
RED FLAG, jak na powyższej fotografii, rzuca na boisko head coach amerykańskiej drużyny futbolowej nie zgadzający się z decyzją sędziego. Sędzia zmuszony jest do dokładnego obejrzenia na monitorze kwestionowanej sytuacji i ma prawo do zmiany swojej decyzji.
Strona RED FLAG została zaproponowana przez jednego z czytelników. Pomysłem jest prezentowanie przypadków prac aukcyjnych, które wzbudzają największe wątpliwości autentyczności. Nie musi to oznaczać, że prace są falsyfikatami lecz wymagają dokładniejszego przyjrzenia się im i zdobycia brakujących informacji. Prawdopodobnie będą to rzadkie przypadki by zakwalifikować je do tej klasy i będą wzbudzały spore edukacyjne zainteresowanie. Nie należy spodziewać się częstego uaktualniania tej strony. Nowe wpisy będą zapowiadane na pierwszej stronie i przykłady będą wybierane bardzo selektywnie.
Pierwszy wpis będzie właściwie powtórzeniem historii aukcyjnej sprzedaży z grudnia 2023 roku obrazu z warszawskiej firmy Polswiss Art określonego tam jako „PETER PAUL RUBENS (PRACOWNIA ARTYSTY) (1577 – 1640), ŚWIĘTA RODZINA, OK 1630”. Pojawienie się na polskim rynku tej klasy pracy powstałej w pracowni czyli pod nadzorem samego Rubensa było sporym wydarzeniem emocjonalnie szeroko komentowanym w polskiej prasie, TV a także również na blogu: https://polishartcorner.com/2023/11/23/rubens-z-prado-i-rubens-pracownia-artysty-z-polswissart-za-1000000-1500000/. Aukcja tej pracy została później podsumowana na blogu w postaci dwóch artykułów, które siłą rzeczy są obecnie spychane przez pojawianie się nowych wpisów. Aby o tym ważnym wydarzeniu i jego konsekwencjach nie zapomnieć RED FLAG jest właściwym miejscem na jego przypominanie.
RUBENS z POLSWISS ART.
Próba podsumowania.
12 grudnia 2023 odbyła się warszawskiej firmie Polswiss Art aukcja płótna opisanego jako ‘Peter Paul Rubens – pracownia artysty’ przedstawiająca Świętą Rodzinę, nie datowanego lecz z sugestią powstania około 1630 roku. Aukcja ta była dyskutowana na bieżąco z na łamach blogu z emocjonalnymi nieraz komentarzami: https://polishartcorner.com/2023/11/23/rubens-z-prado-i-rubens-pracownia-artysty-z-polswissart-za-1000000-1500000/.

Obecnie opadły już emocje po aukcji „Rubensa z Polswiss Art” i warto pokusić się o opisanie raz jeszcze całego zdarzenia, przeanalizować go już bez emocji i skomentować szereg szczegółów. Artykuł ten powstał dzięki współpracy kolekcjonerów, muzealników oraz dziennikarzy, których uwagi zostały tutaj uzwględnione. Na przykładzie historii związanej ze sprzedażą tego obrazu wielu czytelników będzie mogło nabrać ostrożności do kwalifikacji krajowych ekspertów być może nie mających pełnej wiedzy do wydawania opinii o malarstwie z najwyższej półki światowej, nabrać ostrożności do atrybucji podawanych w domach aukcyjnych, nabrać ostrożności do relacji z prasy i telewizji bezkrytycznie powielających informacje z domów aukcyjnych.
Jest wiele niewyjaśnionych spraw dotyczących wystawienia i sprzedaży tego obrazu, włączywszy nawet końcową wiedzę o tym czy ten obraz został sprzedany w Polswiss Art na tej aukcji czy też nie został sprzedany. W pierwszym odruchu (prawdziwym?) firma podała, że obrazu nie sprzedała a dopiero następnego skorygowała tę informację na swojej stronie internetowej.
Proweniencja obrazu
Firma Polswiss Art podała dość lakoniczną informację o proweniencji tego obrazu Rubensa:
„Kraków, kolekcja prywatna
Wiedeń, kolekcja prywatna”
Od pracy tak wysokiej klasy oczekuje się dość drobiazgowych informacji o jej proweniencji. Te informacje winny zawierać między innymi daty przetrzymywania obrazu w konkretnych zbiorach, prezentacjach na wystawach na przestrzeni XVII – XXI wieków, ewentualnych sprzedażach lub przechodzeniach (spadkowych) z rąk do rąk. Prace Rubensa i jego warsztatu były bardzo cenione już za jego życia, były już wtedy drogie a ich posiadanie miało i ma nadal charakter prestiżowy. W sumie powinno zostać wzbudzone zdumienie i ostrożność brakiem proweniencji tej klasy pracy. Firma Polswiss Art wstydziła się podać informację, że początkiem proweniencji jest rok 2017, gdy ten obraz pojawił się na aukcji w austriackim domu aukcyjnym Dorotheum (aukcja 11 kwietnia 2017, lot # 9; https://www.dorotheum.com/en/l/1105912/). Został opisany tam w katalogu jako
„Peter Paul Rubens, Nachfolge des 17./18. Jahrhunderts”
i wyceniony na 3,000 – 4,000 euro z ceną wyjściową 1,500 euro. Obraz ten został sprzedany za 3,250 euro (z opłatami). Dorotheum nie było w stanie podać żadnych informacji o proweniencji i jedynie odwoływało się do porównaniia go do Świętej Rodziny ręki Petera Paula Rubensa ze zbiorów Muzeum Prado.

Poważne domy aukcyjne pisząc o proweniencjach ważnych obrazów zwykle podają drobiazgowo nie tylko przedziały lat przebywania w konkretnych miejscach lecz również czasami nazwiska ich właścicieli. W przypadku obrazu z Polswiss Art nawet informacja o ‘kolekcji wiedeńskiej’ prawdopodobnie była nieścisła bo aukcja odbyła się oddziale Dorotheum w Salzburgu, oddziale o mniejszym znaczeniu, a nie w głównej siedzibie w Wiedniu. Może zatem należy skorygować proweniencję na ‘kolekcjoner z Salzburga’? Czy na pewno obraz znajdował się w Wiedniu u kolekcjonera i skąd to wiadomo? Może ta uwaga jest zupełnie nieistotna wobec tego ‘światowego odkrycia’ lecz w nauce wymagana jest precyzja.
Dorotheum jest domem aukcyjnym działającym od 1707 roku czyli z doświadczeniem ponad 300 lat. Co najmniej dwa razy w roku odbywają się w głównej siedzibie na Doroteergasse 17 w Wiedniu aukcje ‘Old Masters’. Ten dom aukcyjny posiada własnych ekspertów oceniających od lat prace starych mistrzów. Można sądzić, że ich eksperci z Salzburga zastanowili się w 2017 roku nad oceną tego płótna i jako profesjonalisci konsultowali się z innymi oddziałami czy instytucjami. W tym kontekście wypada dla porównania zadać pytanie: jak głębokie jest doświadczenie Polswiss Art na rynku ‘Old Masters’?
Duże domy aukcyjne raczej nie przegapiają okazji nowych odkryć. Dodatkowo, sam rynek czyli osoby zainteresowane i dobrze znające się na malarstwie danego artysty potrafią dokonać odkrycia – to przejawia się w osiągnięciu nieproporcjonalnie wysokiej ceny sprzedaży w stosunku do wyceny. Taka sytuacja zwykle ma miejsce w przypadkach małych domów aukcjnych sprzedających głównie ‘mydło i powidło’ a nie prace starych mistrzów i dlatego nie potrafiących sobie poradzić z atrybucjami. Pod tym względem ciekawa sytuacja miała miejsce kilka lat temu na tle odkrycia oleju Rembrandta w mało znaczącym domu aukcyjnym w New Jersey, USA. Obraz opisany jako ‘Continental school” wyceniono na $500 – 800 a sprzedano za $1,100,000: https://www.antiquesandthearts.com/long-lost-rembrandt-fetches1-1-million-at-nye-company/.
Inny przykład mieliśmy z 2021 roku, gdy w szwedzkim Uppsala Auktionskammare sprzedano portret określony jako “Anthony van Dyck (Holland 1599‑1641), cicrle of“, za 5,200,000 SEK (ok. €520,000), wyceniony na 40,000 – 60,000 SEK (ok. € 4.000 – 6.000): https://www.uppsalaauktion.se/en/auctions/?auction_name=20210616&catalog_nr=607&type=filter&query=Anthony%20van%20Dyck&estimate_min=1000&estimate_max=100000000&hammer_min=1000&hammer_max=100000000. Obraz ten jest obecnie w katalogu lutowej aukcji Old Masters w Sotheby’s z wyceną $3,000,000 – 5,000,000, oraz z właściwą już atrybucją czyli jako wczesny autoportret Rubensa.
Na podanych przykładach widzimy, że zwykle jest kilka osób o nieprzeciętnej wiedzy, walczących o taki nierozpoznany obraz co równocześnie świadczy o tym, że rynek jest przez przeglądany nieustanniew celu znalezienia okazji. Obecność internetu bardzo ułatwia wyłuskiwanie takich prac ale też sprawia, że konkurencja jest duża i dlatego osiągnięte ceny są znaczące.
Proweniencja przedstawiona przez Polswiss Art jest żenująco słaba. Obraz ten sprzedano w kwietniu 2017 na drugorzędnej aukcji ‘Eastern Auction’ w Dorotheum w Salzburgu. Dorotheum najprawdopodobniej również nie potafiło uzyskać więcej informacji od osoby sprzedającej (consignor) choć można sądzić, że starało się. Firma ta, jeśli zachodzi potrzeba, potrafi zlecić badania fizyko chemiczne wybranym pracom. Można przypomnieć, że takie dokumenty przedstawiane były tam w ostatnich latach np. dla kilku prac przypisywanych Henrykowi Siemiradzkiemu (warsztat). Wygląda na to, że skoro dyskutowany obraz został zakwalifikowany w Dorotheum jako późniejszego naśladowcy Rubensa to te kosztowne badania były niepotrzebne. Podsumowując, ‘Rubens’ pojawił się w Austrii bez ‘papierów’, cena szacunkowa była umiarkowana, bez szans na podwyższene atrybucji. Ten fakt stworzył okazję kolekcjonerowi z Krakowa do hazardu spekulacyjnego na dużą skalę – próbę przemienienia 3,000 euro na 1,000,000 euro.
O tym jak powinien wyglądać opis proweniencji obrazów Rubensa i ich kwerenda można przekonać się z nachodzących aukcji w Christie’s i Sotheby’s. Proszę prównać z opisem w katalogu Polswiss Art:
Badania w krakowskiej pracowni LANBOZ i ekspertyzy polskich ekspertów
Krakowski właściciel tej pracy zlecił w 2020 roku badania fizyko-chemiczne płótna w krakowskiej pracowni LANBOZ, czyli w Laboratorium Analiz i Nieniszczących Badań Obiektów Zabytkowych. Następnie zwrócił się o wydanie opinii do dwóch polskich historyków sztuki, w 2021 roku do Adama Chełstowskiego a w 2022 roku do Macieja Kazimierczaka.
LANBOZ tak definiuje na swojej stronie zakres prowadzonych badań (https://mnk.pl/lanboz):
„Obszar ten obejmuje badania materiałów wchodzących w skład obiektów zabytkowych, wspomagające analizy historyczne lub ekspertyzy dotyczące autentyczności dzieł sztuki, prowadzone przez historyków sztuki, archeologów, czy konserwatorów.”
Proszę dobrze wczytać się w powyższe przesłanie. Nie ma tam mowy o jakimkolwiek potwierdzaniu autentyczności. Wnioski historyków i konserwatorów sztuki deliberujących nad konkretna pracą muszą pokrywać się z danymi analitycznymi otrzymanymi z LANBOZ. Wydaje się, że LANBOZ może wykluczyć pochodzenie płótna z określonego okresu jeśli np. znajdą się na nim składniki farby stosowane znacznie później. Jeśli natomiast rodzaj płótna oraz składniki farby ‘pasują’ do określonego okresu to i tak precyzyjne datowanie metodami głównie spektralnymi nie jest możliwe – spodziewać się należy raczej grubego przedziału datowania. Wyniki z LANBOZ mogą być zatem jedynie przedmiotem dalszej interpretacji ekspertów. Wątpić należy aby datowanie tego płótna Rubensa zostało określone przez pracowników LANBOZ. Należy wysnuć wniosek, że to panowie eksperci Adam Chełstowski i Maciej Kazimierczak lub jeden z nich zadecydowali o tak precyzyjnym datowaniu płótna Rubensa ‘około 1630 roku’ i przypisaniu go pracowni artysty w Antwerpii. Trudno sobie bowiem wyobrazić by to datowanie powstało w głowie kolekcjonera z Krakowa lub w biurze Polswiss Art.
Można tutaj ponownie zacytować fragment ważnego komentarza Pani Agnieszki Widackiej-Bisaga z Muzeum Narodowego w Krakowie przysłanego na łamy blogu:
„LANBOZ nie wydaje opinii potwierdzających datowanie czy atrybucje. Jest to zespół naukowców – chemików, fizyków, konserwatorów badających fizyko-chemiczne właściwości dzieła sztuki i wydający wyniki swoich badań. Innymi słowy podaje skład/splot płótna/innego podobrazia i zaprawy. Może podać występujące w malaturze pierwiastki sugerujące wykorzystanie tych czy innych pigmentów, ilość warstw pociągniętych fiksatywą etc. Pani powołująca się wyżej na opinie LANBOZ, która datowała płótno na rok 1630 chyba nie widziała jednak rezultatów badań tej jednostki.”
Warto byłoby zatem zapoznać się z kopiami tych trzech dokumentów: dokumentacją LANBOZ, oraz obiema ekspertyzami. Podobno te dokumenty były dostępne w siedzibie Polswiss Art do przeczytania na miejscu lecz nie on-line. Firma Polswiss Art stworzyła tym samym trudne do logicznego wyjaśnienia duże utrudnienie osobom zainteresowanych tą pracą, np. polskim i zagranicznym historykom sztuki nie mogącym przyjechać do Warszawy, zagranicznym ekspertom oraz potencjalnym osobom zainteresowanych kupnem tej pracy przez telefon czy on-line. Nie sposób w tym momencie dowiedzieć się co skłoniło ekspertów do a) tak precyzyjnego datowania tej pracy i b) przypisania jej pracowni Rubensa. Bez analiz dokumentacji pozostaje jedynie zapoznać się z bezwartościową papką dziennikarską opublikowaną w kilku czasopismach przez dziennikarskich ‘rubensologów’ (np. w Rzeczpospolitej) oraz pogadanką właścicielki firmy Polswiss Art i jej pracowników w Polsacie/TVN.
Nie sposób dyskutować i analizować opinie przedstawione przez p. Adama Chełstowskiego (firma Ad-Arte) oraz Macieja Kazimierczaka (Matheas Art) nie mając dostępu do kopii ich ekspertyz. Należy zatem oprzeć się na kwalifikacjach, wiedzy i osiągnięciach zawodowych obu ekspertów. Zatem po kolej.
Adam Chełstowski podaje swój życiorys zawodowy (https://www.ad-arte.pl/o-nas/biogram) oraz opisuje zakres działaności swojej firmy:
„Agencja Ekspercka Ad-Arte zajmuje się wykonywaniem opinii dotyczących autentyczności dzieł sztuki. Opinie pisemne mają na celu rozpoznanie i potwierdzenie autorstwa dzieła sztuki. Agencja Ekspercka Ad-Arte współpracuje także z najważniejszymi ekspertami specjalizującymi się w ocenie dzieł konkretnych artystów oraz najlepszymi konserwatorami.”
Firma ta wydaje zatem opinie dotyczące autentyczności i potwierdza autentyczność. Istotne i warte podkreślenia jest fakt współpracy firmy z najważniejszymi ekspertami specjalizującymi w ocenie dzieł sztuki oraz najlepszymi konserwatorami. Można przez to rozumieć, że właściciel tej firmy to skromny człowiek, świadomy swoich braków wiedzy skoro jak sam pisze, kontaktuje się z innymi osobami by wydać właściwą ekspertyzę.
Czy w przypadku pracy ‘Rubensa z Polswiss Art’ p. Chełstowski kontaktował się najważniejszymi ekspertami zlokalizowanymi np. w Antwerpii czy kuratorami CODART? Czy są dowody na taki kontakt a jeśli tak to z kim oraz jaki był ich wynik? Można mieć szacunek do jego zakresu wiedzy lecz równocześnie można wątpić by jego samodzielna opinia w sprawie Rubensa miała jakiekolwiek znaczenie na rynku międzynarodowym i była tam brana pod uwagę. Realia są takie, że opinia może mieć jedynie znaczenie na ulicy Wiejskiej 20 w Warszawie.
Rok po otrzymaniu ‘opinii rozszerzonej’ sygnowanej przez pana Chełstowskiego i potwierdzającej autentyczność pracy Rubensa, właściciel płótna skierował się po opinię do pana Macieja Kazimierczaka z firmy Matheas Art (https://matheas.art/). Firma ta na swojej tytuowej stronie nosi szyld „Matheas Old Masters”.
„ Jako dyplomowany historyk sztuki i konserwator obrazów z ponad dwudziestoletnum doświadczeniem, posiadając uprawnienia biegłego sądowego w dziedzinie sztuki, pragnę zaproponowac swoje usługi:
- Profesjonalnej konerwacji obrazów sztalugowych zgodnie z najnowszymi metodami i wytycznymi
- Sporządania programów konserwacji i zaleceń konserwatorskich
- Oceny stanu zachowania, wyceny obrazów
- Sporzadzania ekspertyz, w szczególności europejskiego malarstwa dawnego”
oraz inne usługi.
Z braku posiadania kopi ekspertyzy można jedynie przypuszczć, że p. Kazimierczak mógł dokonać rzetelnej konserwacji tej pracy; np. usunięcia starego weniksu, usunięcia przemalowań jeśli takie zostały znalezione, dokonania retuszów konserwatorskich, wymienienia dublowanego płótna wzmacniając obraz nowym dublem. Tę działalność można dobrze zrozumieć bo to powinno leżeć w zakresie umiejętności większości dyplomowanych konserwatorów malarstwa. Ta działaność konserwatorska powinna być bardzo szczegółowo udokumentowana włączając fotografie. Zwykle wynikiem konserwacji jest powstanie sporej grubości książeczki i tego należy się spodziewać zwłaszcza ze względu na potencjalną ‘wielkość’ tej pracy Rubensa. Taka trafna ekspertyza powinna być powodem dumy konserwatora i mogłaby być uznana za jego wizytówkę i nobilitację na rynku międzynarodowym. Szczególnie interesująca może być naukowa podstawa ekspertyzy mówiąca o powstaniu płótna w pracowni Rubensa w Antwerpii oraz datowaniu jej w tak wąskim przedziale czasu. Trudno jest polemizować z argumentami nie znając ich, bowiem Polswiss Art nie udostępnił kopii tej ekspertyzy. Warto również dowiedzieć się, czy ekspert kontaktował się z innymi ośrodkami, krajowymi i zagranicznymi. Pomimo dwudziestoletniego doświadczenia zawodowego p. Kazimierczaka, włączywszy arenę międzynarodową jego opinia o tej pracy Rubensa prawdopodobnie nie będzie wiążąca na arenie międzynarodowej, skoro są trudności z jej pozyskaniem nawet na arenie krajowej.
Ciekawa jest chronologia tych trzech ekpertyz i wnioski mogące płynąć z tej kolejności. Pierwsze były badania w 2020 roku w LANBOZ pracy prawdopodobnie będącej w stanie otrzymanym z Dorotheum, czyli przed późniejszą konserwacją. W 2021 roku p. Chełstowski wydał swoją ekspertyzę autentyczności a następnie p. Kazimierczak (2022 r) dokonał konserwacji i chyba również dokonał potwierdzenia autentyczności. Należy domyslać się, że p. Chełstowskiemu wystarczyło jedynie obejrzenie płótna w stanie dostarczonym z Salzburga by wysnuć wnioski o warsztacie Rubensa i czasie powstania. Nie miały znaczenia dla niego późniejsze prace konserwatorskie wykonane przez p. Kazimierczaka. Logiki w tym nie ma. Jeśli jednak konserwacja płótna miała miejsce przed badaniami LANBOZ to ta informacja została pominięta w opisie katalogowym.
Wypada zapytać, skąd bierze się taki poziom pewności u polskich ekspertów odrzucający potrzebę zasięgnięcia opinii u samego źródła wiedzy sztuki flamandzkiej? Wypada równiez zapytać o ich dorobek naukowy, tj. ile książek i publikacji napisał każdy z nich na temat malarstwa Rubensa czy sztuki flamandzkiej, na ilu konferencjach prezentowali swoje osiagnięcia na ten temat oraz jak wysoce są znani i poważani w środowisku tej sztuki, gdzie i jak często są cytowane ich badania? Można mieć szacunek do ich doświadczenia i wiedzy lecz równocześnie nic złego by zadać takie pytania skoro mówimy o obrazie wartości miliona euro.
Pierwszego grudnia 2023 w Rzeczpospolitej ukazał się artykuł Moniki Kuc „Święta Rodzina z warsztatu Rubensa na polskim rynku sztuki”, (https://www.rp.pl/malarstwo/art39506541-swieta-rodzina-z-warsztatu-rubensa-na-polskim-rynku-sztuki) w którym dziennikarka wyjaśnia między innymi tajemnicę datowania tej pracy, czyli ok. 1630 roku:

Wato podkreślić ten fragment” Na podstawie badań chemicznych obraz datowany został na około 1630 rok”.
Budzi wielką ciekawość świata nauki, szczególnie świata chemicznego, w jaki to sposób na podstawie badań chemicznych udało się tak precyzyjnie podać datę namalowania tego obrazu. Kto podsunął dziennikarce tę myśł? Krakowski LANBOZ nie był w stanie wydać takiego oświadczenia bo żadna ze spektroskopowych metod niedestrukcynych (prawdopodobnie praca ta była fotografowana przy różnych długościach światła, np. fluorencji wzbudzanej UV, reflektografii UV, VIS, bliskiej podczerwieni NIR, kolorowej podczerwieni IRC, promieniami Roentgena RTGNa oraz różnych kombinacji) nie jest w stanie datowa płótnać. Inna z metod, która mogła być zastosowana, czyli metoda badania składników farby za pomocą spektometru XRF (X-ray fluoroscene) pozwala jedynie na determinację składu chemicznego (pierwiastkowego) a nigdy nie doprowadzi do podania daty. Ktoś po prostu skłamał podając datę! Wydaje się, że to nie dziennikarka skłamała bo pewnie sama nie czytała raportów analitycznych. Czy w którymkolwiek z tych trzech sekretnie przetrzymywanych dokumentów (LANBOZ + ekspertyzy panów Chełstowskiego i Kazimierczaka) znajduje się stwierdzenie o datowaniu? Jeśli odpowiedź jest pozytywna to jest tam poświadczona nieprawda, czyli kłamstwo. Alternatywnie, pani Kuc musiała o datowaniu dowiedzieć się od pracowników zatrudnionych w Polswiss Art.
W jednym z niedawnych artykułów zachodnich o odzyskaniu skradzionych obrazów Rubensa i Goyi znajdziemy taki oto paragraf:
Danish experts have verified that the paintings match the time period of both Rubens and Goya, but a true verification of authenticity requires examination by experts in the artists’ native countries of the Netherlands and Spain. (https://www.reuters.com/article/denmark-art/stolen-rubens-goya-paintings-returned-to-danish-castle-idUSL5N0ZV3VQ20150715/)
Niewymienieni z nazwiska duńscy eksperci świadomie zdali się na opinię ekspertów z Holandii by ci potwierdzili autentyczność odzyskanej pracy Rubensa (true veryfication of authencity).
A jak było w Polsce? Poniższy tytuł prasowy wszystko wyjaśnia.

Może jednak w tym tytule jest zakamuflowene ziarno wątpliwości bo skoro ‘autentyczność potwierdzali Polacy’ to nie wiadomo na pewno czy potwierdzili.
Opinia z Rubenianum
Budzi zdziwienie dlaczego krakowski właściciel Rubensa nie zwrócił się o opinię do Rubenianum. Przecież taką opinię by otrzymał i to prawdopodobnie gratis. Posiadanie wariantu obrazu Świetej Rodziny z warsztatu Rubensa to spore wydarzenie. Obraz nabrałby wtedy znaczenia międzynarodowego. Na podstawie listu, którego fragment został wcześniej opublikowany na blogu oraz na podstawie zakulisowych informacji wiemy, że Rubenianum wiedziało o istnieniu tego obrazu i chętnie udzieliłoby o nim opinii właścicielowi. Było sporo czasu przed aukcją, całe 6 lat, by o to poprosić. Obraz ten sprowadzony z Austrii do Polski, o ułamkowej wówczas wartości rynkowej, mógby zostać wywieziony przed aukcją bez problemu na ewentualne oględziny zagranicznych ekspertów.
Jeśli kolekcjoner z Krakowa nie miał pomysłu poproszenia o ekspertyzę z Rubenianum to dlaczego dom aukcyjny Polswiss Art, działający z takim profesjonalizem i jego imieniu, tego nie zasugerował i dlaczego przyjął obraz na aukcje bez ekspertyzy zagranicznej? Warto zapoznać się z fragmentami dwóch listów w tej sprawie wysłanych przez zagranicznego eksperta (jego nazwisko jest znane Polish Art Corner) do czytelników bloga:
“(…) We only comment on the authenticity of paintings to their owners and to people acting on behalf of them. The painting you refer to is known to us and documented in our files. And in fact, various cases have been documented from the Polish art market in recent years that make me wonder as an expert. (…). As soon as owners contact us, we will be happy to provide information at any time.”
“(…) I am asked for my opinion about three hundred times a year and if the owner or a person authorized by the owner asks for it, I am happy to give my opinion. Sometimes, as in the case of the painting offered in Poland, I also give my opinion without being asked. They took note of my opinion there. The new owner has not contacted me, but he may have reasons for paying almost a million US dollars for this painting. However, the reasons for this are probably beyond my expertise. (…)”
Wypada zadać zasadnicze pytanie: czy firma Polswiss Art otrzymała ekpertyzę, wysłaną dobrowolnie np. z Rubenianum czy nie otrzymała? Jeśli otrzymała to dlaczego nie podała jej do publicznej wiadomości skoro aukcja sztuki 12 grudnia 2023 miała charatker otwartego dla publiczności wydarzenia?
Dlaczego sprzedaż w Polsce a nie w Sotheby’s czy w Christie’s?
Podobno, życzeniem właściciela pracy było pozostawienie obrazu na zawsze w Polsce. Wycena i analiza tego obrazu w jedym z tych dwóch zachodnich domów aukcyjnych nie przesądzała jeszcze o przymusie aukcyjnym w jednym z nich. Obraz można było zabrać i przywieźć z powrotem do Polski już z aureolą wielkości. Przypuszczam jednak, że zarówno Christie’s jak i Sotheby’s dokonałoby bardzo poważnej weryfikacji autentyczności i proweniencji. Mogłoby to wyjść obrazowi na dobre … lub na złe. Wniosek narzuca się, że za granicą mogło powstać groźne ryzyko odrzucenia z aukcji a w Polsce tego ryzyka chyba nie było – wniosek ten może być oczywiście błędny lecz może być prawdziwy.
Sprzedaż obrazu
Portal artinfo.pl podał informację o aukcji Polswiss Art w dniu 12 grudnia 2023 na swojej pierwszej stronie:
„Aukcja rozpoczęła się z przytupem, bo już drugą pozycją w katalogu było XVII-wieczne dzieło z pracowni Petera Paula Rubensa. Wraz z opłatą aukcyjną praca została sprzedana za 4 620 000 zł!”
Od kiedy sprzedanie tak ‘ważnego’ obrazu za 3,850,000 zł, czyli poniżej ceny estymacyjnej (4-6 milionów złotych) można nazwać sukcesem, czyli sprzedażą z przytupem? Takie bezkrytyczne dziennikarstwo jest żałosne.
Interesującym faktem jest, że firma Polswiss Art sama nie wiedziała czy sprzedała tę pracę czy też jej nie sprzedała. Na własnej stronie internetowej firma pierwotnie podała, że obraz został ‘pominięty’. Dopiero następnego dnia pojawiła się informacja o jego sprzedaży. Jak było naprawdę? Warto przywołać w tym miejscu artykuł sprzed 20 lat ‘Nieczysta gra’ (https://www.wprost.pl/84587/nieczysta-gra.html ) o powszechnych wówczas (?) praktykach domów aukcyjnych związanych z fikcyjnymi sprzedażami.

Przyszłość ‘Rubensa z Polswiss Art’
W zasadzie nie powinno być aż tak istotne czy obraz ten został sprzedany kolekcjonerowi lub inwestorowi i za ile. Każda osoba ma prawo wydać swoje pieniądze w dowolny sposób. Nabywca tej pracy jeśli zechce ją ponownie sprzedać w Polsce to będzie jedynie musiał znaleźć drugą osobę o podobnej wiedzy i mentalności inwestycyjno-kolekcjonerskiej. Można jednak tym obrazem obracać będzie jedynie w Polsce a nie na arenie międzynarodowej. Arena międzynardowa odpadnie bo tego obrazu jako ’bezcennego’ skarbu dla kultury Polski nie da się już wywieźć na stałe za granicę (co prawda bardzo ważnemu obrazowi Siemiradzkiego czyli Rozbitkowi udalo się wyjechać na stałe z Polski dzięki właśnie Polswiss Art; https://www.pb.pl/slynny-rozbitek-siemiradzkiego-opuscil-polske-736879). Obraz Rubensa na stałe pozostanie w Polsce i niepotrzebne będą mu w przyszłości dodatkowe ekspertyzy z ośrodków zagranicznych.
Ekspertyzy dyskutowanego obrazu mogą mieć znaczenie jedynie na terenach Polski. Historia ta za bardzo przypomina skandal z końca lat 80-tych związany z atrybucją większości obrazów z kolekcji Porczyńskich i warto sobie go odświeżyć. Kolekcja Porczyńskich była jednak ich darem i chyba dlatego dyskusja była dość otwarta o atrybucjach prac malarskich.
Opór przed akceptacją atrybucji Rubensa przedstawionej przez Polswiss Art był i jest dość silny wśród innych konserwatorów, historyków sztuki, muzealników, niektórych dziennikarzy i zwykłych kolekcjonerów – tak to wynika z korespondecji, która napływała przed i po aukcji na adres tego blogu. Zastanawiają opinie polskiej prasy tak unisono zachwycających się tym obrazem. Czyżby polska prasa zatrudniała w swoich redakcjach największych ‘rubensologów’? Warto zastanowić się dlaczego że było ani jednego publicznego głosu nawołującego do lepszego poznania tego obrazu.
Old Masters na polskim rynku
Polskie domy aukcyjne handlują głównie polską sztuka. Prace malarskie obcych artystów nie mają dużego powodzenia i są to marginalne sprzedaże. W ostatnich dwóch latach dał się zauważyć trend wystawiania prac ‘starych mistrzów’ w niektórych domach, np. Desa-Unicum wystąpiła w 2022 roku na aukcji z innym obrazem Rubensa a potem Wita Stwosza, SDA powtórzył niedawno nieudaną sprzedaż tego samego obrazu Wita Stwosza zaś obecnie do katalogu Polswiss Art widzimy dyskutowany obraz Rubensa. Te wszystkie próby to ‘big ticket’ ze światowymi cenami. ‘Polak potrafi’ jak pisano za czasów Gierka. Oferty rynkowe prac starych mistrzów w polskich katalogach aukcyjnych budzą zdziwienie zachodnich ekspertów. Jeśli ten trend się utrzyma to żadna z dużych zachodnich firm nie będzie myślała o współpracy nie mówiąc o wejściu na polski rynek. Może właśnie o to chodzi polskim domom aukcyjnym by miały nieskrępowaną wolną rękę i możliwośc robienia tego co się chce bez oglądania się na rynek międzynarodowy.
Na marginesie, warto aby właściciel ‘Portretu Damy’ Rubensa, sprzedanego w Desie w 2022 roku za 12 mln złotych (wycena 18-24 mln złotych) zapytał o ocenę tego płótna w Rubenianium lub sam dotarł do katalogu Corpus Rubenianum. Atrybucja tego płótna jest tam podana. O tej pracy polska prasa pisała również na klęczkach.
Rola polskich instytucji
Polskie instytucje muzealne miały możliwość wypowiedzenia się w sprawie tego obrazu. Pomimo wysyłanych do nich listów nie zdecydowały się na ocenę – treść niektórych listów do tych instytucji jest znana Polish Art Corner. Czy te instytucje uważają się za ‘lepsze’ w stosunku do domów aukcyjnych czy też mają zabronione polemizowanie na temat prac pojawiających się na wolnym rynku? Nieskrępowane opinie i dyskusje pracowników naukowych mogłyby wiele wnieść korzystnego do dyskusji. Nie należy bać się otwartych dyskusji o różnych hipotezach bo “Sunlight is said to be the best of disinfectants“.
Podsumowanie
Ponieważ żaden z polskich ekspertów, ani też osoba sprzedająca obraz, ani dom aukcyjny Polswiss Art, ani też nowy jego nabywca nie skontaktowali się z Rubenanium to może warto udostępnić im adres kontaktu. Przewodniczącym Centrum Rubenianum w Antwerpii jest Profesor Nils Büttner
Prof. Dr. Nils Büttner is Professor at the Staatliche Akademie der Bildenden Künste Stuttgart and Chairman of the Centrum Rubenianum in Antwerp. He has been an associate member of CODART since 2008.
Zastanawia dlaczego żadne z polskich muzeów nie zdecydowało się na zakup tego obrazu. Był przecież pod ręką w centrum Warszawy i na pewno muzealnicy mieli czas by się zastanowić i mogli mieć nieskrępowaną możliwość zapoznania się na miejscu z ekspertyzami. Wystarczyło jedynie podnieść rękę natychmiast po licytacji by przejąć tę pracę do muzeum.
Wygranym tej aukcji na pewno powinien być… Urząd Skarbowy. Skoro ta praca została sprzedana to firma Polswiss Art powinna zapłacić podatek dochodowy od zysku, który wynosi 770,000 złotych. Urzędy skarbowe szukają po ciemku paragonów na małych straganch a tu w światłach jupiterów ulicy Wiejskiej pojawiła się spora suma już zaksięgowana.
Jest wielu przegranych tej aukcji:
- Dwóch polskich ekspertów, których umiejętności i wiedza mogą być zasadnie podważane w oczach innych o ile to właśnie oni wydali samodzielne ekpertyzy o 1) warsztacie Rubensa i 2) datowaniu obrazu ‘około 1630 roku’.
- Poswiss Art bo obnażył swoją słabość, gazetową wiedzę odnośnie sztuki starych mistrzów, brak profesjonalizmu w dostępie do dokumentacji.
- Polski rynek antykwaryczny może być największym przegranym bo może nastąpić odsunięcie się wielu klientów, gdy ci zapoznają się z ‘kuchnią’ domów aukcyjnych i ich kucharzami. Rozdmuchana sprawa sprzedaży Rubensa w prasie i kanałach telewizyjnych wskazuje, że nie znalazł sie nawet ‘jeden sprawiedliwy’ który publicznie miałby inne zdanie.
- Organizacja czy organizacje zrzeszające antykwariuszy polskich, które nie podniosły żadnego polemicznego głosu i umyły ręce.
- Muzealnicy mający szeroką wiedzę, którzy dopuścili się grzechu milczenia.
- Duża grupa kolekcjonerów bo bezkrytycznie uwierzyła w słowo pisane.
- Zwykli zjadacze chleba karmieni papką dziennikarską bo są dumni, że w Polsce sprzedaje się sztukę z najwyższej półki. W tym miejscu zacytuję fragment mocnego listu w tej samej sprawie:
“(…) We live in a time when scientific facts are less important than wild claims made by journalists. Instead of asking someone who understands something about the matter, they are happy to help dubious businessmen with their sinister dealings. (…)
Można odnieść wrażenie, że strach przez wytoczeniem kosztownego i długotrwałego procesu sądowego mógł również zahamować polemikę na temat tego obrazu. Na przestrzeni ostatnich 30 lat było kilka sławnych procesów sądowych w tym zakresie. Nawet sam ś+p Franciszek Starowieyski musiał kilkanaście lat temu zaklinać się przed sądem, że to nie on namalował ‘Zjawę’ (nota bene sprzedaną w Polswiss Art; np. http://old.sdp.pl/aktualnosci/2014,falszywa-zjawa-starowieyskiego-wygrana-miliszkiewicza,1341647580; https://dzieje.pl/kultura-i-sztuka/obraz-zjawa-zostal-odebrany-z-sadu-okregowego-w-warszawie ). Sąd nie miał pojęcia czy ma jemu wierzyć czy też ekspertowi domu aukcyjnego.
Końcowy wniosek
Wcześniej czy później, sprawa atrybucji ulegnie wyjaśnieniu. Wiemy już, że Corpus Rubenianum zamierza umieścić ten obraz i jego historię w tomie, który będzie wydany w 2025 roku. Będzie tam przypisana ocena atrybucji tego oleju. Czy w 2025 roku obecny posiadacz tej pracy będzie miał powody do dumy? Trzeba poczekać i dożyć tego momentu. Można tę arybucję wyjaśnić już jutro – trzeba tylko chcieć.

Addendum
Już po napisaniu tego artykułu okazało się, że wiele dyskutowanych tutaj spraw zostało wymienionych w noworocznym artykule p. Janusza Miliszkiewicza „Nieświadomi klienci przepłacają” z podtytułem “Krajowy rynek sztuki wymaga szybkiej regulacji prawnej” opublikowanym w Parkiecie (30 grudnia 2023 – 1 stycznia 2024, strona 11), https://www.parkiet.com/inwestycje-alternatywne/art39639651-rynek-sztuki-nieswiadomi-klienci-przeplacaja. Pozwolę sobie zacytować fragmenty tego artykułu:
Na rynku sztuki obraca się kwotami nierzadko równie wysokimi jak na Giełdzie Papierów Wartościowych. Nie podlega on jednak szczegółowej regulacji ani kontroli, podczas gdy transakcje na giełdzie podlegają skutecznym rygorom prawnym. W nowym roku warto wykorzystać zmiany społeczno-polityczne dla reformy rynku.
Ważnym problemem na krajowych aukcjach po 1989 r. jest podawanie fikcyjnych cen po reżyserowanych licytacjach. Wolny rynek sztuki ma 34 lata, ale nie ma na nim instrumentu prawno-logistycznego pozwalającego na sprawdzenie, czy podany do wiadomości publicznej wynik licytacji jest prawdziwy, czy transakcja doszła do skutku. Ten problem od lat wielokrotnie sygnalizują prawnicy. Traci sam rynek, bo jest nieprzejrzysty. Plotki o fikcyjnych licytacjach niszczą wizerunek rynku sztuki. Tracą na tym przede wszystkim nieświadomi nabywcy. Sugerują się podawanymi lipnymi cenami i w swoich zakupach przepłacają. Jak dotrzeć do nabywców, zanim dokonają nietrafnego zakupu? Potrzebna jest edukacja, wolny przepływ informacji o tajemnicach rynku sztuki.
Recepta na problemy
Wystarczy wzorem świata wprowadzić obowiązkowe protokoły spisywane po aukcjach. Firma płaciłaby pdatki od wyników podanych w protokole. Taki protokół byłby źródłem wiedzy o faktycznych wynikach dla wszystkich zainteresowanych, np. dla inwestorów oraz dziennikarzy. To rozwiązanie nic nie kosztuje! Antykwariuszowi nie opłaciłoby się podawać fikcyjnych, rekordowych cen, kiedy płaciłby od nich podatek. Po co niektórzy antykwariusze po licytacjach podają fikcyjne ceny? Żeby budować swój wizerunek. To ma być dowód, że są skutecznymi sprzedawcami, bo sprzedają drogo, bo nawet wątpliwy towar nie spada z licytacji. Oczywiście chodzi także o kreowanie wysokich cen. Kolejny problem, który wymaga szybkiego rozwiązania, to brak prawnej definicji eksperta, który orzeka o autentyczności dzieł sztuki. Decyduje tym samym o milionowym majątku klientów. Dziś ekspertami zostają nierzadko przypadkowe osoby. Z reguły nie mają OC i w praktyce za nic nie odpowiadają. Zwykle nie płacą podatków od wykonywanych usług eksperckich. Natomiast tak zwane ekspertyzy często zawierają dowolne informacje. (…)
(…) Wiele razy alarmowałem w „Parkiecie”, że krajowe media nie mogą rzetelnie informować o patologiach na rynku sztuki. Niektórzy antykwariusze skutecznie blokują publikacje pismami przedprocesowymi lub pozwami sądowymi. Takie zjawisko pojawiło się na światowym rynku już w latach 40. XX wieku. Zostało u nas opisane w monografii pod redakcją Ronalda D. Spencera „Ekspert kontra dzieło sztuki”. Tę ważną lekturę wydał w 2009 r. Ośrodek Ochrony Zbiorów Publicznych. Przed krajową cenzurą ratuje nas tajemniczy portal „Polish Art Corner”, który ujawnia aktualne zagrożenia na polskim rynku (www.po lishartcorner.com). Warto zajrzeć, są tam pouczające lektury! (…)
Wypada podziękować autorowi za zauważenie Polish Art Corner oraz za udzielenie zgody na wklejenie całego poniższego artykułu:
Na podobny temat ‘Rubensa’ pisał już w 2011 roku Dziennik Polski: https://dziennikpolski24.pl/watpliwe-dziela-mistrzow/ar/3022742 . Screen-shot wybranego fragmentu tego artykułu:


Wiemy już zatem, że Muzeum Narodowe w Krakowie nie wykonywało ekspertyz płótna ‘szkoły Rubensa’ i nie można powoływać się i łaczyć MNK z ekpertyzą wydaną przez LANBOZ.
Pozostaje zatem alternatywa:
- LANBOZ nie wykonał żadnych badań
- LANBOZ wykonał ekspertyzę bo prowadzi również prywatną działalność gospodarczą w ramach MNK
Na stronie ineternetowej LANBOZ nie ma informacji o prowadzeniu dodatkowej działalności gospodarczej dla sektora prywatnego.
„Laboratorium wykonuje badania technologiczne dzieł sztuki z własnej kolekcji MNK i coraz większym stopniu realizuje badania zabytków z kolekcji innych polskich muzeów.”
Ekspertza LANBOZ, jeśli istnieje, jest nadal ukryta przed światem. (01/20/24)