
lot 437. Dwurnik, Edward (Radzymin 1943 – Warschau 2018). Plac Zamkowy in Warsaw. 2005. Gouache. 46 x 55 cm. Unframed. Lo. ri. sign. and dat. E. Dwurnik 2005, on the backing cardboard Polish stamp. – Provenance: Private collection Lower Saxony. pening 6,000 euro. Wettmann. 05/25/24. Passed
Wydaje mi sie, że zdecydowanie za wiele podobnych widoków miast z lotu ptaka naprodukował Edward Dwurnik. Samych Placów Zamkowych w Warszawie widziałem już kilka. To powoli zniechęca do kupowania. Józefów koło Otwocka jest nieprawdziwy, z lotu ptaka czy bez lotu ptaka. Mieszkałem tam przez kilka lat i niczego podobnie barwnego nie było. Na płótnie mamy urojenia artysty (alkohol?) kupione przez kogoś za 19,000 euro. W sumie spore moje zniechęcenie do obu prac.

Lot 438. Dwurnik, Edward (Radzymin 1943 – Warschau 2018). Józefów. 1978. Oil/canvas. 98 x 146,5 cm. Unframed. Lo. le. sign. and dat. E. Dwurnik 1978, on the reverse sign. again, No. 122/IX as well as two Polish labels. – Provenance: Private collection Bavaria. Opening 12,000 euro. Wttmann. 05/25/24. Sold 19,000 euro
Osobiście cenię wczesną twórczość Edwarda Dwurnika z groteskowo/szyderczych cykli prac:„Podróże autostopem” czy “Robotnicy” -“Sportowcy”. Uważam,że w okresie PRL malowanie w ten sposób oraz tematyka poruszana przez autora wymagała dużej odwagi.Z dystansem podchodzę natomiast do komercyjnego wymiaru jego twórczości z lat 90 tzw. cyklu niebieskiego, kiedy ewidentnie autor odcinał już tylko kupony od wcześniejszej swojej aktywności, co ironicznie przedstawił jego epigon Paweł KLUZA w obrazie “Dwurnik w swoim Porsche”
Bardzo ciekawy przegląd oraz omówienie wszystkich okresów twórczości E.Dwurnika zawiera katalog:
Click to access edward-dwurnik-engaged-travelling-2020.10.13.pdf
„Podróże autostopem” to cykl rozpoczęty w 1966 roku wyjazdem na Dolny Śląsk, z biegiem lat seria stała się natomiast nieodłączną cząstką niezwykle bogatej twórczości Edwarda Dwurnika. „Podróże” to zazwyczaj widoki polskich miast uchwycone z lotu ptaka, pozbawione linii horyzontu i wypełnione architekturą oraz ludźmi. Artysta wybierał punkty charakterystyczne przedstawianych miejsc, jednak nie pozostawał wierny ani topografii, ani perspektywie. Niczym za pomocą sznurka zagęszczał i rozluźniał miejski krajobraz, tworząc weduty będące syntezą magii i realności. Dzięki temu,prace łączą w sobie cechy dokumentu i malarstwa symbolicznego, oddając atmosferę polskiej rzeczywistości. Reporterskie spojrzenie malarza nie pozbawia ich jednak poczucia humoru oraz subtelnego dowcipu, wyrażanego poprzez absurd i groteskę. Patrząc na przedstawiane sceny niejednokrotnie ma się wrażenie, że architektura w miastach Dwurnika jest jedynie scenografią dla życia bohatera pokazywanego przez artystę (który w kolejnych cyklach zostanie powiększony do rozmiarów portretowych i stanie się głównym aktorem – m.in. „sportowcem” lub „robotnikiem”)”.”Tym, co wyróżnia socjologiczne obserwacje Dwurnika, jest umiejętne zestawianie dwóch płaszczyzn: rzeczywistości i nabrzmiewających pod nią warstw delirium rozczarowania i złości, napędzanych popularnymi kiedyś papierosami „Sport”, piwem, wódką i oranżadą. Krajobraz wewnętrznyartysty i polskiego społeczeństwa PRL-u oddziałuje bezpośrednio na rzeczywisty krajobraz miejski, nakładając się na niego niczym kalka”.Co do samego Józefowa i jego recepcji via Dwurnik.Na obrazie jest bardzo charakterystyczny symbol architektury józefowskiej tzw. domów letniskowych i pensjonatów w stylu “świdermajerowskim”.Jak mówił o tym sam Dwurnik:”Mieszkałem kilka lat w Józefowie, w otoczeniu drewnianych domów z drewnianymi werandami w stylu świdermajer i to wszystko tak utkwiło w mojej podświadomości, że kiedy zetknąłem się z akwarelami Nikifora, wspomnienia, otoczenie, w którym wyrosłem, w pewien sposób podbiły znaczenie tych akwarel i nabrały one dla mnie jeszcze większego znaczenia, i mocno wpłynęły na moją psychikę. Poczułem się, jakbym trafił na coś absolutnie swojego. Dlatego postanowiłem rysować i malować tak jak on. Trochę z przekory, trochę dla zabawy. Mocno się z nim identyfikowałem, stylizowałem, podszywałem” (Małgorzata Czyńska, Moje królestwo.Rozmowa z Edwardem Dwurnikiem, Wołowiec 2016, s. 103)Przed wojną obiekty te w wielu przypadkach należały do ludności żydowskiej stanowiącej prawie 70 % ludności tych terenów.Po wybuchu wojny żydowscy właściciele zostali pozbawieni przez Niemców swoich majątków a następnie zabici w niemieckich/hitlerowskich obozach koncentracyjnych.Po wojnie, w 1947 roku pozostawione domy zostały wpisane na listę mienia opuszczonego, a drewniane wille i pensjonaty zmieniono w komunalne kołchozy, upychając w nich lokatorów nazywane pogardliwe “pekinami” w związku z napływem ludności ze zniszczonej Warszawy wywodzących się z wielu warstw i klas społecznych w tym również tzw. mieszkańców socjalnych z marginesu społecznego.W budynkach tych bardzo często nie było bieżącej wody oraz kanalizacji.Świdermajery i ich “kolorowych” mieszkańców, opisał już w 1949 w “Przekroju” w wierszyka z kabaretu Zielona Gęś “Wycieczka do Świdra” sam Konstanty Ildefons Gałczyński:”Wille w ŚwidrzeOne stoją wśród sosenjak upiory w przedpieklui mówią smutnym głosemo radościach FIN DE SI?CLE’U; wzięte z ryciny żywcem:”ŚWIĄTYNIA BOGINI KALI”też z drzewa są, jak skrzypce,na których walce grali.
Dzisiaj noc taka ładna!Księżyc chodzi z gitarą.szulerzy na werandachkrzyczą “kiery” i “karo”.Tak zwana pani Lunaw króla pik patrzy chytrze.Przegrała. Noc jak fortunakołem toczy się w Świdrze”.
https://przekroj.pl/archiwum/artykuly/3563
Barwny opis przed i powojennej żydowskiej Kolonii letniskowej Frankówka w Józefowie która obejmowała teren pomiędzy ulicami Warszawską (dziś Piłsudskiego), Polną i Wiejską -dzisiaj ulica Wyszyńskiego, można przeczytać na stronie:
“W lokalu odbywały się bale charytatywne, dancingi i przedstawienia teatralne. W 1929 roku w gazecie Nasz Przegląd właścicielka tak zachęcała letników:W sobotę dn. 20 lipca r.b., na letnisku Józefów willa p. Wertmana w salonach p. Rozenberga, odbędzie się wielka zabawa p.n. „Sen nocy letniej”.Olbrzymia ilość atrakcji, niespodzianek i ciekawych imprez. Świetna orkiestra, loteria fantowa zaopatrzona bogato w fanty, bajecznie oświetlony teren przyczynią się, że „Sen nocy letniej” nie będzie tylko nazwą, lecz najistotniejszym faktem”.Po wojne “tuż za siedzibą OSP w Józefowie, strażacy zbudowali „dechy”, na które ściągali spragnieni rozrywki mieszkańcy Józefowa i okolic. Grali Bigolasi z kolegami, a goście tańczyli do późnej nocy. Starsi mieszkańcy wspominają sobotnie imprezy z rozrzewnieniem. Ryszard Budzynowski opowiadał, że serwowany w dużych dawkach alkohol rozgrzewał i muzyków i tańczących. Być może uczestnicy zabawy przynosili własne trunki, ale też mogli zaopatrywać się tuż obok, w knajpie Józefinka, która funkcjonowała na parterze dawnej Willi Wertmana.
Na obrazie pojawia się m.in. nazwisko Marek Sułkowski, być może chodzi o kultowego józefowskiego kinooperatora, najpierw w kinie ”Kometa”, a od momentu powstania Miejskiego Domu Kultury – w kinie „Muza”.Warto przeczytać wspomnieniowy artykuł o kolorycie tego miejsca w tym publiczności kinowej w Józefowie, podczas seansów filmowych o swojsko brzmiących pseudonimach “Śliwa” i “Kowboj”.