Lot 4. A magnificent silver goblet with a lid, Alt-Vin, 1851. The inside of the lid is golden. Decorated with hammer work and relief – on one side a noble emblem of the Salpobron family and on the other an agricultural scene. Inscribed “Economic and Agricultural Society of Cracow” as well as “First President Vincent Drobskiy” dated 1852. Stamps, artist’s stamp. Dimensions: height (including lid) – 34 cm, weight – 911 g. Condition: cover slightly bent and dents in the body. Starting $3,000. Behrooz. 01/28/26
Jest to cenny, o historycznym znaczeniu puchar podarowany Wincentemu Darowskiemu (1787 – 1862) w roku 1852 roku przez Krakowskie Towarzystwo Gospodarczo-Rolnicze.
WIncenty Darowski był był kapitanem 4 pułku jady konnej wojsk polskich Księstwa Warszawskiego, odznaczony krzyżem złotym Virtuti Militari. Do 1843 był sekretarzem generalnym Senatu Wolnego Miasta Krakowa a następnie do 1846 roku senatorem. również pierwszym prezesem Towarzystwa Rolniczego Krakowskiego, założonego w listopadzie 1845 roku na zjeździe 17 ziemian w Wolnym Mieście Krakowie. Stowarzyszenie to propagowało nowoczesne metody prowadzenia gospodarstw wiejskich. 1847–82 pod nazwą Towarzystwo Gospodarczo-Rolnicze Krakowskie, działało głównie w zachodniej Galicji; początkowo zrzeszało ziemian, administratorów i dzierżawców dużych gospodarstw rolnych, od końca XIX w. także bogatszych chłopów, przyjmowano też kółka rolnicze; 1911 zrzeszało 325 kółek, 1913 liczyło 4,7 tysiąca członków, w większości chłopów. Towarzysto to działało do 1919 roku. W latach 1853-54 prezesem towarzystwa był malarz Piotr Michałowski.
Pomyślałem, że któreś z krakowskich muzeów powinno być zaintersowane zakupem tego pysznego pucharu i informacje o tej aukcji zostały już wysłane na właściwe ręce. Patrząc na punce na pucharze, wygląda, że został on wykonany ze srebra ‘13’ w 1851 roku w Wiedniu (literka A na puncy) przez złotnika, któego nazwisko pewnie można odszukać. Puchar ma wymiar historyczny dla miasta Krakowa.
Lot 260. Teekanne, 12löth. Silber, Karol Jerzy Lilpop, Warschau, Polen, Klassizismus, um 1800. Bauchige Form mit zwei Blattrandfriesen. Henkel und Deckelknauf in Ebenholz. H 16 cm. Gewicht 800 g. Im Boden gemarkt. Estimate €450. Auktionshaus Quentin. 10/25/25. Sold €800
Ładny srebry czajni Karola Lilpopa, warszawskiego złotnika ze znanej rodziny zegarmistrzów i przemysłowców, licytowano w niemieckim Auktionshaus Quentin. Kilka podobnych, choć wyglądających na mniejsze, jest własnością Muzeum Warszawy. Przedmiot został opuncowny imiennkiem artysty jak też próbą srebra (’12’) oraz syrenką warszawską świadczącą o wykonaniu go w stolicy. Jedyną wadą, z obserwacji fotografii, jest reparacja dziubka w okolicach korpusa. Obiekt ten ma ponad 200 lat i przetrwał o dziwo tyle wojen.
Abraham Reiner.POLISH SILVER SALT AND PEPPER CELLAR, 1880
Lot 302. POLISH SILVER SALT AND PEPPER CELLAR. Assay master Josef Sosnowski, 1880. Hallmarks: ‘84’ silver standard, maker’s mark ‘A.R’., assay master’s mark in Cyrillic ‘O.S.’ (for Osip / Josef Sosnowski) above the date 1880. H.15.8 cm, L.13cm, gross weight: 151 gr. Estimate €500 – 600. Hermitage Fine Art. 10/22/25
Dom aukcyjny Hermitage Fine Art z Monte Carlo planuje licytować podwójną srebrną solniczkę (ewentualnie pojemniki na sól i pieprz) znajdując na niej znaki polskiego probierza Józefa Sosnkowskiego. Złotnikiem, który wykonał ten przedmiot jest Abraham Reiner o czym świadczy punca z literami AR w owalu a także jego znak, czyli biegnący jeleń. Był to najprawdopodobniej warszawski żydowski rzemieślnik. Trudno jest odczytać datę na puncy probierza ale zakładam, że została właściwie opisana jako 1880 rok. Te informacje o nazwisku złotnika nie zostały podane choć przy odrobinie wysiłku można je wyszukać. Ważne jest co innego bo ten przedmiot został wyceniony przez dom aukcyjny stosunkowo wysoko z ceną wyjściową €500. Powstaje pytanie, czy ze względu na wycenę ten obiekt jest unikatem czy też jest dość popularny w świecie polskich solniczek.
Jankiel Kelmer. A silver salt cellar, 1878
A silver salt cellar from the end of the 20th Century, assay mark of Josef Sosnkowski, Warsaw 1872. The interior of the bowls gilded. Height 14.5 cm. Width 13.5 cm. Weight 150 g. Estimate €300. Bukowskis.
Dość pobieżny przegląd sieci pozwala odnaleźć szereg niemal identycznych solniczek sprzedanych w ostatnich latach na zachodnich aukcjach. Dwie spośród nich sa przedstawione poniżej, obie sprzedane w szwedzkim Bukowskim. Jedną z nich wykonał w 1878 roku Jankiel Kelmer, prawdopodobnie również żydowski złotnik z Warszawy (punca JK w prostokącie oraz znak płynącego statku). Druga ma jedynie pokazane punce z okresu Polski międzywojennej z próba srebra ‘2’ oraz puncą lombardu (sowa umieszczona na tarczy). Prawdopodobnie obiekt ten pozbawiony jest innych punc bo Bukowski by je dostrzegł i opublikował.
Te trzy obiekty dzielą jedynie drobne szczegóły jak złocenie czy obecność lub brak kulistych nóżek. Przypuszczam, że te podwójne solniczki były sprowadzone na polski rynek w latach 70-tych XIX wieku i tam były sprzedawane złotnikom (raczej koncesjonowanym a nie cechowym), którzy wykonali minimalną przy nich pracę i ocechowali je swoimi puncami. Przypuszczam również, że wzór tych soliczek nie jest polski ale przywędrował być może z Francji lub z Austrii. W sumie solniczka z Monte Carlo jest ładna, lepiej gdyby miała złocenia, lecz cena €500 euro jest dużą przesadą. Na polskim rynku były również sprzedane niemal identyczne solniczki z puncami innych polskich złotników.
Nie zidentyfikowany polski złotnik. POLISH SILVER SALT AND PEPPER CELLAR
Lot 378. A DOUBLE SALT CELLAR. 875 silver, Poland early 1900s. Height 13.5 cm, weight 138 g.Estimate €300 – 400. Bukowskis. Sold 250 euro
4469570. BOWL ON STAND, Judaica, silver, unidentified marks. Decor with biblical motifs and text in Hebrew. Dimensions 38 x 24 cm, height 21 cm. Weight circa 738 g. Reserve €580. Stockholms Auktionsverk. 09/26/25. Sold €850
Punce na rancie podstawy
Stockholms Auktionsverk nie potrafił zidentyfikować wykonawcy tego wyrobu ze srebra. Znaki są jednak na tyle czytelne, że można doczytać się z imiennika słowa ‘Radke’ wraz z komplementarnym jego znakiem przedstawiającym półksiężyc z trzema gwazdkami. Emil Radke był jednym z najznakomitszych warszawskich XIX-wiecznych złotników mających swój zakład na ulicy Miodowej. Po jego śmierci zakład nadal działał pod szyldem brata(?) Gustawa Radke. Poniżej, dla porównania, punce Emila Radke z innego wyrobu
Punce Emila Radke z innego wyrobu
Sprzedana taca na owoce została chyba poźniej wtórnie wygrawerowana. Na jej misie znajdują się poniższe sentancje w języku hebrajskim z uzupełniającymi rysunkami. Sentencji nie potrafię odczytać. Sam wyrób wygląda, że powstał ok 1840 roku.
4466719. A silver jar, Judaica, Josef Sosnkowski, Warsaw 1878. Decoration with lion and filigree, among others. 6 x 6 cm, height 7 cm. Weight approx. 118 g. Reserve €120. Stockholms Auuktionsverk. 08/22/25. Sold €320
Punce
Sezon ogórkowy na antykwarycznym rynku poloników trwa w najlepsze i dlatego warto zająć się obecnie ostrzeżeniami. Pisałem wczoraj o falsach prac Mitoraja, kiedyś pisałem o falsyfikatach polskiego stebra i wracam obecnie do tego ostatniego tematu.
Dom aukcyjny Stockholms Auktionsverk, filia w Finlandii, wystawił niepozorny obiekt, opisany jako pudełko (jar) posiadający punce Józefa Sosnkowskiego. Józef Sosnkowski był probierzem warszawskim w czasie zaborów. Jego rosyjka wersja puncy, czyli “O.C” jest obecna na denku przedmiotu. Samo pudełko przypomina tzw. balsaminkę, czyli pojemnik na wonności stosowany w kulturze żydowskiej. Balsaminka została sztucznie chemicznie pokryta czarnym siarczkiem srebra co mogłoby sugerować jej ok 150 letni wiek. Obok puncy Sosnkowskiego mamy również puncę w owalu przedstawiającą głowę byka. Ta głowa byka to znak polskiego złotnika Cypriana Łabęckiego, działającego w latach 1880 – 1889 (wg. pracy Sławomira Bołdoka ‘Znaki na srebrze‘). Zatem, datowanie na puncy probierza (1878) nie pasuje do okresu działalności złotnika. Warto wrócić w tym momencie do kilku artykułów na PAC o fałszerstwach sreber, głównie cukiernic, na niekorzyść Cypriana Łabęckiego (https://polishartcorner.com/silver/). Było również o innych falsyfikatach mających identycznie sfałszowane punce Łabęckiego: https://polishartcorner.com/2024/02/18/falsyfikaty-sreber-cypriana-labeckiego-na-rynku-holenderskim/, https://polishartcorner.com/2024/06/12/raz-jeszcze-o-falszerstwach-polskich-sreber/. Jak można się zorientować, mamy do czynienia z tą samą ‘fabryką’ produkującą różne fałszywe wyroby, posługującą się tym samym zestawem fałszywych punc. Niektóre wyroby z tej fabryki świecą się nowością a niektóre są sztucznie postarzane. Jedna wspólną cechą jest to, że są to falsyfikaty.
Wyżej pokazana balsamimka na aukcji w Stockholms Auktionverks osiągnęła już cenę €120 a do zakończenia aukcji pozostało jeszcze kilka dni. Balsaminka jest wykonana bardzo topornie i ten wyrób nie ma nic wspólnego z dokładną robotą XIX wiecznych mistrzów złotników, którzy musieli zdać egzaminy cechowe by zostać dopuszczeni doi zawodu. Jak widać z przytoczonych przykładów proceder fałszowania musi się obecnie opłacać bo zawsze znajdą się osoby mając dobre mniemanie o swojej wiedzy – to ostatnie dotyczy nie tylko kupujących ale i ekspertów sprzedających w domach aukcyjnych.
Lot 236. A MONUMENTAL SILVER KIDDUSH GOBLET. Warsaw, 19th century. On a round base that is engraved with a geometrical design. A Baluster shaped stem and an outward tapering embossed upper portion. Traces of interior gilding. Slight wobble. 7.7 inches tall and 329 grams. Starting $200. Greenstein. 08/12/25. Sold $425
Dom aukcyjny nieco przesadził z tą monumentalnością kileicha. Jest on spory (ok 20 cm) ale daleko mu rozmiarami i jakością pracy do monumentalności. Greenstein to nowojorska firma handlująca głównie judaikami i często ‘poprawiany’ jest opis by uzyskać lepsze ceny, co zresztą nie dziwi. W przypadku tego kileicha ciekawe są punce wybite na obrzeżu podstawy. Można w nich sporo wyczytać i przypisać historię. Na podstawie puncy “84” oznaczającej zawartość srebra oraz dwugłowego carskiego orła wiemy, że jest to wyrób z terenów polskich zaboru rosyjskiego, najprawdopodobniej z Warszawy. Puncę imienną, po lewej stronie, należy przeczytać jako RADKE of nazwiska firmy założonej w Warszawie ok 1830 roku przez Emila Radke. Jednak … ta punca jest przebita na innej puncy, gdyż obecny również jest punca wytwórcy kielicha, czyli głowa jelenia w otoku. Ta punca świadczy, że kielich wykonał warszawski złotnik Jan Pogorzelski (1819 – 1875) a nie Emil Radke.
Punce Pogorzelskiego z innego wyrobu
Właśnie na immieniku POGORZELSKI firma Radke wybiła swój znak nieco większymi literami i to przebicie nieźle widać bo pozostaly dwie ostatnie litery pierwotnej puncy. Firma Radke była dużą firmą, handlowała również wyrobami na rdzennych terenach rosyjskich, przyjmowała do sprzedaży wyroby innych złotników stawiając na nich swój imiennik. Odnośnie jakości rzemiosła tego kielicha to wydaje mi się, że kielich powstal przez połączenie części stosowanej do wyrobów świeczników z przylutowanym do tej nóżki średniej wielkości kiliszkiem. Cena sprzedaży ($425) jest do przełknięcia. Prawdopodobnie wyrób powstał po 1850 roku a brak znaku probierza może świadczyć, że wyrób powstał na eksport.
Lot 581. Continental Silver Sugar Box and Two Table Boxes. Comprising: A sugar box, indistinctly markedl; A table box repoussed with a battle scene, indistinctly marked; A Dutch table box, marked ‘.830’; The sugar box 4 1/2 x 7 x 5 1/2 in., 47.6 oz. approx. gross weight. Collection of Jan Mitchell. Estimate $500-$700. Stair. 08/07/25. Sold $1,200
Piękna i nierozpoznana przez dom aukcyjny cukiernica Karola Malcza z końca lat 40-tych XIX wieku licytowana w USA razem z dwoma nieistotnymi dla kolekcjonerów polskich sreber ‘obcymi’ srebrnymi pudełkami. Jednak, wystarczy napisać w katalogu, o obecności ‘continental silver box’ by wzbudzić zainteresowanie znakami na srebrze. Spodziewana przeze mnie wysoka wylicowana cena będzie odzwierciedlała obecność tej właśnie cukiernicy Malcza wśród pozostałych dwóch sreber ‘zapakowanych’ do tej aukcji.
Poniżej przedstawiam lustro w srebrej oprawie również wykonane w warszawskiej pracowni Karola Malcza, które niespodziewanie dla mnie osiągnęło pod koniec lipca cenę aż 1,800 euro. Kilka lat temu pojawiło się na rynku inne lustro wykonane w tej samej pracowni dla namiestnika Królestwa Polskiego Iwana Paskiewicza lecz ono było bardziej okazałe od pokazanego obecnie obiektu (https://polishartcorner.com/silver/).
Srebra pochodzące z pracowni Karola Malcza są bardzo popularne w Polsce, niemal jak ‘Kossaki’, i zawsze znajdzie się na nie kupiec. Są jednak dość często fałszowane i ostrożność jest zawsze wskazana przy zakupie, szczegółnie w Polsce.
Karol Filip Malcz. Wand und Standspiegel
Lot 814. Wand- und Standspiegel, Polen, um 1900, geschweifter Holzrahmen mit im barockisierenden Stil gestalteter 12 Lot Silberauflage, mit original Klappfuß, gepunzt: MZ: Beschau: Anker und ‘Warsavie’ (ca. 1840-60) MZ: Malez (Siehe: Marc Rosenberg, Der Goldschmiede Merkzeichen, IV. Band, S. 452), H: 60 cm, B: 48 cm. Limit 180,-. Dawo Auktionen. 07/26/28. Sold €1,800.
Lot 1390. Rare Judaica sugar bowl. Hersz Szyldberg/Warsaw/Poland/Russia, around 1862. 84 zolotniki. Hallmarks: Manufacturer’s mark, city and fineness mark, year mark, proof mark. 13.3 x 19 x 13.8 cm. Weight: 842 g. On four flared legs. Bellied body with engraved leaf decoration. In the corners figures of orthodox Jews. Finished with a hinged lid with two birds of prey and a plaque with Hebrew script. In Jewish thought, the eagle is the symbol of mercy. Starting €850. Kastern. 06/20/25
Sporo dobrych wyrobów ze srebra, polskich i żydowskich złotników wypływa ostatnio na rynku niemieckiem. Kiedy i w jaki sposób tam się znalazły? Różne myśli przychodzą do głowy. Dwie cukiernice warszawskiego złotnika z Nalewek, Hersza Szybdberga, na jednej aukcji to spora niespodzianka. Dodatkowo, obie wykonane w tym samym stylu, mające ten sam korpusz puszki, pochodzące z tego samego 1862 roku. Cukiernice różnią się dekoracjami korpusu puszki zaś dodatkowy bonus to chyba oryginalne kluczyki zamków. Każda z nich to majstersztyk sztuki i niejedno z polskich muzeów chętnie by je przygarnęło. Na rynku polskim można obecnie spotkać sporo falsyfikatów polskich sreber, szczególnie żydowskich jubilerów. Zwykle, te ‘nówki’ świeca się jak u psa cojones, mają złe znaki wykonancy i probierzy, zdobienia są tanio wykonane (odlane). Warto zwrócić uwagę na te dwie cukiernice i przypatrzeć się szczegółom jak i puncom.
Otrzymałem od znajomego (AW) taki oto opis o Szyldbergu opublikowany przez dr Izabellę Rejduch-Samkową (artykuł opublikowany w: Fołks-Sztyme, nr 46 (4857), 21.11.1987, s. 11):
Lot 1391. Rare Judaica sugar bowl. Hersz Szyldberg/Warsaw/Poland/Russia, around 1862. 84 zolotniki. Hallmarks: Manufacturer’s mark, city and fineness mark, year mark, proof mark. 13.5 x 19 x 13.8 cm. Weight: 784 g. In Jewish thought, the eagle is the symbol of mercy. Staring €850. Kastern. 06/20/25
Los 605502. Reiter mit Zigarre / A horseman with cigar, Karl Czaplicki, Krakau, um 1910. Material: Silber 750/000, Gold, Rubin. Punzierung: Diana-Marke, Meistermarke. Maße: 26 x 31 x 12,5 cm. Gewicht: 2335 g. Zustand: gut. Strating €3,400. Auktionshaus Schwab. 07/26/25. Sold €6,500
Niezykle interesującą rzeźbę w srebrze autorstwa krakowskiego jubilera Karola Czaplickiego wystawił na sprzedaż niemiecki dom aukcyjny Auktionshaus Schwab. Karol Czaplicki to dobrze znane nazwisko jubilera którego zakład został założony w 1885 roku i trwał w okresie międzywojennym. Zakład mieścił się na Placu Mariackim 1 a później na Rynku Głównym. Rys biograficzy o Czaplickim został opublikowany na blogu przez Alicję Lisak w rozdziale o sklepach jubilerskich w Krakowie w XIX wieku: https://www.lisak.net.pl/dawne_widoki_krakowa/?p=26311. Dodam, że na rynkach srebra można znaleźć głównie wyroby sztućcowe wykonane przez tego złotnika. Zbieracze militariów mogą pokusić się o zakup np. orzełków legionowych wykonanych w zakładzie Karola Czaplińskiego, projektu Czesława Jarnuszkiewicza. Czasami, pojawiają się również medale pamiątkowe wykonane w tym zakładzie z okazji 500 rocznicy bitwy pod Grunwardem.
Rzeźba przedstawiająca Krakusa na koniu, cechowana nazwiskiem Karola Czaplickiego, jest niezwykła. Wykonana jest ze srebra, jest wymiarami duża, jest dość ciężka (ponad 2.3 kg), powstała jeszcze w okresie panowania cesarza Franciszka Józefa (punce austriackie). Patrząc na nią narzucają się natychmiast akwarele Juliusza Kossaka noszące podobne tytuły ”Drużba – krakowiak na koniu”, wykonane w latach 80-tych XIX wieku. Jestem przekonany, że te prace nie uszły uwadze Karola Czaplickiego i był nimi inspirowany przy przygotowaniu trójwymiarowego modela.
Juliusz Kossak. Krakus na koniu, 1888
Warto porównać kilka prac Juliusza Kossaka by dostrzec podobieństwa do rzeźby, jak też zaobserować drobne różnice. Interesujące dla mnie jest nazwisko rzeźbarza, który przygotował model służący do odlania tej rzeźby – nie wierzę by rzeźbiarzem był Karol Czaplicki. Interesuje mnie ile egzemplarzy ‘Krakowiaka na koniu’ zostało wykonanych. Nie był to odlew w brązie lecz w znacznie droższym srebrze (próba 750) a zatem być może powstał na specjalne zamównie.
Rzeźba wykonana w zakładzie Karola Czaplickiego może zainteresować zarówno kolekcjonerów polskich sreber jak też i polskiego malarstwa oraz rzeźby. Być może zachowały się księgi zakładu Czaplińskiego a może znajduje się gdzieś notatka opisująca tę pracę. Warto pogrzebać w papierach i książkach i oczywiście liczyć na wiedzę czytelników. Dla mnie ta praca to cymes.
Czytelnik blogu (JM – dziękuję za odzew) odnalazł w dawnej polskiej prasie informację o tej srebrnej rzeźbie. Jest o niej wzmianka w czasopiśmie “Przegląd Techniczny” z 29 grudnia 1904 roku: https://bcpw.bg.pw.edu.pl/Content/3800/53pt1904_nr_52.pdf. Na stronie 710 tego pisma można przeczytać o pracy Karola Czaplickiego. Skan strony pisma poniżej. Nizależnie, rzeźba ta wzbudziła zainteresowanie w Instytucie Sztuki PAN. W oparciu o załączony artykuł, datowanie tej pracy należy przesunąć na rok 1904. Trudno w tej chwili rozstrzygnąć, czy ta rzeźba była wykonana w jednym egzemplarzu czy też powstały również inne odlewy. Ciekawe jest czy może zachował się zakurzony i zapomniany gips służący do wykonania tego odlewu.
Otrzymałem kolejny list od czytelnika JM podkreślający, że autorem tej rzeźby jest Tadeusz a nie Karol Czaplicki. Tak rzeczywiście jest napisane w artykule z 1904 roku o cytowanej powyżej wystawie i tego wątpliwego dla mnie autorstwa poprzednio nie komentowałem.
Faktem jest, że na rzeźbie mamy puncę zakładu Karola Czaplickiego (K. CZAPLICKI). Nie jest dla mnie istotne kto wykonał odlew tej srebrnej rzeźby, lecz kto wykonał model gipsowy służący za wzór do odlewu. Wykonanie odlewu na wosk tracony to dość żmudna, trudna, pracowita robota wymagająca znajomości w tym zawodzie np. projektowania i późniejszego usunięcia wentów odpowietrzających, etc czy też obróbki surowej pracy z nałożeniem patyny. Jeśli Tadeusz Czaplicki rzeczywiście był biegły w odlewaniu przedmiotów to chwała mu za to, jednak prawdziwym autorem tej pracy jest nieznany artysta majacy duży talent w wyrzeźbieniu konia ale też i postaci usiadającego go jeźdżca. Jest wiele drobnych detali ubioru Krakusa wymagających dużej zręczności rzemiosła. Dlatego też jestem sceptyczny by autorstwo tej pracy przypisać Tadeuszowi Czaplickiemu, zupełnie mi nieznanemu jako rzeźbiarzowi. Ten Krakus-drużba to nie jest jakaś jarmarkowa robota. Proszę zapytać współczesnych artystów posiadających dyplomy i certyfikaty czy gotowi byliby wykonać taką pracę (obecni rzeźbiarze artyści są gotowi pospawać parę prętów by być z tego dumni, np. https://polishartcorner.com/2023/07/03/miroslaw-balka-1958-7/).
Wątek autorstwa tej rzeźby warto kontynuować lecz w oparciu o archiwalia rzemieślnicze a nie wyłącznie o notakę w gazecie, niepotwierdzoną w innych źródłach. Tadeuszowi Czaplickiemu pracownicy MNK przypisali autorstwo drobnej zawieszki medalowej dla sekcji wioślarskiej Akademickiego Związku Sportowego w Krakowie z 1923 roku. Skłaniam się do opinii, że rzeźbę odlano w jednym z wiedeńskich zakładów specjalizujących się w wykonywaniu dość skompikowanych prac rynkowych, natomiast jego obróbkę oraz uzupełnienie detali mógł wykonać Tadeusz Czaplicki. Jest to jedynie moja hipoteza nie mająca jednak żadnych podstaw literaturowych.
Na skutek presji wywieranej na mnie w listach dodam, że dopuszczam hipotezę inych osób mówiącą, iż odlew został w całości wykonany i zaprojektowany w pracowni Karola Czaplickiego. Dowodów jednak jak do tej pory nie ma na to żadnych.
Głowa Diany, Punca austriacka na rzeźbie Krakusa
Kluczem do rozwiązania zagadki o miejscu wykonania odlewu tej rzeźby może być analiza puncy Diany. Takie punce były dość dokładnie znakowane miejscem wykonania oraz próbą srebra (https://www.silvercollection.it/austriansilverhallmarks.html). Grupa czytelników spodziewa się literki „K” obok głowy Diany aby potwierdzić miasto Kraków. Niestety, ale liteka miasta jest niewyraźna na załączonej powyżej fotografii. Niektórzy poniżej brody Diany widzą cyferkę „4” sugerującą, zgodnie z opisem katalogowym, próbę srebra 750/1000. Należy poprosić dom aukcyjny o kilka fotografii tej puncy bo może pod innym kątem da się coś więcej odczytać.
Ja ze swojej strony usiłuję dowiedzieć się czegoś więcej o tej rzeźbie w warszawskim środowisku kolekcjonerów sreber. Jak do tej pory, spotkałem się z opinią (zbieżną z moją), że nie została odlana w Krakowie lecz być może Wiedniu. Dowodem byłaby literka na puncy, lecz ta jest nieczytelna. Generalnie, Krakus na koniu jest odmienny od dobrze znanych, dość innych produktów Karola Czaplickiego (łyżki, kubki, biżuteria, odznaki, wyroby o treści patriotycznej), że trudno znaleźć między nimi wspólny mianownik. Niewątpliwie, produkt finalny powstał w tym zakładzie o czym świadczy imienna punca. Jednak to nie wyjaśnia etapów powstania rzeźby oraz jej autorstwa. Mam porzyjaciół w Krakowie i nie jest moim celem ranienie ich uczuć. Trzeba jednak dotrzeć do prawdy, o ile znajdą się ku temu fakty a nie życznia.
PS. Znanym jest faktem występowanie na polskim rynku identycznych srebrnych świeczników z imiennymi puncami różnych warsztatów. Tłumaczenie jest proste – zakłady kupowały półprodukty, składały je i wbijały własną puncę. Podobne przypadki spotykamy np. w przypadku niektórych identycznych cukiernic.
Wątek Krakusa na koniu jest przedmiotem dużego zainteresowania. W tej sprawie otrzymałem dwa listy od Profesora Michała Myślińskiego z Instututu Sztuki PAN w Krakowie, mającym w dorobku naukowym szereg publikacji na temat krakowskch sreber (https://www.ispan.pl/instytut/kadra/michal-myslinski-prof-pan). Za jego zgodą publikuję dwa listy odnoszące się do wpisu na blogu (w drugim pominąłem drobne wątki osobiste). Dziękuję p. Myślińskiemu za bardzo drobiazgowe uwagi.
Wielce Szanowny Panie, z wielce uwagą przyglądam się dyskusji, dotyczącej rzeźby “Krakusa”, bo sprawy krakowskiego złotnictwa, w tym jego historii, pasjonują mnie w sposób szczególny. Przede wszystkim wdzięczny jestem, że podzielił się Pan informacją o samym dziele, a tym bardziej za wywołanie dyskusji o nim. Pozwolę sobie zabrać głos w tej dyskusji, ale proszę to traktować tylko jako głos i raczej dodatek, a nie próbę rozstrzygania czegokolwiek! A zatem… w samym dziele poniekąd skupiają się jak w soczewce wszystkie problemy badawcze, dotyczące złotnictwa krakowskiego, a polskiego – w ogóle. Nie znamy bliżej historii dzieła – “wypłynęło” ono za granicą, a jedyne co wiemy (być może dom aukcyjny wie coś więcej), to fakt, że nie jest to np. strata wojenna, poszukiwana przez Polskę. Dlaczego pojawiło się na aukcji w Niemczech, a nie w Polsce? Czy to wynik historii dzieła (sprzedane przed wojną, w czasie wojny, po wojnie?) czy to tylko chęć uzyskania lepszej ceny za granicą (nb. obecnie cena ta nie wydaje się zawyżona, a wręcz przeciwnie – jest atrakcyjna!). Ergo – niewiele wiemy o losach przedmiotu, choć np. na krakowskim rynku antykwarycznym pojawiały się już artefakty i dokumentacja związane z Czaplickimi. Kolejna kwestia – znakowanie. To pozostaje bez zarzutu (o ile mogę sądzić ze zdjęć) – mamy znak “K.CZAPLICKI”, obok w pięciokącie głowa Diany (sam kształt pięciokąta od razu wskazuje tzw. próbę, bo linie proste miały wartosć 150, zatem 150×5 daje wartosć liczbową stopu; warto podkreslić, że ta próba była mniej chętnie stosowana), obok jest znak probierni (litera w prostokącie o ściętych narożnikach). Niestety – nie widać dobrze litery oznaczającej miasto probierni – w przypadku Wiednia byłoby to “A”, w przypadku Krakowa – “E” (K to system polski, po 1920 roku). Sądzę, że jest tam “E” Krakowa, bo Czaplicki nie wiózłby do Wiednia dzieła do cechowania – to byłoby pozbawione sensu, bo znak przybity w Krakowie był ważny w całych Austro-Węgrzech. Bywało odwrotnie – na wyrobach z oznaczeniami wiedeńskimi krakowscy złotnicy wybijali swój znak firmowy (o nim niżej) – bo to poniekad utwierdzało kupujących, że znany krakowski złotnik lub jubiler niejako gwarantował tym znakiem jakość wyrobu. Był to zatem taki “zestaw importowy” znaków. Pewien problem pojawia się przy interpretacji oznaczenia “K.CZAPLICKI” – nie jest to bowiem ścisły imiennik Czaplickiego (wedle zasad austriackich były to sygle imienia i nazwiska, często z trzecią literą od drugiego imienia lub drugiego członu nazwiska), ale znak jego wytwórni (onegdaj nazywano je stampiliami). Użycie takiego znaku wprowadza pewien “bałagan” – bo oznacza on po prostu, że dzieło powstało w wytwórni Karola Czaplickiego, ale nie oznacza, że jest jego dziełem – tzn. nie oznacza, że bezdyskusyjnie, że to Karol Czaplicki wykonał tę rzeźbę. Tu pojawia się kwestia nierozstrzygalna bez jednoznacznego dowodu, np. relacji – nie wiemy, kto sporządził “oryginał” (skłaniam się do tego, że to metoda traconego wosku, bo przecież nie tzw. guma), ale pierwowzorem może być wskazana akwarela Kossaka, przedstawiająca krakusa jako członka banderii. No i kwestia kolejna – teoretycznie wskazanie w przekazie “Przeglądu”, że to dzieło Tadeusza Czaplickiego może być prawdą, ale może być też po prostu pomyłką. Tego po prostu nie wiemy – faktem jest, że obaj Czapliccy prowadzili własne firmy (mieli do tego prawo już posiadając stopień czeladnika, choć przyjęte było, ze powinno się posiadać stopień mistrza). Zatem istnienie dwóch firm Czaplickich mogło spowodować, że dziennikarz pomylił Karola z Tadeuszem, ale z drugiej strony czytamy wyraźnie – że krakus powstał w firmie Karola, ale wykonał go Tadeusz. A to już na błąd nie wygląda, tylko świadome wskazanie kto był autorem, i gdzie rzeźba powstała. Co więcej – Karol był nauczycielem Tadeusza, zatem praca tego rodzaju mogłaby być np. pracą mistrzowską Tadeusza (ale to tylko gdybanie!). Osobna kwestia to czas powstania rzeźby – to, że pojawia się ona w opisie słynnej wystawy metalowej w 1904 roku, nie oznacza, że powstała z myślą o wystawie, bo mogła powstać wcześniej, a na wystawie tylko ją eksponowano.
Przepraszam za pewien chaos wypowiedzi, ale – tak jak pisałem – ta rzeźba raczej przywołuje pewne problemy, z jakimi się borykamy, niż je rozwiązuje definitywnie.
Z wielkim poważaniem Michał Myśliński Dr hab. Michał Myśliński prof. ISPAN Pracownia Rzemiosła Artystycznego i Designu Biuro w Krakowie
(…) Nie ulega wątpliwości, ze rzeźba jest zaskakująca – klasą, pewnym dowcipem (żarzące się cygaro), pierwowzorem (Kossak), a nawet wagą (to mniej więcej waga kompletu sztućców na 6 osób). Tu pojawia się osobna sprawa – to nasze zaskoczenie wynika z przeświadczenia, że Kraków był zbyt małym ośrodkiem na prace tej klasy. Kraków rzeczywiście był małym ośrodkiem złotniczym, gdzie klientela była uboższa, nieliczna choćby w porównaniu ze Lwowem jaki przede wszystkim z Warszawą, która była znaczącym ośrodkiem produkcji i eksportu sreber – na cały świat i całe Imperium Rosyjskie. W tym czasie w Krakowie powstają głównie wyroby galanterii stołu, drobna biżuteria, liczne dzieła o przeznaczeniu kultowym (okłady obrazów, korony itp). Ale nie oznacza to, że taka rzeźba – z pewnością tzw. rzeźba gabinetowa – nie mogłaby w Krakowie powstać; mamy tutaj pewne błędne koło – nie znamy tego rodzaju dzieł z Krakowa, a zatem gdy pojawia się takie, to budzi ono nasz niepokój i niepewność, czy to nie fals, kto był autorem, czy Kraków miała środki techniczne na takie realizacje, czy wykształcenie warsztatowe złotników i jubilerów pozwalałoby im na taką realiację itp.Tu, niezaleznie od tego, jakim ośrodkiem złotniczym był Kraków, trzeba podkreslić, że obok zwykłym aspiracji artystycznych złotników, mieli on możliwość podnoszenia swoich kwalifikacji, także artystycznych – działało już w Krakowie Muzeum Techniczno-Przemysłowe organizujące kursy zawodowe i artystyczne, a w nieodległej przyszłości powstało Stowarzyszenie Polska Sztuka Stosowana (1901), później – Warsztaty Krakowskie (1913). Wydaje mi się, że rzeźba jest pewnym ewenementem na tle tego, co znamy z Krakowa, ale jest jak najbardziej “możliwa”! Rzeczywiscie zaś – póki nie otrzymamy niezbitego dowodu na to, kto jest autorem rzeźby (tj. patrycy) poniekąd musimy zaufać przekazowi z “Przeglądu” z 1904 roku, choć zawsze można – a nawet należy – zastanawiać się, czy to przekaz bezdyskusyjny. (…). Serdecznie pozdrawiam i pozostajemy w kontakcie! Michał Myśliński
Lot 344. Becher von Antoni Zielenkiewicz Warschau, Anfang 19. Jhdt. Innen vergoldet. Punzen. 12 lot. H 10 cm, 162 g. Oprning €100. Dusseldorfer Auktionshaus. 05/22/25.
Niewiele XVIII wiecznych wyrobów ze srebra, wykonanych przez polskich złotników dotrwało do naszych czasów. Jednym z rodzimych złotników był wówczas Antoni Zielenkiewicz, pracujący w Warszawie, jak się przyjmuje, w bardzo wąskim przedziale lat 1785 – 1790. Nielicznie zachowane do naszych czasów wykonane przez niego wyroby ze srebra przechowywane są obecnie głównie w muzeach. Muzeum Historyczne w Warszawie przechowuje małą solniczkę https://kolekcje.muzeumwarszawy.pl/en/objects/611/), Muzeum Narodowe w Warszawie posiada rondel do jarzyn, oraz przedmiot określony jako wazę do kieliszków (https://cyfrowe.mnw.art.pl/pl/artysci/68230) zaś w Muzem Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym znajduje się lichtarz (https://cyfrowe.mnw.art.pl/pl/artysci/68230). Prawdopodobnie, polscy kolekcjonerzy mogą być posiadaczami kilku innych jego prac.
W ubiegłym miesiącu Dusseldorfer Auktionhaus licytował nieduży srebrny kubek wykonany przez Antoniego Zielenkiewicza. Korpus kubka oparty jest na trzech kulistych nóżkach; wnętrze kubka jest złocone. Zwracają również uwagę ręcznie wykonane zdobienia. Spód kubka cechowany jest znakiem złotnika “AZ” wybitym w owalu oraz cechą próby srebra “12”. Spora to rzadkość na rynku ze względu na nazwisko złotnika i czasy wykonania.