Ewa Juszkiewicz (1984)

Ewa Juszkiewicz. Pukle, 2012

Lot 38. EWA JUSZKIEWICZ (B. 1984). Pukle (Locks). Signed, titled and dated ‘Ewa Juszkiewicz “Pukle” 2012’ (on the reverse), oil and acrylic on canvas. 51 3⁄8 x 39 ½in. (130.4 x 100.2cm.) Painted in 2012. Estimate GBP 180,000 – GBP 250,000. Christie’s. 10/13/23. Sold GBP 280,000

Ewa Juszkiewicz w ubiegłym roku sprzedała cztery swoje płótna w Christie’s i Sotheby’s powyżej 1 miliona dolarów. To duży sukses komercyjny jakiego chyba nikt się tego nie spodziewał. Artystka współpracuje z firmą Gogosian, która promuje jej prace za granicą. Myślę, że bez tej promocji nie byłoby sukcesu komercyjnego.

W tym roku również widzimy prace artystki na aukcjach, lecz sprzedają się już nieco gorzej. Niemniej nie jeden polski artysta o podobnym talencie marzyłby o takim sukcesie. Na aukcji w Christie’s mamy obecnie ‘Pukle’ Ewy Juszkiewicz, duży obraz (1.3 x 1 metr), przedstawiający postać kobiecą, wzorowany na pięknym portrecie kobiety namalowanym w 1824 roku przez duńskiego malarza Christiana Albrechta Jensena (1792-1870). Obraz przedstawiający Alexandrinę Simplicia Nicolai jest własnością rosyjskiego Ermitażu. Dla porównania przedstawiam również ten portret.

W katalogu Christie’s ktoś napisał długi esej na temat Ewy Juszkiewicz oraz tego portretu. Jest w nim sporo (przepraszam za określenie) pierół, które wytłuściłem w oryginalnym tekście. Najlepiej te słowa skonfrontować porównując oryginał do ‘włochatego’ obrazu. Trzy fragmenty obu obrazów powiększyłem (proszę nacisnąć na fotografie by otrzymać spore powiększenie). Obraz Ewy Juszkiewicz trudno nazwać nawet szkicem portretu Christiana Jenssena. Nie jest to na pewno kopia bo artystce brakuje techniki malarskiej by oddać subtelności oryginalnej pracy, np. rąk (tak, na rysunkach rąk wykłada się nie jeden kiepski kopiarz bo tego już w szkołach nie uczą), koronkowego i ozdobionego szerokimi wstęgami czepca oraz kronek przy szyi. Proszę popatrzeć na te porównania i przecztać esej z Sotheby’s. Wszystko da się napisać, gorzej z malowaniem. Braki techniki malarskiej są wielkie. Zmierzam do tego, że jedynym odkryciem artystki jest zakrycie twarzy modela w postaci włosów i to właśnie ma nadać pracy tajemniczy i dwuznaczny charakter. Takie przedstawienie nie  jest odkryciem bo byli przed nią inni z podobnym pomysłem. W sumie należy się cieszyć, że Gogosian potrafił wykreować artystkę, że Christie’s i Sotheby’s potrafi wszystko sprzedać, że artystka po potrąceniu gogosiańskiej marży też coś zarobi, że nazwisko Ewy Juszkiewicz obiega świat. W sumie należy się równocześnie smucić, bo to malarstwo jest słabe i nic nie wnosi nowego. Jest to żerowanie na kasyce i jej psucie.

Painted in 2012, Pukle (Locks) stands among the very first examples of Ewa Juszkiewicz’s celebrated historical appropriations. In vivid, luxuriant detail, the artist reimagines the 1824 work Portrait of Baroness Alexandrina Simplicia Nicolai (1787-1824), née Princess Broglie by the Danish Golden Age painter Christian Albrecht Jensen. Set against a backdrop of velvety chiaroscuro, her dress and bonnet come to life in hyperreal splendour. The colour of the blue fabric is heightened and intensified; every wrinkle, crease and pattern in the lace is rendered with immaculate clarity. Her face, however, is obscured by a mass of curls, transforming her into a surreal apparition. Juszkiewicz is fascinated by the ways in which women were depicted in historical portraiture. Her practice, begun in 2011, seeks to highlight the anonymity and uniformity with which they were traditionally portrayed. By replacing their facial features with startling, elaborate disguises—from insect masks, flowers and drapery to the locks of hair seen here—she invests her subjects with new life, character and intrigue. The work was included in a number of Juszkiewicz’s early exhibitions in Poland, including at the Centrum Kultury Katowice shortly after its creation. (…) (Fragment eseju zamieszczonego w internetowym katalogu firmy Christie’s)

Christian Albrecht Jensen (Danish, 1792-1870). Portrait of Baroness Alexandrina Simplicia Nicolai, nee Princess Broglie (1824). Oil on canvas. Hermitage. Oil on canvas, 64×52 cm
Porównanie modelowania rąk
Porównanie czepków
Porównanie kołnierzyków

Dodam a propos włochatych twarzy, że medycyna zna przypadki choroby zwanej Ambras syndrome, przejawiającej się nadmiarem uwłosienia ciała, szczególnie twarzy, jak na poniższej fotografii. Nie podejrzewam jednak artystkę by tą chorobą się kierowała. Szczerze powiem i jest mi z powodu szczerości bardzo przykro, ale obraz z aukcji za bardzo mi sie kojarzy z tą właśnie chorobą a nie z zagadkowością namalowanej kobiety. Jak wyglądała namalowana Alexandrina Nicolai to dobrze wiemy z obrazu Jensena i i nie widzę potrzeby by ten obraz nieudolnie paprać.

PS. Na pażdziernikowej aukcji w Polswiss Art jest już wystawiony obraz Ewy Juszkiewicz oparty na pracy Adolfa Ulryka Wertmüllera – Maria Ravens (https://collection.nationalmuseum.se/eMP/eMuseumPlus?service=ExternalInterface&module=collection&objectId=129503&viewType=detailView). Zobaczymy co powiedzą polscy miłośnicy sztuki i inwestorzy na wycenę 1,800,000 – 2,200,000 złotych, czyli wartość dwóch domów wolnostojących pod Warszawą.

Z listu czytelnika:

Proszę pozwolić, że podzielę się spostrzeżeniem dotyczącym Ewy Juszkiewicz, która bije ostatnio rekordy komercyjnej popularności. Zwracał Pan kiedyś uwagę na jej wątpliwy warsztat w stosunku do starych mistrzów, których przerabia. Ja zwracam uwagę na jeszcze inny poziom kopiowania, proszę spojrzeć na prace Volkera Hermesa od około 2008 roku. Pani Juszkiewicz zaczęła tak malować około 2012 roku. Ja rozumiem, że żyjemy w czasach postmodernizmu i wszyscy inspirują się wszystkimi, ale powinny być jednak granice Dla mnie to jest plagiat z twórczości żyjącego artysty. Volker Hermes jest znany w Tate i w MOMA, to nie jest początkujący.

Pozdrawiam, BC (11/07/23)

6 thoughts on “Ewa Juszkiewicz (1984)

  1. Pańska krytyka wydaje mi się bardziej szydercza niż merytoryczna. Po pierwsze, opieranie się na zawartości esejów opublikowanych w katalogach domów aukcyjnych nie jest, jak zresztą Pan bardzo dobrze wie, poważną kwerendą. Obrazy Juszkiewicz nie mają akademickich obrazów kopiować, a podważyć koncepcję tzw. “male gaze” o którym literatury jest mnóstwo (poczynając od feministycznego eseju Laury Mulvey z 1975 “Visual Pleasure and Narrative Cinema”). Porównań technicznych ani warsztatowych też nie rozumiem; śmiem twierdzić, że absolwentka studiów magisterskich i doktoranckich z malarstwa na ASP w Krakowie malować umie i decyzje o technice w swoich pracach podjęła świadomie. Ponadto, jeśli strategia zawłaszczania (“appropriation”) nie ma miejsca w sztuce współczesnej, to musielibyśmy wyrzucić setki artystów powojennego kanonu. Ile Juszkiewicz udało się wnieść do tej strategii okaże się pewnie dopiero za kilka lat, kiedy powstanie więcej tekstów poświęconych jej pracy pisanych przez badaczy oraz historyków sztuki. Kilka już istnieje. Warto w wolnej chwili rzucić na nie okiem.

    • Bardzo cenię Pana uwagi publikowane w przeszłości na łamach blogu jak również ten obecny komentarz oraz zapraszam w przyszłości. Niemniej, zaszło pewne nieporozumienie, gdyż w mojej ocenie absolutnie nie kierowałem się szyderstwem a jedynie wyraziłem swoją bardzo szczerą opinię. Nie jestem krytykiem sztuki i nie mam wykształcenia w tym kierunku oraz nie znam się na niuansach smakowanych przez krytyków. Jak Pan sam zauważył w przypadku pracy EJ ten esej katalogowy ma charakter komercyjny a nie merytoryczny. Dlatego ogłądałem ten obraz dość długo, jak też inne podobne prace artystki i zastanawiam się nadal nad tym co jej sztuka wnosi nowego i ważnego by ją stawiać na tak wysokim piedestale cenowym. Stoję jednak przy swojej ocenie, że artystka ma problemy z rysowaniem i żaden dyplom wyższej szkoły artystycznej temu nie pomoże (noblista i słabeusz mogą otrzymac dyplom ukończenia tej samej uczelni w tej samej dziedzinie). Ręce są kluchowato namalowane i wątpnię by celowo. Niektóre partie obrazu są nieźle skopiowane z oryginału a niektóre beznadziejnie słabo. To wszystko można przypisać jakiemuś celowi o ile z góry znamy taki cel i jeśli nie dopisujemy go post factum do oceny pracy. Trudno mi powiedzieć co siedzi w głowie artysty a co w głowie krytyków. Na pewno w wielu przypadkach obu stronom źle im siedzi, bo np. prawdziwy banan przyklejony taśmą do płótna ma uznanie u krytyków, czy też odchody artysty zalutowane w puszkach metalowych mają swoją wysoką ocenę ‘artysty’ i krytyka oraz wycenę aukcyjną. Śliski to temat i pełno jest podobnych przypadków na tle ‘artysta-krytyk’. Teorie ‘zawłaszczania’ czy też ‘zrzynania’ od innnych chyba nieco znam ale cenię tylko takie prace, gdy ponoszą sztukę na wyższy poziom a nie tylko cenowy. Mam nadzieję, że (jak Pan pisze) w przyszłości badacze i historycy sztuki właściwie ocenią prace artystki. Może jednak jest tak jak w bajce Hansa Christiana Andersena o Nowych szatach króla? Z szacunkiem, JD

  2. Uwielbiam prace, do których niezbędne są tasiemcowe wywody z jak genialnym dziełem mamy do czynienia. To mi przypomniało słynne powiedzenie Mark Twaina : „I am told that Wagner’s music is much better than it sounds”.

  3. Ja powiem tak.
    Mysle ze kiedyś za kilka lat bedzą nowi krytycy sztuki i myśle ze im oczy sie otworza na sztuke.

    A na tym blogu czym wiecej pisze sie o krytyce tym moze sie wicej pomaga.
    Danej osobie

    https://artinfo.pl/artinformacje/2-76-mln-pln

    Co robi promoca sztuki w Posce widac winik ale czy to sztuka czy Kopia

    Na zachodzie jest juz taniej jezeli.

Leave a reply to Krakus Cancel reply