (1703-1768) in full view, seated in a sumptuous dress. The interior surrounding it is also luxurious in the decoration of furniture, fabrics and carpet and serves to represent the status of wife of the King of France Louis XV (1710-1774). The sumptuous crown and a book in a leather binding, both draped on the table in the left part of the depiction, are interesting and significant. The meaning behind the crown refers to Leszczynska’s rank alongside one of the most powerful monarchs in Europe, the book can be interpreted as a symbol of her spiritual erudition. In her left hand, the queen holds a fan, which, although closed, reveals its rich ornamentation. Overall, the portrait must have served the purpose of representation and demonstration of power, in order to guide the queen’s outward image. Leszczynska came from the Polish royal family and was considered the ideal candidate for marriage to the Duke of Bourbon, pretender to the French royal throne. The marriage was marked by mutual respect, but not love, and produced 10 children. In keeping with the genre of miniature painting, our portrait is on a leg. For the colour, gouache was used, especially in France, in very fine touches, which obtained their covering luminosity by successive layers.
In keeping with the genre of miniature painting, our portrait is done on bone, which was considered an ideal surface for painting. Gouache was used for color, especially in France, in delicate washes that were applied in layers to achieve their opaque luminance. Estimate 400 euro. Jeschke. 09/01/24
Przypominam postać Leona Kamira-Kaufmanna, który rozpoczął naukę u Wojciecha Gersona, przeszedł przez szkołę monachijska lecz wylądował i zadomowił się w Paryżu. Uczestniczył jednak w wielu krajowych wystawach. Prace jego należą do dużej rzadkości na polskim rynku, sporo ich posiada Muzeum Narodwe w Warszawie. Oglądając on-line zbiory MNW możemy sie domyslić kolorystyki na tych czarno-białych fotografiach.
Marek Kozubal: Niemiec kazał zamknąć, czyli o restytucji dzieł sztuki
Ministerstwo kultury zlikwidowało departament restytucji. Czy to oznacza, że nie zajmuje się już zrabowanymi w czasie wojny dziełami sztuki?
Informacja o likwidacji Departamentu Restytucji Dóbr Kultury resortu kultury pojawiła się w momencie, gdy ze strony ministerstwa zniknęła informacja o tej komórce. Alarm podniosły prawicowe media i politycy związani z poprzednim rządem. To one narzuciły narrację, która oparta była na teorii, że za wszystkim stali Niemcy.
Były szef resortu prof. Piotr Gliński napisał na platformie X (dawniej Twitter): „Dwie informacje z państwa policyjnego Tuska: rozpędzili właśnie departament restytucji dóbr kultury, który walczył o zwrot zrabowanych dzieł sztuki. I wycofali się z budowy pomnika Bitwy Warszawskiej, którą my prowadziliśmy. Dwa prezenty Tuska – für Deutschland i dla Putina…”.
Z kolei europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk w Radiu Maryja stwierdził: – Myślę, że wytyczne z niemieckiego MSZ poszły do agentury w Polsce, żeby szybko ten departament zlikwidować, bo on przynosił wielkie straty wizerunkowe państwu niemieckiemu.
Niezrozumiała decyzja ministerstwa kultury
Błędem wizerunkowym było, że resort kultury nie reagował, chociaż sprawę komentowali historycy sztuki. Dorota Janiszewska-Jakubiak, była dyrektor Instytutu Polonika przyznała na FB, że nie rozumie tej decyzji. „Zlikwidowano Departament (…) Znów będzie okrojony etatowo wydział” – stwierdziła.
Z odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej”, skierowane do MKiDN, wynika, że działania restytucyjne nadal będą prowadzone, tyle, że w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego. „Zmiany organizacyjne w żadnym stopniu nie wiążą się z ich wygaszeniem” – odpowiedziano nam. Teraz ministerstwo prowadzi 178 takich spraw w 18 krajach m.in. w Niemczech, USA, Wielkiej Brytanii, Austrii, Francji i Włoszech. Z kolei 51 postępowań dotyczy Polski.
Ile osób zajmuje się restytucją w ministerstwie kultury
W zlikwidowanej komórce było zatrudnionych 19 osób, z tego 17 przeszło do Departamentu Dziedzictwa Kulturowego, a dwie do Centrum Informacyjnego. Dotychczasowa szefowa departamentu Elżbieta Rogowska otrzymała stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Dziedzictwa Kulturowego.
Ministerstwo nie odpowiedziało na pytanie „Rz” o powód likwidacji. Próbuję to tłumaczyć tak: gdy ministrem był Piotr Gliński departament ten wspierał pozycję tego polityka, ale jednocześnie on sam angażował się w sprawy restytucyjne, uznając je za polską rację stanu. Jeżeli to zdecydowało, to świadczy o braku koncepcji działania w tym zakresie kierownictwa, lub po prostu małości. A może skuteczność działania departamentu, choć promowanego przez Glińskiego, nie była taka jak ją pokazywano? Bo na przykład zajmował się restytucją z pominięciem MSZ, a przecież prowadzi on głównie działania za granicą.
Wydaje mi się, że p. Kozubal dotknął sedna sprawy tj sukcesów w restytucjach ministerstwa kultury, źle widzianego przez MSZ. Przez ostatnie kilka lat ministrowi Glińskiemu udawało się bardzo sprawnie odzyskiwać działe sztuki z pominięciem urzędników MSZ. W przeszłości, ci ostatni fotografowali się z odzyskanymi dziełami i pewnie dostawali za to jeśli nie sute nagrody to lepsze stołki. Dość charakterystycznym pod tym względem były fotografie jednego z ministrów (mogę podać nazwisko) siedzącego w fotelu na tle odzyskanego dzieła sztuki. Za kulisami pracowało wielu a on jeden jak Narcyz przeglądał się w obiektywie kamery. Ta niezaleźna działalność mogła być rzeczywiście solą w oku MSZ. W ostatnich latach każde z odzyskanych dzieł miało godną oprawę na stronach MKDzN z pominięciem pracowników MSZ, którzy okazywali się chyba w tym przypadku zbędni. Inaczej mówiąc, była to zemsta obecnego rządu bez patrzenia czy coś sprawnie działa działa czy nie. Ważne by zniszczyć.
Pierwotna decyzja minister o rozwiązaniu departamentu rewindykacji była szkodliwa i niegodziwa wywołując powszechne zdumienie i oburzenie. Została zmuszona do zmienienia decyzji pod wpływem protestów oraz artykułów w prasie krajowej i zagranicznej. Nie należało rozwiązywać zespołu, który miał liczne sukcesy i działał dobrze od lat. Proszę teraz nie zaprzeczać w prasie, że nic się nie stało, choć jest to normalne u polityków bez kręgosłupa takich jak p. Wróblewska.
Zamieszanie wokół Departamentu Restytucji Dóbr Kultury to kolejny przykład poważnego problemu, jaki ma MKiDN z informowaniem o swoich działaniach. Nie to jest jednak najważniejsze. Poprzedni minister Piotr Gliński rzeczywiście dużą wagę przykładał do restytucji dóbr kultury, czego symbolicznym podkreśleniem było powołanie odrębnego departamentu. Osiągnięciem ministerstwa za jego rządów było sprawniejsze odzyskiwanie przez Polskę dzieł utraconych podczas II wojny światowej.
Ale najważniejsza była ustawa o restytucji narodowych dóbr kultury, która ograniczyła możliwości przedawnienia roszczeń w przypadku takich obiektów. Jej uchwalenie w 2017 r. ułatwiało m.in. ich odzyskiwanie w Polsce, z czym wcześniej były poważne problemy. Dlatego nie udało się zablokować sprzedaży na aukcji choćby „Główki dziecka” Stanisława Wyspiańskiego, chociaż dzieło pochodziło ze zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.
Sukcesy w odzyskiwaniu dóbr w latach 2015-2023 były możliwe jedynie dzięki pracy prowadzonej przez lata w ministerstwie i wspieranej przez poprzedników Piotra Glińskiego. A obecna zmiana to powrót do sytuacji sprzed reorganizacji dokonanej za jego czasów. MKiDN podkreśla także, że obecna zmiana nie wiązała się ze zwolnieniami etc. – zachowanie ciągłości jest w przypadku tej problematyki szczególnie ważne.
Poruszaną inną złą decyzją p. Wróblewskiej jest zaniechanie budowy pomnika Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Ten pomnik czeka na wzniesienie jeśli nie od 1920 roku to na pewno od 1990 roku. Być może pownien to być Łuk Zwycięstwa wzniesiony w centrum Warszawy a nie bardzo zły i wzorowany na innych zagranicznych pomnikach skręcony obelisk na Placu na Rozdrożu. Decyzja Wróblewskiej jest zła i rzeczywiście wpisuje się w służalczość Tuska wobec Putina ale też i projekt tego pomnika jest zły. Może należy ogłosić konkurs od nowy projekt … lecz by do tego doszło trzeba czekać aż zdechnie koalicja 13 grudnia. Amen.
Sporo prac Maurycego Trębacza było sprzedanych na rynku polskim ale były to głównie portrety i martwe natury. Te najlepsze, z końca XIX wieku i przełomu wieków chyba poginęły i pozostały jedynie po nich sztychy a czasami, jak ta, fotografie. Artysta szulkał akceptacji dla swojej twórczości i rozdwajał się pomiędzy kulturą polską i żydowską. Zmarł w głodu w getcie łódzkim.
Kolejny artysta, który żył krótko i którego prac nie ma polskim rynku. MN w Warszwie posiada kilka jego prac portretowych zaś pustki na aukcjach polskich.
Ok. 1926
Poniżej sprawozdanie Wacława Husarskiego z wystawy prac artysty w Salonie Garlińskiego w 1926 roku
Zwracam się do czytelników o pomoc w identyfikacji autora/autorki tej pracy malarskiej. Prosiła mnie o to czytelniczka z Łotwy. Dedykacja po lewej stronie brzmi “Cioci i Wujkowi na pamiątkę Kasia“. Obraz ten jest datowany (Kraków 1937), natomiast sygnatura jest mi nieznana. Verso pracy nic nie wnosi.
Sygnatura
Rzeczywiście. Szybko czytelnik rozwiązał tę zagadkę – dziękuję. Artysta to Stanisław Malcher
Śmiało można temu artyście przyczepić nalepkę ‘monachijczyka’ nie tyko dlatego, że tam studiował ale również, że podjął się sztandarowej problematyki związanej z fabułą końską i krajobrazem. Na podstawie tych dwóch obrazów wyciętych ze starych gazet widać nieco Wierusza połączonego z Fałatem a także zapatrzenie na “Czwórkę’ Chełmońskiego. Dobrych prac Wacława Wielogłowskiego nie ma rynku, nie ma w muzeach, muszą gdzieś zatem wisieć po kątach czekając na odkurzenie.