
Otrzymałem kopię artykułu “Sztuka nabywana przez zasiedzenie” opublikowanego wczoraj w Rzeczpospolitej (21 sierpnia) autorstwa Romana Kaczkowskiego. Warto przeczytać i zrozumieć konsekwencje wynikające z kupienia dzieł sztuki mających wadę legalności ich nabycia. Artykuł publikuję bez zgody autora i wycofam go na jego żądanie zostawiając jedynie link: https://www.rp.pl/rzecz-o-prawie/art40987321-roman-kaczkowski-sztuka-nabywana-przez-zasiedzenie.
Roman Kaczkowski: Sztuka nabywana przez zasiedzenie
Nabycie własności dzieła sztuki przez zasiedzenie bywa skomplikowane i wymaga spełnienia formalności.
Choć zasiedzenie najczęściej dotyczy nieruchomości, coraz częściej w ten sposób nabywa się dzieła sztuki.
Zasiedzenie, zgodnie z polskim kodeksem cywilnym, to sposób nabycia własności rzeczy ruchomej lub nieruchomości poprzez długotrwałe posiadanie, w dobrej lub złej wierze. Dla nieruchomości, posiadanie w dobrej wierze wynosi dwadzieścia lat, a w złej trzydzieści lat. Dla rzeczy ruchomych, takich jak dzieła sztuki, okres ten jest inny.
W praktyce, zasiedzenie dzieł sztuki może dotyczyć przypadków, gdy:
– Rodzina posiada dzieła od pokoleń, np. obraz od lat wisi na ścianie w jej domu, a ona nie ma dokumentów potwierdzających jego legalne nabycie.
– Odnaleziono „skarb”, np. dokonano przypadkowego odkrycia na strychu, a po latach okazuje się ono cennymi dziełami sztuki.
– Chodzi o dzieła zaginione w czasie wojny – po drugiej wojnie światowej wiele dzieł sztuki zostało zagubionych lub przejętych. Często obecni posiadacze nie są w stanie udokumentować legalności ich nabycia.
Nabycie własności dzieła sztuki przez zasiedzenie. Warunki prawne do spełnienia
Kluczowym elementem zasiedzenia jest nieprzerwane posiadanie dzieła sztuki przez określony czas. W przypadku rzeczy ruchomych, takich jak dzieła sztuki, okres ten wynosi trzy lata, jeśli posiadacz jest w dobrej wierze, a dziesięć lat w przypadku złej wiary.
Długotrwałe posiadanie oznacza, że zainteresowany musi mieć dzieło sztuki w swoim posiadaniu przez cały wymagany okres bez przerwy. Oznacza to, że musi sprawować nad nim faktyczną kontrolę i traktować je jak własne. Przerywanie posiadania, na przykład poprzez przekazanie dzieła komuś innemu, wyklucza możliwość zasiedzenia. Warto również podkreślić, że posiadanie musi być ciągłe – okresowe przechowywanie dzieła w magazynie, gdzie nikt nie ma do niego dostępu, może podważyć powyższy wymóg.
Posiadanie w dobrej wierze oznacza, że posiadacz jest przekonany, iż ma prawo do posiadania rzeczy. Dobra wiara jest subiektywną przesłanką, opartą na wewnętrznym przekonaniu o legalności posiadania.
Przykładem dobrej wiary może być sytuacja, w której osoba nabyła dzieło sztuki od renomowanego sprzedawcy, mając wszelkie dokumenty potwierdzające legalność transakcji, nie wiedząc o wcześniejszych roszczeniach innych osób.
Zła wiara oznacza natomiast, że posiadacz wie, że jego posiadanie jest bezprawne. Może to być sytuacja, w której osoba nabywa dzieło sztuki, mając świadomość, że pochodzi ono z kradzieży lub jest obiektem sporu prawnego. Nawet jednak w złej wierze możliwe jest zasiedzenie dzieła sztuki, ale wymagany okres posiadania jest wtedy dłuższy.
Sam proces zasiedzenia dzieł sztuki jest skomplikowany i wymaga spełnienia wielu formalności. Właściciel musi złożyć wniosek do sądu o stwierdzenie zasiedzenia. Niezbędne jest udowodnienie nieprzerwanego posiadania przez wymagany okres oraz wyjaśnienie okoliczności nabycia danej pracy/kolekcji. Pierwszym krokiem jest złożenie odpowiedniego wniosku do sądu, w którym posiadacz przedstawia dowody, które mogą potwierdzić nieprzerwane posiadanie przez niego dzieła sztuki. Następnie sąd rozpatruje wniosek, bada przedstawione dowody i wydaje decyzję o zasiedzeniu.
Są znane, medialne przypadki
Jednym z najbardziej znanych przypadków międzynarodowych jest odkrycie w 2012 roku ogromnej kolekcji dzieł sztuki u Corneliusa Gurlitta, niemieckiego kolekcjonera. Liczyła ona około 1,5 tys. dzieł, zawierała prace takich mistrzów jak Picasso, Matisse czy Chagall. Większość z tych dzieł była uważana za zaginioną od czasów drugiej wojny światowej.
Gurlitt twierdził, że wszystkie dzieła odziedziczył po swoim ojcu, który był handlarzem sztuki współpracującym z nazistami. Po jego śmierci rozpoczęła się skomplikowana procedura prawna, mająca na celu ustalenie, które z dzieł mogą zostać zasiedzone przez niego lub jego spadkobierców, a które powinny wrócić do prawowitych właścicieli lub ich potomków.
W Polsce również toczyło się wiele spraw związanych z zasiedzeniem dzieł sztuki pochodzących z okresu drugiej wojny światowej. W 2018 roku media szeroko relacjonowały sprawę dotyczącą kolekcji sztuki z Muzeum Narodowego w Warszawie.
Kilka dzieł, uznanych za zaginione, zostało odnalezionych w prywatnych kolekcjach i domach aukcyjnych. Posiadacze tych dzieł argumentowali, że nabyli je w dobrej wierze na rynku sztuki, często nie mając pojęcia o ich wcześniejszej historii. Sprawy te często kończą się w sądach, gdzie badane są dokumenty, świadectwa i okoliczności nabycia dzieł sztuki.
Autor jest ekspertem rynku sztuki, ARX Gallery
Nie jestem prawnikiem lecz prawo to wygląda bardzo groźnie dla kolekcjonerów. W uproszczeniu, wystarczy włamać się do domu i okraść cudzą kolekcję. Następnie należy sprzedać ją pokątnie i nowy nabywca przechowując kradzione dzieła sztuki w domu przez okres 3 lub 10 lat staje sie ich nowym właścicielem …obawaiając się teraz, co może być zabawne, ich kradzieży przez innych. Polskie zreformowane sądy będą wydawały zawsze sprawiedliwe i bardzo mądre decyzje (sarkazm mój) i, znając przykłady z ostatniego okresu, o to się nie obawiam. Nie wiem od kiedy to prawo działa ale będzie miało wpływ na zakupy rynkowe.
Ciekawa sytuacja może zaistnieć w polskich muzeach, gdzie pełną inwentaryzację przeprowadza się pewnie raz na pokolenie. Nadal jedynie drobny ułamek zbiorów tam zgromadzonych jest zdigitalizowany i udostepniony właścicielom on-line, czyli społeczeństwu. Z muzeów w Rosji ginęły i giną antyki. Czy podobną sytuację można sobie teraz wyobrazić w Polsce świetle tak liberalnego prawa?
Inną sprawą uświadomioną mi przez czytelnika jest możliwość wypłynięcia na rynek prac przechowywanych w magazynach domów aukcyjnych, prac bez pochodzenia lub z szemranym pochodzeniem. Po upływie 10 lat możemy mieć już zalegitymizowaną sprzedaż dzieł sztuki z obecnym defektem własności.
Czy w świetle polskiego prawa restytucja prac zaginionych, czy ukradzionych w czasie wojen będzie możliwa? Może dlatego ministerstwo kultury rozwiązało dział restytucji o czym pisałem wczoraj?
Jak by nie patrzeć, polski rząd legitymizując kradzież dzieł sztuki źle zapisze się w historii. Być może kryje się za tym prawem coś jeszcze innego, czego nie widzę a co wkrótce wypłynie.
Z całą pewnością pewne zabezpieczenie jest w Art. 169. [Nabycie ruchomości od nieuprawnionego] w:§ 3. Przepisów § 1 i 2 [mój dopisek: paragrafy mówiące o zasiedzeniu] nie stosuje się do rzeczy wpisanej do krajowego rejestru utraconych dóbr kultury.
dobry
Od strony prawnej równiez w konteķscie omawianej poniżej problematyki restytucji zasiedzenie nie będzie skuteczne jezeli udowodni się ze posiadacz aktualny spornego obiektu wszedł w jego posiadanie w zlej wierze a informacja ze dany artefakt jest tzw. dziełem utraconym podczas wojny i ze jest poszukiwany bedzie miała w 100% charakter dostępny .
Aktualnie jezeli sie nie mylę ? prosze o weryfikację NADAL w XXI. wieku Polska nie ma jednej dostępnej listy z maks. dokładnym opisrm dzieł utraconych którą kazdy zainteresowany mógłby przeglądać w Internecie 24 na dobę do tego majac opis poszukiwanych artefaktów po angielsku, ? czy niemiecku? rosyjsku? To o czym mówimy!! Polska jest obecnie coraz bogatsza i stać nas powinno na profesjonalne know how i support prawny najlepszych kancelarii prawnych. Reszta to polska wojenka oraz tzw. polski porządek i partyzantka wieczna którą realizujemy od wieków bez powodzenia.
”W przypadku rzeczy ruchomych, takich jak dzieła sztuki, okres ten wynosi trzy lata, jeśli posiadacz jest w dobrej wierze, a dziesięć lat w przypadku złej wiary.” Nie wiem skąd taki pogląd w artykule „eksperta”. Nabycie własności ruchomości przez zasiedzenie reguluje art. 174 kc. Przepis ten od czasu wprowadzenia kodeksu cywilnego w 1964 roku się nie zmienił w swojej istocie. Dodano jedynie paragraf 2.
cytuję art. 174 kc:
Posiadacz rzeczy ruchomej nie będący jej właścicielem nabywa własność, jeżeli posiada rzecz nieprzerwanie od lat trzech jako posiadacz samoistny, chyba że posiada w złej wierze. § 2. Przepisu § 1 nie stosuje się do rzeczy wpisanej do krajowego rejestru utraconych dóbr kultury.
Nie można zasiedzieć dzieła sztuki będącego ruchomością pozostając w złej wierze.
Przed wprowadzeniem kc tę materię regulował dekret z 11.10.1946 Prawo rzeczowe, w tożsamy sposób (art. 52).
A jeszcze wcześniej przepisy zaborców. Proszę nie szerzyć dezinformacji.
Kontynuując: dla dzieł sztuki, których posiadacze weszli w posiadanie przed 1945 rokiem należy ustalić, które prawo (w praktyce: na terenie jakiego zaboru) będzie stosowane. Jest to związane z faktem, że materialne prawo cywilne (prawo rzeczowe) regulujące instytucję zasiedzenia nie zostało przed II Wojną Światową w Polsce skodyfikowane.
Wnoszę z Pana listu, że autor artykułu w Rzeczpospolitej szerzy dezinformację bo nie ma przepisu pozwalającego na zasiedzenie w złej wierze dzieł sztuki przez okres 10 lat. O tym artykule kilka osób do mnie pisało już wczoraj i stąd ukazał się na PAC. Może zatem uda się ściągnąć samego autora, p. Kaczkowskiego, by wyjaśnił źródło zaprezentowanego bulwersującego prawa?
@74blog104
Po pierwsze – dla właściwej oceny prawnej musimy przede wszystkim mieć świadomość jakie prawo stosujemy – jeżeli zasiedzenie dotyczy terytorium Polski, stosujemy prawo polskie. Po drugie – ważny jest początek biegu zasiedzenia, gdyż (co do zasady) określa on z jakimi przepisami (zaborców/dekretem/kodeksem cywilnym) będziemy mieli do czynienia. Po trzecie – mogą wchodzić w grę jakieś przepisy intertemporalne (dla zasiedzenia które rozpoczęło bieg pod rządami jednej ustawy, a skończyło pod rządami drugiej).
Wydaje mi się, że autor artykułu dopuścił się drastycznego uproszczenia. Być może, w którymś ustawodawstwie cywilnym obowiązującym w II RP istniał taki przepis (BGB, ABGB, Kodeks Napoleona, Zwód Praw Cesarstwa Rosyjskiego itd.). Należałoby jednak, po pierwsze wskazać ten przepis (numer i akt prawny), po drugie wskazać od kiedy do kiedy obowiązywał. Po II wojnie światowej prawo rzeczowe uregulowane był dekretem. A od 1964 roku obowiązuje kodeks cywilny.
Przeraża mnie ten prawniczy bełkot, z którym mamy do czynienia codziennie. Niby ma wszystko prostować, ma to iść w dobrą stronę, ale… dla kogo dobrą? Pytanie pozostawię otwarte.