Z polskiej prasy, cd

Dobrze wyważony artykuł na temat zlikwidowania działu restytucji w ministerstwie kultury ukazał się w Rzeczpospolitej autorstwa Marka Kozubala. Dziennikarz ten od lat para się sprawami związanymi ze kulturą, pisze książki na ten temat. Pełen tekst artykułu poniżej: https://www.rp.pl/opinie-polityczno-spoleczne/art41000091-marek-kozubal-niemiec-kazal-zamknac-czyli-o-restytucji-dziel-sztuki.

Marek Kozubal: Niemiec kazał zamknąć, czyli o restytucji dzieł sztuki

Ministerstwo kultury zlikwidowało departament restytucji. Czy to oznacza, że nie zajmuje się już zrabowanymi w czasie wojny dziełami sztuki?

Informacja o likwidacji Departamentu Restytucji Dóbr Kultury resortu kultury pojawiła się w momencie, gdy ze strony ministerstwa zniknęła informacja o tej komórce. Alarm podniosły prawicowe media i politycy związani z poprzednim rządem. To one narzuciły narrację, która oparta była na teorii, że za wszystkim stali Niemcy.

Były szef resortu prof. Piotr Gliński napisał na platformie X (dawniej Twitter): „Dwie informacje z państwa policyjnego Tuska: rozpędzili właśnie departament restytucji dóbr kultury, który walczył o zwrot zrabowanych dzieł sztuki. I wycofali się z budowy pomnika Bitwy Warszawskiej, którą my prowadziliśmy. Dwa prezenty Tuska – für Deutschland i dla Putina…”.

Z kolei europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk w Radiu Maryja stwierdził: – Myślę, że wytyczne z niemieckiego MSZ poszły do agentury w Polsce, żeby szybko ten departament zlikwidować, bo on przynosił wielkie straty wizerunkowe państwu niemieckiemu.

Niezrozumiała decyzja ministerstwa kultury

Błędem wizerunkowym było, że resort kultury nie reagował, chociaż sprawę komentowali historycy sztuki. Dorota Janiszewska-Jakubiak, była dyrektor Instytutu Polonika przyznała na FB, że nie rozumie tej decyzji. „Zlikwidowano Departament (…) Znów będzie okrojony etatowo wydział” – stwierdziła.

Z odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej”, skierowane do MKiDN, wynika, że działania restytucyjne nadal będą prowadzone, tyle, że w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego. „Zmiany organizacyjne w żadnym stopniu nie wiążą się z ich wygaszeniem” – odpowiedziano nam. Teraz ministerstwo prowadzi 178 takich spraw w 18 krajach m.in. w Niemczech, USA, Wielkiej Brytanii, Austrii, Francji i Włoszech. Z kolei 51 postępowań dotyczy Polski.

Ile osób zajmuje się restytucją w ministerstwie kultury

W zlikwidowanej komórce było zatrudnionych 19 osób, z tego 17 przeszło do Departamentu Dziedzictwa Kulturowego, a dwie do Centrum Informacyjnego. Dotychczasowa szefowa departamentu Elżbieta Rogowska otrzymała stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Dziedzictwa Kulturowego.

Ministerstwo nie odpowiedziało na pytanie „Rz” o powód likwidacji. Próbuję to tłumaczyć tak: gdy ministrem był Piotr Gliński departament ten wspierał pozycję tego polityka, ale jednocześnie on sam angażował się w sprawy restytucyjne, uznając je za polską rację stanu. Jeżeli to zdecydowało, to świadczy o braku koncepcji działania w tym zakresie kierownictwa, lub po prostu małości. A może skuteczność działania departamentu, choć promowanego przez Glińskiego, nie była taka jak ją pokazywano? Bo na przykład zajmował się restytucją z pominięciem MSZ, a przecież prowadzi on głównie działania za granicą.

Wydaje mi się, że p. Kozubal dotknął sedna sprawy tj sukcesów w restytucjach ministerstwa kultury, źle widzianego przez MSZ. Przez ostatnie kilka lat ministrowi Glińskiemu udawało się bardzo sprawnie odzyskiwać działe sztuki z pominięciem urzędników MSZ. W przeszłości, ci ostatni fotografowali się z odzyskanymi dziełami i pewnie dostawali za to jeśli nie sute nagrody to lepsze stołki. Dość charakterystycznym pod tym względem były fotografie jednego z ministrów (mogę podać nazwisko) siedzącego w fotelu na tle odzyskanego dzieła sztuki. Za kulisami pracowało wielu a on jeden jak Narcyz przeglądał się w obiektywie kamery. Ta niezaleźna działalność mogła być rzeczywiście solą w oku MSZ. W ostatnich latach każde z odzyskanych dzieł miało godną oprawę na stronach MKDzN z pominięciem pracowników MSZ, którzy okazywali się chyba w tym przypadku zbędni. Inaczej mówiąc, była to zemsta obecnego rządu bez patrzenia czy coś sprawnie działa działa czy nie. Ważne by zniszczyć.

Pierwotna decyzja minister o rozwiązaniu departamentu rewindykacji była szkodliwa i niegodziwa wywołując powszechne zdumienie i oburzenie. Została zmuszona do zmienienia decyzji pod wpływem protestów oraz artykułów w prasie krajowej i zagranicznej. Nie należało rozwiązywać zespołu, który miał liczne sukcesy i działał dobrze od lat. Proszę teraz nie zaprzeczać w prasie, że nic się nie stało, choć jest to normalne u polityków bez kręgosłupa takich jak p. Wróblewska.

Dla równowagi, fragment artykułu Piotra Kosiewskiego z Tygodnika Powszechnego: https://www.tygodnikpowszechny.pl/restytucja-dobr-kultury-co-sie-kryje-za-likwidacja-departamentu-w-ministerstwie-188108

Zamieszanie wokół Departamentu Restytucji Dóbr Kultury to kolejny przykład poważnego problemu, jaki ma MKiDN z informowaniem o swoich działaniach. Nie to jest jednak najważniejsze. Poprzedni minister Piotr Gliński rzeczywiście dużą wagę przykładał do restytucji dóbr kultury, czego symbolicznym podkreśleniem było powołanie odrębnego departamentu. Osiągnięciem ministerstwa za jego rządów było sprawniejsze odzyskiwanie przez Polskę dzieł utraconych podczas II wojny światowej.

Ale najważniejsza była ustawa o restytucji narodowych dóbr kultury, która ograniczyła możliwości przedawnienia roszczeń w przypadku takich obiektów. Jej uchwalenie w 2017 r. ułatwiało m.in. ich odzyskiwanie w Polsce, z czym wcześniej były poważne problemy. Dlatego nie udało się zablokować sprzedaży na aukcji choćby „Główki dziecka” Stanisława Wyspiańskiego, chociaż dzieło pochodziło ze zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.

Sukcesy w odzyskiwaniu dóbr w latach 2015-2023 były możliwe jedynie dzięki pracy prowadzonej przez lata w ministerstwie i wspieranej przez poprzedników Piotra Glińskiego. A obecna zmiana to powrót do sytuacji sprzed reorganizacji dokonanej za jego czasów. MKiDN podkreśla także, że obecna zmiana nie wiązała się ze zwolnieniami etc. – zachowanie ciągłości jest w przypadku tej problematyki szczególnie ważne.

Poruszaną inną złą decyzją p. Wróblewskiej jest zaniechanie budowy pomnika Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Ten pomnik czeka na wzniesienie jeśli nie od 1920 roku to na pewno od 1990 roku. Być może pownien to być Łuk Zwycięstwa wzniesiony w centrum Warszawy a nie bardzo zły i wzorowany na innych zagranicznych pomnikach skręcony obelisk na Placu na Rozdrożu. Decyzja Wróblewskiej jest zła i rzeczywiście wpisuje się w służalczość Tuska wobec Putina ale też i projekt tego pomnika jest zły. Może należy ogłosić konkurs od nowy projekt … lecz by do tego doszło trzeba czekać aż zdechnie koalicja 13 grudnia. Amen.

Projekt pominka Bitwy Warszawskiej 1920 roku

5 thoughts on “Z polskiej prasy, cd

  1. Witam. Sezon ogórkowy ma to do siebie, że z nudy można zapuścić się w tak mało atrakcyjne rejony jak polityka. Pamiętam, jak kiedyś Autor tego bloga podkreślał, że nie bierze się za tematy polityczne, a nawet szybko ucinał wszelkie próby agresywnej wymiany poglądów, które zdarzały się czytelnikom. Oczywiście jest to prywatny blog i Autor ma prawo pisać co chce, ale jako stały czytelnik dam sobie prawo do oceny pewnych treści. Pomijając mało wyszukaną agitację na rzecz obecnie kandydującego byłego prezydenta Stanów Zjednoczonych, nie mogę się nie odnieść do tematu likwidacji Departamentu Restytucji Dóbr Kultury, tym bardziej, że jest to kwestia, która w pewnym stopniu dotyka mnie osobiście. Na wstępie chciałbym podkreślić, że jestem zdecydowanym przeciwnikiem likwidacji tego departamentu i uważam to za bardzo poważny błąd. Nie mogę się jednak zgodzić z przytaczanymi tutaj żenującymi tekstami z prawicowych mediów przyprawionymi komentarzami Autora na podobnym poziomie. Przede wszystkim chciałbym, aby na moim przykładzie, czytelnicy zdali sobie sprawę, jak naprawdę wyglądały “sukcesy” ministra Glińskiego i jaką praktykę stosował DRDK pod jego wodzą.

    Otóż w lutym zeszłego roku odnalazłem w internetowym katalogu aukcyjnym dobrze znanego tu domu aukcyjnego Mehlis z Plauen w Niemczech polską stratę wojenną – litografię Ernsta Wilhelma Knippela z przedwojennych zbiorów Muzeum Śląskiego w Katowicach. Po namierzeniu straty od razu poinformowałem o tym fakcie pracowników Muzeum Śląskiego, którzy serdecznie mi dziękując, oznajmili, że rozpoczynają procedurę zwrotu dzieła wraz z DRDK. Ucieszyłem się z rozwoju sprawy i poprosiłem muzeum o przesyłanie mi informacji z postępu prac restytucyjnych. Jakie było moje zdziwienie, kiedy po półrocznej ciszy ze strony muzeum natrafiłem przypadkiem na relację z hucznej konferencji w Ministerstwie Kultury, na której minister Gliński odtrąbił sukces w postaci odzyskania odnalezionej przeze mnie litografii i jeszcze jednego dzieła. Problem w tym, że na tej konferencji minister ani nikt z przedstawicieli DRDK oraz Muzeum Śląskiego ani słowem nie zająknęli się, dzięki komu ta procedura mogła się rozpocząć. Nikomu nie przyszło na myśl, żeby zaprosić mnie na konferencję, jako jedną ze stron, która walnie przyczyniła się do odzyskania straty. Na potwierdzenie przesyłam link z tego wydarzenia: https://www.gov.pl/web/kultura/odzyskane-straty-wojenne–grafika-dama-z-wachlarzem-oraz-litografia-krolewska-huta–wracaja-do-macierzystych-zbiorow

    Oczywiście mam świadomość, że całość prac prawnych nie leżała po mojej stronie, nie liczyłem też na jakieś nagrody z tego tytułu, ale zwykła przyzwoitość i sprawiedliwość nakazywała wyróżnić wszystkie strony tego sukcesu. Po tym wydarzeniu napisałem maila do Muzeum Śląskiego z zapytaniem, dlaczego zostałem całkowicie wygumkowany z tej historii. W odpowiedzi otrzymałem telefon jednej z pracownic, która poinformowała mnie, że bardzo przepraszają, ale takie otrzymali wytyczne z ministerstwa, żeby nie poruszać tematu osób prywatnych, dzięki którym rozpoczęły się procesy restytucyjne. Wszystko stało się dla mnie jasne. Jak wyglądałby super departament ministra Glińskiego, gdzie 20 osób ma za zadanie non stop wertować katalogi domów aukcyjnych i pobiera za to odpowiednie pieniądze, a tu okazuje się, że do części odzyskanych strat przyczyniły się osoby prywatne, działające zupełnie pro publico bono w trosce o polskie dziedzictwo kulturowe. Kiedy jeszcze podrążyłem temat, okazało się, że takich przypadków jak mój było więcej. A więc tak wyglądały po części sukcesy ministra Glińskiego, nad którym zachwycają się prawicowe media. Liczę, że teraz trochę więcej osób przejrzy na oczy, tych z zatwardziałymi poglądami wychwalającymi tylko jedną stronę o zmianę podejścia nie posądzam.

    Drugą kwestią są żenujące teksty w stylu “Niemiec kazał, usłużny Tusk wykonał”. Jak informują prawicowe media, po wizycie niemieckiej Minister Kultury polski Departament Restytucji Dóbr Kultury został zlikwidowany. Tak się składa, że w maju tego roku miała miejsce rekrutacja na stanowisko specjalisty ds. restytucji dóbr kultury, na którą złożyłem aplikację. Chciałem w końcu robić, to co lubię, a po doświadczeniu ze znalezieniem opisywanej wcześniej straty, myślałem, że mam jakieś szanse. Po złożeniu przeze mnie dokumentów przez długi czas nikt nie odpowiadał, więc zadzwoniłem do osoby odpowiedzialnej za nabór, od której usłyszałem, że proces rekrutacyjny został wstrzymany i nie wie na jak długo. Po kolejnym miesiącu usłyszałem to samo, aż w końcu w mediach pojawiła się wiadomość o likwidacji departamentu. Wszystko jasne, ale pokazuje to, że temat był na wokandzie już od dawna, ale prawa strona od razu wykorzystała to do siana tępej propagandy, którą niektórzy ochoczo podchwycili.

    Na zakończenie chciałbym jeszcze raz podkreślić, że likwidacja omawianego departamentu to duży błąd. Niestety koalicja rządząca, w ramach rozliczeń poprzedników, postanowiła bezrefleksyjnie pozbyć się kwestii, którą uznała za tubę propagandową ministra Glińskiego. Rzeczywiście, poprzez praktyki, które wprowadził minister, tak istotnie było, ale sama idea dosyć rozbudowanego departamentu składającego się z szerokiego grona fachowców wyspecjalizowanych w tematach restytucyjnych była jak najbardziej właściwa i myślę, że nikt nie kwestionowałby wydatków na tę rzecz. Należało tylko zmienić podejście ministerstwa, otworzyć się na prywatnych pasjonatów, podjąć z nimi współpracę i podkreślać ich wkład w odzyskiwanie strat wojennych, dając przykład polskiemu społeczeństwu, jak należy działać na rzecz polskich dóbr kultury. Niestety obecnie brzmi to jak niepoprawna mrzonka, ale po cichu liczę, że za jakiś czas, po namyśle, rządzący wrócą do tego tematu. Jeśli nie, wszystko zweryfikuje urna wyborcza, przy której i ja wyrażę swoją opinię…

    • Dziekuję Panu za komentarz.

      Rzeczywiście w USA panuje kanikuła polityczna i dokładnie widać kogo preferuję. To nic nowego walczyć ze złem a co jest złe to dobrze widać za wodą. Będę chyba nadal umiarkowanie ośmieszał jedną ze stron lecz po przerwie wakacyjnej czas na blogu będzie poświęcony polskiej sztuce. Do polityki w Polsce w zasadzie się nie wtrącam a to był wyjątek bo zeźliła mnie ta wyjątkowo bardzo zła i mściwa decyzja p. Wróblewskiej a także inne jej decyzje.

      Pisze Pan o odzyskiwaniu strat wojennych, roli Glińskiego i byłego departamentu rewindykacji oraz o własnym udziale. Znam wiele podobnych przypadków, które miały prawie identyczny finał jak w przypadku Pana aktywności. Słyszałem o kilku sprawach bardzo porządnie załatwionych w przypadku osób, które nieświadomie posiadały obiekty zaginione ale były też pokaz siły – to wszystko nie tylko za kadencji p. Glińskiego ale też za poprzedników. Rozumiem, że może nieco kłuć pominięcie osoby, która rzecz odkryła i podała na talerzu ale w życiu nie raz nasi zwierzchnicy przyjmowali cudze pomysły jako swoje z późniejszymi konsekwencjami. Nie żyjemy w świecie idealnym.

      Dobrze, że Pan napisał o swoim udziale przy odzyskaniu tej litografii bo to pozostanie na blogu ku wstydowi i żenadzie tego rozwiązanego działu rewindykacji wówczas pod dyrekcją p. Rogowskiej. Wcale ich nie bronię.

      Do mnie docierały różne złe informacje o działaniu MKIDZN, jeszcze za kierownictwa p. Sienkiewicza a dalej p. Wróblewska pociągnęła po tej linii. Przykład: złośliwa zmiana Instytutu Dziedzictwa Myśli Narodowej im im. R. Dmowskiego i J. I. Paderewskiego na Instytut Myśli Politycznej im. G. Narutowicza. “Dyktatura ciemniaków” jak powiedział w 1968 roku Stefan Kisielewski. Rozmawiałem z Polonusami na ten tematy i prywatnie byli mocno zdziwieni ale publicznie się nie wypowiadali.

      Mamy być może inne prespektywy patrzenia na zmiany zachodzące w Polsce a w dodatku nie znam detali. Pozdrawiam, JD

  2. Drogi Autorze – szczerze uwłaczające dla Czytelników jest siłowe wpychanie polityki do treści związanych ze sztuką… Cytowanie posła Mularczyka jest już apogeum tej tragifarsy. Może proszę jeszcze wrzucić prośbę o odmawianie przez czytelników różańca za zdrowie Zbyszka Ziobry…

    A co do meritum sprawy – myślę, że jest jeszcze baaardzo wiele wypaczeń w działaniu resortu min. Glińskiego które to obiektywni czytelnicy z pewnością mogą przytoczyć….

    • Zgadzam się z Naczelnym Masonem, że uwłaczające jest dla czytelników wpychanie polityki przez p. Wróblewską do sztuki. Kim jest poseł Mularczyk to ja nawet nie wiem bo zacytowałem cały artykuł z Rzeczpospolitej. Jednak, jeśli p. Wróblewska rozbija to co dobrze działo za p. Glińskiego to jest polityka jakby na to nie patrzeć. Mam swoje zdanie nawet patrząc z daleka, bez znajomości szczegółów – wystarczą mi executive summary.

      Czekam zatem na opisanie przez Naczelnego Masona listy wypaczeń min. Glińskiego związanych z działem restytucji. Proszę samemu pisać śmiało i dokładnie bo miejsca wystarczy na PAC i proszę nie zwalać roboty na innych czytelników.

      Życzę zdrowia Naczelnemu Masonowi bo nie znamy przyszłości i nigdy nie wiadomo za czyje zdrowie trzeba będzie sie modlić.

  3. Wepchnięcie spraw odzyskiwania dzieł sztuki do ministerstwa ma wymiar fatalny. Jest to de facto przejęcie funduszy celowych, a więc praktyczna dewastacja tego procesu. Co więcej jest to bardzo duże zagrożenie dla całości procesu, który również obejmuje np. wywiad. Państwu, którym polityka przesącza umysł (jednym i drugim) jakoś trudno do dostrzec. A efekty już widać – choćby w likwidacji kluczowych placówek muzealnych polskich za granicą i przejmowanie ich na hotele dla prominentów.

Leave a comment