Przypominam postać Leona Kamira-Kaufmanna, który rozpoczął naukę u Wojciecha Gersona, przeszedł przez szkołę monachijska lecz wylądował i zadomowił się w Paryżu. Uczestniczył jednak w wielu krajowych wystawach. Prace jego należą do dużej rzadkości na polskim rynku, sporo ich posiada Muzeum Narodwe w Warszawie. Oglądając on-line zbiory MNW możemy sie domyslić kolorystyki na tych czarno-białych fotografiach.
Marek Kozubal: Niemiec kazał zamknąć, czyli o restytucji dzieł sztuki
Ministerstwo kultury zlikwidowało departament restytucji. Czy to oznacza, że nie zajmuje się już zrabowanymi w czasie wojny dziełami sztuki?
Informacja o likwidacji Departamentu Restytucji Dóbr Kultury resortu kultury pojawiła się w momencie, gdy ze strony ministerstwa zniknęła informacja o tej komórce. Alarm podniosły prawicowe media i politycy związani z poprzednim rządem. To one narzuciły narrację, która oparta była na teorii, że za wszystkim stali Niemcy.
Były szef resortu prof. Piotr Gliński napisał na platformie X (dawniej Twitter): „Dwie informacje z państwa policyjnego Tuska: rozpędzili właśnie departament restytucji dóbr kultury, który walczył o zwrot zrabowanych dzieł sztuki. I wycofali się z budowy pomnika Bitwy Warszawskiej, którą my prowadziliśmy. Dwa prezenty Tuska – für Deutschland i dla Putina…”.
Z kolei europoseł PiS Arkadiusz Mularczyk w Radiu Maryja stwierdził: – Myślę, że wytyczne z niemieckiego MSZ poszły do agentury w Polsce, żeby szybko ten departament zlikwidować, bo on przynosił wielkie straty wizerunkowe państwu niemieckiemu.
Niezrozumiała decyzja ministerstwa kultury
Błędem wizerunkowym było, że resort kultury nie reagował, chociaż sprawę komentowali historycy sztuki. Dorota Janiszewska-Jakubiak, była dyrektor Instytutu Polonika przyznała na FB, że nie rozumie tej decyzji. „Zlikwidowano Departament (…) Znów będzie okrojony etatowo wydział” – stwierdziła.
Z odpowiedzi na pytania „Rzeczpospolitej”, skierowane do MKiDN, wynika, że działania restytucyjne nadal będą prowadzone, tyle, że w Departamencie Dziedzictwa Kulturowego. „Zmiany organizacyjne w żadnym stopniu nie wiążą się z ich wygaszeniem” – odpowiedziano nam. Teraz ministerstwo prowadzi 178 takich spraw w 18 krajach m.in. w Niemczech, USA, Wielkiej Brytanii, Austrii, Francji i Włoszech. Z kolei 51 postępowań dotyczy Polski.
Ile osób zajmuje się restytucją w ministerstwie kultury
W zlikwidowanej komórce było zatrudnionych 19 osób, z tego 17 przeszło do Departamentu Dziedzictwa Kulturowego, a dwie do Centrum Informacyjnego. Dotychczasowa szefowa departamentu Elżbieta Rogowska otrzymała stanowisko zastępcy dyrektora Departamentu Dziedzictwa Kulturowego.
Ministerstwo nie odpowiedziało na pytanie „Rz” o powód likwidacji. Próbuję to tłumaczyć tak: gdy ministrem był Piotr Gliński departament ten wspierał pozycję tego polityka, ale jednocześnie on sam angażował się w sprawy restytucyjne, uznając je za polską rację stanu. Jeżeli to zdecydowało, to świadczy o braku koncepcji działania w tym zakresie kierownictwa, lub po prostu małości. A może skuteczność działania departamentu, choć promowanego przez Glińskiego, nie była taka jak ją pokazywano? Bo na przykład zajmował się restytucją z pominięciem MSZ, a przecież prowadzi on głównie działania za granicą.
Wydaje mi się, że p. Kozubal dotknął sedna sprawy tj sukcesów w restytucjach ministerstwa kultury, źle widzianego przez MSZ. Przez ostatnie kilka lat ministrowi Glińskiemu udawało się bardzo sprawnie odzyskiwać działe sztuki z pominięciem urzędników MSZ. W przeszłości, ci ostatni fotografowali się z odzyskanymi dziełami i pewnie dostawali za to jeśli nie sute nagrody to lepsze stołki. Dość charakterystycznym pod tym względem były fotografie jednego z ministrów (mogę podać nazwisko) siedzącego w fotelu na tle odzyskanego dzieła sztuki. Za kulisami pracowało wielu a on jeden jak Narcyz przeglądał się w obiektywie kamery. Ta niezaleźna działalność mogła być rzeczywiście solą w oku MSZ. W ostatnich latach każde z odzyskanych dzieł miało godną oprawę na stronach MKDzN z pominięciem pracowników MSZ, którzy okazywali się chyba w tym przypadku zbędni. Inaczej mówiąc, była to zemsta obecnego rządu bez patrzenia czy coś sprawnie działa działa czy nie. Ważne by zniszczyć.
Pierwotna decyzja minister o rozwiązaniu departamentu rewindykacji była szkodliwa i niegodziwa wywołując powszechne zdumienie i oburzenie. Została zmuszona do zmienienia decyzji pod wpływem protestów oraz artykułów w prasie krajowej i zagranicznej. Nie należało rozwiązywać zespołu, który miał liczne sukcesy i działał dobrze od lat. Proszę teraz nie zaprzeczać w prasie, że nic się nie stało, choć jest to normalne u polityków bez kręgosłupa takich jak p. Wróblewska.
Zamieszanie wokół Departamentu Restytucji Dóbr Kultury to kolejny przykład poważnego problemu, jaki ma MKiDN z informowaniem o swoich działaniach. Nie to jest jednak najważniejsze. Poprzedni minister Piotr Gliński rzeczywiście dużą wagę przykładał do restytucji dóbr kultury, czego symbolicznym podkreśleniem było powołanie odrębnego departamentu. Osiągnięciem ministerstwa za jego rządów było sprawniejsze odzyskiwanie przez Polskę dzieł utraconych podczas II wojny światowej.
Ale najważniejsza była ustawa o restytucji narodowych dóbr kultury, która ograniczyła możliwości przedawnienia roszczeń w przypadku takich obiektów. Jej uchwalenie w 2017 r. ułatwiało m.in. ich odzyskiwanie w Polsce, z czym wcześniej były poważne problemy. Dlatego nie udało się zablokować sprzedaży na aukcji choćby „Główki dziecka” Stanisława Wyspiańskiego, chociaż dzieło pochodziło ze zbiorów Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.
Sukcesy w odzyskiwaniu dóbr w latach 2015-2023 były możliwe jedynie dzięki pracy prowadzonej przez lata w ministerstwie i wspieranej przez poprzedników Piotra Glińskiego. A obecna zmiana to powrót do sytuacji sprzed reorganizacji dokonanej za jego czasów. MKiDN podkreśla także, że obecna zmiana nie wiązała się ze zwolnieniami etc. – zachowanie ciągłości jest w przypadku tej problematyki szczególnie ważne.
Poruszaną inną złą decyzją p. Wróblewskiej jest zaniechanie budowy pomnika Bitwy Warszawskiej 1920 roku. Ten pomnik czeka na wzniesienie jeśli nie od 1920 roku to na pewno od 1990 roku. Być może pownien to być Łuk Zwycięstwa wzniesiony w centrum Warszawy a nie bardzo zły i wzorowany na innych zagranicznych pomnikach skręcony obelisk na Placu na Rozdrożu. Decyzja Wróblewskiej jest zła i rzeczywiście wpisuje się w służalczość Tuska wobec Putina ale też i projekt tego pomnika jest zły. Może należy ogłosić konkurs od nowy projekt … lecz by do tego doszło trzeba czekać aż zdechnie koalicja 13 grudnia. Amen.