
Lot 60. WITOLD KAZANOWSKI (born 1932). Composition. Lithograph numbered 20/110 , signed and dated 1972 with autograph letter from the artist 65 x 50.5 cm. Estimate 50-80 euro. Delon – Hoebanx. 04/11/24.
Bardzo efektowna kolorystycznie litografia Witolda Kaczanowskiego ze skuloną i zamknietą w sobie samotną postacią (podwójnie sygniwana i z dedykacją). Licytujący przebudzili się w ostatnich 10 minutach by z 42 euro wywindować cenę sprzedaży do 115 euro. The Packengers, firma spedycyjna i monopolista (prawie) na rynku spedycji sztuki z krajów europejskich, wyliczyła mi 189 euro za przesyłkę tego plakatu z Paryża do USA co uznałem za rozbój.

List czytelnika na poruszony przeze mnie temat “The Packenegers i koszta transportu”:
Dzień Dobry,
zauważyłem, że co jakiś czas w komentarzach przewija się frustracja wynikająca z cen transportu The Packengers (rynek francuski). Nie dziwię się temu, też ją odczuwałem, do czasu gdy gruntownie nie wyjaśniłem sprawy w otwartej rozmowie z uznanym przewożnikiem. Dowiedziałem się, że o cenie decyduje “przelicznik wagowo-wolumetryczny” (kubatura x waga) tzw. “volumetric weight” i wynika on z kosztów przewozu, jakich żądają od przewożnika linie lotnicze, kalkulując ekonomię przestrzeni bagażowej (!). Decydująca jest wysokość obiektu (największy wymymiar). Czasem różnica kilku centymetrów potrafi zmienić cenę o kilkadziesiąt Euro, jeśli przekroczy się próg kosztowy w siatce kalkulacyjnej. Stąd nic nie ważący plakat Witold K (lot 60), o wys. 65 cm, będzie znacznie droższy w transporcie od oprawionego w solidną ramę obrazu o wys. dajmy na to 45 cm. Zdarzyło mi się kiedyś, że do 2 obiektów (dużych i ciężkich) dokupiłem trzeci, po aukcji. Proszę sobie wyobrazić, że koszt wysyłki 3 obiektów jedną paczką był wyższy od tego, gdyby wysłano je trzema osobnymi przesyłkami:)! Zdecydowała progresja kosztu w siatce “volumetric weight”.
Co do The Packengers, to wcale nie są oni najdrozsi, są i droższe firmy, Packengers dyscyplinuje koszt dzięki ekonomii skali, jaką uzyskali we Francji. Jako opcję cenową proponuję rozważyć MBE (Mailboxes). Czasem potrafią przedstawić bardzo konkurencyjną ofertę kosztową, trzeba jednak zawsze sprawdzić w internecie opinie o konkretnej placówce, ponieważ różnią się one jakością usług (czasem znacznie) – zwłaszcza w kwestii pakowania. A w przypadku nieoprawionego plakatu jest to decydujące.Łączę Pozdrowienia, Kolekcjoner (04/13/24)
Cena litografii bardzo atrakcyjna.Natomiast uważam, że bardziej ikonicznym obrazem tłumaczącym bardaiej wyraźnie sens cyklu “Samotność” W.Kaczanowskiego jest obraz z okładki katalogu z retrospektywnej wystawy twóczości autora w najstarszym domu aukcyjnym w Amsterdamie – Sotheby’s (2007).
“Typowym elementem kompozycji jego obrazów są niewielkie postacie ludzkie zawieszone w niezdefiniowanej przestrzeni. Sylwetki te pozostają anonimowe i zagubione, stają się dowodem samotności i wyobcowania, idealnie odzwierciedlając kondycję współczesnego człowieka.”
https://culture.pl/pl/tworca/wit-leszek-kaczanowski-witold-k
Tutaj można obejrzeć jak Autor w ww. galerii opowiada o tym obrazie
Od siebie dodam,że wiele osób nie do końca rozumie,że projekt wystawy autorskiej w ww. domu aukcyjnym wiąże się również z kosztami dla samego autora. Nie jest to więc bezpłatna promocja, a zdecydowanie swoiście rozumiany układ-wiązany autora z galerią (która zarabia podwójnie).Jak zauważył sam W.Kaczanowski w jednym z wywiadów:”W 2007 r., tuż po otwarciu mojej dużej wystawy w domu aukcyjnym Sotheby’s w Amsterdamie, nagle na łeb na szyję spadły indeksy giełdowe i wszyscy wystraszyli się kryzysu. W takich sytuacjach sztuka się nie sprzedaje. Zainwestowałem w przygotowania do tej wystawy 180 tys. dolarów. Owszem, kilka obrazów znalazło kupców. Ale było ich za mało.”
https://wywiadowcy.pl/witold-kaczanowski-2/
Mający obecnie 92 lata Wit-Leszek Kaczanowski pseud. artystyczny “Witold-K”, malarz, rzeźbiarz, fotograf., jest nadal twórczo aktywny. Z urodzenia warszawiak, syn Feliksa Kaczanowskiego – psychiatry, przedwojennego dyrektora szpitalu w Tworkach, czonka AK, który w ww. szpitalu ukrywał Żydów, ludzi oporu. Uratował od zagłady m.in. prof. Władysława Tatarkiewicza i jego żonę. W Pruszkowie jest ulica doktora Feliksa Kaczanowskiego.Witold-K-grafik był absolwentem ASP w Warszawie, na wydziale Grafiki. Uczeń: Eugeniusza Arcta, Wojciecha Fangora oraz Henryka Tomaszewskiego.Przedstawiciel pokolenia “pięknych dwudziestoletnich” przełomu lat 50 i 60, którzy będąc dziećmi wyszli z bagażem ogromnej traumy II wojny światowej i znależli się jako dorośli w dusznej rzeczywistości PRL co pomimo cenzury próbował pokazać w swoim filmie “Niewinni czarodzieje”, Andrzej Wajda.Przyjaciel Romana Polańskiego, Marka Hłaski, Jerzego Kosińskiego (z którym nomen omen był z racji podobieństwa bardzo często mylony). Od 1964 r. emigrant najpierw w Paryżu następnie w U.S.A. i Kanadzie.Wieczny playboy i kolorowy ptak w latach 60 uczestnik najsłynniejszych przyjęć narkotykowo-artystycznych w rezydencjach śmietanki towarzyskiej i filmowej L.A. na wzgórzach Beverly Hills, w tym organizowanych przez Hugh Hefnera z “Playboya”.Niedoszła ofiara sekty Charsa Mansona w rezydencji Romana Polańskiego na Cielo Drive, z której w dniu morderstwa dzwonił do Kaczanowskiego z zaproszeniem, by wpadł do Sharon Tate na kolację polski operator Wojtek Frykowski.
https://www.newsnationnow.com/wp-content/uploads/sites/108/2022/01/CieloDrGettyImages-1160288677.jpg?w=1280&h=720&crop=1
Wcześniej na zachód od centrum L.A. na wzgórzach Beverly Hills wracając ze spaceru z Markiem Hłasko, obrażeniom głowy uległ, z wyniku których zmarł polski kompozytor jazzowy Krzysztof Komenda -Trzciński.Miałem w pamięci ww. wydarzenia schodząc kilka temu na piechotę trochę dalej o tych wydarzeń, ze wzgórza gdzie oglądałem panoramę L.A. ze znakiem Hollywood od strony L.A. Griffith Observatory. Czas zatrzymał się tam w miejscu.To samo palące bardzo charakterystyczne słońce Kalifornii, ta sama panoram, te same rezydencje bogaczy, baseny cały czas tam są. Tylko ludzi brak.Kaczanowski, moim zdaniem, bardzo trafnie po latach opisał też, jedno z amerykańskich kryteriów tzw. karier artystycznych w U.S.A i swojego american dream.”Na jednym z przyjęć (znajoma) przedstawiła mnie komuś mówiąc: „A to jest nasz nowy nabytek z Izraela”. Zatkało mnie. Kiedy już wyjaśniło się, że jestem z Warszawy i mam polskie korzenie szlacheckie, a do tego żadnej krwi żydowskiej… wyrzucono mnie z galerii. Za bycie Polakiem. Później z kolei straciłem wielkie zamówienie… za „bycie Żydem”. Mój przyjaciel, słynny amerykański architekt Harwood Taylor, w Houston w Teksasie dostał zlecenie od króla Arabii Saudyjskiej na zaprojektowanie dziewięciu willi dla jego gości. Budżet bajeczny – trzy miliony dolarów. „Zrób dla mnie projekt dziewięciu abstrakcyjnych rzeźb” – poprosił Harwood. I wziął moje portfolio pod pachę, żeby pokazać ludziom króla. A ja głupi nie wyjąłem jednej strony ze zdjęciem plafonu, który wykonałem dla Domu Kultury w Oświęcimiu.(Bardzo ciekawa kompozycja malarska z lat 1959-61 w sali widowiskowej, która po konserwacji zachowała się do dziś- przyp. własny)
https://ock.org.pl/polichromia-witolda-kaczanowskiego/
I wszystko poszło do innego artysty…Kiedy okazało się, że nie jesteś Żydem, skończyły się zamówienia?Przykro przyznać, ale tak. Mieszkałem wtedy w hotelu przy 86. i Broadway. Okolica była podła. Każdej nocy słyszało się strzały. Ale za to stać mnie było na naprawdę wielką pracownię. Do czasu oczywiście, bo wkrótce nie byłem w stanie zapłacić żadnego rachunku. Wreszcie doprowadziłem się do takiego upadku, że z głodu, wyczerpania i zimna prawie umarłem”.Czy 36 tysięcy dolarów w 1974 r. to twoje największe honorarium za obrazy?Skąd wy wiecie takie rzeczy? Słyszeliście kiedyś o Conoco? To był szósty największy koncern paliwowy na świecie. Jego prezydentem był Wayne Glenn – w Ameryce Bóg – człowiek z niewyobrażalnymi pieniędzmi, który kupił za te 36 tysięcy dolarów szereg moich obrazów. Zakładając inflację, dziś to by było około 120 tysięcy dolarów… Potem się zaprzyjaźniliśmy, uczyłem go jeździć na nartach i zbierać grzyby. Jako artysta byłem poza finansowymi kategoriami. Dla mnie wejście po drabinie, tak zwanej social ladder, było o wiele łatwiejsze niż dla innych. Pewnie dlatego, że pieniądze nigdy mi nie imponowały. Ci najbardziej potężni to wyczuwali”.”Od 48 lat mam w Warszawie pracownię na Żwirki i Wigury. Na IV piętrze bez windy. Trenuję wchodzenie, żeby mieć formę na nartach (śmiech). Ta pracownia jest właściwie magazynem – kompletnie zastawionym moimi pracami. Namalowałem tu setki obrazów”.
https://wywiadowcy.pl/witold-kaczanowski/
Uważam,że przyjdzie czas,że ww. pracę ktoś przejmie i pojawią się one na naszym ryneczku sztuki. Smutne to bardzo.