
Podobna kolorystyka do niektórych obrazów Adama Styki z północnej Afryki. Udana impresja rozgrzanego dnia na Capri
Lot 487. Wygrzywalski, Feliks Michal. 1875-1944 Polen. Auf Capri. 1931. Öl auf Pappe, li. u. sign., ortsbez. “Capri” und dat., ca. 31 x 44 cm, gerahmt. Rahmen 34,5 x 47,5 cm. At the isle of Capri, 1931, oil/ cardboard, signed, dated and located lower left, ca. 31 x 44 cm, frame: 34,5 x 47,5 cm. Opening 1,600 euro. Gunther. 06/18/24. Sold 1,600 euro
Feliks Michał Wygrzywalski kochał wyspę Capri i zatokę Neapolitańską. Od 1900 r. mieszkał we Włoszech.Na Capri gościł ze sztalugami wielokrotnie pomiędzy rokiem 1913 a 1931. Obrazy datowane są również 1916, 1923 , 1930.Uchwycone słoneczne refleksy, rozczepione jakby pryzmatem – wspaniałą ciepłą feerię barw-na skałach malowane z takim wyczuciem, zachwycają swoją lekkością i siłą wyrazu. Patrząc na ten obraz z Capri Wygrzywalskiego odruchowo chcemy zmrużyć oczy, czując na policzkach ciepło zachodzącego słońca.Wygrzywalski też mógłby należeć do Zakonu poławiaczy światła Jana Stanisławskiego. Ja napewno Go tam zapisuję.Jest dla mnie w tym obrazie Auf Capri, 1931 jakaś tajemnica.Nawet przy dużym powiększeniu
blob:null/0888264c-e884-4ee2-bdbb-2327d97e0a69
trudno dokładnie zobaczyć kobiecą postać stojącą w głębi przy kolumnie nad brzegiem morza.Postać ta skojarzyła mi się z żoną Wygrzywalskiego Włoszką Różą Imassa
https://www.artnet.com/artists/felix-micha%C5%82-wygrzywalski/portret-%C5%BCony-artysty-ls_ikPJLSE18X-n-dT_kVw2
Postać kobiety jakby z zawstydzenia jest tylko zarysowana.Napewno nie jest to żadna z wielu modelek nazywanych przez Wygrzywalskiego eufemistycznie “Nimfami lub Syrenami” epatujących nagością, która nawet w XXI wieku,gdzie wydawać by się mogło,że pokazano już chyba wszystko -“na sprzedaż” mnie osobiście swoją dosłownością po prostu rażą.
Znamienne że obraz, który w latach 90 kosztował ok 1500 pln obecnie osiągnął wartość 43 200 zł z opłatą aukcyjną.Ktoś kiedyś powiedział, że w w latach międzywojennych gdy nikt nie spodziewał się nachodzącej apokalipsy II wojny światowej, dobrze sprzedawały się obrazy z Marszałkiem na Kasztance, kwiaty w wazonach i gołe dupy.
Syci pułkownicy sanacyjni upajający się swoim sukcesem, chcieli cieszyć się życiem i otaczać się obrazami, które sprawiały im przyjemność, przywoływały miłe skojarzenia. W salonie I brygada, w alkowie erotyka.Tak samo Wygrzywalski wielbiciel pięknych kobiet, określany był mianem człowieka sukcesu, który dorobił się sporego majątku we Lwowie, który “jako człowiek „pokupny i obrotny” zajmował się również handlem sztuką, prowadząc razem z Marianem Bieleckim od 1926 roku galerię „Dom Sztuki”.Warto przeczytać artykuł pod znamiennym tytułem”Uroki życia według Feliksa Michała Wygrzywalskiego”
https://niezlasztuka.net/o-sztuce/uroki-zycia-wedlug-feliksa-michala-wygrzywalskiego/
Wygrzywalski był mistrzem autokreacji w autoportrecie w turbanie, z kołem okrętowym, w kozackim mundurze etc. Wielu krytyków wytyka mu w związku z tym wzorowanie się czy wręcz naśladownictwo Jacka Malczewskiego.Osobiście uważam jednak,że w tej multiplikacji autoportretów w tej wielokrotności siły spojrzenia Wygrzywalskiego, który patrzy na nas z drugiej strony, emanuje, jakaś wielka siła tego malarza.Co chce nam powiedzieć? Czy tylko Gombrowiczowskie- Poniedziałek-JA,Wtorek-JA, Środa-JA….?A może jest to wołanie o chwilę naszej uwagi, która przywraca zmarłemu na chwilę pozór życia jak w scenie obrzędu “Dziadów” Mickiewicza, gdzie duchy przyzywanych zmarłych opowiadają nam swoje losy?Najbardziej lubię autoportret Wygrzywalskiego właśnie z Capri (prosiłbym o wstawienie na forum choć małej reprodukcji)
Dzięki swoim licznym autoportretom Wygrzywalski unieśmiertelnia się po wielokroć.Patrząc Mu w oczy również my sami możemy oddać Jemu hołd.Z Króla Życia, Wygrzywalski stał się bowiem najpierw wygnańcem a następnie zapomnianym przez świat sztuki i najbliższych pariasem, pozostawiając, uciekając przed czerwonymi hordami cały majątek we Lwowie. Jak głosi jedna z historii podczas ucieczki spadł z powozu i doznał urazu głowy a następnie wylewu krwi do mózgu. Inna historia mówi,że bronił przed bandytami, żonę i synów i został dotkliwie pobity w wyniku czego zmarł.Jak w jednym z wierszy pisał młodszy o dekady Rafał Wojaczek:”A jednak coś zostanie po mnie może przypadkiem, mimochodem, a jednak po mnie coś zostanie choćby ta nisza wypełniona wrzodem”.Powyższe niech dopełni następujące info:Grób malarza na cmentarzu Pobitno – nekropolii w Rzeszowie, w dzielnicy Pobitno na prawobrzeżu Wisłoka, został na przełomie lat 70/80 zlikwidowany. Może z racji braku wniesionej opłaty za grób po śmierci potomków? Grób zniwelowano i wybudowano na jefgo miejsce grobowiec innej rodziny.Na zakończenie pozwolę sobie na osobistą refleksję.Ukochana przez Wygrzywalskiego wyspa Capri, kojarzy mi się również z moim rodzicami, którzy w 1967 r. w czasach szarej gomułkowszczyzny Skodą Octavia pojechali z Polski przez pół Europy na miesiąc miodowy do Włoch do Neapolu i na Capri.Czego przypadkową reminiscencją był również, że przez wiele lat miejscem mojego rodzinnego zamieszkania zlokalizowane było na ul. Capri w Warszawie.
Uważam, że Wygrzywalski produkując swoją serię erotycznych obrazów na sprzedaż z “Nimfami” vel “Syrenami” mógł naśladować przedstawienie, francuskiego malarza Antoniego Calbeta (1860-1944)
prezentowane w
Cambrai, Musée des Beaux-Arts
“Les Ondines” – Nimfy-“Ondyny”-“Ondynki”-w mitologii nordyckiej boginki zamieszkujące jeziora i rzeki.
https://www.artrenewal.org/artworks/ondines/antoine-calbet/76389
https://webmuseo.com/ws/musenor/app/collection/record/34586
https://www.lavoixdunord.fr/1464359/article/2024-05-22/ensemble-l-artiste-en-equipe-au-musee-des-beaux-arts-de-cambrai-la-joue-sport